19 kwietnia 2023

57. Zrobiłam cud

Zbieram się do życia. Zakupiłam nowy, większy domek dla śledzi i jestem na etapie zamawiania do niego różnych rzeczy: osprzętu, aktywnego podłoża, żwiru, kamieni, korzeni itp. Mam w związku z tym dylemat: czy zakupienie i posadzenie roślin z hodowli in vitro jest grzechem? Czy posiadanie grzesznych roślin skazuje mnie na potępienie?

Grzech grzechem, ale zrobiłam też cud. Mam tyle lat, ile mam, a mimo to nigdy w życiu niczego nie wyhodowałam od ziarenka. Zresztą, ogrodniczka ze mnie jak z koziej d… trąba. Aż tu nagle mnie natchnęło, kupiłam doniczkę i ziemię, wsypałam tę drugą do tej pierwszej, zrobiłam rowki rękojeścią łyżki (nie ma mowy, żebym ręcznie grzebała w ziemi!), wsypałam nasionka kwiatków, przyklepałam łyżką i odstawiłam na parapet, bo balkonu nie mam. Sprawa poszła w zapomnienie na kilka dni, a tu nagle patrzę – wyłazi z ziemi zielone. Cud! Spuchłam z dumy i taka spuchnięta chodzę sobie po tym średnio pięknym świecie.



10 kwietnia 2023

56. Kiedy serce pękło...

 ...niewiele już spraw ma znaczenie.

* * * * * * * * * *

Przepraszam, że znowu mnie nie ma.

24 marca 2023

55. Chamy, buraki i anielice

Kilka ostatnich tygodni nieźle dało mi w kość (dawanie w kość wciąż trwa). W pracy jestem zmobingowana i zarobiona po kokardę, w domu nie mam kiedy odpocząć, doba skurczyła mi się niewiarygodnie jak źle wyprany sweter, podobnie weekendy, kiedy to łopata, spychacz i kompas pozwalają mi utorować sobie drogę przez zaniedbane w tygodniu mieszkanie. W dodatku na blogu skumulowały mi się ciężkie tematy, a mój organizm łaknie wypoczynku jak kania dżdżu. Stąd więc, wzorem Marudy, dziś skupię się na tym, co lekkie, łatwe, przyjemne i ulubione: na książkach.

Ponieważ od wczesnego dzieciństwa czytałam bardzo dużo, nie da się jednoznacznie powiedzieć, że mam swoją „ulubioną książkę”, bo lista tych ulubionych mogłaby się tu nie zmieścić. Mam całe tabuny ulubionych książek, pośród których poczesne miejsce zajmuje gruba powieść dziewiętnastowieczna, zwłaszcza okresu realizmu i naturalizmu, w szczególności francuska i rosyjska. Wyliczyć tytułów nie sposób.

Mianem „powieści mojego życia” mogę śmiało określić „Mistrza i Małgorzatę” Michaiła Bułhakowa, choć – co może w ogólnym rozrachunku wydawać się dziwne – niespecjalnie przepadam za parą tytułowych bohaterów. Stan drugiego już egzemplarza mówi sam za siebie.



Jednak w takich nie najszczęśliwszych okresach jak ten mój mózg domaga się resetu i odmulenia. Kilka takich odmulaczy prezentuję (a potrzebującym polecam) poniżej.

1. Cykl powieści i opowiadań o moim ulubionym egzorcyście. Jeżeli pragniecie poznać króla polskich pijaków, chamów, prostaków, buraków, bimbrowników i egzorcystów, to koniecznie sięgnijcie po kipiącą humorem serię książek Andrzeja Pilipiuka o Jakubie Wędrowyczu. Nie dajcie się zwieść, na całej Lubelszczyźnie nie uświadczycie większego chojraka! Jeśli ktoś ma ochotę na zdrową dawkę humoru, to czym prędzej niech wyrusza w drogę z dziadem w gumofilcach, przepasanym łańcuchem krowiakiem. Alleluja i do przodu!



