06 czerwca 2024

120. Zawód: ksiądz

W maju nasz uczeń został wyświęcony na księdza. 7 lat w seminarium mu najwyraźniej posłużyło, rozrósł się wszerz i dookoła. Inny, mój wychowanek ze zwariowanej klasy, skończył studia świeckie i poszedł do seminarium. Utył. Mają chłopaki głowy na karku, wybrali najbardziej intratny zawód w Polsce.

Gdy powiedzieć o kapłaństwie, że to zawód, duchowni i ich czciciele dostają piany na ustach. Natychmiast uruchamiają cały arsenał frazesów o „powołaniu”, „posłudze” i „sakramencie”. Żaden z tych sloganów nie jest, oczywiście, w najmniejszym stopniu argumentem. Malinowski bowiem miał powołanie do „posługi” kapłańskiej, więc został księdzem i za to mu ludzie płacą, Kowalski zaś z Nowakiem mieli powołanie do małżeństwa – i jakoś nikt im za to kasy nie daje, choć muszą teraz czymś zapchać nienażarte gęby swoich powołań. Kowalskiemu i Nowakowi płacą za to, że jeden przez 8 godzin poci się na budowie, a drugi użera się w urzędzie z rozjuszonymi petentami. Powołanie powołaniem, ale za coś żyć trzeba. To, co przynosi nam dochód, z czego żyjemy i utrzymujemy się, jest naszym wykonywanym zawodem. Jeżeli księża żyją z czegoś innego niż bycie księdzem, to proszę mnie oświecić, jeżeli zaś nie – przestać wyplatać farmazony.

Czciciele kleru podnoszą również, że kapłaństwo to sakrament. Ba! Czy ja zaprzeczam? Ależ skąd. Dodaję tylko, że taki np. chrzest również jest sakramentem, a dziwne, jakoś nikt nie chce mnie utrzymywać tylko z tego powodu, że jestem ochrzczona! A nawet bierzmowana. Niezorientowanym przypominam – bierzmowanie to też sakrament!

Pora spojrzeć prawdzie w oczy: ksiądz to taki sam zawód, jak każdy inny – tyle, że bardziej intratny i uprzywilejowany. Dochody duchownych nie są w żaden sposób możliwe do skontrolowania – wypłata odbywa się z ręki do ręki. Obłudnie twierdzą, że Bóg jest dla każdego, ale czynią z Niego towar rynkowy, każąc sobie płacić za msze, sakramenty, obrzędy. Za to tak zwane realizowanie powołania strzygą potulne owieczki bez żenady i ograniczeń – nawet te najbiedniejsze, bo zaszantażowane emocjonalnie oddadzą i dwie renciny, żeby godnie pochować staruszka małżonka. Nie pracują na siebie, bo każdej sytuacji wyciągają łapę po cudze pieniądze, prowadzą więc najzwyczajniej w świecie pasożytniczy tryb życia. Jakby i tego było mało, obdzierają z resztek pieniędzy permanentnie niedoinwestowaną, ledwo zipiącą oświatę. A czy taki np. nauczyciel biologii pcha im się do kościoła z płatnym wykładem o rozmnażaniu eugleny zielonej i czerpie za to garściami z ich budżetu?!

Obrońcy pokrzykują, że ksiądz też człowiek i jeść musi, mieszkać musi, przemieszczać się musi... Zgoda! Kowalski i Nowak też muszą – i to z całymi rodzinami. Czy wobec tego wyciągają rękę z tacą? Nie, Kowalski i Nowak zachrzaniają do pracy i nieraz ćwierć wieku im schodzi, żeby uwolnić się od mieszkania w 10 osób na 45 metrach kwadratowych.

Powołani do ewangelizowania najpierw niech się wezmą do jakiejś uczciwej pracy i na siebie zarobią, a potem głoszą Dobrą Nowinę – wtedy uwierzę, że ksiądz to nie zawód.


27 maja 2024

119. Udój, czyli debiliada

Za mną wielodniowy ciąg niekończącej się żałoby. Wejście – czarne włosy – czarna opaska – czarny makijaż – czarne paznokcie – czarny ubiór – czarne buty – wyjście. Wejście – czarne włosy – czarna opaska – czarny makijaż – czarne paznokcie – czarny ubiór – czarne buty – wyjście. Wejście – czarne włosy – czarna opaska – czarny makijaż – czarne paznokcie – czarny ubiór – czarne buty – wyjście. Wejście… itd. Od czasu do czasu biała koszula pod czarną marynarką (w zdecydowanej mniejszości). Oczy bolą, dusza boli, ale trudno się dziwić tej masowej żałobie, wszak zidiocenie postępuje, a maturę trzeba (czy na pewno?) zdać.

