07 września 2026

260. Było, ale się zbyło

No dobrze. Chcieliście wiedzieć, gdzie podziewałam się w czasie wakacji, to macie. Bez opisów, bez walenia miliona zdjęć. Zaledwie z grubsza zasygnalizowane miejsca.

Niemcy:

Drezno - Zwinger i mój zacny tył w pełnej okazałości

Drezno - Pałac Rezydencyjny

Drezno - jeden z dziedzińców pałacowych i właściwa osoba na właściwym miejscu

Szwajcaria Saksońska - kamienny Most Bastei

Szwajcaria Saksońska - formacje skalne Bastei, między którymi chodziliśmy kamiennym mostem

Francja:

Awinion - Pałac Papieży

Kamienne miasteczko Baux-de-Provence - chwilka w cieniu

Pozdrowienia z Baux-de-Provence

Akwedukt Pont-du-Gard zbudowany bez grama zaprawy,
na zasadzie grawitacyjnej


No tak, to też ja (i Pont-du-Gard przy okazji)

Nimes - kolejne Koloseum w moim życiu

Prywatny drink hotelowo-łóżkowy podczas piżama party
(gin z tonikiem oczywiście, bo kocham, plus wiadro lodu)

Jedna z rozlicznych prowansalskich mydlarni

Nicea

Nicea - jakiś przejaw gigantomanii

Włochy:


Genua - katedra san Lorenzo

Genova Nervi

Camogli

Zimny łyk odpoczynku

San Fruttuoso

"Jest długie lato w Portofino..."

No. To już wiecie.

A ja tymczasem jestem zwiędła, zmotywowana na poziomie minus dziewiętnaście i mam energię mokrego papieru toaletowego.

01 września 2026

259. Jak to?!

Serio?

Wakacje naprawdę się skończyły?!

O, ja chromolę!

Accidenti e culo, e puttana, amen!

Teraz pozostają tylko fobia szkolna, marazm i apatia.

Nie chce mi się nawet pisać o tym, gdzie byłam na wakacjach - z okazji wymienionej powyżej.

27 sierpnia 2026

258. Dwie strony medalu

Za zimno, za ciepło, za twardo, za miękko, za głośno, za cicho, za drogo, za tanio, za szybko, za wolno, za smutno, za wesoło, za blisko, za daleko, za sucho, za mokro, za wysoko, za nisko, za wcześnie, za późno, za słodki, za kwaśny, za słony, za gorzki, za mądry, za głupi, za lekki, za ciężki, za krótki, za długi, za luźny, za ciasny, za ładny, za brzydki, za chudy, za gruby, za łatwy, za trudny, za młody, za stary, zbyt banalny, zbyt oryginalny, zbyt miły, zbyt nieprzyjemny, zbyt kulturalny, zbyt arogancki…

Tradycyjnym sportem narodowym Polaków jest ponoć narzekanie. Mówi się, że jesteśmy w tej dziedzinie mistrzami i pewnie jest to prawda. Jak powszechnie wiadomo, mistrzowie sportowi zdobywają medale.

Należy jednak zwrócić uwagę na to, że każdy medal ma dwie strony.

Pierwsza Strona Medalu głosi, że nie lubimy osób narzekających. Narzekanie jest nielubiane, niepożądane, niechciane, złe. Odsuwamy się od ludzi, którzy narzekają i  sami uważamy, żeby nie być postrzeganymi jako osoba ciągle lamentująca. Boimy się, aby nie zarzucono nam negatywizmu. Przeszkadzają nam pesymizm, marudzenie, niedocenianie tego, co się ma. Komunikat „nie narzekaj” wzbudza w nas poczucie winy i wpędza w zamykanie się w sobie. Osoba, która to mówi, sygnalizuje przez to, że nie jest gotowa do udźwignięcia twojego problemu. Ludzie narzekający irytują i przygnębiają innych, którzy podświadomie chcieliby pomóc, a nie mają takiej możliwości.

Druga Strona Medalu wygląda tak. W epoce, w której każe się nam myśleć pozytywnie i starać się o „pozytywne wibracje”, psychologia wydaje niepopularną opinię: narzekanie jest zdrowym sposobem wyrażania tego, co się czuje i jakie ma się potrzeby. Jest narzędziem dającym wgląd w to, co jest dla nas ważne i pełni dobrą funkcję emocjonalną. Pozwala wyrazić smutek, niezadowolenie, złe samopoczucie, prowadząc wręcz do terapeutycznego oczyszczenia się z frustracji.

