08 marca 2024
06 marca 2024
102. Wzruszająca niedola
Po niektórych
blogach szlaja się ostatnio chamski pomiot, zapewne ćwoka
i abderytki. Po moim blogu też. Oczywiście występuje jako anonim - odwaga godna pomnika!
Wydala z siebie produkty przemiany materii dziwnie podobne stylem wszędzie,
gdzie przykucnie. Niestety, miejsce ekskrementów jest w toalecie, więc
szybciutko posprzątałam po gnojarzu. Vis maior. Może i komuś wystarczy
łopian za stodołą, ale ja lubię mieć porządek. Jest to MÓJ blog
i to JA decyduję o tym, czy jest czysto, czy też pozwalam
śmierdzieć łajnu.
Tak mnie
wzruszyła niedola nieboraka (płci dowolnej), być może z syndromem
niedopchnięcia, a na pewno patologicznej nienawiści, że aż
limeryk napisałam z tego wszystkiego.
Pewien anonim
z świńskiego chlewu
doznaje żółci
strasznego zalewu.
Wydala swoje
rzygi i gnoje
–
niech patrzy,
by nie dostał wylewu!
Uwaga! Zapraszam
na blog Pantery. Tam charakterystyka pełna.
29 lutego 2024
101. Bawmy się!
Sponsorem tego
odcinka (czyt. Muzą Natchniuzą) jest tym razem Jotka, u której ostatnio
pojawił się świetny post o lepiejach. Wyzwolił on świetną zabawę
w komentarzach. Przypomniało mi się wtedy, jak miałam fazę pisania
limeryków. To takie formy liryczne, które charakteryzują się treścią
skondensowaną, abstrakcyjną, żartobliwą, a nawet frywolną. Przekonałam się
już, że mistrzem limerykanctwa jest niejaki Optymista13. Ja nie
jestem, ale zabawa jest fajna i chciałabym, żebyśmy tym razem
pobawili się u mnie.
Najpierw próbuję
jakoś przystępnie (i niestrasznie) wyjaśnić, na czym ta forma
polega:
- zasadą jest,
że utwór składa się z 5 wersów,
- układ rymów
to AABBA, czyli rymują się wersy 1, 2 i 5 oraz 3 i 4,
- w pierwszym
wersie zawieramy informację o bohaterze utworu i o miejscu
akcji,
- 1, 2 i 5
linijka mają mieć po 3 zestroje akcentowe (w skrócie – 3 akcenty),
a 3 i 4 linijka po 2.
Wiem, że to
wszystko może brzmieć strasznie, bo sama kiedyś bałam się spróbować napisać
limeryk, ale uwierzcie, po przeczytaniu przykładu wszystko staje się łatwiutkie
jak łyknięcie dobrego trunku. I wciąga, a może nawet uzależnić! Układaniem
limeryków bawią się nawet dzieci w podstawówkach (wiem, bo moja
przyjaciółka z Sandomierza uczy w podstawówce i robiła to z nimi).
Zapraszam do
zabawy w komentarzach, zostawiając na ośmielenie trzy swoje. Liczę również
na wsparcie Optymisty13.
* *
*
Pewna Jotka z
Inowrocławia
rzecz w
tajemnicy mi taką wyjawia:
- Hoduję
pawiana!
Rzecz niesłychana,
bo to paw,
który puścił pawia.
* *
*
Była sobie Frau
Be z Rzeszowa.
Matka ją pasła,
ojciec hodował –
wszystko by
zjadła,
więc dużo sadła
taszczy na
sobie ta białogłowa.
* *
*
Jest Stach
Maruda ze Szczebrzeszyna,
któremu przydałaby
się dziewczyna.
Sprawa jest taka:
nie umie ptaka
w niewoli zbyt
długo trzymać.
Wszystko jasne?
No to do roboty!
27 lutego 2024
100. Czasem myślę
No tak, zdarza
mi się myśleć. Serio. Zwłaszcza, gdy ręce mają zajęcie, a mózg domaga się
rozrywki. Na przykład podczas załadowywania zmywarki albo zamiatania. Od czasu
do czasu rodzi się w mojej głowie pytanie godne rozważenia.
