13 marca 2024

105. Jest taka brama...

Jest taka brama, zawsze zamknięta, za którą nieprzerwanie od wielu lat chciałam zajrzeć. To brama, za którą spoczywają ostatni szczęśliwcy, po których nikt nie depcze i nie jeździ samochodem.



Od początku istnienia osady, jeszcze zanim Rzeszów otrzymał prawa miejskie, mieszkali tutaj Żydzi. Przez wieki byli nieodłącznym elementem pejzażu miasta, które stało się bardzo silnym ośrodkiem syjonistycznym. Największy rozkwit społeczności żydowskiej w Rzeszowie przypadł na przełom XIX i XX wieku. Żydów było wówczas trzy razy tyle co rzeszowian, a złośliwi przeinaczali nazwę miasta na „Mojżeszów”. W języku jidysz była to Rajsze.

Niestety, nadszedł czas Zagłady, getto, później jego likwidacja, masowe mordy, wywózki do obozów śmierci Belzec i Auschwitz. Zdewastowaniu uległy kirkuty. Najstarszy, znajdujący się w pobliżu Starej Synagogi, został całkowicie spustoszony przez hitlerowców, którzy wykorzystali kamienne macewy do utwardzania dróg. Dziś w tym miejscu znajduje się parking i trudno sobie wyobrazić, że pod nim spoczywają ludzie.

Kolejny kirkut, położony w pobliżu rzeszowskiego Starego Cmentarza, mierzący 2 hektary powierzchni, został ogołocony z tysięcy zabytkowych macew, które wykorzystano jako surowiec utwardzający drogi, m.in. dzisiejsze ulice Chopina, Targową, Asnyka… Na ogołoconym z nagrobków cmentarzu odbywały się zbiórki mieszkańców getta przed wywózką do obozów zagłady lub prowadzonych na rozstrzelanie. Po 1945 roku wzniesiono tam Pomnik Wdzięczności Armii Czerwonej, wokół którego urządzono park. W czasie prac remontowych jeszcze długo znajdowano tam szczątki ludzkie. Dzieciaki bawiły się w „szukanie Żyda”. Za pomocą dostępnych narzędzi (widelców, łopatek, scyzoryków) zdobywały palce i inne kości, spośród których najcenniejsze były czaszki.

Najnowszy cmentarz żydowski założono u zbiegu dzisiejszej alei Rejtana i ulicy Dołowej, w dzielnicy Czekaj. W czasach Zagłady również został zniszczony. Część macew zużyto do prac melioracyjnych. Na cmentarzu tym miały miejsce liczne egzekucje Żydów. Większość zbiorowych mogił do dzisiaj nie została zlokalizowana. Po wojnie odnaleziono około 800 macew lub ich fragmentów, ale tylko część z nich została ustawiona na właściwych miejscach. Odbudowano trzy ohele (budyneczki chroniące wewnątrz groby), gdzie spoczywają jeden rabin i dwóch cadyków.

Główna brama tego ostatniego, szczątkowego kirkutu od niepamiętnych czasów mnie kusiła.



Buntowałam się, że stoi zamknięty i niszczeje, zarośnięty chaszczami. Tylko raz do roku przyjeżdżają Chasydzi z całego świata, aby modlić się na grobie cadyków. Wtedy nekropolia jest otwierana, ale nie śmiałabym wejść z gośćmi, dla których to miejsce jest tak ważne. Czułabym się jak profan.




Pewnego dnia, przechodząc obok bramy, zobaczyłam, że brak kłódki i łańcucha. Wystarczyło pchnąć lekko skrzydło… Ani przez myśl mi nie przyszło, żeby się zawahać. Po prostu weszłam.




Przemierzyłam wielki obszar, wykręcając sobie nogi na wykrotach, uważnie stąpając pomiędzy szczątkami nagrobków, mając świadomość, że nawet tam, gdzie ich nie ma, pod moimi stopami spoczywają ludzie. Rozglądałam się bezradnie, próbując wybrać jakąś drogę pośród traw, krzewów i zdemolowanych nagrobków. Kilka pomników zostało postawionych na nowo przez ocalałe rodziny.