2. Pozostając w cudnym, pilipiukowskim klimacie, polecam prześliczny „Cykl z wampirem”: „Wampir z M3”, „Wampir z MO” i „Wampir z KC” oraz powieść o równie upierdliwych bytach bionekrotycznych – „Upiór w ruderze”.



3. Seria powieści sensacyjnych Dana Browna o Robercie Langdonie: „Anioły i demony”, „Kod Leonarda da Vinci”, „Zaginiony symbol”, „Inferno” i „Początek” fascynuje mnie nie tylko ze względu na wątek sensacyjny, ale także – a może przede wszystkim – na nawiązania do szeroko pojętej kultury, literatury, malarstwa, rzeźby i architektury, często do miejsc, w których byłam i które oglądałam własnymi oczami.



4. Jako miłośniczka kryminałów, a jednocześnie ludzi z charakterem, nie byłabym sobą, gdybym nie pokochała całym sercem serii powieści Remigiusza Mroza o Chyłce. Do tej pory ukazało się czternaście jej części i nie ma sensu wymieniać wszystkich tytułów. Jeżeli ktoś lubi charakterne kobiety i nieco ciaptakowatych mężczyzn, a do tego powieści kryminalne, to Chyłka i Zordon stworzeni są w sam raz dla niego.



5. Pozostając w kręgu zbrodni, za absolutnie urokliwy uważam cykl powieści Roberta Galbraitha (czyli Joanne Kathleen Rowling) o Cormoranie Strike’u, w połowie beznogim londyńskim detektywie. Każdy tom dotyczy innej zbrodni, ale łączy je para głównych bohaterów i rozwijającej się między nimi skomplikowanej relacji. Do tej pory ukazały się: „Wołanie kukułki”, „Jedwabnik”, „Żniwa zła”, „Zabójcza biel”, „Niespokojna krew” i „Serce jak smoła.



6. Moją najbardziej ulubioną z ulubionych serii jest cykl powieści kryminalnych Katarzyny Puzyńskiej „Lipowo”. Tu także za każdym razem rozgrywa się inna tragedia, ale i wątek miłosny jest również bardzo ciekawy. Pod sam koniec tomu czternastego zaparło mi dech (dobrze, że nie stolec) i z ogromną niecierpliwością oczekuję na część piętnastą!



7. Zupełnie babską literaturę – z pewnością nie najwyższych lotów, za to przeuroczo słowiańską – stanowi seria „Kwiat paproci” Katarzyny Bereniki Miszczuk: „Szeptucha”, „Noc Kupały”, „Żerca”, „Przesilenie”, „Jaga” i „Gniewa”. Polska, czasy współczesne, ale chrześcijaństwo nigdy tu nie dotarło. Ludzie leczą się u szeptunek, obcują z bogami, upirami, utopcami, płanetnikami oraz całym panteonem innych istot.



8. Ani piekło, ani niebo nie są tym, o czym uczą nas w kościele. Przekonuje się o tym młoda ofiara zbrodni, studentka Wiktoria Biankowska, która po gwałtownej śmierci trafia do piekła, gdzie nie posiada się ze zdumienia, bo nic nie jest takie, jak sobie wyobrażała. „Ja, diablica”, „Ja, anielica”, „Ja, potępiona” i „Ja, zbawiona” to także cykl powieści autorstwa Katarzyny Bereniki Miszczuk.



Może innym razem zajmę się literaturą bardziej klasyczną, ale do tego potrzebuję być wypoczęta i mieć wolną głowę.

Czytajcie na zdrowie, a przy okazji wypowiedzcie się, co lubicie przeczytać na odtrutkę.

15 marca 2023

54. Człowiek, Którego Spotykam

Nie wiem, jak mam pisać o tej osobie, więc nazwę ją po prostu Człowiekiem, Którego Spotykam.

