27 lutego 2023

52. Nienawidzisz?

Czy zdarzyło Wam się kogoś nienawidzić?

Czy jest ktoś, kogo nienawidzicie?

Nienawiść jest emocją, a może lepiej – kombinacją emocji, które pojawiają się w związku z osobą albo grupą osób. Jako ludzie cywilizowani (może czasem aż za bardzo) niekoniecznie chcemy się do niej przyznawać, a przecież jest stanem naturalnym.

Nienawidzimy człowieka, którego zachowanie wywołało w nas silne poczucie krzywdy, zranienia, bólu. Pragniemy wówczas zemsty, odwetu albo żeby tę osobę spotkało coś złego. Można nienawidzić również jakiejś grupy ludzi.

Wbrew pozorom nienawidzić nie jest łatwo. Nie udało mi się znienawidzić, męża, który stosował wobec mnie przemoc psychiczną. Nie udało mi się znienawidzić człowieka, którego kochałam w życiu najbardziej, ale odszedł bez uprzedzenia (choć podobno od miłości do nienawiści jest tylko jeden krok). Nie udało mi się znienawidzić szwagierki i jej męża, którzy nieźle nas wyrolowali. Mogę powiedzieć, że kogoś nie znoszę, nie cierpię, nie lubię, ale to wszystko nie jest jeszcze nienawiścią.

Czy jest więc ktoś, kogo udało mi się znienawidzić?

Tak. Jest taka osoba. Zupełnie otwarcie życzę jej jak najgorzej i pewnie bym ją zamordowała z zimną krwią w dowolny sposób, gdyby nie konsekwencje prawne. Jest to osoba z mojego realnego życia, więc pozwolicie, że nie napiszę, kto to jest.

Odkrycie, że jednak potrafię kogoś nienawidzić, było zdumiewające.

Jest jeszcze grupa ludzi, której nienawidzę z siłą tajfunu. Są to wszyscy ci, którzy w jakikolwiek sposób krzywdzą zwierzęta. Z takich darłabym skórę pasami i posypywała solą.

Czy jesteście gotowi równie szczerze odpowiedzieć na pytania, które postawiłam na początku?

19 lutego 2023

51. Sratadrata apostata

Wbrew tym, którzy apostatów uważają za osoby z piekła rodem, racja nie leży po ich stronie. Dość powszechne w kręgach dewocyjnych stało się twierdzenie, jakoby nastała „moda na apostazję”.

Tymczasem apostata to nie człowiek uwiedziony modą, lecz jednostka uczciwa. Uczciwa wobec siebie i wobec społeczeństwa. Hipokryci tkwią nadal wszystkimi kończynami w krk, choć są katolikami niedzielnymi, niepraktykującymi albo już dawno im z kościołem nie po drodze. Nabijają instytucji skupiającej przestępców i ich ochroniarzy kabzę i statystyki, sztucznie podtrzymując mit o katolickiej Polsce.

Nie wiem, co mają w głowach ci, którzy przestrzegając przed apostazją, posługują się takimi argumentami: „nie będziesz mogła być matką chrzestną”, „nie dostaniesz ślubu kościelnego”, „nie będziesz świadkiem na ślubie”, „nie będziesz mieć katolickiego pogrzebu”. Podobno apostacie nie wolno sprawować nawet sakramentaliów, np. biec w Wielką Sobotę z koszyczkiem pełnym dobrze naczosnkowanej kiełbasy do poświęcenia i z pieniążkiem do wrzucenia przy okazji na tacę. Ratunku! Dlaczego komuś wydaje się, że osoba wypisująca się z kościoła marzy o katolickim pogrzebie lub o byciu chrzestnym?! No, żal taki, że aż odwłok ściska!

Przy okazji nasunęła mi się na myśl kolejna powtarzana w nieskończoność przez kręgi kadzidlane mądrość: „Co świętują ateiści w Boże Narodzenie/Wielkanoc?”. Służę uprzejmie: wolne świętujemy! Wolne od pracy i pustych rytuałów. Dlaczego mielibyśmy iść do roboty, skoro wierzący w absurdy mają z tego tytułu fajrant?

Jeżeli komuś nasuwają się oczywiste pytania, to odpowiadam z całą szczerością: tak, nie jest tajemnicą, że jestem ateistką i apostatką. Nie jest to ani powód do wstydu, ani do ukrywania. Wstydzić się powinni ci, którzy wspierają przestępczość zorganizowaną.