Zdaję sobie sprawę, że jestem pesymistką, przywaloną dodatkowo ponad dwudziestoletnią depresją. Stąd mam tendencje do narzekania i świadomość, że dla innych może to być upierdliwe. Staram się nad tym pracować i panować, ale wiadomo – czasami człowiek musi, inaczej się udusi.

23 sierpnia 2026

257. Bogowie (nie) lubią pielgrzymów?

- 16 sierpnia 2026 r., Węgry. Autokar z powracającymi nocą do domów z Medjugorie polskimi pielgrzymami zsunął się z drogi, wpadł do rowu i przewrócił się na bok, po czym stoczył się po bardzo stromym nasypie. Na miejscu zginęło 12 osób, a 47 zostało rannych, w tym 10 osób znalazło się w stanie krytycznym.

- 22 lipca 2007 r., okolice Grenoble. Polscy pielgrzymi wracali z wyprawy do sanktuariów maryjnych. Autokar, pokonując stromy odcinek górskiej trasy, wypadł z drogi na ostatnim zakręcie i runął z mostu w 15-metrową przepaść. Śmierć poniosło 26 osób, a 24 zostały ranne. Brakowało ciał pielgrzymów, którzy wpadli do rzeki Romanche i utonęli albo znaleźli się w jej nurcie już martwi.

- 1 lipca 2002 r., Węgry. Autokar z 51 pielgrzymami zmierzającymi do Medjugorie najechał na rondzie lewym kołem na wysoki krawężnik, przewrócił się, dachował, po czym wpadł do rowu. Zginęło 20 osób, a 31 zostało rannych.

- 30 września 2005 r., Polska, Jeżewo. Młodzież szkół średnich udawała się na pielgrzymkę do Częstochowy. Podczas manewru wyprzedzania autokar zderzył się czołowo z ciężarową lawetą. W tym samym momencie na jego pokładzie wybuchł pożar, który błyskawicznie objął cały pojazd. Zginęło 13 osób, tj. 10 maturzystów i 3 kierowców.

- 6 sierpnia 2022 r., Chorwacja. Polski autokar wiozący pielgrzymów do Medjugorie z dużą prędkością zjechał z autostrady, przerwał barierki i uderzył w betonowy przepust. Zginęło 12 osób (w tym obaj kierowcy), 32 zostały ranne (w tym 19 w stanie ciężkim).

- 20 sierpnia 2024 r., Iran. Muzułmańscy pielgrzymi z Pakistanu byli w drodze do Iraku, do świętego miasta Karbala. W wypadku autokaru zginęło 28 osób, 23 zostało rannych, w tym 14 w stanie ciężkim.

- 28 marca 2024 r., RPA. Autokar z chrześcijańskimi pielgrzymami należącymi do Kościoła Syjonistycznego uległ potwornemu wypadkowi. Przebił barierę na moście nad przełęczą, spadł z 50-metrowej wysokości w przepaść, stanął w płomieniach i całkowicie spłonął. Zginęło 45 pielgrzymów i kierowcy, a jedyną ocalałą osobą była 8-letnia dziewczynka.

- 27/28 marca 2023 r., Arabia Saudyjska. Autokar z muzułmańskimi pielgrzymami zdążającymi do Mekki i Medyny zderzył się na moście z innym pojazdem. Zginęło 20 osób, 29 zostało rannych.

- 11 września 2018 r., Indie. Autokar wiozący hinduistycznych pielgrzymów ze świątyni Anjaneya Swamy najechał na próg zwalniający, kierowca stracił panowanie nad pojazdem, który przekoziołkował kilka razy i spadł do głębokiego wąwozu. 55 osób straciło życie, a ponad 30 zostało rannych. Autobus był przeładowany, co dobrze świadczy o pielgrzymujących.

- 22 kwietnia 2015 r., Nepal. 17 hinduskich pielgrzymów zginęło w drodze powrotnej ze świątyni Śiwy – Pašupatinath w Katmandu, a ponad 30 zostało rannych. Autobus zjechał z autostrady i spadł w 300-metrową przepaść.