Sobotę i niedzielę przeleżałam w łóżku, chora na wszystko. Też byście byli chorzy, gdybyście się nasłuchali takich bredni…

Oto świeży, tegoroczny udój:

- „Nowomowa jest to coś, co zmienia coś”.

- „Dedal znał się na robótkach ręcznych”.

- „Autor na zadane pytanie odpowiada tak. Z pewnością nie”.

- „Jazda pociągiem to wsłuchiwanie się w trzepot kół”.

- „Teza: osoba miała bąble i zaczerwienienia”.

- „Los Bylicy przedstawia los ludzi orobionych pracą”.

- „Był już taki siwy, że aż mu wargi drżały”.

- „Jacek Soplica uciekł z Soplicowa po najeździe hitlerowców”.

- „Telimena przypomina klasyków, którzy są, według Mickiewicza, szkieletami”.

- „Nagle przez otwarte okno wleciała Zosia”.

- „Zosia wiedziała, że jest młoda i zdrowa, wiedziała też, że jest kobietą i mężczyzną”.

- „Natychmiast uciekła z pokoju, gdy zauważyła Tadeusza podczas przymierzania sukienki”.

- „Są ludzie dobre i złe”.

- „Ludzie starzy tylko zawadzają, jeść chcą, a nic nie robią”.

- „Mickiewicz wychylił się ze zwykłych, szarych ludzi”.

- „Hrabia pyta, jak Telimena może wychodzić za mąż za Rejenta w jego obecności”.

- „Twarz jej pobladła od strachu i dziwu”.

- „Telimena kokieteruje”.

- „Tartuffe był manipulansem”.

- „Przesadnie rozkładał się na ziemi”.

- „Miał romans z żonatą kobietą”.

- „Poznaje on mu jej największe sekrety”.

- „Kobieta odsuwa się pod pozorem nieba”.

- „Uważał, że godna śmierć, to zginąć z broni, ale nie na beczce”.

- „Jego bohater to prawdziwy bożyszcz”.

- „Ludzie w getcie byli rozstrzeliwani w pewnym sensie”.

- „W getcie był masowy szał zakupów”.

- „Jest to śmierć w celu przedłużenia sobie życia”.

- „Hanna Krall uważała, że ludzie idący do wojen są gorsi od ludzi ginących od strzału. Jasne, na pewno, ja też tak uważam. Przecież tak uważają wszyscy”.

- „Śmierć na polu walki często nie zdąży sobie uświadomić, że umiera”.

- „Przecież lepiej wiedzieć mniej niż więcej”.

- „W utworze można znajść treść”.

- „Na bazarze, oprócz handlu, organizowane są też kłótnie”.

- „Sukienka, którą ma na sobie Justyna, jest zła. Przelatywała przez tę sukienkę tylko rozkosz”.

- „Oblała Zenona kwasem, który po długich męczarniach zmarł”.

- „Zenon korzysta z dobrych stron Justyny, nie zważając na jej zgodę lub jej brak”.

- „Ziembiewicz współżył z prawą ręką swojej matki”.

- „Ukazuje walory polskiej ziemi, na której jest cisza, spokój i zabłąkana dusza, która błądzi.

- „Dziewczyna pochodzenia wiejskiego powinna znajść sobie męża pochodzenia wiejskiego”.

- „Powieść zaczyna się od końca”.


26 maja 2024

14 maja 2024

117. Poległam

Kurde, chyba się starzeję. Ten rok szkolny jest rokiem, w którym wymiękam na całego. Nie daję rady z czasem, nie daję rady ze zmęczeniem. Jestem zajeżdżona jak carska kobyła. Ślęczenie na maturach i nad maturami daje mi do wiwatu, jak jeszcze nigdy. Ciągle chodzę zmęczona i niewyspana. Wracam do domu zrąbana jak koń po westernie i padam jak podcięta sosna. W zeszły piątek zasnęłam w pełnym makijażu, co nie zdarzyło mi się od niemowlęctwa Dzieciątka. Nie mam siły i czasu na blogi, na pisanie wierszy, książki czytam po jednym-dwa rozdziały. Wstyd przyznać, ale w czasie matury pisemnej, będąc przewodniczącą zespołu nadzorującego, zasnęłam na siedząco na krześle. A matka przełożona z siostrami służebniczkami (gestapo i dwie sztuki kapo) bez przerwy dają do wiwatu, jak to co dzień.

Wybaczcie, biorę urlop od Internetu do 25 maja – wtedy skończy się ta kołomyja. Zaglądajcie, urządźcie sobie Hyde Park, możecie mi nawet obrobić dupę.

