Tajemnicza.
Groźna.
Niebezpieczna.
Nieczysta.
Obrzydliwa.
Zabójcza.
Plugawa.
Kobieta miesiączkująca.
W starożytności (Grecji, Egipcie, Rzymie) miesiączka była
uznawana – i słusznie – za przejaw kobiecego zdrowia, jednocześnie jednak
wiązało się z nią myślenie magiczne. Królowały niedorzeczne poglądy,
jak ten, że kobieta miesiączkująca ma moc wyplenienia szkodników w polu
lub ogrodzie, rozganiania burz, odpędzania gradu. Krew miesięczną postrzegano
jako substancję groźną, powodującą kwaśnienie wina, opadanie owoców z drzew,
mętnienie luster, wymieranie pszczół, tępienie i rdzewienie żelaza. Z drugiej
strony próbowano nią leczyć dnę moczanową, wrzody, wściekliznę, bóle głowy,
padaczkę. Używano jej jako składnika maści przeciwzapalnych. Kultura judeochrześcijańska
(dlaczego mnie to nie dziwi?!) uznawała kobietę menstruującą za plugawą, nieczystą,
obrzydliwą. Pojawiły się zakazy uczestniczenia w obrzędach
religijnych, przygotowywania jedzenia czy kontaktu z innymi ludźmi. Wszystko
to za sprawą pramatki grzechu – Ewy, za której sprawkę płacą w ramach
odpowiedzialności wszystkie kobiety świata.
Przez większość historii ludzkości menstruacja była tematem tabu,
otoczonym albo przesądami, albo milczeniem. Średniowiecze dolało oliwy do
ognia, produkując takie pomysły jak ten, że współżycie w czasie miesiączki
może zabić mężczyznę albo taki, że gdyby doszło w tym czasie do zapłodnienia,
dziecko będzie opętane, ślepe, ułomne albo rude 😂.
Te i inne mity pokutowały przez stulecia praktycznie jeszcze do początków
XX wieku.
Jednocześnie próbowano radzić
sobie z krwawieniem. Historia środków higieny menstruacyjnej to trudna opowieść
o pomysłowości, biedzie, wstydzie, rozwoju medycyny i zmianach
społecznych. Kobiety stosowały to, co było dostępne pod ręką: kawałków
materiału, wełny, mchu, trawy, papirusu, futra zwierząt, gąbek morskich, watowanych
tkanin. W starożytnym Egipcie używano miękkiego papirusu zwijanego w formę
przypominającą tampon. W Grecji stosowano kawałki drewna owinięte
materiałem. W wielu miejscach świata kobiety po prostu nosiły kilka warstw
odzieży i pozwalały krwi wsiąkać w tkaniny. Przez długi czas bielizna
w dzisiejszym rozumieniu praktycznie nie istniała, więc kobiety po
prostu krwawiły w ubrania. Bogatsze mogły używać wielorazowych szmatek lub
specjalnych „podpasek” z tkanin. Problem polegał na tym, że pranie było
trudne, dostęp do czystej wody ograniczony, a higiena ogólnie wyglądała
inaczej niż dziś. Materiały wielorazowe prano i używano ponownie przez
lata.
Menstruacja była tematem
wstydliwym, którego nie poruszano publicznie. W XIX wieku
zaczęły pojawiać się pierwsze produkty przypominające współczesne podpaski,
były jednak niewygodne i drogie. Kobiety używały składanych wkładów tekstylnych
i pasów menstruacyjnych. Te pierwsze „podpaski” nie miały kleju.
Mocowano je do pasa noszonego wokół bioder. Bywały grube i przesuwały się
podczas chodzenia. W tym okresie nadal dominowały wielorazowe materiały,
które trzeba było prać ręcznie. Przełom nastąpił po I wojnie światowej,
gdy pielęgniarki zauważyły, że materiał celulozowy używany do opatrywania ran
świetnie chłonie krew. To doprowadziło do powstania pierwszych podpasek jednorazowych.
Zaczęto sprzedawać je na większą skalę w latach 20-tych XX wieku.
W latach 30-tych pojawiły się pierwsze tampony, które budziły ogromne
kontrowersje. Niektórzy twierdzili, że są „niemoralne”, niebezpieczne” albo
„nieodpowiednie dla młodych kobiet”.
Po II wojnie światowej środki
higieniczne zaczęły stawać się bardziej dostępne. Podpaski stawały się
coraz cieńsze, powstały tampony z aplikatorami. Używa się coraz
bardziej chłonnych materiałów, a produkty jednorazowe pakuje się
indywidualnie.
Ciekawym zjawiskiem były/są reklamy podpasek i tamponów.
Przez długi czas były dziwne i pełne eufemizmów, krew zastąpił niebieski
płyn. Przekonywano kobiety, że podczas miesiączki powinny zachowywać się
tak, jakby nic się nie działo: grać w tenisa, tańczyć i być
zawsze uśmiechnięte. Chyba faceci tworzyli te reklamy, bo ich nigdy brzuch
menstruacyjnie nie napieprzał!
Współcześnie pojawiło się pojęcie – i jednocześnie
zjawisko – „ubóstwa menstruacyjnego”, tj. sytuacji, gdy kobiety miesiączkujące
nie mają dostępu do podstawowych środków higienicznych. Problem ten wciąż
istnieje i dotyczy wielu krajów, w tym także rozwiniętych. I to
jest smutne.
Nie wiem, co mi strzeliło do głowy, żeby napisać post na ten temat 😅