- 30 maja 2023 r., Kaszmir. Autobus z pielgrzymami stoczył się z wiaduktu na krętej, stromej drodze górskiej. Zmierzali do sanktuarium Vaishno Devi poświęconej hinduskiej bogini Mata Rania. Co najmniej 10 osób zginęło, a 55 zostało rannych.

- 29 maja 2019 r., Meksyk. Katoliccy pielgrzymi wracali z sanktuarium Matki Boskiej z Guadalupe. Autokar zderzył się z ciężarówką przewożącą paliwo. Doszło do tego na wymagającym, górzystym odcinku drogi o dużym nachyleniu i ograniczonej widoczności. Oba pojazdy natychmiast stanęły w płomieniach i doszczętnie spłonęły. 21-23 osób spaliło się żywcem, a 30 zostało ciężko rannych.

To tylko niewielka część tragedii pielgrzymów na całym świecie. Wydawałoby się, że komu jak komu, ale ludziom tak bardzo oddanym bogom takie nieszczęścia absolutnie nie powinny się przydarzać. Jednak świat nie działa w  taki sposób, jaki wyobrażają sobie wierni. Nie ma najmniejszego znaczenia, jak bardzo chcą swojej wizji rzeczywistości opartej na jakiejś sile wyższej, która niezmiernie ich kocha i nad nimi czuwa. Religijna wiara sprowadza się do ciągłego zaprzeczania rzeczywistości i wypieraniu ze świadomości realiów rzeczywistego świata. Zadziwiające jest, że po każdej tragedii religie wychodzą z nich bez szwanku! Pod ich wpływem człowiek może uwierzyć w każdy absurd. Przykładem może być na wpół spalona figura Matki Boskiej z wypadku w okolicach Grenoble. Nazwano ją Madonną Cierpiącą z Dziećmi Swymi i umieszczono w kościele – nomen omen – pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego w Stargardzie. Pytanie tylko, PO CO w ogóle pielgrzymi i ich przedmioty kultu muszą cierpieć!

Nie lękajcie się, katolicy, którzy chodzicie/jeździcie/latacie na pielgrzymki. Wasze dusze muszą hartować się w ogniu boskiego miłosierdzia.

Visille pod Grenoble /zdjęcie z Internetu/


16 sierpnia 2026

256. Normalnie to już było

Nie rozumiem, co tu (w naszym popieprzonym kraju) się odjaniepawliło. Od dawna słucham na YouTube różnych podcastów, czasem oglądam filmiki. Było w miarę normalnie, ale do czasu. Od pewnego momentu moją uwagę przyciąga i bezmiernie wkurza nowa moda: wyciszanie albo gwiazdkowanie pewnych wyrazów. Na przykład: „narkotyki”, „seks”, „samobójstwo”, „zabijać”, „śmierć”, „Mefedron”, „kokaina”, „heroina”, „amfetamina”, „powiesić się”, „zgon”, dealer”, pornografia”, „trup”, „gwałt”, „prostytucja”, „pobić”

Dlaczego te słowa nagle stały się nielegalne? Jeżeli youtuber nie wygłuszy ich albo upubliczni je w formie pisanej (nawet na Facebooku to widać, nie trzeba youtubera!) i nie wygwiazdkuje, automatycznie zostanie zablokowany.

Co jest grane, do cholery?! Po jakiego grzyba to kontrolowanie, skoro nie są to nawet wulgaryzmy i skoro wszyscy tych słów używają, wszyscy je znają (nawet dzieci) i są w pełni legalne w języku polskim. Czy wymuszony zakaz sprawi, że rzeczy i zjawiska znikną? Co to ma być? Cenzura? Kolejny przejaw poprawności politycznej? Kolejna chora dyrektywa unijna? Czy zwyczajnie kogoś poj***ało?

Uważajcie, bo jeszcze blogi zaczną nam zamykać za napisanie o śmierci babci albo gwałcie na sąsiadce!

11 sierpnia 2026

255. Niecodziennik cz. 14 pt. "No dobra"

1. No dobra. Sprawa się rypła, więc nie pozostaje mi nic innego, jak tylko się przyznać. Popełniłam otóż trzeci mój tomik wierszy pod wielce szacownym tytułem „Karuzela z wariatkami”, będący niejako kontynuacją drugiego („36 wariatek). Tomik, jaki jest, każdy widzi. Jeżeli ktokolwiek chciałby go ode mnie otrzymać, niech śmiało pisze na maila. Dwa poprzednie jeszcze mam w kilku egzemplarzach, więc też są dostępne. I to by było na tyle 😅.