15 lutego 2023

50. Nawiasem mówiąc

Pora na małe co nieco, czyli na kolejną porcję etymologii popularnych frazeologizmów.

1. Mieć z kimś na pieńku – Gilotynować?

Nie. Frazeologizm ten powstał w czasach, gdy na dworach i w szkołach stosowano kary cielesne. Delikwent musiał oprzeć się na pieńku grzbietem do góry, a wychowawca bił go rzemieniem, skórzanym pasem albo rózgą.

2. Nawiasem mówiąc – Nie mówi się nawiasami, tylko ustami!

Ów nieszczęsny nawias pojawił się w tekstach językowych już w XVI wieku, ale nie oznaczał dzisiejszego znaku pisarskiego. Przed wiekami funkcjonował on w znaczeniu „nawis”, „coś, co porusza się po krzywej linii”. Używając takiego „nawisu w mowie”, dodajemy treści dodatkowe, zbędne, dygresje, kluczymy.

3. Nie omieszkać – Przecież nie istnieje czasownik „omieszkać”!

Nie istnieje, ale istniał do XVII wieku. Oznaczał „zaniedbać”, „opóźnić”, „odwlec”.

4. Paniczny strach – Czyli jaki?

Przymiotnik „paniczny” pochodzi od greckiego bożka o imieniu Pan. Był to bóg lasów, który lubił wzniecać strach w ludziach. Starożytne „panikos” oznacza „odnoszący się do Pana” i takie też znaczenie ma w języku polskim.

5. Rak nieborak – „Nie, bo rak”? „Rak z nieba”?

Nic z tych rzeczy. Wyraz „nieborak” lub „nieboraczek” pochodzi jeszcze z prasłowiańskiego „ne boriti se” – „nie walczyć”, „nie zmagać się”. „Nieborakiem” zaczęto nazywać człowieka słabego, niemającego siły.

6. Być na tapecie – Czyli na ścianie?

Nie. W tym powiedzeniu nie chodzi o tapetę, a o „tapet”. Słowo to oznacza obrus. Takim tapetem z zielonego sukna przykrywa się na przykład stoły, przy których odbywają się obrady.

7. Trafić do mamra (siedzieć w mamrze) – Czyli gdzie?

„Mamer” to słowo o rodowodzie starożytnym. Pochodzi od łacińskiej nazwy „Carcer Mamertimus”. „Carcer Mamertinus” (Mamertinum) to nazwa najstarszego więzienia w Rzymie znajdującego się w podziemiach kościoła San Giuseppe dei Falegnami. Rzekomo przetrzymywani byli w nim apostołowie Piotr i Paweł.

8. Wystrychnąć na dudka – archaiczny czasownik „wystrychnąć” znaczył „sprawić, że ktoś stał się jakimś”, wykierować kogoś”. Z kolei ptak dudek ze względu na czub z piór i podskakiwanie budził skojarzenia z głupotą, błazenadą.

9. Zalać robaka – zanim zaczęliśmy się myć i dbać o higienę osobistą, żyliśmy w nieodłącznym towarzystwie wszy, pcheł i pluskiew, które gryzły dniami i nocami. Jedyną metodą na ich wytępienie w miejscu, w którym szczególnie dokuczały, było zalanie ich wrzątkiem. Dziś zalewamy to, co nas gryzie od wewnątrz, wodą ognistą.

10. Zagiąć parol – Co zagiąć?!

„Parole” to po francusku „słowo”, „tekst”. Słowem „parol” nazywano dawniej obstawianą w grze kartę. Gdy na nią stawiano i wygrywała, a potem stawiano na nią po raz drugi, zaginano jej róg. Stąd „zagiąć parol” to „uparcie stawiać na tę samą kartę”.

12 lutego 2023

49. Leszcze i padalce

Czy zwróciliście kiedykolwiek uwagę na to, jak wiele zwierząt rozgościło się w naszym języku? I czy nie zastanowił Was fakt, że zazwyczaj wydźwięk związków frazeologicznych z udziałem zwierzaków ma wydźwięk pejoratywny? We mnie budzi to sprzeciw. No bo spójrzcie, ile tego jest: bazgrać jak kura pazurembiedny jak mysz kościelna, czarna owca, dostać małpiego rozumu, dumny jak paw, farbowany lis, drzeć z kimś koty, gapić się jak sroka w kość, kaczka dziennikarska, kaczy chód, kocia muzyka, kociokwik, koń trojański, końskie pieszczoty, końskie zaloty, kozioł ofiarny, krecia robota, krokodyle łzy, kukułcze jajo, kupować kota w worku, lisek chytrusek, łabędzi śpiew, mieć muchy w nosie, mieć węża w kieszeni, niebieski ptak, niedźwiedzia przysługa, owczy pęd, parszywa owca, pieskie życie, pijany jak świnia, pijawka, płakać jak bóbr, podła świnia, podłożyć komuś świnię, psia pogoda, ptasi móżdżek, rządzić się jak szara gęś, słoń w składzie porcelany, spływać jak po kaczce, ślepy jak kret, ślimaczyć się, święta krowa, uparty jak osioł, uświnić się, wilczy bilet, wieszać na kimś psy, wybierać się jak sójka za morze, wyrósł jak brzoza, a głupi jak koza, ześwinić się, zrobić kogoś w konia, żółwie tempo, żyć jak pies z kotem