Do zobaczenia za dwa tygodnie!



12 maja 2024

116. Kobieto, puchu marny!

Pantera napisała kiedyś tekst zatytułowany "Głupie kobiety". Zachęcam do zapoznania się z nim. Mój post jest kamyczkiem do tego ogródka.

W świecie judaizmu, na którym wyrosło chrześcijaństwo, miejsce i rola kobiety sprowadzały się wyłącznie do prac domowych i rodzenia potomstwa. Według Starego Testamentu macierzyństwo ma zapewnić ciągłość rodu i plemienia. Już sam mit o stworzeniu świata z Księgi Rodzaju demonstruje niechęć do kobiet, nakładając ciężar grzechu nie na Adama, ale na Ewę.

Chrześcijanie przejawiali wyraźną niechęć do kobiet, widząc w nich uosobienie zła, grzechu, siedliska pokus i rozwiązłości.

Wśród apostołów nie było kobiet, a zażyłość Marii Magdaleny z Jezusem jest tłumaczona jej zaangażowaniem w to, co głosił. Sam Jezus nie zwracał się do matki per „mamo” albo chociaż „matko”, tylko „kobieto” („niewiasto”). Czy to przypadkiem nie jawna pogarda?



Św. Paweł z Tarsu tak przemawiał: „Niech niewiasty na zgromadzeniu milczą, bo nie pozwala się im mówić; lecz niech będą poddane (…) bo nie przystoi kobiecie w zborze mówić”, „Żony, bądźcie uległe mężom”, „Nie pozwalam kobiecie nauczać ani wynosić się nad męża; natomiast powinna zachowywać się spokojnie. Bo najpierw został stworzony Adam, potem Ewa. I nie Adam został zwiedziony, lecz kobieta, gdy została zwiedziona, popadła w grzech; lecz dostąpi zbawienia przez macierzyństwo”, „Mężczyzna bowiem nie powinien nakrywać głowy, gdyż jest obrazem i odbiciem chwały Bożej (…). Albowiem mężczyzna nie jest stworzony ze względu na kobietę, ale kobieta ze względu na mężczyznę. Dlatego kobieta powinna mieć na głowie oznakę uległości”. Czyli mamy: Stwórcę mizogina, ludzi-mężczyzn i podludzi-kobiety. Prawdę mówiąc, z czymś mi się to kojarzy.

Po dzień dzisiejszy kobiety nie mają w kościele katolickim nic do gadania. Nie mogą być księżmi, odprawiać mszy, spowiadać i sprawować wszelkich innych funkcji. Zaledwie gdzieniegdzie pozwala się dziewczynkom być ministrantkami, co i tak podkreśla służebną rolę kobiet wobec mężczyzn. Zakonnice mają przepierdzielone już na wstępie, przechodząc przez lata przygotowań, doznają ze strony przełożonych szykan, złośliwości, udręk. Same przełożone nie znajdują się w lepszej sytuacji, bo ostatecznie podlegają władzy mężczyzn: biskupa, arcybiskupa, papieża. Kiedy ksiądz dyma parafiankę, jest to pomijane milczeniem. Kobieta zaś jest roznoszona na językach – nie muszę dodawać, że są to języki katolickie. Kościół wyciera sobie gęby „prawem naturalnym”, nie zezwalając na antykoncepcję i sprowadzając kobietę do roli samicy, która ma rodzić i basta! Potwierdza to niejaki święty Jan Chryzostom, biskup Konstantynopola i doktor kościoła: „Cała płeć żeńska jest słaba i lekkomyślna. Uświęcona zostaje jedynie poprzez macierzyństwo”.

Św. Tomasz z Akwinu, największy myśliciel i doktor kościoła, tak pisał o kobietach: „Zarodek płci męskiej staje się mężczyzną po 40 dniach, zarodek żeński po 80. Dziewczynki powstają z uszkodzonego nasienia lub też w następstwie wilgotnych wiatrów”. Zabłysnął również twierdzeniem, że „Kobiety są błędem natury (…) z tym ich nadmiarem wilgoci i ich temperaturą ciała świadczącą o cielesnym i duchowym upośledzeniu (…) są rodzajem kalekiego, chybionego, nieudanego mężczyzny (…) Pełnym urzeczywistnieniem rodzaju ludzkiego jest mężczyzna”.

Przywołany wyżej Jan Chryzostom załatwił kwestię krótko i dobitnie: „Kobiety są przeznaczone głównie do zaspokajania żądzy mężczyzn”.