2. Wzruszyła mnie Jotka. W odpowiedzi na wysłany Jej tomik sprezentowała mi swój pierwszy art journal. Odebrałam to tak, jakby oddała mi swoje dziecko. Ja sama chyba nie potrafiłabym zdobyć się na taki heroizm. Jak w wierszu Stanisława Młodożeńca „Futurobnia”: „[…] cudzodajesz utwojenia […]”. Jotko, jeszcze raz Ci dziękuję! Twoje prace zajmują na półce poczesne miejsce, pierwsze przed moimi.

3. W hipermarkecie E. Leclerc zaobserwowałam takie oto zjawisko. Czy ktoś mógłby mnie uświadomić, które to są te grzyby? Te pomarańczowe, czy może te  żółte?


04 sierpnia 2026

253. Jątrew, szurzy i paszenog

W przedostatnim moim poście Iwona Zmyślona użyła rzadko już dzisiaj spotykanego wyrazu „świekra”. Wzruszyło mnie to i spodobało mi się, więc pogrzebałam głębiej. A gdy się już dogrzebałam, to dym z czachy poszedł i mózg stanął mi w poprzek. No bo tak:

Moja Psiapsi mówi takie dziwne rzeczy jak „stryjenka” i „wujenka”, co u nas w ogóle nie funkcjonuje. W codziennej mowie używam wyrazów: „mama”, „tato”, „teściowa”, „teść”, „siostra”, „brat”, „babcia”, „dziadek”, „ciotka”, „wujek”, „kuzyn”, „kuzynka” i na tym koniec. Tymczasem są to spore uproszczenia, które dokonały się w języku z biegiem czasu. Niektóre nazwy pokrewieństwa i powinowactwa przechowują jeszcze gwary ludowe, ale chyba też już coraz mniej. Tymczasem dawniej przywiązywano dużą wagę do stopni pokrewieństwa i powinowactwa, co znajdowało odbicie właśnie w mowie.

W okresie staropolskim rozróżniano przede wszystkim podział na „kądziel” i „miecz”. Krewni „po kądzieli” to rodzina ze strony matki, a „po mieczu” – ze strony ojca. I teraz tak.

Przodkowie matki to „kognaci”, a ojca – „agnaci”. Już w tym momencie czuję się, jakbym rozpoczynała naukę zupełnie obcego języka w Duolingo.

Im dalej w las, tym więcej drzew. Mama i tato to „macierz” i „ojciec”. Ok, może być. Ale już ich dzieci to „czędo”, bez względu na płeć. Wnuki to „wnęka” i „wnęk”, a dziadkowie – „babka” i „dziad”. Jak mogłabym mówić na mojego ukochanego dziadka „dziadu”?!

Rodzice żony nazywali się „cieścią” i „cieściem”, natomiast rodzice męża „świekrą” i „świekrem”. Swoją synową nazywali „snechą”, snecha zaś na siostry męża mówiła „zełwy”, a na braci „dziewierze”. Nadążacie? Bo ja już nie 😅. Jeżeli bracia męża mieli żony, były to „jątrwie”. Z kolei dla męża siostra jego żony była „świeścią”, a brat „szurzym”. Mąż świeści to „paszenog” (w tym momencie ocieram pot z czoła)… I jedziemy dalej.

Brat ojca był „stryjem”, jego żona „stryjenką”, a brat matki „wujem” (analogicznie jego żona to „wujenka).

Dzieci rodzeństwa to „nieściora” i „nieć”, zamienione później na „synowicę” i „synowca” (potomstwo brata) oraz „siostrzeniec” i „siostrzenica” (dzieci siostry).

Mąż ciotki to „pociot” lub „naciot” (za nic nie powiem tak wujkowi !), a kuzynostwo to „pociotki”.

Mąż siostry to „swak”. Siostry babki nazywano „praciotkami”, a braci dziadków „wielkimi stryjami” lub „wielkimi wujami”.