Usłyszałam kiedyś, tuż za uchem, że ktoś rozmawia przez telefon. O fryzjerze, kosmetyczce i innych babskich sprawach. Z form czasownikowych również dawało się wywnioskować, że to kobieta. Zarejestrowałam jednocześnie, że mówi dziwnym głosem, trochę jakby skrzekliwym, z nietypową intonacją. Jednocześnie osoba ta zrównała się ze mną i moje dedukcje się potwierdziły. Kobieta z szałową burzą ciemnorudych włosów, pięknymi rzęsami, hybrydami zrobionymi na paznokciach upierścienionej dłoni. Na obu nadgarstkach pobrzękiwały modne bransolety, których jej aż pozazdrościłam (uwielbiam bransoletki!). I tylko w twarzy pokrytej starannym makijażem miała coś osobliwego. Męczyło mnie to przez chwilę, aż w końcu zrozumiałam: biologicznie był to mężczyzna.

Nie wiem, czy Człowiek, Którego Spotykam jest transwestytą, czy transseksualistą, ale stawiam raczej na to drugie.

Ostatnie nasze spotkanie miało miejsce wczoraj, w okolicy zamku. Już z daleka było widać pewną siebie, zadbaną młodą kobietę emanującą seksapilem. Niestety, przede mną znalazła się grupa nastolatków wracających ze szkoły. Od tego, co usłyszałam i jak się zachowywali, pociemniało mi w oczach. Komentowali głośno, wołali „Mariolka”, gwizdali, krzyczeli „gej”. Człowiek, Którego Spotykam nie zwracał na to uwagi, nadal szedł pewnie i śmiało w wiosennych ciuszkach. Pomyślałam o tym, co musi czuć taka osoba, zderzając się na każdym kroku z tego rodzaju sytuacjami. Ile można znosić wyzwiska i drwiny? Zrobiło mi się przeraźliwie smutno i właściwie to zachciało mi się płakać. Z żalu i złości. Z żalu nad Człowiekiem, Którego Spotykam i z wściekłości na ten tę hołotę, na popieprzony świat i podkarpacki, zapisiały ciemnogród, w którym nie można być sobą, odstawać w jakikolwiek sposób od grupy, być innym niż większość, bo płaci się za to bardzo wysoką cenę. Bo katolickie społeczeństwo z chrześcijańskim miłosierdziem i miłością bliźniego zaszczuje, zadziobie, zagryzie drugiego człowieka za to, że nie mieści się w schemacie, tabelce, szufladce, matrycy.

Potwornie mi żal takich osób, to wczorajsze wydarzenie unaoczniło mi, że mają bardziej pod górkę, niż jestem w stanie sobie wyobrazić. Ile wody będzie musiało jeszcze upłynąć, żebyśmy jako społeczeństwo pozwolili wreszcie ludziom żyć tak jak chcą, w zgodzie z samym sobą i bez dotkliwych szykan?

Człowieku, Którego Spotykam i tysiącu innych – życzę Wam, abyście mogli żyć w spokoju i znaleźć szczęście.

03 marca 2023

53. Zbrodnia doskonała

Robi wszystko, by w twojej głowie dokonać rewolucji. Przekonać Cię, że ma rację. Manipuluje. Ulegasz manipulacji, więc nie zauważasz nadużycia. W różnych sytuacjach dowodzi, że nic takiego się nie stało i rzeczywistość jest inna, niż ci się wydaje. Nie okazuje uczuć. Szantażuje, straszy. Przenosi swoje winy na ciebie, odwołuje się do twoich wad, bez względu na to, czy są rzeczywiste, czy wymyślone. Wywołuje lęki, żeby wykorzystywać je przeciwko tobie. Irytuje się, gdy nie spełniasz jego oczekiwań lub żądań. Wpada w złość, gdy nie podzielasz jego opinii i przekonań. Zupełnie lekceważy twoje uczucia, obawy, lęki. Unieważnia je jednym słowem. Namiętnie wzbudza w tobie poczucie winy. Umniejsza twoją wartość zawstydzającymi stwierdzeniami. Nie cofa się przed pogardliwymi żartami. Przypisuje ci wszelkie winy, nie szczędzi wyzwisk, obraźliwych i ubliżających odzywek. Sugeruje, że jesteś nikim, a twoja praca nie ma żadnej wartości. Drwi z twoich zainteresowań, talentów, umiejętności. Zarzuca ci, że ugotowany przez ciebie obiad jest niejadalny, wyprane ubrania zniszczone, a wyprasowane – wymięte. Publicznie prawi ci uszczypliwości, upokarza przy ludziach. Nigdy nie ma ci nic miłego do powiedzenia. Usilnie stara się, byś czuła się beznadziejna, bezwartościowa, nieudolna, nieważna. Zawstydza przy innych. Kontroluje. Nagrywa twoje rozmowy, przeczesuje komputer, czyta twoje prywatne rozmowy na GG. Wmawia ci chorobę psychiczną.