Dziś chodzimy, siedzimy, jeździmy, parkujemy w miejscach, gdzie pogrzebani są mieszkańcy Rajsze. Nie potrafię pojąć, dlaczego przez tak wiele lat ostatni ocalały kirkut został pozostawiony sam sobie. Bramy znów strzegą łańcuch i kłódka.




06 marca 2024

102. Wzruszająca niedola

Po niektórych blogach szlaja się ostatnio chamski pomiot, zapewne ćwoka i abderytki. Po moim blogu też. Oczywiście występuje jako anonim - odwaga godna pomnika! Wydala z siebie produkty przemiany materii dziwnie podobne stylem wszędzie, gdzie przykucnie. Niestety, miejsce ekskrementów jest w toalecie, więc szybciutko posprzątałam po gnojarzu. Vis maior. Może i komuś wystarczy łopian za stodołą, ale ja lubię mieć porządek. Jest to MÓJ blog i to JA decyduję o tym, czy jest czysto, czy też pozwalam śmierdzieć łajnu.

Tak mnie wzruszyła niedola nieboraka (płci dowolnej), być może z syndromem niedopchnięcia, a na pewno patologicznej nienawiści, że aż limeryk napisałam z tego wszystkiego.

 

          Pewien anonim z świńskiego chlewu

          doznaje żółci strasznego zalewu.

          Wydala swoje

          rzygi i gnoje –

          niech patrzy, by nie dostał wylewu!


Uwaga! Zapraszam na blog Pantery. Tam charakterystyka pełna.

29 lutego 2024

101. Bawmy się!

Sponsorem tego odcinka (czyt. Muzą Natchniuzą) jest tym razem Jotka, u której ostatnio pojawił się świetny post o lepiejach. Wyzwolił on świetną zabawę w komentarzach. Przypomniało mi się wtedy, jak miałam fazę pisania limeryków. To takie formy liryczne, które charakteryzują się treścią skondensowaną, abstrakcyjną, żartobliwą, a nawet frywolną. Przekonałam się już, że mistrzem limerykanctwa jest niejaki Optymista13. Ja nie jestem, ale zabawa jest fajna i chciałabym, żebyśmy tym razem pobawili się u mnie.

Najpierw próbuję jakoś przystępnie (i niestrasznie) wyjaśnić, na czym ta forma polega:

- zasadą jest, że utwór składa się z 5 wersów,

- układ rymów to AABBA, czyli rymują się wersy 1, 2 i 5 oraz 3 i 4,

- w pierwszym wersie zawieramy informację o bohaterze utworu i o miejscu akcji,

- 1, 2 i 5 linijka mają mieć po 3 zestroje akcentowe (w skrócie – 3 akcenty), a 3 i 4 linijka po 2.

Wiem, że to wszystko może brzmieć strasznie, bo sama kiedyś bałam się spróbować napisać limeryk, ale uwierzcie, po przeczytaniu przykładu wszystko staje się łatwiutkie jak łyknięcie dobrego trunku. I wciąga, a może nawet uzależnić! Układaniem limeryków bawią się nawet dzieci w podstawówkach (wiem, bo moja przyjaciółka z Sandomierza uczy w podstawówce i robiła to z nimi).

Zapraszam do zabawy w komentarzach, zostawiając na ośmielenie trzy swoje. Liczę również na wsparcie Optymisty13.

 

* * *

 

     Pewna Jotka z Inowrocławia

     rzecz w tajemnicy mi taką wyjawia:

     - Hoduję pawiana!

     Rzecz niesłychana,

     bo to paw, który puścił pawia.

 

* * *

 

     Była sobie Frau Be z Rzeszowa.

     Matka ją pasła, ojciec hodował –

     wszystko by zjadła,

     więc dużo sadła

     taszczy na sobie ta białogłowa.

 

* * *

 

     Jest Stach Maruda ze Szczebrzeszyna,

     któremu przydałaby się dziewczyna.

     Sprawa jest taka:

     nie umie ptaka

     w niewoli zbyt długo trzymać.


Wszystko jasne? No to do roboty!