Ile inwektyw skierowanych pod adresem człowieka opiera się na świecie zwierzęcym, ilustruje fragment poematu Edwarda Stachury "Kropka nad ipsylonem":

„ty glisto, ty cetyńcu, ty zarazo pełzakowa, ty gadzie, [...] ty pasożycie, ty trutniu, [...] ty hieno, ty szakalu, [...] ty larwo, ty kleszczu!, ty mszyco!, ty szkodliwa naliścico, ty korniku zrosłozębny, ty korniku bruzdkowany, ty koński bąku, ty końska pijawko [...] 

Ludzi, których z jakichś powodów nie lubimy, nazywamy krową, flądrą, małpą, baranem, gadem, klępą, suką, capem, leszczem, padalcem...

Nawet części ciała i czynności bywają bywają "odzwierzęce": łeb, pysk, ptaszek, żreć, zdychać...

Z pewnością nie wyczerpałam puli, niektóre powiedzenia są też pozytywne (jak np. sokoli wzrok), ale tych jest jakby dużo mniej.

Co Wy na to? Język rozwija się w czasie. Czyżby nasi przodkowie i praprzodkowie tak bardzo nie lubili zwierząt?


09 lutego 2023

48. Imię ojca i syna

Dzisiejszy wpis będzie krótki, ale – mam nadzieję – owocny. Przyszło mi bowiem do głowy w czasie różnych rodzinnych pogawędek, że w każdej chyba rodzinie zdarzają się imiona przeciętne, piękne, brzydkie, zdumiewające lub obciachowe. Tak konkretnie zamyśliłam się nad tą czwartą kategorią, bo to bardzo ciekawe. Osobiście uważam, że do dziwnych imion w mojej rodzinie należą

Lubomir, Wyszomir, Kastor i Abelard.

Dwaj pierwsi to moi wujkowie, dwóch drugich to ja jestem ciotką. I co Wy na to? Bardzo bym chciała, byście podzielili się ze mną swoimi rodzinnymi doświadczeniami w tej materii. Może jakiś plebiscyt urządzimy, co? Z rzetelnym głosowaniem na najdziwniejsze imię i z nagrodami (na razie nie mam pomysłu na nagrodę, ale może wspólnymi siłami coś wymyślimy).

To jak z tymi imionami u Was?


05 lutego 2023

47. Jagowisko

Wpadłam w cholerny diabelski młyn. Nie, nie w miłą rozrywkę wesołomiasteczkową, ale w jakiś upiorny kierat związany z tym, czego tygrysy nienawidzą najbardziej, to znaczy z pierdzieloną pracą zawodową.

Ostatni fajny dzień miał miejsce ponad tydzień temu – za sprawą blogerki-ziomalki Jagi. Tak piliła i tak przyciskała do muru, aż powiedziałam jej sakramentalne… no nie, chyba się zagalopowałam, sakramentalne to nie było, ale w każdym razie „tak”. I spędziłam radośnie czas w Jagowej siedzibie.

Na „dzień dobry” byłabym się zabiła, spadając ze schodów za sprawą cudownej amstaffki Holly, która witała mnie z takim entuzjazmem. Naprawdę nie wiadomo, która z nas jest większą wariatką: Jaga, Holly czy ja, ale myślę, że po równo.

Jaga, jak wiemy, jest Babą Jagą. Słynie z tak wstrząsającej urody, że kto żyw, usiłuje ją portretować. A to siostrzenica...

...a to mąż…

Nie, nie przywidziało się Wam i dobrze przeczytaliście: wykonawcą tego portretu jest Jagi małżonek.

Liczne podobizny zdobią Jagowy taras, a jedna nawet łazi po drzewach i patroluje teren, pilnując w ten sposób włości.