Najznakomitszy spośród „ojców Kościoła”, św. Augustyn precyzuje swój pogląd na istotę sprawy, nie pozostawiając miejsca na wątpliwości: „Kobieta jest istotą pośrednią, która nie została stworzona na obraz i podobieństwo Boga. To naturalny porządek rzeczy, że kobieta ma służyć mężczyźnie”.

Św. Ambroży, mędrzec Kościoła wymyślił, że „Kobieta powinna zasłaniać oblicze, bowiem nie zostało ono stworzone na obraz Boga”. Takiego samego zdania był niejaki Tertulian, pisarz chrześcijański: „Kobiecie przystoi jedynie szata żałobna. Skoro tylko przekroczy próg wieku dojrzałego, winna zasłonić swe gorszące oblicze”.

Papież Pius II wystrzelił z armaty swojego umysłu: „Kiedy widzisz kobietę, pamiętaj, to diabeł!”

W XI wieku uchwalono, że „Kobiecie nie wolno mieszkać w pobliżu kościoła”, a na synodzie w Elwirze, że „Kobietom nie wolno we własnym imieniu pisać ni otrzymywać listów”. Misjonarz św. Bonifacy dodaje, że „Kobietom nie wolno śpiewać w kościele”.

Na zakończenie ustalenie soboru w nieistniejącej już Elwirze: „U KOBIETY SAMA ŚWIADOMOŚĆ JEJ ISTNIENIA POWINNA WYWOŁYWAĆ WSTYD”. I jak Wam się podoba?

Na koniec dodam tylko, że wszystkie przytoczone cytaty zostały wydłubane z otchłani Internetu, więc mogą znajdować się w nich pomyłki. Kilka błędów wyłapałam i naprawiłam sama, bo nie jestem zwolenniczką bezmyślnego kopiuj-wklej.

07 maja 2024

115. Szumowiny

Wiele razy w życiu byłam nad morzem, można powiedzieć, że co roku jestem, choć nie zawsze jest to morze (czasem trafia się ocean) i nie zawsze Bałtyckie.

Gdy byłam dzieckiem, co roku jeździliśmy rodzinnie na wczasy nad morze. Oddzielenie nastąpiło, gdy poszłam na studia, a rodzice zmienili w końcu kierunek na inne. Jeździli już tylko z moim dużo młodszym bratem. Mimo że Bałtyk jest zimny i bury, mam do niego ogromny sentyment. Kocham wodę, a im większa, tym piękniejsza.

Długoweekendowy wypad do Gdyni, szczerze mówiąc, nieco mnie rozczarował. Oczywiście bywałam tam wiele razy, bo mam tam rodzinę, ale tym razem nastawiłam się na pełny relaks. I co? Dla mnie morze to bezkres plaży z lewej, bezkres z prawej, przede mną bezkres morza, a za mną wydmy i las z powykręcanymi od wiatru sosnami. Tym razem jednak po lewej miałam port, po prawej Gdańsk, na wprost Hel, za sobą miasto, a w wodzie szumowiny. Dobrze widać je na zdjęciu u JoAnki, która gościła tam w tym samym czasie.

Od pierwszego dnia dostałam wycisk, Dzieciątko bez miłosierdzia włóczyło mnie po szeroko pojętej okolicy, upał dawał po garach, a nogi weszły mi w… płuca. Gdy wydarła mnie na klif (żeby nie było wątpliwości – należało wejść na parszywe górzysko), nie zabiłam jej tylko dlatego, że byłam zajechana do imentu. Prawdę mówiąc, jeszcze nie wróciłam do stanu zupełnej używalności, więc zostawiam Was ze zdjęciami i walę się w piernaty.

Pierwszy wieczór...

Widok na port.

Plaża w kierunku Gdańska.

Jeżdżący wychodek zawiózł nas na Kamienną Górę, czy jak jej tam.

Widok z góry.

Jeszcze raz wychodek.

Podobno muszla i podobno koncertowa. Na razie chyba jeszcze nieczynna.

Kwietniki-łodzie to jedna z rzeczy, które akurat mi się spodobały.

Bardzo piękny, polski napis.

Jak widać, fontanna. Gdzieś na Wybrzeżu Kościuszki.

Piekny dywan kwietny.

Babcia mawiała, że mam oczy jak niezapominajki.

Wrona siwa, zachwycająca - u nas ich nie ma.

No i moje najukochańsze mewy. Niech wrzeszczą, niech defekują z góry - kocham je i koniec.

Dar Pomorza...

...i jego kotwica. Dodam, że przedmiot większy i cięższy ode mnie!

Jakiś katamaran.

Cudo moje kochane.

Jednostka pływająca.

Pomnik - nie wiem, czego.

Kormorany.

I kaczorek.

Kolejna jednostka pływajaca.

I kolejny kormoran prezentuje uskrzydlenie.