27 lutego 2024

100. Czasem myślę

No tak, zdarza mi się myśleć. Serio. Zwłaszcza, gdy ręce mają zajęcie, a mózg domaga się rozrywki. Na przykład podczas załadowywania zmywarki albo zamiatania. Od czasu do czasu rodzi się w mojej głowie pytanie godne rozważenia. Nurtują mnie na przykład takie kwestie:

  • ·  Skoro czas płynie szybciej lub zwalnia, to dlaczego nie da się go cofnąć ani zatrzymać?
  • ·  Dlaczego czerwona kapusta jest fioletowa, Biała Wieża brązowa, a czarna skrzynka pomarańczowa?
  • ·    Czy bakterie chorują?
  • ·    Czy ryba może się odwodnić?
  • ·    Czy ptaki, ośmiornice i stonogi puszczają bąki?
  • ·    Czy gdyby istniał bóg, to byłby szczęśliwy?

Przyznam, że chciałabym mieć tylko takie problemy.

24 lutego 2024

99. "Całujcie mnie wszyscy w dupę!"

Niejaki Stanley Maruda znów ma zasługi, natchnął mnie bowiem… brakiem wulgaryzmów. Konkretnie to w literaturze pięknej. No, nic bardziej mylnego. Wielkim postaciom naszej literatury poustawianym na piedestałach należałoby te piedestały nieco podpiłować. Byli to tacy sami ludzie jak my i ze świętością mieli niekiedy mało wspólnego. W ich utworach możemy znaleźć wcale ładne kwiatki.

Oto przemiłe przykłady:

 

Mikołaj Rej, Figliki

Pleban, kiedy dziecię krzcił, chciał mu oczy mazać,

Plunął na dłoń, a babie kazał prochu podać.

A baba się schylając okrutnie pierdziała.

Ksiądz rzekł: - „Patrz, jaką świątość chwalebną moc miała.

Jakoć diabeł wyskoczył, co tu dawno siedział,

A iż musiał uciekać, dawnom ja to wiedział.

Baba rzekła, iż „Nie ja, dziecięć to prałacie!”

Ksiądz rzekł: - „Tak i świątości po chwili posracie”.

(XVI wiek)

 

Jan Kochanowski, Na matematyka

Ziemię pomierzył i głębokie morze,

Wie, jako wstają i zachodzą zorze;

Wiatrom rozumie, praktykuje komu,

A sam nie widzi, że ma kurwę w domu.

(XVI wiek)

 

Jan Kochanowski, Fraszki, Księgi pierwsze: Na ucztę

Szeląg dam od wychodu, nie zjem, jeno jaje:

Drożej sram, niźli jadam; złe to obyczaje.

(XVI wiek)

 

Jan Andrzej Morsztyn, Paszport kurwom z Zamościa

Zośka z Zamościa, Baśka z Turobina,

Jewka ze Zwierzyńca, z Krzeszowa Maryna.

Te cztery kurwy z piątą panią starą,

Pod dobrą idą na wędrówkę wiarą,

Służyły wiernie, póki pański długi

Kuś potrzebował ich pilnej usługi.

Teraz, że ślubne związki zwarte z żoną,

Precz ich zapewne od dworu wyżoną.”

(XVII wiek)

 

Jan Andrzej Morsztyn, Małżeństwo

Sameś skurwysyn, kurwa twoja żona,

Tak się ty diabłu godzisz jak i ona:

Gracie oboje, oboje pijecie,

Wzajem kradniecie, wzajem się bijecie.

Gdyście tak równi i tak siebie godni

Jak wiecheć zadku czemuż tak niezgodni!

(XVII wiek)

 

Aleksander hr. Fredro, Sztuka obłapiania

Jeb, Młodzieńcze, jeb, lecz miej zwyczaj drogi,

Ze świecą kurwie patrzeć między nogi.

(XIX wiek)

 

Julian Tuwim, Na pewnego endeka, co na mnie szczeka

Próżnoś repliki się spodziewał

Nie dam ci prztyczka ani klapsa.

Nie powiem nawet „Pies cię jebał”,

bo to mezalians byłby dla psa.