Ale, ale, znalazło się i coś dla mnie.

W menu dziennym pojawiły się i spacerek...


...i wymiana piekarnika na nowy, i rozliczne kawusie. Na obiadek jadłam pierwszy raz w życiu przepyszne włoskie pierożki nadziewane ricottą i limonką. Oesu, jaki odlot!

Na deser kotki i rybki…






Nie, nie spożywaliśmy zwierzątek, podziwiałam je tylko i ukochiwałam. A, no i uległam niemal zalizaniu na śmierć przez jakże groźną Holly.

Tęsknię za takimi dniami jak tamten. Te, które aktualnie są moim udziałem, śmiało mogę nazwać beznadziejnymi.

Dzięki, Jaga!

28 stycznia 2023

46. W poszukiwaniu ojca Mateusza

A było tak.

Zbłądziwszy na sandomierską plebanię, podlałam Natalii kwiaty. Przy tej pogodzie świetnie się trzymają.

Sama gospodyni poczęstowała mnie pierogami...

...a poczciwy Pluskwa kawą.


Za to ojca Mateusza nie zastałam, zostało tylko puste biurko.

Podejrzewałam, gdzie może się podziewać sandomierski proboszcz-detektyw, więc pognałam co sił w nogach na komisariat.

Tam bezczelnie przesłuchałam Możejkę, wkładając na głowę jego czapkę. Tak dla jaj.

Przy tym zarzuciłam mu kłamstwo (że nie ma tu księdza), podnosząc głos i tym wszystkim sobie nagrabiłam. Zaraz zawołał Gibalskiego, kazał mu spisać moje dane, a potem… na dołek! Za obrazę funkcjonariusza na służbie.

Najpierw dostałam się jeszcze w ręce Mietka...

...który po dokonaniu formalności zaprowadził mnie do celi.

Nie było przeproś! Musiałam oddać do depozytu okrycia wierzchnie i torebkę. Nocleg w tym „hotelu” należał do bardziej niż średnich przyjemności.

Dopiero następnego dnia, nieco wymiętoszona, wyruszyłam na dalsze poszukiwanie Mateusza. Był w kurii, gdzie poproszono go na dywanik.

I wiecie, co on mi chciał na tym dywaniku zrobić?! Chciał mnie wyspowiadać!

Zdecydowanie odmówiłam i zażądałam odszkodowania za straty moralne. Dał mi… krówki. Dobre i to.


Zdegustowana nieobecnością mojego idola – kanalii księdza Jacka...



...– poszłam sobie w cholerę.



25 stycznia 2023

45. Wróciłam!

Obiecałam niektórym autograf od ojca Mateusza, ale śpieszył się na plan i nie miał czasu. Wystarczy, że chciał mnie wyspowiadać.

W ramach rekompensaty przywiozłam zdjęcia z miasta położonego na siedmiu wzgórzach, no i oczywiście z wizyty na komisariacie.

Na starówkę weszłam czternastowieczną Bramą Opatowską.

Brama Opatowska
Zaraz za nią ujrzałam jegomościa, który przechadzał się po linie rozciągniętej między kamienicami. Robi to zawsze niemal od niechcenia.

Linoskoczek
Już z daleka widoczna jest znajoma bryła ratusza. Jeśli dobrze się przyjrzycie, zauważycie po lewej stronie zdjęcia fragment ekipy filmowej „Ojca Mateusza”. W tym samym dniu, w którym przyjechałam do Sandomierza, zaczęły się zdjęcia do nowego sezonu serialu.


Po lewej stronie ekipa filmowa

Ratusz
Czy ktoś widział kotwicę z łańcuchem do nieba? Nie? To spójrzcie poniżej.

Kotwica wbiła się w chodnik - pewnie żeby niebo nie odleciało
Korba mi odbiła

Tę studnię zapewne znacie.

Ponieważ Sandomierz jest ojczyzną krzemienia pasiastego, utrwalono jego podobiznę w pomniku-pierścieniu.

Miasto ma swoje Ucho Igielne. Trudno się przez nie przecisnąć, no ale przecież ja jestem tak filigranowa, że zmieściłam się i jeszcze miejsca zostało.

Ucho Igielne i ja
Na następnych fotkach widzimy kolejno: sandomierski zamek...

Zamek w Sandomierzu

...dom, w którym mieszkał niegdyś kronikarz Jan Długosz...


...katedrę wraz z dzwonnicą.

Katedra sandomierska

Dzwonnica
Na koniec rzut oka na Wisłę.