Uczysz się żyć pod jego dyktando. Powoli wyzbywasz się siebie, swoich opinii, poglądów. Pogrążana w ciągłym poczuciu winy, zaczynasz się go bać. Wstyd odsuwa cię od rodziny i znajomych. W domu towarzyszą ci poczucie odrętwienia, przewlekłe zmęczenie, brak energii, nadmierna senność. Stajesz się bierna. Mięśnie wciąż napinają się ze stresu. Sfrustrowana, permanentnie smutna, zniechęcona i w poczuciu, że teraz już zawsze tak będzie, zmieniasz się w ubezwłasnowolniony automat. Pojawiają się niedające się opanować bóle głowy, kołatania serca, uczucie zaciskania się krtani. Dochodzi do tego, że łapiesz się na rosnącej na jego widok agresji.

Jesteś ofiarą przemocy psychicznej, ale nie zdajesz sobie z tego sprawy.

Potem chorujesz na oporną w leczeniu depresję.

* * *

Przemoc psychiczna to zbrodnia doskonała. Jedna z najokrutniejszych.

Ofiara żyje. Nie ma ran, sińców, zadrapań, złamań. Codziennie ubiera się, czesze, robi makijaż i z przyklejonym do warg uśmiechem rusza do pracy.

Taka byłam ja.

Przemocy psychicznej nie widać. W domu nie ma alkoholu, awantur, nawet kłótni. Sprawca jest sprytny, wkłada białe rękawiczki. Często zdarza się, że jest to osoba zakompleksiona, czasem narcystyczna lub socjopatyczna.

Taki jest mój były mąż.

Na depresję choruję od 2003 roku.


27 lutego 2023

52. Nienawidzisz?

Czy zdarzyło Wam się kogoś nienawidzić?

Czy jest ktoś, kogo nienawidzicie?

Nienawiść jest emocją, a może lepiej – kombinacją emocji, które pojawiają się w związku z osobą albo grupą osób. Jako ludzie cywilizowani (może czasem aż za bardzo) niekoniecznie chcemy się do niej przyznawać, a przecież jest stanem naturalnym.

Nienawidzimy człowieka, którego zachowanie wywołało w nas silne poczucie krzywdy, zranienia, bólu. Pragniemy wówczas zemsty, odwetu albo żeby tę osobę spotkało coś złego. Można nienawidzić również jakiejś grupy ludzi.

Wbrew pozorom nienawidzić nie jest łatwo. Nie udało mi się znienawidzić, męża, który stosował wobec mnie przemoc psychiczną. Nie udało mi się znienawidzić człowieka, którego kochałam w życiu najbardziej, ale odszedł bez uprzedzenia (choć podobno od miłości do nienawiści jest tylko jeden krok). Nie udało mi się znienawidzić szwagierki i jej męża, którzy nieźle nas wyrolowali. Mogę powiedzieć, że kogoś nie znoszę, nie cierpię, nie lubię, ale to wszystko nie jest jeszcze nienawiścią.

Czy jest więc ktoś, kogo udało mi się znienawidzić?

Tak. Jest taka osoba. Zupełnie otwarcie życzę jej jak najgorzej i pewnie bym ją zamordowała z zimną krwią w dowolny sposób, gdyby nie konsekwencje prawne. Jest to osoba z mojego realnego życia, więc pozwolicie, że nie napiszę, kto to jest.

Odkrycie, że jednak potrafię kogoś nienawidzić, było zdumiewające.