Nurtują mnie na przykład takie kwestie:
- · Skoro czas płynie szybciej lub zwalnia, to dlaczego
nie da się go cofnąć ani zatrzymać?
- · Dlaczego czerwona kapusta jest fioletowa, Biała
Wieża brązowa, a czarna skrzynka pomarańczowa?
- · Czy bakterie chorują?
- · Czy ryba może się odwodnić?
- · Czy ptaki, ośmiornice i stonogi puszczają bąki?
- · Czy gdyby istniał bóg, to byłby szczęśliwy?
Przyznam, że
chciałabym mieć tylko takie problemy.
24 lutego 2024
99. "Całujcie mnie wszyscy w dupę!"
Niejaki Stanley
Maruda znów ma zasługi, natchnął mnie bowiem… brakiem wulgaryzmów. Konkretnie to
w literaturze pięknej. No, nic bardziej mylnego. Wielkim postaciom naszej literatury
poustawianym na piedestałach należałoby te piedestały nieco podpiłować. Byli to
tacy sami ludzie jak my i ze świętością mieli niekiedy mało wspólnego. W ich
utworach możemy znaleźć wcale ładne kwiatki.
Oto przemiłe przykłady:
Mikołaj Rej, Figliki
Pleban, kiedy dziecię krzcił, chciał mu oczy mazać,
Plunął na
dłoń, a babie kazał prochu podać.
A baba się
schylając okrutnie pierdziała.
Ksiądz rzekł:
- „Patrz, jaką świątość chwalebną moc miała.
Jakoć diabeł
wyskoczył, co tu dawno siedział,
A iż musiał
uciekać, dawnom ja to wiedział.
Baba rzekła,
iż „Nie ja, dziecięć to prałacie!”
Ksiądz rzekł:
- „Tak i świątości po chwili posracie”.
(XVI wiek)
Jan
Kochanowski, Na matematyka
Ziemię pomierzył i głębokie morze,
Wie, jako wstają i zachodzą zorze;
Wiatrom rozumie, praktykuje komu,
A sam nie widzi, że ma kurwę w domu.
(XVI wiek)
Jan
Kochanowski, Fraszki, Księgi pierwsze:
Na ucztę
Szeląg dam od wychodu, nie zjem, jeno jaje:
Drożej sram,
niźli jadam; złe to obyczaje.
(XVI wiek)
Jan Andrzej
Morsztyn, Paszport kurwom z Zamościa
Zośka z Zamościa, Baśka z Turobina,
Jewka ze Zwierzyńca, z Krzeszowa Maryna.
Te cztery kurwy z piątą panią starą,
Pod dobrą idą na wędrówkę wiarą,
Służyły wiernie, póki pański długi
Kuś potrzebował ich pilnej usługi.
Teraz, że ślubne związki zwarte z żoną,
Precz ich zapewne od dworu wyżoną.”
(XVII wiek)
Jan Andrzej
Morsztyn, Małżeństwo
Sameś skurwysyn, kurwa twoja żona,
Tak się ty diabłu godzisz jak i ona:
Gracie oboje, oboje pijecie,
Wzajem kradniecie, wzajem się bijecie.
Gdyście tak równi i tak siebie godni
Jak wiecheć zadku czemuż tak niezgodni!
(XVII wiek)
Aleksander hr.
Fredro, Sztuka obłapiania
Jeb, Młodzieńcze, jeb, lecz miej zwyczaj drogi,
Ze świecą kurwie patrzeć między nogi.
(XIX wiek)
Julian Tuwim, Na pewnego endeka, co na mnie szczeka
Próżnoś repliki się spodziewał
Nie dam ci prztyczka ani klapsa.
Nie powiem nawet „Pies cię jebał”,
bo to mezalians byłby dla psa.