Ciąg dalszy nastąpi wkrótce – zapraszam na spotkanie z ekipą filmową i ojcem Mateuszem.

17 stycznia 2023

44. Uwaga, komunikat!

Ogłaszam wszem i wobec, że jutro, tj. w środę 18 stycznia 2023 roku najzwyczajniej w świecie wyjeżdżam na kilka dni i nie będzie mnie do niedzieli.

Nie umarłam,

nie rozchorowałam się,

diabli mnie nie wzięli,

nie stało się żadne nieszczęście.

Po prostu jadę odwiedzić przyjaciółkę w Sandomierzu.

14 stycznia 2023

43. O kowalu i Cyganie

Proszę bardzo. Ledwo wróciłam, a już emocje we mnie buzują jak ogień w lokomotywie parowej. No szlag mnie trafia po prostu i już.

Otóż niejaka Frau Geheime Staatspolizei (w skrócie Gestapo) pofatygowała się do mnie osobiście, co zawsze oznacza kłopoty. Rozjuszona była przy tym jak wściekły buhaj. Zakomunikowała mi tonem dyktatora, że w iluś tam uchwałach brakuje dat. Ja jej na to, że na pewno nie, a ona mi, że na pewno tak. I pokazuje mi pęczek uchwał, w rzeczy samej bez dat, za to niepisanych przeze mnie, wystarczył jeden rzut okiem.

- To nie ja pisałam – rzekłam z naiwną satysfakcją – tylko Księżna, gdy chorowałam na covid. Przecież od razu widać, że inny krój, rozmiar czcionki i ogólnie formatowanie. Za treść tym bardziej nie odpowiadam.

- Do gabinetu – wysyczała Frau Gestapo.

Posłusznie podniosłam się z krzesła i podążyłam do Mordoru.

Wściekła baba sięgnęła po teczkę z protokołami i zaczęła je gorączkowo wertować. Podejrzane dokumenty znalazły się natychmiast.

- To też pisała Księżna – zakomunikowałam tonem beznamiętnym.

Na szyję Frau Gestapo wypełzły czerwone plamy. Wezwała Sekretarkę i obsobaczyła ją jak święty Michał diabła.

- Miała dostać szablony! – wrzasnęła. Następny mógł być chyba tylko strzał w potylicę.

- Ale miała szablon – zakwiliła Sekretarka. – Ja jej wysyłałam i pani Frau Be jej wysyłała…

- Wysyłałam – potwierdziłam. – I wykaz paragrafów też jej dałam, wszystko jej dałam, na sto telefonów odpowiedziałam, wystarczyło się przyłożyć.

Frau Gestapo, tknięta najwyraźniej jakąś myślą, zerwała się z dyrektorskiego fotela i rzuciła się w stronę gigantycznej szafy. Byłam pewna, że wyjmie z niej broń palną albo przynajmniej hiszpańskie buciki. Jednak nie. Wydarła trzy opasłe tomiska zbindowanych i opisanych protokołów z ubiegłego roku. Znalazłszy mnóstwo pisanych przez Księżną, wpadła w szał. Uwaga, że sama je zaakceptowała, podbiła i podpisała swym własnym, gestapowskim łapskiem, nie dała nic więcej ponad jeszcze większą wściekłość. Rzuciła tomiszczami w naszą stronę i wywrzeszczała:

- Ja się nie będę denerwować! Zróbcie z tym porządek, macie na to dwa tygodnie!

- Ale kto to ma poprawiać?

- Frau Be!

- Dlaczego ja? – zdziwiłam się. – Chyba powinien poprawiać ten, kto nawalił?

- Nie, Frau Be, bo ty zrobisz to dobrze.

I w ten oto sposób jestem w czarnej dupie. Księżna pojedzie leżeć do góry podwoziem na Malediwach, a ja będę za nią hodować garb, zeza i hemoroidy.

Cóż… Kowal zawinił, a Cygana powiesili.

10 stycznia 2023

42. Dziękuję + info dnia

Kochani!

Bardzo, bardzo serdecznie Wam dziękuję.

Za cierpliwość.

Za próby docieczenia, co mi jest.

Za wsparcie i otuchę.

Za kartki z życzeniami bożonarodzeniowymi (i przepraszam za to, że tym razem nie miałam siły tego zrobić).

Marudzie – za cudowne, jedyne i niepowtarzalne życzenia urodzinowe na pięknej kartce.

Za maile wyrażające niepokój, ale też ogromną życzliwość.

Za wiadomości na Messengerze.