(XX wiek)

 

Andrzej Bursa Sobota

[…] możliwe

że mógłbym użyć jej inaczej

np. napisać 4 reportaże

o perspektywach rozwoju małych miasteczek

ale

mam w dupie małe miasteczka

mam w dupie małe miasteczka

mam w dupie małe miasteczka

(XX wiek)

 

Julian Tuwim, Całujcie mnie wszyscy w dupę

Item ględziarze i bajdury,

Ciągnący z nieba grubą rentę,

O, łapiduchy z Jasnej Góry,

Z Góry Kalwarii parchy święte,

I ty, księżuniu, co kutasa

Zawiązanego masz na supeł,

Żeby ci czasem nie pohasał,

Całujcie mnie wszyscy w dupę.

(XX wiek)


18 lutego 2024

98. Fak!

Bejbisiter – dresing – fudkurt – wajp – floł – lajfhak – najs – dreskod – krejzi – tim – risercz – dżoint wenczer – frilanser – łol – oldskul – czelendż – łebinar – topczojs – fleszmob – lajfstajl – tiszert – klabing – randomowy – dizajn – sikłel – dżoging – strim – influencer – fajfklap – kołcz – dedlajn – startap – hejt – drajwer – snakbar – fit – fastfud – ejelajner – sajz – iwent – dżamping – łintycz – lancz – fanpejdż – pijar – frencz – igzaktli – prikłel – krindż  kripi  fan – sejl – faszion – kurwa mać – dziękuję za uwagę.



16 lutego 2024

97. Żeberka

Do napisania tego tekstu zainspirował mnie „incydent” facebookowy. Pantera wie, o co chodzi, bo to ona zamieściła czyjś tekst, a ja go skomentowałam. Chodziło o to, że autor tego tekstu na początku zwrócił uwagę na powszechny błąd językowy, a kilka linijek niżej popełnił inny. Nie czepiam się tego akurat faceta, bo nie on pierwszy i nie ostatni popełnia błąd, jednak generalnie język polski uległ zrakowaceniu, a społeczeństwo – niemal powszechnemu analfabetyzmowi wtórnemu. Już nawet w mediach bez żenady stosuje się tak przaśny język, że czytać/słuchać hadko. Ortografia, interpunkcja, składnia, leksyka, gramatyka, frazeologia, stylistyka, słowotwórstwo, fleksja, a nawet fonetyka leżą i kwiczą. Społeczną zapaść umysłową widać jak na dłoni dlatego, że po roku 1989 rozpoczęło się systematyczne psucie oświaty, a także dlatego, że panuje moda na bylejakość i tylko tipsy oraz sztuczne rzęsy muszą być zrobione porządnie. Dziwi mnie nieustannie, jak można nie panować nad własnym językiem, który zna się od niemowlęctwa. Argument, że „nie każdy jest polonistą” do mnie nie trafia, a to dlatego, że na filologii polskiej nie uczy się czytać, pisać i mówić, tylko zgłębia się wiedzę daleko bardziej zaawansowaną niż codzienne użytkowanie języka.

Być może większość ma na to wywalone, ale mnie rozmaite „kwiatki” rażą i wkurzają. Nie mam na to wpływu, tak mam od dzieciństwa. Uważałam za jakieś dziwne i podejrzane dzieci, które mówiły „okieć” i „opatka”, „prawom rączkom”, „brzydkom lalkom”, „kakało” itd. Na wszelki wypadek się odsuwałam. Dzisiaj natomiast kipię wewnętrznie, gdy dorosła i wykształcona osoba prosi mnie, żebym zamieściła na stronie internetowej „te loga”. Normalnie złamałam się w kibici (której nie mam), bo szarpnęło mi kiszkami. A panie polonistki (sic!) twierdzą, że „pracowni” pisze się przez dwa „i” na końcu, akademia odbędzie się „na auli”, a uczniowie „są zaopiekowani”. Zęby i śledziona wypadają, jak się tego słucha.

Wstrząsu doznałam niegdyś, gdy na ogromnym billboardzie zobaczyłam słowo „trochu”, którego – niestety – używa przerażająca liczba ludzi. Noż wszyscy święci! A, właśnie: „noż”, a nie „nosz”. „Trochę”, „po trosze”, ale nigdy „trochu”! To jest taki językowy nowotwór, jak rozpowszechnione przez kręgi kościelne „ubogacać”.

Nagminnie słychać: „kroić torta” czy „pisać bloga”, podczas gdy powinno się „kroić tort” i „pisać blog”.