Jest jeszcze grupa ludzi, której nienawidzę z siłą tajfunu. Są to wszyscy ci, którzy w jakikolwiek sposób krzywdzą zwierzęta. Z takich darłabym skórę pasami i posypywała solą.

Czy jesteście gotowi równie szczerze odpowiedzieć na pytania, które postawiłam na początku?

19 lutego 2023

51. Sratadrata apostata

Wbrew tym, którzy apostatów uważają za osoby z piekła rodem, racja nie leży po ich stronie. Dość powszechne w kręgach dewocyjnych stało się twierdzenie, jakoby nastała „moda na apostazję”.

Tymczasem apostata to nie człowiek uwiedziony modą, lecz jednostka uczciwa. Uczciwa wobec siebie i wobec społeczeństwa. Hipokryci tkwią nadal wszystkimi kończynami w krk, choć są katolikami niedzielnymi, niepraktykującymi albo już dawno im z kościołem nie po drodze. Nabijają instytucji skupiającej przestępców i ich ochroniarzy kabzę i statystyki, sztucznie podtrzymując mit o katolickiej Polsce.

Nie wiem, co mają w głowach ci, którzy przestrzegając przed apostazją, posługują się takimi argumentami: „nie będziesz mogła być matką chrzestną”, „nie dostaniesz ślubu kościelnego”, „nie będziesz świadkiem na ślubie”, „nie będziesz mieć katolickiego pogrzebu”. Podobno apostacie nie wolno sprawować nawet sakramentaliów, np. biec w Wielką Sobotę z koszyczkiem pełnym dobrze naczosnkowanej kiełbasy do poświęcenia i z pieniążkiem do wrzucenia przy okazji na tacę. Ratunku! Dlaczego komuś wydaje się, że osoba wypisująca się z kościoła marzy o katolickim pogrzebie lub o byciu chrzestnym?! No, żal taki, że aż odwłok ściska!

Przy okazji nasunęła mi się na myśl kolejna powtarzana w nieskończoność przez kręgi kadzidlane mądrość: „Co świętują ateiści w Boże Narodzenie/Wielkanoc?”. Służę uprzejmie: wolne świętujemy! Wolne od pracy i pustych rytuałów. Dlaczego mielibyśmy iść do roboty, skoro wierzący w absurdy mają z tego tytułu fajrant?

Jeżeli komuś nasuwają się oczywiste pytania, to odpowiadam z całą szczerością: tak, nie jest tajemnicą, że jestem ateistką i apostatką. Nie jest to ani powód do wstydu, ani do ukrywania. Wstydzić się powinni ci, którzy wspierają przestępczość zorganizowaną.

15 lutego 2023

50. Nawiasem mówiąc

Pora na małe co nieco, czyli na kolejną porcję etymologii popularnych frazeologizmów.

1. Mieć z kimś na pieńku – Gilotynować?

Nie. Frazeologizm ten powstał w czasach, gdy na dworach i w szkołach stosowano kary cielesne. Delikwent musiał oprzeć się na pieńku grzbietem do góry, a wychowawca bił go rzemieniem, skórzanym pasem albo rózgą.

2. Nawiasem mówiąc – Nie mówi się nawiasami, tylko ustami!

Ów nieszczęsny nawias pojawił się w tekstach językowych już w XVI wieku, ale nie oznaczał dzisiejszego znaku pisarskiego. Przed wiekami funkcjonował on w znaczeniu „nawis”, „coś, co porusza się po krzywej linii”. Używając takiego „nawisu w mowie”, dodajemy treści dodatkowe, zbędne, dygresje, kluczymy.

3. Nie omieszkać – Przecież nie istnieje czasownik „omieszkać”!

Nie istnieje, ale istniał do XVII wieku. Oznaczał „zaniedbać”, „opóźnić”, „odwlec”.

4. Paniczny strach – Czyli jaki?

Przymiotnik „paniczny” pochodzi od greckiego bożka o imieniu Pan. Był to bóg lasów, który lubił wzniecać strach w ludziach. Starożytne „panikos” oznacza „odnoszący się do Pana” i takie też znaczenie ma w języku polskim.