(XX wiek)
Andrzej Bursa Sobota
[…] możliwe
że mógłbym użyć jej inaczej
np. napisać 4 reportaże
o perspektywach rozwoju małych miasteczek
ale
mam w dupie małe miasteczka
mam w dupie małe miasteczka
mam w dupie małe miasteczka
(XX wiek)
Julian Tuwim,
Całujcie mnie wszyscy w dupę
Item ględziarze i bajdury,
Ciągnący z
nieba grubą rentę,
O, łapiduchy z
Jasnej Góry,
Z Góry
Kalwarii parchy święte,
I ty,
księżuniu, co kutasa
Zawiązanego
masz na supeł,
Żeby ci czasem
nie pohasał,
Całujcie mnie
wszyscy w dupę.
(XX wiek)
18 lutego 2024
98. Fak!
Bejbisiter – dresing – fudkurt – wajp – floł – lajfhak – najs – dreskod – krejzi – tim – risercz – dżoint wenczer – frilanser – łol – oldskul – czelendż – łebinar – topczojs – fleszmob – lajfstajl – tiszert – klabing – randomowy – dizajn – sikłel – dżoging – strim – influencer – fajfklap – kołcz – dedlajn – startap – hejt – drajwer – snakbar – fit – fastfud – ejelajner – sajz – iwent – dżamping – łintycz – lancz – fanpejdż – pijar – frencz – igzaktli – prikłel – krindż – kripi – fan – sejl – faszion – kurwa mać – dziękuję za uwagę.
16 lutego 2024
97. Żeberka
Do napisania tego tekstu zainspirował mnie „incydent” facebookowy. Pantera wie, o co chodzi, bo to ona zamieściła czyjś tekst, a ja go skomentowałam. Chodziło o to, że autor tego tekstu na początku zwrócił uwagę na powszechny błąd językowy, a kilka linijek niżej popełnił inny. Nie czepiam się tego akurat faceta, bo nie on pierwszy i nie ostatni popełnia błąd, jednak generalnie język polski uległ zrakowaceniu, a społeczeństwo – niemal powszechnemu analfabetyzmowi wtórnemu. Już nawet w mediach bez żenady stosuje się tak przaśny język, że czytać/słuchać hadko. Ortografia, interpunkcja, składnia, leksyka, gramatyka, frazeologia, stylistyka, słowotwórstwo, fleksja, a nawet fonetyka leżą i kwiczą. Społeczną zapaść umysłową widać jak na dłoni dlatego, że po roku 1989 rozpoczęło się systematyczne psucie oświaty, a także dlatego, że panuje moda na bylejakość i tylko tipsy oraz sztuczne rzęsy muszą być zrobione porządnie. Dziwi mnie nieustannie, jak można nie panować nad własnym językiem, który zna się od niemowlęctwa. Argument, że „nie każdy jest polonistą” do mnie nie trafia, a to dlatego, że na filologii polskiej nie uczy się czytać, pisać i mówić, tylko zgłębia się wiedzę daleko bardziej zaawansowaną niż codzienne użytkowanie języka.
Być może większość ma na to wywalone, ale mnie rozmaite
„kwiatki” rażą i wkurzają. Nie mam na to wpływu, tak mam od dzieciństwa.
Uważałam za jakieś dziwne i podejrzane dzieci, które mówiły „okieć” i „opatka”,
„prawom rączkom”, „brzydkom lalkom”, „kakało” itd. Na wszelki wypadek się odsuwałam.
Dzisiaj natomiast kipię wewnętrznie, gdy dorosła i wykształcona osoba
prosi mnie, żebym zamieściła na stronie internetowej „te loga”. Normalnie złamałam się
w kibici (której nie mam), bo szarpnęło mi kiszkami. A panie
polonistki (sic!) twierdzą, że „pracowni” pisze się przez dwa „i” na
końcu, akademia odbędzie się „na auli”, a uczniowie „są zaopiekowani”.
Zęby i śledziona wypadają, jak się tego słucha.
Wstrząsu doznałam niegdyś, gdy na ogromnym billboardzie
zobaczyłam słowo „trochu”, którego – niestety – używa przerażająca liczba
ludzi. Noż wszyscy święci! A, właśnie: „noż”, a nie „nosz”. „Trochę”, „po
trosze”, ale nigdy „trochu”! To jest taki językowy nowotwór, jak
rozpowszechnione przez kręgi kościelne „ubogacać”.
