30 stycznia 2026

Małe sprawy, wielkie słowa

Z bolesnym niesmakiem obserwuję nie tylko galopującą inflację w gospodarce, ale także cwałującą inflację językową. W dzisiejszym świecie wartość słów w życiu codziennym dewaluuje się z prędkością światła. Nie wiem, jak kogo, ale mnie to zjawisko irytuje, tym bardziej, że sama wpadam w jego pułapkę. Gdzie licentia poetica, tam licentia poetica, ale skłonność do hiperbolizowania mam. Pewnie przez wrodzone poczucie humoru.

Zauważcie, że dzisiaj ludzie nie miewają zainteresowań, zamiłowań, hobby. Mają pasje. Ten wyraz wywołuje u mnie anafilaksję. Pasja to coś, co człowieka pochłania bez reszty, z siłą wodospadu, przez co nie śpi nocami albo wpada w „szał twórczy” i przestaje istnieć dla reszty świata. Myśli nieustannie buszują w głowie, czyniąc ową pasję czynnikiem nadrzędnym w życiu. To nie jest tak, że każda czynność wykonywania z zamiłowania w wolnym czasie i dla relaksu, jest AŻ pasją. Słowo to jest silnie nacechowane emocjonalnie. Tymczasem spokojne czytanie, regularne oglądanie „Na Wspólnej”, „Ojca Mateusza” czy cokolwiek innego, co sprawia nam przyjemność, my po prostu lubimy. To nie wstyd lubić szydełkowanie albo mieć zamiłowanie do kolekcjonowania zepsutych budzików (są tacy na świecie, np. moi rodzice 😅). W pasję natomiast człowiek daje nura całym sobą, zmieniając się w kompletnego świra na punkcie swojego hobby.

Drugim wyrazem, na który reaguję apoplektycznie, jest gwiazda. Gwiazda to osoba, która dzięki swojemu szczególnemu talentowi jest znana na całym świecie: bardzo sławny aktor, albo muzyk, którego płyty sprzedają się w milionach (💖Michael Jackson!💖). Współcześnie gwiazdą nazywa się każdą miernotę, która bodaj raz wystąpiła w telewizji. Jest to potworne nadużycie.

I kolejny kwiatek na warsztat: hejt. Silnie nacechowany pejoratywnie, z definicji oznacza realną przemoc słowną, nienawiść, słowne niszczenie człowieka. W tej chwili słowo to pada częściej niż jakakolwiek ustawa przewiduje. Ktoś nie zgadza się z adwersarzem – hejt. Ktoś zada niewygodne pytanie – hejt. Ktoś wyraża krytyczną opinię – hejt. Nadużywanie tego wyrazu sięga zenitu.

I wreszcie honor. Ten termin odwołuje się do pojęć etycznych, opisuje postawę charakteryzującą się moralnością i dobrym obyczajem. Odsyła do średniowiecznego rycerstwa i jego kodeksu honorowego opartego na wierności zasadom etycznym, dążeniu do okrycia się dobrą sławą i stawaniu w obronie słabszych. Ktoś dzisiaj jeszcze używa tego słowa? A, tak, używa. Całkiem duża społeczność: kibole. Jak jest z ich moralnością, dobrymi obyczajami, zasadami etycznymi, dobrą sławą i stawaniem w obronie słabszych, wszyscy doskonale wiemy. Patologiczna, agresywna i naćpana chuliganeria stadionowa wywodząca się z marginesu społecznego hojnie szafuje pojęciem honoru. Rozumieją go jako dokopanie przeciwnikom z innego klubu w ustawkach. Są w szkołach kibole, a i mieszkam z uchem w stadionie. Słucham tych honorowych śpiewów i okrzyków (ci „chuje”, tamtych „jebać” itp.), nieartykułowanych wrzasków. Honorowi kibole nienawidzą wrogów, za których uważają fanów innych drużyn i policję, odpalają petardy, demolują stadiony, plują, rzucają w piłkarzy różnymi przedmiotami. Są zdziczali i pijani. Od czasu do czasu okazują karykaturalną pobożność w Częstochowie. Takiego to honoru są obrońcami.

Można powiedzieć, że język polski stracił hamulce. Paskudne to zjawisko. Czujecie to? Może denerwuje Was to tak samo jak mnie? Może macie przykłady innych zdewaluowanych wyrazów?