5. Rak nieborak – „Nie, bo rak”? „Rak z nieba”?

Nic z tych rzeczy. Wyraz „nieborak” lub „nieboraczek” pochodzi jeszcze z prasłowiańskiego „ne boriti se” – „nie walczyć”, „nie zmagać się”. „Nieborakiem” zaczęto nazywać człowieka słabego, niemającego siły.

6. Być na tapecie – Czyli na ścianie?

Nie. W tym powiedzeniu nie chodzi o tapetę, a o „tapet”. Słowo to oznacza obrus. Takim tapetem z zielonego sukna przykrywa się na przykład stoły, przy których odbywają się obrady.

7. Trafić do mamra (siedzieć w mamrze) – Czyli gdzie?

„Mamer” to słowo o rodowodzie starożytnym. Pochodzi od łacińskiej nazwy „Carcer Mamertimus”. „Carcer Mamertinus” (Mamertinum) to nazwa najstarszego więzienia w Rzymie znajdującego się w podziemiach kościoła San Giuseppe dei Falegnami. Rzekomo przetrzymywani byli w nim apostołowie Piotr i Paweł.

8. Wystrychnąć na dudka – archaiczny czasownik „wystrychnąć” znaczył „sprawić, że ktoś stał się jakimś”, wykierować kogoś”. Z kolei ptak dudek ze względu na czub z piór i podskakiwanie budził skojarzenia z głupotą, błazenadą.

9. Zalać robaka – zanim zaczęliśmy się myć i dbać o higienę osobistą, żyliśmy w nieodłącznym towarzystwie wszy, pcheł i pluskiew, które gryzły dniami i nocami. Jedyną metodą na ich wytępienie w miejscu, w którym szczególnie dokuczały, było zalanie ich wrzątkiem. Dziś zalewamy to, co nas gryzie od wewnątrz, wodą ognistą.

10. Zagiąć parol – Co zagiąć?!

„Parole” to po francusku „słowo”, „tekst”. Słowem „parol” nazywano dawniej obstawianą w grze kartę. Gdy na nią stawiano i wygrywała, a potem stawiano na nią po raz drugi, zaginano jej róg. Stąd „zagiąć parol” to „uparcie stawiać na tę samą kartę”.

12 lutego 2023

49. Leszcze i padalce

Czy zwróciliście kiedykolwiek uwagę na to, jak wiele zwierząt rozgościło się w naszym języku? I czy nie zastanowił Was fakt, że zazwyczaj wydźwięk związków frazeologicznych z udziałem zwierzaków ma wydźwięk pejoratywny? We mnie budzi to sprzeciw. No bo spójrzcie, ile tego jest: bazgrać jak kura pazurembiedny jak mysz kościelna, czarna owca, dostać małpiego rozumu, dumny jak paw, farbowany lis, drzeć z kimś koty, gapić się jak sroka w kość, kaczka dziennikarska, kaczy chód, kocia muzyka, kociokwik, koń trojański, końskie pieszczoty, końskie zaloty, kozioł ofiarny, krecia robota, krokodyle łzy, kukułcze jajo, kupować kota w worku, lisek chytrusek, łabędzi śpiew, mieć muchy w nosie, mieć węża w kieszeni, niebieski ptak, niedźwiedzia przysługa, owczy pęd, parszywa owca, pieskie życie, pijany jak świnia, pijawka, płakać jak bóbr, podła świnia, podłożyć komuś świnię, psia pogoda, ptasi móżdżek, rządzić się jak szara gęś, słoń w składzie porcelany, spływać jak po kaczce, ślepy jak kret, ślimaczyć się, święta krowa, uparty jak osioł, uświnić się, wilczy bilet, wieszać na kimś psy, wybierać się jak sójka za morze, wyrósł jak brzoza, a głupi jak koza, ześwinić się, zrobić kogoś w konia, żółwie tempo, żyć jak pies z kotem

Ile inwektyw skierowanych pod adresem człowieka opiera się na świecie zwierzęcym, ilustruje fragment poematu Edwarda Stachury "Kropka nad ipsylonem":

„ty glisto, ty cetyńcu, ty zarazo pełzakowa, ty gadzie, [...] ty pasożycie, ty trutniu, [...] ty hieno, ty szakalu, [...] ty larwo, ty kleszczu!, ty mszyco!, ty szkodliwa naliścico, ty korniku zrosłozębny, ty korniku bruzdkowany, ty koński bąku, ty końska pijawko [...] 

