Żyjemy w epoce cyfryzacji, w wiecznym pędzie, w hałasie
i pośród nieustannie bombardujących nas bodźców. Na ulicach, w środkach
komunikacji, w kinach, teatrach i filharmoniach – dosłownie wszędzie –
widzimy ludzi z nosami w telefonach i ze słuchawkami na lub w uszach. Dlaczego
wyciągają smartfony w autobusach, podczas lekcji, w czasie spektaklu w teatrze?
Teleepidemia zatacza coraz większe kręgi.
Co w tym czasie dzieje się w środku, w czeluściach
czaszki? Otóż mózg, nasze centrum zarządzania, atakowany podnietami, mocno
stymulowany, odczuwa coś w rodzaju odurzenia i euforii, czyli jest na
regularnym haju. W końcu, napastowany z wszystkich stron, zaczyna się zawieszać.
Chwila odpoczynku – i od nowa zaczyna się ta sama polka:
scrollowanie, odbieranie informacji, chłonięcie obrazów i dźwięków…W końcu
pojawiają się problemy z koncentracją, deficyt uwagi, bóle głowy,
bezsenność, nawet spadek odporności.
Gdy przegrzana mózgownica ulega przeciążeniu, człowiek
przestaje rozumieć, co czyta, szwankuje pamięć, uczenie się staje się
niemożliwe. Do zera spadają zainteresowania, codzienne zadania zostają
odstawione na bocznicę. Silnie pobudzony mózg zaczyna gonić w piętkę,
zaczynają się problemy z koncentracją i zaburzenia uwagi.
W 2011 roku badacz z Uniwersytetu Waszyngtońskiego, David
Levy, wprowadził termin „popcornowy mózg”. W „popcornowym mózgu” myśli
skaczą jak pchły, skupiają krótkotrwałą uwagę na jednym temacie i zaraz
przeskakują na drugi, z niego na trzeci, czwarty, piąty… I tak dalej.
Stąd wzięła się nazwa – naukowiec porównał rozproszone myśli do ziaren
kukurydzy, które chaotycznie strzelają i zmieniają się w popcorn.
Dla „popcornowego mózgu” to, co kiedyś było normą (np. zdolność koncentracji, skupienia uwagi na dłużej, łatwość uczenia się), stało się
ciężkim wysiłkiem. Nie wróży to dobrze na przyszłość, za 10 lub 20 lat postęp
cyfryzacji sprawi, że konsekwencje będą prawdopodobnie tragiczne: ludzkość,
niestety, masowo zgłupieje do szczętu (choć patrząc na niektóre jednostki,
trudno uwierzyć, że nie zdurniały już tak, że bardziej się nie da).
I co Wy na to? Czy ktoś dostrzega u siebie objawy "popcornowego mózgu"?