Za wszystko jeszcze raz serdecznie DZIĘKUJĘ!


No i info dnia:

Powoli staję na nogi (mam przynajmniej taką nadzieję) i wracam do blogowania.

23 listopada 2022

41. Przepraszam...

 Przepraszam, że milczę.

Choroba poniewiera mną dzień po dniu, minuta po minucie, bez litości.

Może kiedyś z tego wyjdę...

11 listopada 2022

40. Nie mam powodu do miłości

 

Ojczyzna

 

nie umrę za ciebie kraju

prostaków chamów kabotynów

ksenofobów faszystów

rozdrobnionego w milionach papieży

kultu jednostki kremówki i kiczu

 

ojczyzno religijnego folkloru

nienawiści cieknącej słodyczą

chłopa co nie przepuści żywemu

wyrosłego z polskiej gleby straganów

z chińskimi dewocjonaliami

 

kraino groteskowych pomników

jerzego kaliny

pietrzaka zatrzaśniętego w bańce

minionego czasu

ostojo złej zmiany w oświacie kulturze polityce

azylu bandyty kurwy złodzieja

miejsce nie do życia

bezradnego człowieka

 

nie umrę za ciebie nigdy

ojczyzno

i wcale się tego nie wstydzę

03 listopada 2022

39. I znowu ból…

W drodze za Tęczowy Most wyprzedziły go kilka lat temu Agunia i Kinia. Bolało strasznie, ale ten ból, który czuję dzisiaj, jest nie do zniesienia.

Odszedł najukochańszy z ukochanych, najbardziej mój z moich.

Pieszczoch.

Niuniuś.

Nie jestem w stanie napisać więcej.

Wybaczcie.

Jeszcze tu ze mną jest, na mojej poduszce…



01 listopada 2022

38. Ludzie, dajcie żyć!

Ktoś kiedyś powiedział, że wolność jednego człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego. Może to i banał, ale dość celny. Gdyby nie zasady normalizujące życie społeczne, już dawno jako gatunek nie chodzilibyśmy po ziemi (a i tak jest ciężko). A wystarczyłoby stosować się do zasady „żyj i daj żyć innym”.

Dlaczego to piszę? Ano, dlatego.

Jestem tolerancyjna, ale nie bezgranicznie, bo przeginanie w żadną stronę nie jest dobre. Na przykład guzik mnie obchodzi, w co kto wierzy, bo to WYŁĄCZNIE jego PRYWATNA sprawa. Mogą to być dowolne brednie: dobre bozie, zawsze dziewice, makaronowe potwory, płaskie ziemie, chińskie horoskopy i straszne voodoo. Jak najbardziej uznaję prawo do wolności wyznania i dowolnych poglądów, żądam wszakże uszanowania tego samego prawa w stosunku do mnie. Czyjeś wierzenia to czyjeś – nie moje – i epatowanie nimi, przekonywanie mnie do nich albo czynienie z nich prawa jest co najmniej nie na miejscu (to gruby eufemizm). I, co istotne: jeśli ktoś mówi o ateiście z pogardą lub jako o człowieku z definicji złym, to tym samym zwalnia go z szacunku wobec swoich „uczuć religijnych”.

Tak samo wisi mi i powiewa, co kto świętuje. Sama nie lubię tych na siłę przeszczepianych na nasz grunt, obcych mi Halloweenów i walentynek, ale to moja sprawa i nic mi do tego, że ktoś je świętuje. Nie mam nic przeciwko temu, żeby każdy bawił się, w co chce, dopóki na siłę mnie w to nie wciąga. Na przykład nie widzę najmniejszego powodu, dla którego banda niewychowanych gówniarzy (dowolnie poprzebieranych) miałaby walić mi w drzwi i wymuszać na mnie rozdawnictwo słodyczy (Halloween) lub pieniędzy („kolędnicy”). Świętujesz Boże Ciało? Świetnie, tylko dlaczego z tego powodu ja mam mieć pozamykane ulice i nieprzejezdne drogi? Chodź sobie z chorągiewkami wokół kościoła.

Analogicznie nic mi do tego, kto z kim śpi, ale ta zasada powinna obowiązywać wszystkich. Nie widzę powodu do przerostu machania mi przed nosem tęczami ani do nazywania mnie nietolerancyjnym homofobem tylko dlatego, że mojemu heteroseksualnemu organizmowi robi się niedobrze na widok migdalących się facetów albo babeczek. Tak jak oni natury nie oszukają, tak ja nie oszukam swojej.

I tak dalej.