Owszem, jestem dużym dzieckiem - odbyłam rejs Nautilusem w 7D.

Znowu mewixy.

Jakieś rybki.

Łódź podowodna - mój gdyński kuzyn pływał (a raczej siedział na dnie) czymś takim.

Kamienie uczesane z przedziałkiem.

W mieście kwitły całe łany przepięknych tulipanów.



Molo.

Cholerny klif.

Widok z klifu po drodze.

Na klifie.




Na pociechę słynna "Gdyńska rybka". Ciasteczka faszerowane najrozmaitszymi nadzieniami.



30 kwietnia 2024

114. Dżipampkin!

Doczołgałam się do długiego weekendu. Nareszcie! Pięć dni wytchnienia przyda mi się po wyjątkowo gorącym okresie w pracy i tuż przed Armagedonem o nazwie „matury”.

Kilka dni wcześniej Dzieciątko postawiło mnie przed faktem dokonanym, rzecząc, co następuje: „Matka, jedziemy do Dżipampkina. Bilety w tę i z powrotem kupione, noclegi zarezerwowane, za jedzenie płacisz ty.”

No to jedziemy. Okrutnie się cieszę. Pełnia szczęścia!



26 kwietnia 2024

113. Zaradny dynda raz

Wiecie, co to jest palindrom? To taki wyraz albo całe wyrażenie, które brzmią tak samo czytane zarówno od lewej strony do prawej, jak i od prawej do lewej, na przykład Anna, bób, sedes, zaraz, kajak, zakaz, sos.



Schody zaczynają się przy palindromach dłuższych, np. wół utył i ma miły tułów albo Zakopane na pokaz.



Już w czasach antyku Grecy i Rzymianie bawili się palindromami, zwłaszcza ci drudzy tworzyli coraz to dłuższe zespoły wyrazów tworzących palindromy.



Powstał również nowy gatunek literacki - raki. Utwór taki można czytać całymi wersami od lewej do prawej i odwrotnie. Słynne raki stworzyli nasi rodzimi literaci. Przywołam przykład renesansowego poety Jana Kochanowskiego i twórcy barokowego Jana Andrzeja Morsztyna.

 

Jan Kochanowski, Raki

Folgujmy paniom nie sobie, ma rada:

Miłujmy wiernie, nie jest w nich przysada

Godności trzeba nie za nic tu cnota,

Miłości pragną nie pragną tu złota.

Miłują z serca nie patrzają zdrady,

Pilnują prawdy nie kłamają rady.

Wiarę uprzejmą nie dar sobie ważą,

W miarę nie nazbyt ciągnąć rzemień każą.

Wiecznie wam służę nie służę na chwilę,

Bezpiecznie wierzcie nierad ja omylę.

 

Teraz bawcie się, czytając każdy wers całymi wyrazami od tyłu.

 

Jan Andrzej Morsztyn, Raki

Cnota cię rządzi nie pragniesz pieniędzy;

Złota dosyć masz nie boisz się nędzy;

Czystości służysz nie swojej chciwości;

W skrytości mieszkasz nie przywabiasz gości;

Szyciem zarabiasz nie wygrawasz w karty;

Piciem się brzydzisz nie bawisz się żarty;

Matki się boisz, nie chybiasz kościoła;

Gładki to anioł nie zła dziewka zgoła;

Szumnie ważysz mnie nie srebro w kieszeni;

U mnie wprzód rozum niż miłość się zmieni.


Podobno najdłuższy palindrom na świecie został ułożony przez Polaka Tadeusza Morawskiego i liczy 33 000 liter. Chyba nie chciałabym tego czytać, a potem jeszcze sprawdzać od końca.

Macie pomysły na palindromy (takie nie z Internetu)? Trochę dobrych chęci, samozaparcia i może wyjść z tego niezła zabawa.

21 kwietnia 2024

112. Kościół katolicki to nie sekta (?)

Niektórzy uważają, że nie i mają do tego prawo.

Niepodważalną wykładnią wiary katolika, wbrew pozorom nie jest na pierwszym miejscu Biblia, a „Katechizm Kościoła Katolickiego”. Prawda jest taka, że w myśl Biblii wzorcowy kościół założony przez Jezusa tworzyli apostołowie, co opisane zostało w Nowym Testamencie, szczególnie w Dziejach apostolskich. W tym miejscu dochodzimy do zgrzytu. Kościół katolicki powstał dopiero w IV wieku i natychmiast dał sobie prawo do jedynie słusznej interpretacji Biblii, czyli jej fałszowania poprzez łączenie jej ze zwyczajami pogańskimi, kombinowanie przy dekalogu przez usunięcie przykazania o niesporządzaniu obrazów i rzeźb, kult maryjny, kult świętych, kult obrazów, chrzest niemowląt.