Pozostawiam Was zapewne z bólem głowy, przepraszam, nie chciałam! Sama po napisaniu tego tekstu mam we łbie cyrk, a w doopie karuzelę.


30 lipca 2026

252. 4 sekundy do...

Poprzedni post był taki bardziej na luziku, w dzisiejszym spróbuję się skupić na zjawisku dotyczącym tylko ludzi, które określiłam mianem „pierwszego wejrzenia”, a które wyjaśniają psychologia i socjologia, nazywając je „pierwszym wrażeniem”.

Gdzieś kiedyś przeczytałam, że przy podejmowaniu decyzji, czy w przyszłości będziemy lubić daną osobę, czy nie, istotne jest pierwsze wrażenie”. Podobno wystarczą sekundy, żeby zadecydować o dalszych relacjach między dwiema osobami. Zgodnie z tą teorią wystarczy czas nieprzekraczający 7 sekund, aby się zdecydować, czy polubi się tego kogoś, czy nie. Ilekroć ocieram się o ten temat, przypomina mi się ewidentny przykład z mojego doświadczenia:

Eks nacisnął mały, okrągły przycisk dzwonka. Tuż przed moim wystraszonym nosem otworzyła drzwi nieco niższa ode mnie, korpulentna, siwowłosa kobieta.

- Dzień dobry...

- Dzień dobry – padła odpowiedź. Mocnym, ale miłym, jakby zakatarzonym głosem. Potem pamiętam już tylko, jak – pchnięte jakimś niewytłumaczalnym impulsem – radośnie padłyśmy sobie w objęcia. Te pierwsze sekundy już na zawsze określiły nasze relacje. Kochałam ją. Była lekiem na każde zło. Zjawisko „pierwszego wrażenia” tłumaczy także miłość od pierwszego wejrzenia (np. BMŻ).

Dlaczego tak się dzieje?

Jednym z najważniejszych mechanizmów psychologicznych jest „efekt aureoli”, nazywany też „efektem halo”. Sprowadza się on do tego, że nawet jedno dominujące wrażenie ma wpływ na ocenę danej osoby. Na tej podstawie jesteśmy skłonni do przypisywania jej innych pozytywnych lub negatywnych cech. Jeżeli poznajemy kogoś, to pierwsze wrażenie jest nie do wyparcia, mimo że aby uzyskać pełną ocenę delikwenta, musimy go lepiej poznać.

Co ciekawe, powstawanie pierwszego wrażenia jest rodzajem mechanizmu obronnego człowieka, który na jego podstawie ocenia, czy ktoś jest dla nas zagrożeniem, czy nie. Jest to cecha atawistyczna, odziedziczona po przodkach z odległych epok. Potwierdza to fakt, że za rozpoznawanie zagrożeń i przetwarzanie emocji odpowiedzialna jest neurobiologia – układ limbiczny w mózgu.

„Pierwsze wrażenie” wpływa na nasze życie, bo przesądza o relacjach międzyludzkich, nieraz dozgonnie (patrz ---> moja teściowa, BMŻ).



26 lipca 2026

251. Od pierwszego wejrzenia

To jest tak. Patrzysz, widzisz pierwszy raz i już wiesz, że to będzie miłość dozgonna. Strzała Amora przeszywa szybciej, niż zdążysz pomyśleć. Macie tak?

Jakby tak się zastanowić, parę takich strzał utkwiło we mnie na dobre. Ciekawe, jakie strzały tkwią w Was?

Zakochać się od pierwszego wejrzenia można w człowieku, ale i w zwierzęciu, w roślinie, w przedmiocie, w zapachu, w miejscu, w zjawisku…

Tak pokochałam od pierwszej chwili na zawsze Króla Popu, gdy po raz pierwszy usłyszałam piosenkę „Say, Say, Say”, śpiewaną przez niego z Paulem McCartneyem. Byłam wtedy w ósmej klasie - dzisiaj jestem... mhm... ciut starsza.

Tak zakochałam się na wieki w Warszawie i Maderze, gdy po raz pierwszy postawiłam tam stopę.

 

Tak pokochałam moją Teściową, gdy po raz pierwszy powiedziałam jej „dzień dobry”. Była moją najlepszą przyjaciółką do śmierci.

