W sklepach, wiadomo: Boże Narodzenie rozpoczyna się we wrześniu,
a Halloween w sierpniu. Do tego drugiego chcę nawiązać.
Według najnowszych doniesień medialnych, poszczególne sklepy
(Auchan, Biedronka, Carrefour, Dealz, Kaufland, Smyk) zdecydowały, że ograniczą
halloweenowy asortyment, wycofując niektóre produkty. Konkretnie chodzi o te
artykuły, które imitują ostre narzędzia: plastikowe noże, tasaki, topory, kosy,
maczety, miecze. Niektóre rezygnują ze sztucznej krwi, upiornych masek, „zakrwawionych”
przebrań, akcesoriów z drastycznymi motywami i innych krwawych
rekwizytów.
Jasne jest, że cała ta akcja odbywa się na kanwie
wydarzeń w Ostrołęce, Leszczydole-Nowinach koło Wyszkowa i Warszawie.
Mnie ten cały Halloween ani ziębi, ani grzeje, choć zamiłowanie ludzi do ohydy
i odrażających gadżetów budzi moje zdumienie. Nie o mój stosunek
do tej durnej zabawy jednak chodzi, a o pewną refleksję.
Po co ta akcja?
Co ona zmieni?
Czy rozwiąże głębsze problemy z agresją lub coraz
częstszymi zaburzeniami psychicznymi? Śmiem wątpić. Tak sobie myślę, że pomoże
jedynie jako kolejny rodzaj reklamy, ale tylko sklepom.
A co Wy o tym sądzicie? Jestem ciekawa Waszych opinii.