Jedną z cech sekty jest autorytarne sprawowanie władzy przez jej przywódcę. I co my tutaj mamy? Nieomylnego jak sam Bóg papieża, który ma niczym nieskrępowaną władzę nad resztą kościoła („Nieomylnością tą z tytułu swego urzędu cieszy się Biskup Rzymu, głowa Kolegium Biskupów, gdy jako najwyższy pasterz i nauczyciel wszystkich wiernych”, Katechizm Kościoła Katolickiego 891).

Sekty wpajają ludziom przekonanie, że tylko w nich znajdą prawdę i że są grupami elitarnymi. Wystarczy cytat z KKK: „Misja pasterska Urzędu Nauczycielskiego jest ukierunkowana na czuwanie, by Lud Boży trwał w prawdzie, która wyzwala. Do wypełniania tej służby Chrystus udzielił pasterzom charyzmatu nieomylności w dziedzinie wiary i moralności.” No i mamy, co mamy.

Przywódcy sekt czerpią ewidentne korzyści materialne kosztem szeregowych członków. Chyba nie muszę się rozpisywać o Banku Watykańskim, Muzeach Watykańskich, matce Teresie, nieopodatkowanej tacy, o milionach z kasy państw takich jak Polska, o setkach tysięcy nieruchomości na całym świecie i innych cudownych, kasodajnych źródełkach.

W sektach istnieje zjawisko zwodzenia duchowego. Co to znaczy? Otóż św. Paweł apostoł przestrzegał przed wypaczeniami Ewangelii. Jak powszechnie wiadomo, kościół wypaczył je w wielu aspektach. Weźmy choćby ewangeliczną, tak „chętnie praktykowaną” cnotę ubóstwa, ustalenie przykazań kościelnych i egzekwowanie ich przez uznanie ich naruszenia za grzech śmiertelny, samowolną przeróbkę dekalogu, chrzest niemowląt…

Przywódcy sekt dążą do tego, aby całkowicie uniezależnić się od czynników kontroli. Owszem. W XI wieku został sporządzony przez papieża Grzegorza VII dokument „Dictatus Papae”, który legł u podstaw doktryny papocezaryzmu, czyli zwierzchnictwa papieża nad władzami świeckimi. Pachnie znajomo, co nie? I kto podskoczy nieomylnym?

Sekty zwracają uwagę na wszelkie niedoskonałości ludzkie i obiecują uczynienie człowieka jednostką pełnowartościową. Temu celowi służy w kościele np. „sakrament pokuty”, czyli spowiedź, po której delikwent staje się czyściutki jak łza. „Praktyka ta pomaga penitentowi kształtować sumienie, walczyć ze złymi skłonnościami, poddawać się leczącej mocy Chrystusa…” (ks. dr Robert Ptak) … Chrystusa, który NIE ustanowił spowiedzi. Dobre, co? Kontrola umysłów musi trwać.

Członkowie sekt są gotowi zrobić wszystko, co nakazuje im lider i każde zdanie odmienne od tego, które on reprezentuje, jest odrzucane. No, w kościele katolickim nawet z hukiem, poprzez nieudzielenie rozgrzeszenia, przypisywanie herezji (i puszczenie z dymem na stosie), wydalenie ze stanu duchownego.

Cechą sekt jest oczywiście organizacja hierarchiczna. Proszę bardzo: papież, arcybiskupi, biskupi diecezjalni, wikariusze generalni i biskupi, dziekani, proboszczowie, wikariusze parafialni. No i na szarym końcu plebs, czyli wierni.

Przywódcy sekt dławią wszelką indywidualność. Kościół katolicki odrzuca indywidualizm i głosi, że tylko we wspólnocie i przez wspólnotę można osiągnąć zbawienie. Narzuca wiernym pogląd, że jednostka jest odpowiedzialna za całą wspólnotę (a ja ją „zraniłam”, wypisując się z niej). Potępia wszelkie przejawy indywidualizmu jako rzekomego egoizmu i postawy skierowanej przeciwko wspólnocie. Kto się wychyla, jest odpowiednio stawiany do pionu.

Sekty posługują się manipulacją, dostarczając fałszywych informacji, zniekształcają lub zatajają istotne rzeczy, bazują na emocjach, ograniczają samodzielne myślenie członków. O, to prawda stara jak ten łez padół. Spróbuj, człowieku, być katolikiem i myśleć samodzielnie, mieć własne poglądy i na domiar złego je wyrażać, stawiać niewygodne pytania i domagać się przekonujących odpowiedzi! Powodzenia życzę. Giordano Bruno miałby tutaj coś do powiedzenia.

