Ciekawe, czy zgadniecie, co to
jest.
Tak, macie rację, to jest
śmietnik. Na podłodze i na biurku. Ale to nie byle jaki śmietnik. Ponieważ
choruję i siedzę w domu, to w miarę sił staram się robić
coś pożytecznego. Czyli bałagan. No dobra, żartuję. Uznałam, że najwyższy czas
zabrać się za robienie kartek świątecznych i dałam sobie na to
tydzień. Właśnie zakończyłam pierwszy etap, najbardziej precyzyjny i upierdliwy
– wycinanie elementów do przyklejania. Opadłam z sił, ale jutro znowu będę
próbowała coś sklecić. Może zacznę klejenie…