Nagminnie słychać: „kroić torta” czy „pisać bloga”, podczas
gdy powinno się „kroić tort” i „pisać blog”.
Pojąć nie mogę, skąd ludziom bierze się to nieszczęsne „a”
w słowie „lubiałem”. Nigdy nie powinno się tam pojawić.
Niezwykle popularne słowo „koleś” przybrało w dopełniaczu
formę „kolesi”, od której cierpnie skóra na pośladkach.
Popularne „włanczać”, „wziąść”, „w cudzysłowiu” i „bynajmniej”
używane zamiast „przynajmniej” to płotki w porównaniu z „teatrem
imieniem”, „szkołą imieniem” oraz „miesiącem majem” i „rokiem
dwutysięcznym dwudziestym”.
Cała kupa narodu „ubiera spodnie” albo już „ubrała buty, podczas
gdy ubrać to sobie może choinkę.
W pisowni nastały wszelkie plagi egipskie, wśród których najbardziej
szatańskim pomysłem jest oddzielanie przedrostków „super”, „mega-”, „mini-”, „ekstra-”,
„eks-” od wyrazów, których są cząstką. Druga, równie piekielna, to
nieodróżnianie „także” od „tak że”.
O żenującej modzie na mizdrzenie się poprzez wadliwe
wymawianie spółgłosek miękkich już pisałam, więc nie będę się powtarzać.
I jeszcze to nieszczęsne „-kł-” zamiast „kw”! Toczę pianę z pyska,
gdy słyszę „akła” zamiast „akwa”.
Polska języka za trudna jest? To co powiedzieć o chińskim,
hebrajskim, fińskim czy węgierskim? Uczniom już wytłumaczyłam, że nie mówi się
„tutaj pisze”, tylko „jest napisane”. Bardzo skutecznie, posługując się
pytaniem: idziesz, widzisz na chodniku kupę i co wtedy myślisz: „sra” czy „jest
nasrane”? Pojęli w stu procentach i twierdzą, że nie zapomną do końca
życia. Czyli jednak da się.
Aha, no i jestem winna Wam wyjaśnienie tytułu. Żeberka
wzięły się z formy „żebra” zamiast żebrze.
Dziękuję Czytelnikom za uwagę, rączki całuję, do nóżek padam
i polecam się na przyszłość.
05 lutego 2024
03 lutego 2024
95. Panie doktorze, wszystko mnie wkurwia!
1. Mija pierwszy tydzień ferii. Miałam wstępnie
odpocząć, podczas gdy codziennie popierdzielam jak mały motorek i z niczym
nie wyrabiam. Strasznie mnie to wkurza. Dodatkowe lekcje, ocenianie prac
z konkursu kuratoryjnego, rozkminianie maminego iPhone’a, ginekolog,
dermatolog, psycholog, ortopeda, mammografia, pranie, sprzątanie, sranie
w banię… W rezultacie nie mam czasu dla siebie, robię zaległości na
blogach, chodzę z nieumytym łbem i wieczorem padam jak podcięta
sosna.
2. Ostatnio kilka razy widziałam przez okno mojego „wielbiciela”,
a raz na niego wpadłam. I wkurzył mnie do białości sam fakt, że muszę
się czaić. Ponieważ nie było gdzie zwiać, to tyłek uratował mi…
Stanley Maruda. Akurat odebrałam od niego przesyłkę, więc wsadziłam łeb w karton
i byłam bardzo zajęta grzebaniem w nim, czyli udawaniem, że ja to nie ja.
Nie wiem, czy mnie zauważył, czy nie, w każdym razie minął bez
żadnych ekscesów. DZIĘKI CI, STACHU!
3. Gotuję się do białości, gdy słyszę cholerne dziumdzie,
które nie potrafią nawet wymówić poprawnie słowa po polsku i mizdrzą się,
mówiąc: „smierc”, „sję”, „jesc”, „myc sję” itd. Słychać to nawet u niektórych
aktorek. Nagle połowa żeńskiej populacji zapadła na wadę wymowy?! Uszy mi więdną
i natychmiast chciałabym odesłać je do logopedy, a że nie mam
takiej możliwości, to odsyłam je do diabła.