Sekty poprzez indoktrynację narzucają jednostkom „nową tożsamość”. Cóż, kościół katolicki chrzci niemowlęta, nadając im tym samym nową tożsamość katolika bez pytania o zgodę zainteresowanego (co byłoby zgodne z Biblią, ale nie jest, bo jak zapytać noworodka?) i bez możliwości wymiksowania się z tego. Potem pierze się klientowi mózg i voilà! Oto „nowy człowiek”.

Sekty izolują swoich członków od otoczenia. W kościele katolickim namiętnie zachwalana jest przynależność do różnych „wspólnot” (takich podsekt w danej parafii). W im większej liczbie wspólnot się udzielasz i im więcej biegasz do kościoła, tym mniej czasu poświęcasz rodzinie i przyjaciołom. Oczywiście nie jest to przymusowe, ale osiągane innymi metodami, takimi jak indoktrynacja, czyli zwykłe pranie mózgu i straszenie piekłem. Nie przynależąc do żadnej wspólnoty, narażasz się na posądzenie o indywidualizm i podejrzenie, że jesteś tylko katolikiem niedzielnym. Taką podróbką. Wielokrotnie podkreśla się, że najpierw Bóg, a potem żona, dziecko, rodzice. A kościół to Bóg (podobnie jak „państwo to ja” Ludwika XIV).

Amen.





17 kwietnia 2024

111. Fobia to czy zwykły pierdolec?

Fobia to lęk powodujący ogromne cierpienie. Jest to zaburzenie psychiczne, często wymagające leczenia (jeśli jest poważne i dezorganizuje życie). Objawia się utrwalonym, powtarzającym się i bardzo silnym lękiem przed jakimś bodźcem. Statystyki pokazują, że na fobie cierpi 7-9% całego społeczeństwa. Towarzyszą im drażliwość, narastający niepokój, trudności ze skoncentrowaniem się, uczucie silnego napięcia. Do somatycznych objawów fobii należą ataki paniki, drżenie rąk, duszności, omdlenia, nudności, wymioty, gęsia skórka, lekkie drgawki, dreszcze, problemy z oddychaniem, tachykardia, pocenie się.

Tak naprawdę fobii może być nieskończona ilość. Niektóre są bardzo rzadkie, a jedna z nich, tych rzadszych, występuje w mojej rodzinie. Otóż moja babcia ze strony mamy cierpiała na lęk przed guzikami i brzydziła się ich okropnie. Przez całe życie nosiła (w miarę możliwości) ubrania bez guzików Nie wiem, jakim sposobem, przeszło to z babci na mojego kuzyna – czyżby fobie były przekazywane genetycznie? Kuzyn od maleńkości darł na sobie ubranka z guzikami albo w ogóle nie dał się w nie ubrać, wrzeszcząc, jakby śmierć ujrzał.



Próbowałam zdiagnozować samą siebie i poległam. Nie wiem, czy to fobia, czy zwykły pierdolec, ale chyba mam chaetofobię. Włosy leżące luzem doprowadzają mnie do szału i natychmiast muszę je usunąć z pola widzenia. W pracy natomiast nabawiłam się mocnej duxofobii i leczę to.

Mam problem ze znalezieniem odpowiedzi, co to jest za fobia, która dokucza mi najwięcej, a nigdzie nie znalazłam jej nazwy ani opisu. Otóż odczuwam ogromny lęk przed rurami (moja ciocia, siostra mamy też to ma – jednak geny to potęga!), konstrukcjami metalowymi, tunelami, parkingami podziemnymi i przechodzeniem pod mostami. W Norwegii u brata męczyłam się niesłychanie, bo tam tunel na tunelu i po prostu jechałam ze ściśle zaciśniętymi oczami. Na Majorce (w czasie pandemii) założyłam sobie maseczkę na oczy. Najstraszniejszy moment przeżyłam w grze Geoguessr. Polega ona na tym, że wrzuca człowieka w dowolny punkt na ziemi i po wszystkim dookoła trzeba zgadnąć, gdzie się jest. Bardzo wciągające. No i pewnego razu przeżyłam szok, który sprawił, że już więcej w tę grę nie zagrałam. Otóż wywaliło mnie gdzieś w centrum Chicago, ale w jakimś tunelu. Bodziec pojawił się bez uprzedzenia. Nie zdążyłam nawet zamknąć oczu. Poczułam, jakby w środku zamarzały mi trzewia, serce zlodowaciało i przestało bić, zaczęłam się dusić i krzyczeć. W domu, przed komputerem. Zdaję sobie sprawę, że to idiotyczne, ale ja wtedy myślałam, że zaraz umrę.

