Dzień Wszystkich Świętych, Dzień Zaduszny i w ogóle
wizyty na cmentarzu obrosły przez wieki w zabobon i funeralny
folklor. Naród niby katolicki, a wciąż pokutują w nim zgoła
niekatolickie przesądy. Według nich cmentarz stanowi rodzaj granicy między
światem żywych a zaświatami, dlatego należy uważać, co się robi,
skoro już się tam wdepnęło.
Z cmentarza nie wolno nic zabierać, choćby to był nawet
jesienny liść, bo na cmentarzu wszystko należy do zmarłych (psia kość, a ja
zabieram np. szklane znicze do umycia!). Do zabranego przedmiotu może
przyczepić się czyjaś dusza i pójść za człowiekiem do domu. Co się z tym
wiąże, wiadomo. Najlżejszą konsekwencją jest sprowadzenie na siebie choroby.
Pod żadnym pozorem nie wolno siadać na nagrobku (cholera, a mnie
się to zdarza, gdy zmęczę się sprzątaniem), stawać na nim ani nad nim
przechodzić. Zimny grób może przyciągnąć chłód śmierci, a co za tym idzie,
duszę zmarłego i wiadomo, kłopoty gotowe.
Uwaga! Zwykła zapalniczka, taka do papierosów na przykład,
nie nadaje się do zapalania zniczy. Czy dlatego, że niewygodna? A skąd!
Zupełnie nie o to chodzi. A o co? No, o to, że
cmentarz wymaga tylko „czystego”, „cmentarnego” ognia. Zapałki albo zapalniczka
z długim „wysięgnikiem” przeznaczone do zniczy muszą być używane tylko na
cmentarzu. A ja, kurde, te długie zapalniczki noszę czasem do szkoły, bo
przydają się przy okazji różnych imprez. Ojoj, czyżbym sprowadzała na
szkołę niebezpieczeństwo? Mhm, to może… częściej będę to robić? 🤣 „Pożyczanie” ognia komuś, kto akurat nie wziął
zapałek, grozi oddaniem części swojego życia. No i kicha.
Bardzo niebezpieczne są nowe buty. Jeżeli założy się je po raz pierwszy właśnie na cmentarz, kłopoty gotowe. Rozdeptuje się nimi swój los, co grozi nieszczęściem albo nawet śmiercią, która nadejdzie niebawem.
Wychodząc z nekropolii nie wolno oglądać się za
siebie, całkiem jak podczas ucieczki z Sodomy. Taka na przykład żona Lota
zrobiła to i nie wyszło jej to na dobre. Co może się stać, gdy
się obejrzymy? Ano, przyklei się do nas jakaś dusza, zabierzemy ją ze sobą
i… wiadomo, problemy.
Absolutnie nie wolno na cmentarzu śpiewać ani gwizdać (a ci
śpiewają na całe gardła w czasie katolickich pogrzebów!). Skutkiem
ubocznym takiego zachowania jest budzenie zmarłych i przywoływanie duchów,
a dalej to już wiadomo: kolejne nieprzyjemności.
Podobnie może wpuścić człowieka w niezły kanał przechodzenie
przez bramę nekropolii razem z inną osobą. W ten sposób przecinają
sobie życiową drogę, niczym mitologiczne Parki, a zwłaszcza Atropos. Wieść
gminna niesie, że bramy cmentarza nie znoszą tłumów, bo przechodzą przez nie
także dusze zmarłych. No a gdyby niechcący na taką duszę nadepnąć? Nawet
nie chcę myśleć, co mogłoby się stać!
I zapamiętajcie. Nigdy, pod żadnym pozorem nie wolno
ponownie zapalać znicza, który zgasł. Światło należy do zmarłych i albo
zabierają je w zaświaty, albo dają w ten sposób znać, że modlitwa za
nich została przyjęta. A co, jeśli nikt się nie modli? Nie wiem,
religijny folklor, takich sytuacji, zdaje się, nie przewiduje.
Wyposażeni w tę wiedzę spokojnie możemy pójść na cmentarze,
jedząc po drodze watę cukrową, popcorn i obwarzanki, a nawet
kiełbaski z grilla. Skąd ten pomysł? Z cmentarzy, a jakże. Co
roku wprawia mnie w osłupienie jarmark, jaki urządza się we Wszystkich
Świętych i Dzień Zaduszny przy cmentarzach. Co na to katolicki folklor?

































.jpg)