4. Sprawdzając prace konkursowe, dostaję oczopląsu i wścieku
mózgu z powodu stających w szranki wybździn polskiej edukacji, nieumiejących
nawet pisać, nie mówiąc o stanie czytelnictwa. Do konkursów
kuratoryjnych powinni przystępować najlepsi w województwie i obawiam się,
że to SĄ najlepsi. Lepiej to już było i nie wróci więcej.
5. W poniedziałek wyjeżdżam na tydzień i nie mogę
sobie nawet, taka jego mać, spokojnie pojechać rano, bo najpierw muszę załatwić
sprawy w PCENie i pół miliona innych, drobniejszych.
* * *
Na szczęście są i dwie dobre rzeczy w tym wszystkim. Ów wariacki
tydzień się kończy, a ja kolejny spędzę u przyjaciółki w Sandomierzu.
To jest jedno z moich, jak to mawia JoAnka, miejsc mocy.
22 stycznia 2024
94. Więzienie
Więzienie
źle mi tu
zaglądam często
przez kraty ogrodzenia
na zewnątrz
patrzę na tych
którzy stąd wyszli
mają już spokój
zazdroszczę im
źle mi tu
torturują nas
brakiem pracy
bólem zębów
śmiercią bliskich
pieniędzmi kończącymi się za wcześnie
rakiem zjadającym po kawałku
innymi ludźmi
zgubioną książką z biblioteki
utratą przyjaciół
którzy nigdy nimi nie byli
lękiem przed operacją
komornikiem
i pijanym mężem
zbliżam twarz do krat
spoglądam długo
oni
którzy się stąd wydostali
odbyli już karę
niektórym udało się uciec
nie wyjdę stąd
za dobre sprawowanie
nie obejmie mnie amnestia
nikt mnie nie uratuje
skazana na dożywocie
tkwię za kratami
życia
15 stycznia 2024
93. Spermopiekłowstąpienie i zwęglopowstanie
Nie
powiem, jaką drogą (bo wstyd się przyznać, z jakimi ludźmi się pracuje),
ale wpadł mi w ręce megagniot pod tytułem „Świadectwo Glorii Polo”. Leżał na
stole. Jego autorką i zarazem bohaterką jest kobieta na oko
pięćdziesięcioletnia (nigdzie nie dokopałam się do danych biograficznych),
Kolumbijka – co już na starcie tchnie duchem seriali dla inteligentnych
inaczej. Niezorientowanym wyjaśniam, że kobitka, z zawodu podobno
stomatolog (w co wierzyć się nie chce, zważywszy na poziom intelektualny
wspomnianego dzieła), jeździ po świecie i opowiada grzesznikom
o cudownym przywróceniu do życia po trafieniu piorunem i całkowitym
zwęgleniu jej ciała. Zwęglenie organów wewnętrznych i zbyt długo trwające
zatrzymanie akcji serca kieruje przeciętnego śmiertelnika prosto do kostnicy.
Gloria Polo tymczasem opowiada o sobie i swoim siostrzeńcu, że trafił
ich piorun, który był tak silny, że się zwęglili. Na tym historia Glorii
powinna się zakończyć, zaszło jednak zdarzenie nadprzyrodzone, w wyniku którego
kobieta najwyraźniej cudownie zwęglopowstała. Oznajmia, że po wybudzeniu ze
śpiączki nie odniosła żadnych szkód w mózgu (moim zdaniem poniosła szkody
gigantyczne). Następujące po tym wstrząsającym oświadczeniu 90 stron potężnego
bzdetu zdaje się wymownie tej deklaracji zaprzeczać. Zadałam sobie trudu
przebrnięcia przez ten pomnik idiotyzmu i wyszłam z tego obronną ręką
tylko dlatego, że jestem wstrząsająco odporna.
Zwęglopowstała
Gloria już na wstępie wali z grubej rury: przyczyną wyboru przez piorun na
ofiarę właśnie jej była wysoce grzeszna – a jakże! – wkładka domaciczna.