Pojąć nie mogę, skąd ludziom bierze się to nieszczęsne „a” w słowie „lubiałem”. Nigdy nie powinno się tam pojawić.

Niezwykle popularne słowo „koleś” przybrało w dopełniaczu formę „kolesi”, od której cierpnie skóra na pośladkach.

Popularne „włanczać”, „wziąść”, „w cudzysłowiu” i „bynajmniej” używane zamiast „przynajmniej” to płotki w porównaniu z „teatrem imieniem”, „szkołą imieniem” oraz „miesiącem majem” i „rokiem dwutysięcznym dwudziestym”.

Cała kupa narodu „ubiera spodnie” albo już „ubrała buty, podczas gdy ubrać to sobie może choinkę.

W pisowni nastały wszelkie plagi egipskie, wśród których najbardziej szatańskim pomysłem jest oddzielanie przedrostków „super”, „mega-”, „mini-”, „ekstra-”, „eks-” od wyrazów, których są cząstką. Druga, równie piekielna, to nieodróżnianie „także” od „tak że”.

O żenującej modzie na mizdrzenie się poprzez wadliwe wymawianie spółgłosek miękkich już pisałam, więc nie będę się powtarzać.

I jeszcze to nieszczęsne „-kł-” zamiast „kw”! Toczę pianę z pyska, gdy słyszę „akła” zamiast „akwa”.

Polska języka za trudna jest? To co powiedzieć o chińskim, hebrajskim, fińskim czy węgierskim? Uczniom już wytłumaczyłam, że nie mówi się „tutaj pisze”, tylko „jest napisane”. Bardzo skutecznie, posługując się pytaniem: idziesz, widzisz na chodniku kupę i co wtedy myślisz: „sra” czy „jest nasrane”? Pojęli w stu procentach i twierdzą, że nie zapomną do końca życia. Czyli jednak da się.

Aha, no i jestem winna Wam wyjaśnienie tytułu. Żeberka wzięły się z formy „żebra” zamiast żebrze.

Dziękuję Czytelnikom za uwagę, rączki całuję, do nóżek padam i polecam się na przyszłość.



05 lutego 2024

96. Jestem w Sandomierzu...

...i pozdrawiam Was wszystkich oraz każdego z osobna!

03 lutego 2024

95. Panie doktorze, wszystko mnie wkurwia!

1. Mija pierwszy tydzień ferii. Miałam wstępnie odpocząć, podczas gdy codziennie popierdzielam jak mały motorek i z niczym nie wyrabiam. Strasznie mnie to wkurza. Dodatkowe lekcje, ocenianie prac z konkursu kuratoryjnego, rozkminianie maminego iPhone’a, ginekolog, dermatolog, psycholog, ortopeda, mammografia, pranie, sprzątanie, sranie w banię… W rezultacie nie mam czasu dla siebie, robię zaległości na blogach, chodzę z nieumytym łbem i wieczorem padam jak podcięta sosna.

2. Ostatnio kilka razy widziałam przez okno mojego „wielbiciela”, a raz na niego wpadłam. I wkurzył mnie do białości sam fakt, że muszę się czaić. Ponieważ nie było gdzie zwiać, to tyłek uratował mi… Stanley Maruda. Akurat odebrałam od niego przesyłkę, więc wsadziłam łeb w karton i byłam bardzo zajęta grzebaniem w nim, czyli udawaniem, że ja to nie ja. Nie wiem, czy mnie zauważył, czy nie, w każdym razie minął bez żadnych ekscesów. DZIĘKI CI, STACHU!

3. Gotuję się do białości, gdy słyszę cholerne dziumdzie, które nie potrafią nawet wymówić poprawnie słowa po polsku i mizdrzą się, mówiąc: „smierc”, „sję”, „jesc”, „myc sję” itd. Słychać to nawet u niektórych aktorek. Nagle połowa żeńskiej populacji zapadła na wadę wymowy?! Uszy mi więdną i natychmiast chciałabym odesłać je do logopedy, a że nie mam takiej możliwości, to odsyłam je do diabła.

4. Sprawdzając prace konkursowe, dostaję oczopląsu i wścieku mózgu z powodu stających w szranki wybździn polskiej edukacji, nieumiejących nawet pisać, nie mówiąc o stanie czytelnictwa. Do konkursów kuratoryjnych powinni przystępować najlepsi w województwie i obawiam się, że to SĄ najlepsi. Lepiej to już było i nie wróci więcej.