Tak zakochałam się w zapachu Light Blue Dolce & Gabbana, gdy po raz pierwszy dotarła do mnie jego smużka. Zmieniam zapachy dla urozmaicenia, ale to do tego właśnie zawsze wracam. To mój zapach.

Tak pokochałam Blondyna Mojego Życia… Niestety, wygląda na to, że dozgonnie.

Tak zakochałam się w Rutgerze Hauerze, gdy bardzo, bardzo dawno po raz pierwszy zobaczyłam go w „Ślepej furii”. Pozostał na zawsze moim najulubieńszym aktorem.

Tak pokochałam „Rusałki” Witolda Pruszkowskiego, gdy po raz pierwszy zobaczyłam w oryginale to niesamowite światło. Żadne zdjęcie go nie odda.

A Wasze miłości od pierwszego (do ostatniego) wejrzenia, którym jesteście wierni? Jestem ich bardzo ciekawa.


22 lipca 2026

250. Niecodziennik część 13 pt. „Teatralne kolczyki i klasyka debila”

1. A oto klasyka debila. Na zdjęciu poniżej wyglądam tak, a nie inaczej, bo jedna moja koleżanka uznała, że szkoda, żeby takie ładne i długie włosy (moje) marnowały się bez loków i fal. Przyniosła mi taki artefakt, który zobowiązałam się użyć. No to użyłam i z tego tytułu ujrzałam w lustrze wzorcowy okaz kretyna.

Zignorowałam obraz i poszłam w tym spać – zgodnie z instrukcją. Faktycznie, rano, po zdjęciu tego patentu, ujrzałam się piękną, polokowaną i pofalowaną jak falowana blaszka. Przez chwilę miałam złudzenia co do pokazania się tak atrakcyjną ludziom. Zupełnie jakbym zapomniała o tym, że moje włosy mają właściwości drutów telefonicznych. Zanim zeszłam z drugiego piętra i dotarłam do samochodu zaparkowanego przed blokiem, po lokach i falach nie było już śladu. Owłosienie głowowe prezentowało się jak zwykle.

2. Jakiś czas temu przyszła BEZCENNA przesyłka od Teatralnej. W niej zaś osobiście przez Nią sfilcowane kolczyki. Matulu, jakie cudne! Teatru, do końca świata Ci się nie wypłacę! 💖💖💖💖💖

3. Stałam się również posiadaczką zacnego kubka. Niby takie zwyczajne, nie za ładne nic, a motywuje jak cholera! Szukajcie motywacji na zdjęciu, a znajdziecie 😅.


4. W pergoli śmietnikowej zalągł się menel. Od trzech tygodni mieszka tam, robi pod siebie, a nad nim unoszą się roje much. Wiadomo, że śmietniki same z siebie nie pachną fiołkami, tym bardziej w lecie, gdy jest gorąco i wszystko rozkłada się z prędkością światła. Kloszard przebija stawkę znacząco, nie każdy potrafi AŻ TAK śmierdzieć. Współczuję sąsiadom, których okna wychodzą na stronę śmietnika. Dodatkowo łachmyta jest agresywny i ludzie zwyczajnie boją się chodzić ze śmieciami. Powiadomiona administracja na monity mieszkańców odpowiedziała, że… nie mogą nic z tym zrobić, bo gość jest agresywny. No, zajebiaszczo. To kto ma nam pomóc?! W ubiegłym roku zgłaszałam, że do mieszkania wlatują mi szerszenie (ja bym się z nimi dogadała, ale boję się o koty). Oddzwoniła za jakiś czas pani, informując mnie o tym, że odbyła spacer, obejrzała krzak bzu rosnący przed naszymi oknami i nie widziała żadnego gniazda. To by było na tyle. Idiotka.

5. Właśnie wykipiałam mleko w mikrofalówce. Żądam pomnika.

17 lipca 2026

249. Stan używalności

Sprawa wygląda następująco.

Z wszystkich sił staram się wrócić do stanu używalności. Nie bardzo mi się to udaje, mam wakacje i najpodlejszy nastrój, a mimo to ciągnie mnie już do blogów. Zabieram się do napisania tej notki od kilku dni, podchodzę jak pies do jeża. Każda czynność sprawia mi trudność, nawet ukochane pisanie, jednak nie – nie poddam się i wygramolę się z tego Rowu Mariańskiego (Stachu, dziękuję Ci za doping! 😘), bo z doświadczenia wiem, że się da. Tylko nie zawsze szybko.

