To
jest tak. Patrzysz, widzisz pierwszy raz i już wiesz, że to będzie miłość
dozgonna. Strzała Amora przeszywa szybciej, niż zdążysz pomyśleć. Macie tak?
Jakby
tak się zastanowić, parę takich strzał utkwiło we mnie na dobre. Ciekawe, jakie
strzały tkwią w Was?
Zakochać
się od pierwszego wejrzenia można w człowieku, ale
i w zwierzęciu, w roślinie, w przedmiocie, w zapachu,
w miejscu, w zjawisku…
Tak
pokochałam od pierwszej chwili na zawsze Króla Popu, gdy po raz pierwszy
usłyszałam piosenkę „Say, Say, Say”, śpiewaną przez niego z Paulem
McCartneyem. Byłam wtedy w ósmej klasie - dzisiaj jestem... mhm... ciut starsza.
Tak
pokochałam moją Teściową, gdy po raz pierwszy powiedziałam jej „dzień dobry”. Była moją najlepszą przyjaciółką do śmierci.
Tak
zakochałam się w zapachu Light Blue Dolce & Gabbana, gdy po raz
pierwszy dotarła do mnie jego smużka. Zmieniam zapachy dla urozmaicenia, ale to do tego właśnie zawsze wracam. To „mój” zapach.
Tak
pokochałam Blondyna Mojego Życia… Niestety, wygląda na to, że dozgonnie.Tak
zakochałam się w Rutgerze Hauerze, gdy bardzo, bardzo dawno po raz
pierwszy zobaczyłam go w „Ślepej furii”. Pozostał na zawsze moim najulubieńszym aktorem.
Tak
pokochałam „Rusałki” Witolda Pruszkowskiego, gdy po raz pierwszy zobaczyłam w
oryginale to niesamowite światło. Żadne zdjęcie go nie odda.
A Wasze
miłości od pierwszego (do ostatniego) wejrzenia, którym jesteście wierni? Jestem ich bardzo ciekawa.