Ludzi, których z jakichś powodów nie lubimy, nazywamy krową, flądrą, małpą, baranem, gadem, klępą, suką, capem, leszczem, padalcem...

Nawet części ciała i czynności bywają bywają "odzwierzęce": łeb, pysk, ptaszek, żreć, zdychać...

Z pewnością nie wyczerpałam puli, niektóre powiedzenia są też pozytywne (jak np. sokoli wzrok), ale tych jest jakby dużo mniej.

Co Wy na to? Język rozwija się w czasie. Czyżby nasi przodkowie i praprzodkowie tak bardzo nie lubili zwierząt?


09 lutego 2023

48. Imię ojca i syna

Dzisiejszy wpis będzie krótki, ale – mam nadzieję – owocny. Przyszło mi bowiem do głowy w czasie różnych rodzinnych pogawędek, że w każdej chyba rodzinie zdarzają się imiona przeciętne, piękne, brzydkie, zdumiewające lub obciachowe. Tak konkretnie zamyśliłam się nad tą czwartą kategorią, bo to bardzo ciekawe. Osobiście uważam, że do dziwnych imion w mojej rodzinie należą

Lubomir, Wyszomir, Kastor i Abelard.

Dwaj pierwsi to moi wujkowie, dwóch drugich to ja jestem ciotką. I co Wy na to? Bardzo bym chciała, byście podzielili się ze mną swoimi rodzinnymi doświadczeniami w tej materii. Może jakiś plebiscyt urządzimy, co? Z rzetelnym głosowaniem na najdziwniejsze imię i z nagrodami (na razie nie mam pomysłu na nagrodę, ale może wspólnymi siłami coś wymyślimy).

To jak z tymi imionami u Was?


05 lutego 2023

47. Jagowisko

Wpadłam w cholerny diabelski młyn. Nie, nie w miłą rozrywkę wesołomiasteczkową, ale w jakiś upiorny kierat związany z tym, czego tygrysy nienawidzą najbardziej, to znaczy z pierdzieloną pracą zawodową.

Ostatni fajny dzień miał miejsce ponad tydzień temu – za sprawą blogerki-ziomalki Jagi. Tak piliła i tak przyciskała do muru, aż powiedziałam jej sakramentalne… no nie, chyba się zagalopowałam, sakramentalne to nie było, ale w każdym razie „tak”. I spędziłam radośnie czas w Jagowej siedzibie.

Na „dzień dobry” byłabym się zabiła, spadając ze schodów za sprawą cudownej amstaffki Holly, która witała mnie z takim entuzjazmem. Naprawdę nie wiadomo, która z nas jest większą wariatką: Jaga, Holly czy ja, ale myślę, że po równo.

Jaga, jak wiemy, jest Babą Jagą. Słynie z tak wstrząsającej urody, że kto żyw, usiłuje ją portretować. A to siostrzenica...

...a to mąż…

Nie, nie przywidziało się Wam i dobrze przeczytaliście: wykonawcą tego portretu jest Jagi małżonek.

Liczne podobizny zdobią Jagowy taras, a jedna nawet łazi po drzewach i patroluje teren, pilnując w ten sposób włości.




Ale, ale, znalazło się i coś dla mnie.

W menu dziennym pojawiły się i spacerek...


...i wymiana piekarnika na nowy, i rozliczne kawusie. Na obiadek jadłam pierwszy raz w życiu przepyszne włoskie pierożki nadziewane ricottą i limonką. Oesu, jaki odlot!

Na deser kotki i rybki…






Nie, nie spożywaliśmy zwierzątek, podziwiałam je tylko i ukochiwałam. A, no i uległam niemal zalizaniu na śmierć przez jakże groźną Holly.

