Lata
temu, gdy Dzieciątko poszło do gimnazjum, tatuś wymyślił: trzeba dziecku nową
komórkę kupić, bo w starej GPS-u nie ma. No jasne, bez GPS-u
Dzieciątko do szkoły za cholerę nie trafi i w ogóle
nie wiadomo, w jaki sposób do tej pory trafiało.
To
było dawno, ale nic się w tej materii nie zmieniło. Eks gadżeciarzem
pozostał, a ja jestem jak najdalsza od stwierdzenia, że w głównej
mierze to mężczyźni uwielbiają bezużyteczne rupiecie, bo byłaby to jawna
nieprawda.
Gdy
niedawno zmieniałam telefon na nowy, bo stary padł mi do zera,
od razu zaproponowano mi do niego w promocji douszne
słuchawki bezprzewodowe i modny zegarek z tych, co to goli,
pierdoli, krawaty wiąże i przerywa ciąże. Grzecznie podziękowałam
rozczarowanej pani sprzedawczyni i kategorycznie odmówiłam nabycia zbędnych
towarów. Słuchawek nie używam w ogóle, bo od ciał obcych bolą
mnie uszy. Plastikowy zegarek do wszystkiego nie dość, że pełni
każdą rolę, byle nie podstawową, to jeszcze jest paskudny.
Niektóre
z moich koleżanek są chyba uzależnione od aplikacji zliczających
kroki (co to w ogóle za pomysł i do czego to komu
potrzebne?) czy tam inne skurcze pęcherza, bo manifestują swoje
osiągnięcia (moje nie są osiągnięciami, bo ich nie liczę), gdzie
się da. Póki co, jeśli chodzi o mnie, to wciąż jeszcze jestem w stanie
samodzielnie zorientować się bez pomocy elektroniki, kiedy bolą mnie nogi albo
kiedy mam zadyszkę. Liczenie spalonych kalorii? Policzone czy nie, tak
czy siusiak zostały spalone, a spadek poczucia sytości również potrafię
odnotować sama, w końcu po coś burczy człowiekowi w brzuchu.
A
pamiętacie aplikację do telefonu z cyklem menstruacyjnym? To dopiero
hicior! Kobiecie, która nie wie, kiedy ma okres, wypada tylko serdecznie pogratulować
intelektu.
Wiele
razy widuję nieszczęśników uprawiających jogging z przywiązanymi do rąk
całymi tablicami elektronicznymi (jeszcze trochę, a dorównają dworcowym)
wyświetlającymi zapewne całe litanie informacji. Całe szczęście, bo bez nich
biedny biegacz najpewniej nie umiałby dojść do wniosku, że zaraz
padnie na zawał serca.
Tylko niech mi tu teraz nikt nie wyjeżdża z tekstem, że jestem średniowieczna i że z moim podejściem ludzkość cofnęłaby się do poziomu człowieka z epoki środkowego plejstocenu. Jeszcze odróżniam dobrodziejstwa postępu technicznego od zaśmiecania ziemi i prowadzenia umysłów w kierunku wujcia australopiteka. "Musisz to mieć" na mnie nie działa - jestem WOLNA.