02 stycznia 2024

91. Gwieździsty chodnik i ślinotok

Dziś będzie krótko, przedstawię jedynie do kontemplacji dwie kolekcje.

Pierwsza to kolekcja gwiazd z ciechocińskiej „Alei Gwiazd”. Bądźcie uprzejmi zauważyć, że jest wśród nich gwiazda wyjątkowa, błyszcząca jak choinka, na tle której się uplasowała.



















I Frau Be - blogerka

Druga kolekcja wymaga dwóch punktów wyjaśnienia:

1. Ze słodyczy lubię wyłącznie bezy i bitą śmietanę. Bezy mogą mieć również inne kremy.

2. Nie pitolić mi tu o kaloriach, bo się zdenerwuję i krew się poleje!

Niniejszym przedstawiam kolekcję zjedzonych w Ciechocinku bez, torcików i tortów bezowych. Na ich widok mam ślinotok.










Na popitkę gorąca biała czekolada z bitą śmietaną albo przepyszny grzaniec. Oj, grzańce to tam mieli rewelacyjne!




21 grudnia 2023

90. O, choinka!

Na czas

sztilenachtowania

otannenbaumowania

mełykłismesowania

dżingelbelsowania

i lastkłismesowania

życzę Wam, moi Kochani

NAWZAJEM!




17 grudnia 2023

89. Szaro-czarno

Poprzednim razem obiecałam wrzucić trochę fotek. Nie są najpiękniejsze, bo po pierwsze – robione telefonem, a po drugie – Ciechocinek składa się aktualnie z czerni i szarości. No, ewentualnie jeszcze z burości. Jest tak wstrętnie, że szkoda gadać.

Ale do rzeczy.

Oto moje sanatorium „Zdrowie”. Mój balkon to dziesiąty zarówno od lewej, jak i od prawej strony, na trzecim piętrze. Z windami.




W najbliższym sąsiedztwie mamy kościół, który co chwilę napierdziela dzwonami. Mnie to nie przeszkadza, ale niektórzy się skarżą. Z tablicy wynika, że jest to kolegiata św. apostołów Piotra i Pawła.


Oto i oni, w towarzystwie jakichś lasek.

Troszkę dalej mamy piękny okaz Matki Boskiej od Abażurów. Nie wiem, kto umarł, ale zawsze pali się tam mnóstwo zniczy.

Wizytówką Ciechocinka są trzy potężne, największe w Europie tężnie. Wniesiono je w XIX wieku i stanowią część Pomnika Historii. Mają po 16 m wysokości i są potwornie długie (I – 648 m, II – 333 m, III – 719 m). „Dwójka” jest dłuższa od zapory w Solinie. Zimą są nieczynne.


Jedynka

Jedynka

Dwójka

Dwójka z trójką na horyzoncie

Częścią Pomnika Historii jest również Park Zdrojowy. Nie wiem, jak o innych porach roku, ale aktualnie to obraz nędzy i rozpaczy.


Słynnych figurek Jasia i Małgosi nie ma. Na drodze wyrósł mi taki wypierdek i nie mam pojęcia, po jaką cholerę sterczy na środku alejki. Spodobały mi się otaczające go mosiężne znaki zodiaku.



Stara, zbytkowa muszla koncertowa raczej straszy, niż zdobi.




Nie miałam więcej ochoty łazić po hektarach brzydkiego nie wiadomo czego, więc sobie stamtąd poszłam. Spodobały mi się tylko takie dziwne, gruzłowate drzewa – może ktoś wie, co to za gatunek?



Sławny ciechociński „Grzybek” owszem, stoi, za to zepsuty.



Na „rynku” (czy ta czarna dziura ma w ogóle rynek?) mamy taką oto przyjemną choineczkę.


Dwa kroki od mojego sanatorium nadziałam się na dwudniowy jarmark bożonarodzeniowy. Ot, taki sobie, bez fajerwerków.






Trzy pokoje ode mnie mieszka pani, z którą zwąchałam się już pierwszego dnia. Poetka, swój swojego wyczuje. Mieszka w Łodzi, wydała już 26 tomików wierszy, pisała również teksty satyryczne dla kabaretu, który przez wiele lat prowadziła. Przywiozła ze sobą „dorobek” i urządziła wieczór autorski. Jest absolutnie urocza!




A tak w ogóle to chyba jestem chora.


09 grudnia 2023

88. Wykańczalnia

Niech to szlag! Miałam pojechać do sanatorium, a trafiłam do jakiejś mordowni! Zaraz pierwszego dnia, gdy zobaczyłam swoją kartę zabiegów, zamarłam. Nawet zamknęłam na chwilę oczy, licząc na to, że widziadło zniknie, ale nie pomogło. Nie zniknęło. K***a mać!!! Basen codziennie o 7.00 w nocy! Cholera, ja tu przyjechałam do uzdrowiska, czy na obóz przetrwania?! Cóż, basen kocham, ale jak można zrywać człowieka w środku nocy, o porze niegodnej człowieka?!

W pierwszym odruchu chciałam wiać, ale uległam pokusie – basen wabił, nęcił, czarował, prowokował, zachęcał… Przecież ja ślinię się na widok każdej wody, do której można wejść.

Pomijając opisane tortury, jest mi tutaj cudnie. Naprawdę! Wracam z basenu, nastawiam budzik i walę się do łóżka, żeby ociupinę dospać. Budzik dzwoni – idę na śniadanie. Po śniadaniu historia się powtarza. Budzik zdziera mnie na kolejne zabiegi i obiad. Dopiero po odfajkowaniu zabiegów i po obiedzie wydalam się z obiektu celem wałęsania się. Potem wracam na kolację, chwila pisania, chwila czytania, chwila blogowania i nareszcie można pójść spać po bożemu, a  nie po durnemu.

Pokój dostałam jednoosobowy, wyposażony w TV, Internet, czajnik, kubek, talerz, sztućce, ściereczki, lodówkę. Jest nieduży, ale czysty i wygodny. Kuracjusze mili, w przeważającej liczbie kulturalni. Mamy tylko na moim piętrze rzetelnego świra. Jest nadpobudliwy, hałaśliwy, agresywny i wulgarny, rwie się do bójek. Nie wiem, dlaczego nie został jeszcze usunięty. Współczuję ludziom, którzy mieszkają z nim przez ścianę.

Tak czy siusiak, życzę sobie zostać tu na co najmniej rok. Nie chcę wracać do domu, jest mi tu dobrze i obcuję z moim ukochanym świętym – świętym spokojem.

Dobra, uciekam na kolację, następnym razem wstawię jakieś fotki. Na otarcie łez moje foto.