Zwęgloną
Glorię diabli wzięli prosto do piekła, gdzie jak na dłoni ujrzała cały katalog
popełnionych przez siebie grzechów grzecznie ułożony według zaleceń Katechizmu
Kościoła Katolickiego. Co znamienne – na plan pierwszy wybijają się największe,
histeryczne fobie Kościoła ostatnich lat (ezoteryka, eutanazja, wiara
w reinkarnację, życie małżeńskie i seks, seks, seks, seks),
a dopiero potem na warsztat poszły przykazania. Hierarchia ta nie dziwi
zupełnie, gdy wziąć pod uwagę pychę Watykanu i megalomanię kleru,
dyktujących własne dogmaty i przykazania.
Ze
szczególną lubością zwęglopowstała pławi się w – cieszącej się najszerszym
spektrum kościelnych zainteresowań – sferze seksualnej. Zwyrodniała wyobraźnia
epoki średniowiecza może czyścić buty zwęglopowstałej Glorii: „(...) dotarłam
do swojego rodzaju grzęzawiska, gdzie wiele osób tkwiło po szyję w bagnie
i jęczało. Pojęłam, że to bagno złożone było z nasienia, które
wytrysnęło w grzesznych związkach i podczas seksualnych zboczeń”.
Niestety, nie wspomina, czy widziała tam polskich biskupów. Spłakana ze
śmiechu, stan przedagonalny osiągnęłam przy zdaniu stanowiącym stylistyczną
i semantyczną perłę stulecia: „Podczas każdego wytrysku uwalniają się miliony
sperm”.
Doprawdy, jeśli „Słowacki wielkim poetą był”, to co powiedzieć o mistrzyni
słowa Glorii Polo?!
Przykazanie
„nie zabijaj” zostało, oczywiście, sprowadzone wyłącznie do aborcji
i antykoncepcji, a „nie cudzołóż” – do odważnego ubioru
i homoseksualizmu, co stanowi przyczynek do ustanowienia rekordu świata
w mnożeniu bredni na akord.
Na
najbardziej niedostępne wyżyny obłędu opowieść wznosi się w momencie, gdy
dochodzi do opisu płodu trzymanego w słoiku przez kilkunastoletnią dziewczynę,
która usunęła ciążę. Ów oryginalny eksponat zachowała na polecenie matki po to,
aby... (zapewne zamiast iPhona mówiącego „weź pigułkę”) przypominał jej
codziennie o zażyciu tabletki antykoncepcyjnej!
Tandetny,
katechizmowy układ treści, rzygliwy do nieprzytomności język i kosmiczne
pierdoły wyssane ze zwęglopowstałego palca mówią same za siebie. Ortodoksyjne,
tendencyjne oszołomstwo aż bije po oczach miernotą i żałosną mistyfikacją.
Cel rozpowszechniania tego bubla jest ewidentny i przez samą zwęglopowstałą
między wierszami zgrabnie przemycony: „Na domiar złego nie robiłam nic innego
tylko krytykowałam księży i ukazywałam ich w złym świetle”.
I tu jest pies pogrzebany! Nawrócona do granic oczadziałego fanatyzmu
Gloria składa oświadczenie: „Całym sercem i całą duszą wdzięczna jestem
w imieniu Jezusa Chrystusa Papieżowi (pisownia
oryginalna!), Jego zastępcy na ziemi, kapłanom i osobom konsekrowanym
Kościoła Rzymskokatolickiego. Ślepo słucham ich wszystkich, gdyż takie
było właśnie polecenie naszego Pana Jezusa Chrystusa, gdy pozwolił mi powrócić
do ziemskiego życia”.
I
wszystko jasne.
08 stycznia 2024
02 stycznia 2024
91. Gwieździsty chodnik i ślinotok
Dziś będzie krótko, przedstawię jedynie do kontemplacji
dwie kolekcje.
Pierwsza to kolekcja gwiazd z ciechocińskiej „Alei
Gwiazd”. Bądźcie uprzejmi zauważyć, że jest wśród nich gwiazda wyjątkowa,
błyszcząca jak choinka, na tle której się uplasowała.