Tęsknię za takimi dniami jak tamten. Te, które aktualnie są moim udziałem, śmiało mogę nazwać beznadziejnymi.

Dzięki, Jaga!

28 stycznia 2023

46. W poszukiwaniu ojca Mateusza

A było tak.

Zbłądziwszy na sandomierską plebanię, podlałam Natalii kwiaty. Przy tej pogodzie świetnie się trzymają.

Sama gospodyni poczęstowała mnie pierogami...

...a poczciwy Pluskwa kawą.


Za to ojca Mateusza nie zastałam, zostało tylko puste biurko.

Podejrzewałam, gdzie może się podziewać sandomierski proboszcz-detektyw, więc pognałam co sił w nogach na komisariat.

Tam bezczelnie przesłuchałam Możejkę, wkładając na głowę jego czapkę. Tak dla jaj.

Przy tym zarzuciłam mu kłamstwo (że nie ma tu księdza), podnosząc głos i tym wszystkim sobie nagrabiłam. Zaraz zawołał Gibalskiego, kazał mu spisać moje dane, a potem… na dołek! Za obrazę funkcjonariusza na służbie.

Najpierw dostałam się jeszcze w ręce Mietka...

...który po dokonaniu formalności zaprowadził mnie do celi.

Nie było przeproś! Musiałam oddać do depozytu okrycia wierzchnie i torebkę. Nocleg w tym „hotelu” należał do bardziej niż średnich przyjemności.

Dopiero następnego dnia, nieco wymiętoszona, wyruszyłam na dalsze poszukiwanie Mateusza. Był w kurii, gdzie poproszono go na dywanik.

I wiecie, co on mi chciał na tym dywaniku zrobić?! Chciał mnie wyspowiadać!

Zdecydowanie odmówiłam i zażądałam odszkodowania za straty moralne. Dał mi… krówki. Dobre i to.


Zdegustowana nieobecnością mojego idola – kanalii księdza Jacka...



...– poszłam sobie w cholerę.



25 stycznia 2023

45. Wróciłam!

Obiecałam niektórym autograf od ojca Mateusza, ale śpieszył się na plan i nie miał czasu. Wystarczy, że chciał mnie wyspowiadać.

W ramach rekompensaty przywiozłam zdjęcia z miasta położonego na siedmiu wzgórzach, no i oczywiście z wizyty na komisariacie.

Na starówkę weszłam czternastowieczną Bramą Opatowską.

Brama Opatowska
Zaraz za nią ujrzałam jegomościa, który przechadzał się po linie rozciągniętej między kamienicami. Robi to zawsze niemal od niechcenia.

Linoskoczek
Już z daleka widoczna jest znajoma bryła ratusza. Jeśli dobrze się przyjrzycie, zauważycie po lewej stronie zdjęcia fragment ekipy filmowej „Ojca Mateusza”. W tym samym dniu, w którym przyjechałam do Sandomierza, zaczęły się zdjęcia do nowego sezonu serialu.


Po lewej stronie ekipa filmowa

Ratusz
Czy ktoś widział kotwicę z łańcuchem do nieba? Nie? To spójrzcie poniżej.

Kotwica wbiła się w chodnik - pewnie żeby niebo nie odleciało
Korba mi odbiła

Tę studnię zapewne znacie.

Ponieważ Sandomierz jest ojczyzną krzemienia pasiastego, utrwalono jego podobiznę w pomniku-pierścieniu.

Miasto ma swoje Ucho Igielne. Trudno się przez nie przecisnąć, no ale przecież ja jestem tak filigranowa, że zmieściłam się i jeszcze miejsca zostało.

Ucho Igielne i ja
Na następnych fotkach widzimy kolejno: sandomierski zamek...

Zamek w Sandomierzu

...dom, w którym mieszkał niegdyś kronikarz Jan Długosz...


...katedrę wraz z dzwonnicą.

Katedra sandomierska

Dzwonnica
Na koniec rzut oka na Wisłę.



Ciąg dalszy nastąpi wkrótce – zapraszam na spotkanie z ekipą filmową i ojcem Mateuszem.