5. W poniedziałek wyjeżdżam na tydzień i nie mogę sobie nawet, taka jego mać, spokojnie pojechać rano, bo najpierw muszę załatwić sprawy w PCENie i pół miliona innych, drobniejszych.

* * *

Na szczęście są i dwie dobre rzeczy w tym wszystkim. Ów wariacki tydzień się kończy, a ja kolejny spędzę u przyjaciółki w Sandomierzu. To jest jedno z moich, jak to mawia JoAnka, miejsc mocy.


22 stycznia 2024

94. Więzienie


Więzienie

 

źle mi tu

zaglądam często

przez kraty ogrodzenia

na zewnątrz

patrzę na tych

którzy stąd wyszli

mają już spokój

zazdroszczę im

 

źle mi tu

torturują nas

brakiem pracy

bólem zębów

śmiercią bliskich

pieniędzmi kończącymi się za wcześnie

rakiem zjadającym po kawałku

innymi ludźmi

zgubioną książką z biblioteki

utratą przyjaciół

którzy nigdy nimi nie byli

lękiem przed operacją

komornikiem

i pijanym mężem

 

zbliżam twarz do krat

spoglądam długo

oni

którzy się stąd wydostali

odbyli już karę

niektórym udało się uciec

 

nie wyjdę stąd

za dobre sprawowanie

nie obejmie mnie amnestia

nikt mnie nie uratuje

skazana na dożywocie

tkwię za kratami

życia



15 stycznia 2024

93. Spermopiekłowstąpienie i zwęglopowstanie

Nie powiem, jaką drogą (bo wstyd się przyznać, z jakimi ludźmi się pracuje), ale wpadł mi w ręce megagniot pod tytułem „Świadectwo Glorii Polo”. Leżał na stole. Jego autorką i zarazem bohaterką jest kobieta na oko pięćdziesięcioletnia (nigdzie nie dokopałam się do danych biograficznych), Kolumbijka – co już na starcie tchnie duchem seriali dla inteligentnych inaczej. Niezorientowanym wyjaśniam, że kobitka, z zawodu podobno stomatolog (w co wierzyć się nie chce, zważywszy na poziom intelektualny wspomnianego dzieła), jeździ po świecie i opowiada grzesznikom o cudownym przywróceniu do życia po trafieniu piorunem i całkowitym zwęgleniu jej ciała. Zwęglenie organów wewnętrznych i zbyt długo trwające zatrzymanie akcji serca kieruje przeciętnego śmiertelnika prosto do kostnicy. Gloria Polo tymczasem opowiada o sobie i swoim siostrzeńcu, że trafił ich piorun, który był tak silny, że się zwęglili. Na tym historia Glorii powinna się zakończyć, zaszło jednak zdarzenie nadprzyrodzone, w wyniku którego kobieta najwyraźniej cudownie zwęglopowstała. Oznajmia, że po wybudzeniu ze śpiączki nie odniosła żadnych szkód w mózgu (moim zdaniem poniosła szkody gigantyczne). Następujące po tym wstrząsającym oświadczeniu 90 stron potężnego bzdetu zdaje się wymownie tej deklaracji zaprzeczać. Zadałam sobie trudu przebrnięcia przez ten pomnik idiotyzmu i wyszłam z tego obronną ręką tylko dlatego, że jestem wstrząsająco odporna.

Zwęglopowstała Gloria już na wstępie wali z grubej rury: przyczyną wyboru przez piorun na ofiarę właśnie jej była wysoce grzeszna – a jakże! – wkładka domaciczna.

Zwęgloną Glorię diabli wzięli prosto do piekła, gdzie jak na dłoni ujrzała cały katalog popełnionych przez siebie grzechów grzecznie ułożony według zaleceń Katechizmu Kościoła Katolickiego. Co znamienne – na plan pierwszy wybijają się największe, histeryczne fobie Kościoła ostatnich lat (ezoteryka, eutanazja, wiara w reinkarnację, życie małżeńskie i seks, seks, seks, seks), a dopiero potem na warsztat poszły przykazania. Hierarchia ta nie dziwi zupełnie, gdy wziąć pod uwagę pychę Watykanu i megalomanię kleru, dyktujących własne dogmaty i przykazania.