![]() |
| I Frau Be - blogerka |
Druga kolekcja wymaga dwóch punktów wyjaśnienia:
1. Ze słodyczy lubię wyłącznie bezy i bitą śmietanę. Bezy
mogą mieć również inne kremy.
2. Nie pitolić mi tu o kaloriach, bo się zdenerwuję
i krew się poleje!
Niniejszym przedstawiam kolekcję zjedzonych w Ciechocinku
bez, torcików i tortów bezowych. Na ich widok mam ślinotok.
Na popitkę gorąca biała czekolada z bitą śmietaną albo przepyszny
grzaniec. Oj, grzańce to tam mieli rewelacyjne!
21 grudnia 2023
90. O, choinka!
Na czas
sztilenachtowania
otannenbaumowania
mełykłismesowania
dżingelbelsowania
i lastkłismesowania
życzę Wam, moi Kochani
NAWZAJEM!
17 grudnia 2023
89. Szaro-czarno
Poprzednim razem obiecałam wrzucić trochę fotek. Nie są
najpiękniejsze, bo po pierwsze – robione telefonem, a po drugie –
Ciechocinek składa się aktualnie z czerni i szarości. No, ewentualnie
jeszcze z burości. Jest tak wstrętnie, że szkoda gadać.
Ale do rzeczy.
Oto moje sanatorium „Zdrowie”. Mój balkon to dziesiąty zarówno od lewej, jak i od prawej strony, na trzecim piętrze. Z windami.
W najbliższym sąsiedztwie mamy kościół, który co chwilę napierdziela dzwonami. Mnie to nie przeszkadza, ale niektórzy się skarżą. Z tablicy wynika, że jest to kolegiata św. apostołów Piotra i Pawła.
![]() |
| Oto i oni, w towarzystwie jakichś lasek. |
Troszkę dalej mamy piękny okaz Matki Boskiej od Abażurów. Nie wiem, kto umarł, ale zawsze pali się tam mnóstwo zniczy.
Wizytówką Ciechocinka są trzy potężne, największe w Europie tężnie. Wniesiono je w XIX wieku i stanowią część Pomnika Historii. Mają po 16 m wysokości i są potwornie długie (I – 648 m, II – 333 m, III – 719 m). „Dwójka” jest dłuższa od zapory w Solinie. Zimą są nieczynne.
![]() |
| Jedynka |
![]() |
| Jedynka |
![]() |
| Dwójka |
![]() |
| Dwójka z trójką na horyzoncie |
Częścią Pomnika Historii jest również Park Zdrojowy. Nie wiem, jak o innych porach roku, ale aktualnie to obraz nędzy i rozpaczy.
Słynnych figurek Jasia i Małgosi nie ma. Na drodze wyrósł mi taki wypierdek i nie mam pojęcia, po jaką cholerę sterczy na środku alejki. Spodobały mi się otaczające go mosiężne znaki zodiaku.
Stara, zbytkowa muszla koncertowa raczej straszy, niż zdobi.
Nie miałam więcej ochoty łazić po hektarach brzydkiego nie wiadomo czego, więc sobie stamtąd poszłam. Spodobały mi się tylko takie dziwne, gruzłowate drzewa – może ktoś wie, co to za gatunek?
Sławny ciechociński „Grzybek” owszem, stoi, za to zepsuty.
Na „rynku” (czy ta czarna dziura ma w ogóle rynek?) mamy taką oto przyjemną choineczkę.
Dwa kroki od mojego sanatorium nadziałam się na dwudniowy jarmark bożonarodzeniowy. Ot, taki sobie, bez fajerwerków.
Trzy pokoje ode mnie mieszka pani, z którą zwąchałam się już pierwszego dnia. Poetka, swój swojego wyczuje. Mieszka w Łodzi, wydała już 26 tomików wierszy, pisała również teksty satyryczne dla kabaretu, który przez wiele lat prowadziła. Przywiozła ze sobą „dorobek” i urządziła wieczór autorski. Jest absolutnie urocza!
A tak w ogóle to chyba jestem chora.




























