Bardzo serdecznie dziękuję tym, którzy do mnie w tym strasznym czasie dzwonili, esemesowali, pisali maile, wyrażali troskę i wsparcie na komunikatorach i w komentarzach na blogu. Jesteście wspaniali! 💕💕💕 Nawet te parę pozornie mało znaczących słów było dla mnie ważne, świadczące o tym, że są wśród Was liczne dobre dusze. Rozpraszało to także bardzo mroczne w tym czasie poczucie samotności. Przebieg epizodu depresyjnego generuje bowiem między innymi wyostrzenie wrażliwości. Pewni ludzie zawiedli, ci z mojego otoczenia w realu, ale Wy nie sprawiliście mi zawodu 💖 Założyliście mi na popękane serce opatrunek❤️‍🩹.

Zatem wracam, może nie od razu na pełnej petardzie, ale jednak.


26 czerwca 2026

248. Skutki uboczne życia

Kochani, jestem Wam winna wyjaśnienie. Nie wszyscy odwiedzający wiedzą, że choruję i leczę się na depresję. Trafił mi się aktualnie bardzo ciężki epizod i ledwo zdarłam się do komputera z łóżka, z którego prawie nie wychodzę, leżąc i patrząc w sufit. Proszę, dajcie mi jeszcze trochę czasu, dopóki się nie pozbieram. Wrócę do Was. Na pewno.


18 czerwca 2026

247. Literatura i życie

" — A na drugi raz... — dodał Wokulski kładąc mu rękę na ramieniu — na drugi raz... Gdybyś spotkał takiego człowieka... rozumiesz?... gdybyś spotkał, nie ratuj go... Kiedy kto chce dobrowolnie stanąć ze swoją krzywdą przed boskim sądem, nie zatrzymuj go...
Nie zatrzymuj!..." (Bolesław Prus, Lalka)


"— Natura ludzka — ciągnąłem dalej — ma zakreślone sobie pewne granice, znosi radość, cierpienie i ból do pewnego jeno stopnia, a musi ulec, gdy je przekroczy. Nie należy przeto pytać, czy ktoś jest słaby, czy mocny, ale czy może udźwignąć brzemię cierpień swoich, bez względu na to, czy są one natury fizycznej, czy moralnej. Uważam, że równie niestosownym jest nazywać samobójcę tchórzem, jak gdybyśmy tchórzem nazwali chorego, który zmarł na żółtą febrę." (Johann Wolfgang Goethe, Cierpienia młodego Wertera)


 "Chciała upaść pod środek pierwszego wagonu, jaki zrównał się z nią; lecz czerwona torebka, której nie zdjęła z ręki, przeszkodziła jej, było więc już za późno; punkt środkowy minął ją. Trzeba było czekać na następny wagon. Ogarnęło ją uczucie, podobne do tego, jakiego doznawała zwykle, gdy kąpiąc się, wchodziła do wody, i Anna przeżegnała się. Odruchowy gest, jakim położyła na sobie znak krzyża świętego, wzbudził w jej duszy cały szereg młodzieńczych i dziecinnych wspomnień, i nagle mrok, zaciemniający już wszystko, rozprószył się, a życie objawiło się znowu, ukazując wszystkie minione chwile szczęścia. Anna nie spuszczała jednak spojrzenia z kół zbliżającego się drugiego wagonu. I w chwili, gdy punkt środkowy tego wagonu mijał ją, odrzuciła woreczek i, wsuwając głowę między ramiona, upadła na ręce pod wagon." (Lew Tołstoj, Anna Karenina)

 "Zakręciła klucz w zamku, i postąpiła prosto do trzeciej półeczki, tak dobrze wszystko zapamiętała; pochwyciła niebieski słoik, otworzyła go, włożyła w środek rękę, i wyjąwszy ją pełną białego proszku, jeść go zaczęła jak cukier. [..] — Mała to rzecz, śmierć! myślała w duchu, zasnę, i wszystko się skończy!" (Gustave Flaubert, Pani Bovary)


"W niecały tydzień po tym powrocie do domu rozeszła się wiadomość o jego samobójstwie. Popełnił je, strzelając sobie z rewolweru w usta." (Zofia Nałkowska, Granica)