Ze szczególną lubością zwęglopowstała pławi się w – cieszącej się najszerszym spektrum kościelnych zainteresowań – sferze seksualnej. Zwyrodniała wyobraźnia epoki średniowiecza może czyścić buty zwęglopowstałej Glorii: „(...) dotarłam do swojego rodzaju grzęzawiska, gdzie wiele osób tkwiło po szyję w bagnie i jęczało. Pojęłam, że to bagno złożone było z nasienia, które wytrysnęło w grzesznych związkach i podczas seksualnych zboczeń”. Niestety, nie wspomina, czy widziała tam polskich biskupów. Spłakana ze śmiechu, stan przedagonalny osiągnęłam przy zdaniu stanowiącym stylistyczną i semantyczną perłę stulecia: „Podczas każdego wytrysku uwalniają się miliony sperm”. Doprawdy, jeśli „Słowacki wielkim poetą był”, to co powiedzieć o mistrzyni słowa Glorii Polo?!

Przykazanie „nie zabijaj” zostało, oczywiście, sprowadzone wyłącznie do aborcji i antykoncepcji, a „nie cudzołóż” – do odważnego ubioru i homoseksualizmu, co stanowi przyczynek do ustanowienia rekordu świata w mnożeniu bredni na akord.

Na najbardziej niedostępne wyżyny obłędu opowieść wznosi się w momencie, gdy dochodzi do opisu płodu trzymanego w słoiku przez kilkunastoletnią dziewczynę, która usunęła ciążę. Ów oryginalny eksponat zachowała na polecenie matki po to, aby... (zapewne zamiast iPhona mówiącego „weź pigułkę”) przypominał jej codziennie o zażyciu tabletki antykoncepcyjnej!

Tandetny, katechizmowy układ treści, rzygliwy do nieprzytomności język i kosmiczne pierdoły wyssane ze zwęglopowstałego palca mówią same za siebie. Ortodoksyjne, tendencyjne oszołomstwo aż bije po oczach miernotą i żałosną mistyfikacją. Cel rozpowszechniania tego bubla jest ewidentny i przez samą zwęglopowstałą między wierszami zgrabnie przemycony: „Na domiar złego nie robiłam nic innego tylko krytykowałam księży i ukazywałam ich w złym świetle”. I tu jest pies pogrzebany! Nawrócona do granic oczadziałego fanatyzmu Gloria składa oświadczenie: „Całym sercem i całą duszą wdzięczna jestem w imieniu Jezusa Chrystusa Papieżowi (pisownia oryginalna!), Jego zastępcy na ziemi, kapłanom i osobom konsekrowanym Kościoła Rzymskokatolickiego. Ślepo słucham ich wszystkich, gdyż takie było właśnie polecenie naszego Pana Jezusa Chrystusa, gdy pozwolił mi powrócić do ziemskiego życia”.

I wszystko jasne.


08 stycznia 2024

92. Wiecie co?

CIESZĘ SIĘ, ŻE WAS MAM!


02 stycznia 2024

91. Gwieździsty chodnik i ślinotok

Dziś będzie krótko, przedstawię jedynie do kontemplacji dwie kolekcje.

Pierwsza to kolekcja gwiazd z ciechocińskiej „Alei Gwiazd”. Bądźcie uprzejmi zauważyć, że jest wśród nich gwiazda wyjątkowa, błyszcząca jak choinka, na tle której się uplasowała.



















I Frau Be - blogerka

Druga kolekcja wymaga dwóch punktów wyjaśnienia:

1. Ze słodyczy lubię wyłącznie bezy i bitą śmietanę. Bezy mogą mieć również inne kremy.

2. Nie pitolić mi tu o kaloriach, bo się zdenerwuję i krew się poleje!

Niniejszym przedstawiam kolekcję zjedzonych w Ciechocinku bez, torcików i tortów bezowych. Na ich widok mam ślinotok.










Na popitkę gorąca biała czekolada z bitą śmietaną albo przepyszny grzaniec. Oj, grzańce to tam mieli rewelacyjne!