 

Teraz mały przegląd fobii w kolejności alfabetycznej, bo tak lubię. Niektóre z pewnością śmieszą, ale jednak istnieją i dokuczają. Może też się zdiagnozujecie? Wydaje się to śmieszną zabawą, ale jednak… brrr!

Abemarofobia – lęk przed pominięciem przystanku

Ablutofobia – lęk przed kąpielą

Aerofobia – lek przed lataniem samolotem

Aibofobia – lęk przed palindromami

Akrofobia – lęk przed wysokością

Akwinofobia – lęk przed końmi

Alektrofobia – lęk przed kurami

Amathofobia – lęk przed kurzem

Ambulofobia – lęk przed chodzeniem

Androfobia – lęk przed mężczyznami

Ankraofobia – lęk przed wiatrem

Anthropomorfobia – lęk przed zobaczeniem cech ludzkich w nieożywionych obiektach (roboty, figurki, manekiny)

Arachnofobia – lęk przed pająkami

Astrofobia – lęk przed planetami, gwiazdami, wszechświatem

Athazagorafobia – lęk przed zapominaniem, byciem zapomnianym

Basifobia – lęk przed upadkiem

Barofobia – lęk przed grawitacją

Brontofobia – lęk przed burzą

Chaetofobia – lęk przed włosami leżącymi luzem

Chiclefobia – lęk przed gumą do żucia

Colligofobia – lęk przed pakowaniem walizki

Dendrofobia – lęk przed drzewami

Dentofobia – lęk przed wizytami u dentysty

Duxofobia – lęk przed szefem

Ematofobia – lęk przed wymiotowaniem i osobami, które wymiotują

Enneafobia – lęk przed liczbą 9

Eosofobia – lęk przed światłem słonecznym

Erytrofobia – lęk przed zaczerwienieniem się

Fobofobia – lęk przed fobiami i strachem

Fotofobia – lęk przed światłem

Gamofobia – lęk przed małżeństwem

Gefyrofobia – lęk przed przekraczaniem mostów

Genofobia – lęk przed stosunkiem seksualnym

Glosofobia – lęk przed wystąpieniami publicznymi

Gynofobia – lęk przed kobietami

Hafefobia – lęk przed dotykiem

Heksakosjoiheksekontaheksafobia – lęk przed liczbą 666

Hemofobia – lęk przed krwią

Heptadecafobia – lęk przed liczbą 17

Hipnofobia – lęk przed snem

Hipopotomonstroseskwipedaliofobia – lęk przed szczególnie długimi wyrazami, przed tym, że ktoś je wypowie

Ichtiofobia – lęk przed rybami

Jatrofobia – lęk przed pobytem w przychodni albo szpitalu

Kaligynefobia – lęk przed pięknymi kobietami

Kancerofobia – lęk przed chorobami nowotworowymi

Katoptrofobia – lęk przed lustrami

Klaustrofobia – lęk przed zamkniętymi, małymi powierzchniami

Koulrofobia – lęk przed klaunami

Koumpounofobia – lęk przed guzikami

Ksantofobia – lęk przed kolorem żółtym

Kynofobia – lęk przed psami

Lepidopterofobia – lęk przed motylami

Mysofobia – lęk przed brudem

Neofobia – lęk przed zmianami

Nomofobia – lęk przed utratą dostępu do telefonu komórkowego albo smartfonu

Nyktofobia – lęk przed ciemnością

Omfalofobia – lęk przed pępkami

Papyrofobia – lęk przed papierem

Paraskewidekatriafobia – lęk przed piątkiem trzynastego

Pedikulofobia – lęk przed wszami

Pediofobia – lęk przed lalkami

Pekkatofobia – lęk przed popełnieniem grzechu

Pirofobia – lęk przed ogniem

Podofobia – lęk przed stopami

Rimpawofobia – lęk przed staniem na pękniętych płytach chodnikowych

Rytifobia – lęk przed zmarszczkami

Socjofobia (fobia społeczna) – lęk przed stykaniem się z nieznanymi sobie osobami

Tafefobia – lęk przed pogrzebaniem żywcem

Tanatofobia – lęk przed śmiercią

Technofobia – lęk technologią

Testofobia – lęk przed rozwiązywaniem testów

Tetrafobia – lek przed liczbą 4

Triakontenneafobia – lęk przed liczbą 39

Triskaidekafobia – lęk przed liczbą 13

Trypofobia – lęk przed skupiskami dziur

Tokofobia – lęk przed ciążą

Uxorfobia – lęk przed własną żoną.

No to próbujcie – a nuż coś komuś spasuje!