JAK WYŻEJ.
26 maja 2024
14 maja 2024
117. Poległam
Kurde, chyba się
starzeję. Ten rok szkolny jest rokiem, w którym wymiękam na całego. Nie daję
rady z czasem, nie daję rady ze zmęczeniem. Jestem zajeżdżona jak
carska kobyła. Ślęczenie na maturach i nad maturami daje mi do
wiwatu, jak jeszcze nigdy. Ciągle chodzę zmęczona i niewyspana. Wracam do domu
zrąbana jak koń po westernie i padam jak podcięta sosna. W zeszły
piątek zasnęłam w pełnym makijażu, co nie zdarzyło mi się od
niemowlęctwa Dzieciątka. Nie mam siły i czasu na blogi, na pisanie wierszy,
książki czytam po jednym-dwa rozdziały. Wstyd przyznać, ale w czasie
matury pisemnej, będąc przewodniczącą zespołu nadzorującego, zasnęłam na
siedząco na krześle. A matka przełożona z siostrami służebniczkami
(gestapo i dwie sztuki kapo) bez przerwy dają do wiwatu, jak to co dzień.
Wybaczcie,
biorę urlop od Internetu do 25 maja – wtedy skończy się ta kołomyja. Zaglądajcie,
urządźcie sobie Hyde Park, możecie mi nawet obrobić dupę.
Do zobaczenia
za dwa tygodnie!
12 maja 2024
116. Kobieto, puchu marny!
Pantera napisała kiedyś tekst zatytułowany "Głupie kobiety". Zachęcam do zapoznania się z nim. Mój post jest kamyczkiem do tego ogródka.
W świecie judaizmu, na którym wyrosło chrześcijaństwo,
miejsce i rola kobiety sprowadzały się wyłącznie do prac domowych i rodzenia
potomstwa. Według Starego Testamentu macierzyństwo ma zapewnić ciągłość rodu i plemienia.
Już sam mit o stworzeniu świata z Księgi Rodzaju demonstruje niechęć
do kobiet, nakładając ciężar grzechu nie na Adama, ale na Ewę.
Chrześcijanie przejawiali wyraźną niechęć do kobiet, widząc
w nich uosobienie zła, grzechu, siedliska pokus i rozwiązłości.
Wśród apostołów nie było kobiet, a zażyłość Marii
Magdaleny z Jezusem jest tłumaczona jej zaangażowaniem w to, co
głosił. Sam Jezus nie zwracał się do matki per „mamo” albo chociaż „matko”,
tylko „kobieto” („niewiasto”). Czy to przypadkiem nie jawna pogarda?
Św. Paweł z Tarsu tak przemawiał: „Niech niewiasty
na zgromadzeniu milczą, bo nie pozwala się im mówić; lecz niech będą
poddane (…) bo nie przystoi kobiecie w zborze mówić”, „Żony, bądźcie
uległe mężom”, „Nie pozwalam kobiecie nauczać ani wynosić się nad męża;
natomiast powinna zachowywać się spokojnie. Bo najpierw został stworzony
Adam, potem Ewa. I nie Adam został zwiedziony, lecz kobieta, gdy została
zwiedziona, popadła w grzech; lecz dostąpi zbawienia przez macierzyństwo”,
„Mężczyzna bowiem nie powinien nakrywać głowy, gdyż jest obrazem i odbiciem
chwały Bożej (…). Albowiem mężczyzna nie jest stworzony ze względu na kobietę,
ale kobieta ze względu na mężczyznę. Dlatego kobieta powinna mieć na
głowie oznakę uległości”. Czyli mamy: Stwórcę mizogina, ludzi-mężczyzn i podludzi-kobiety.
Prawdę mówiąc, z czymś mi się to kojarzy.
Po dzień dzisiejszy kobiety nie mają w kościele
katolickim nic do gadania. Nie mogą być księżmi, odprawiać mszy, spowiadać i sprawować
wszelkich innych funkcji. Zaledwie gdzieniegdzie pozwala się dziewczynkom
być ministrantkami, co i tak podkreśla służebną rolę kobiet wobec
mężczyzn. Zakonnice mają przepierdzielone już na wstępie, przechodząc przez
lata przygotowań, doznają ze strony przełożonych szykan, złośliwości,
udręk. Same przełożone nie znajdują się w lepszej sytuacji, bo
ostatecznie podlegają władzy mężczyzn: biskupa, arcybiskupa, papieża. Kiedy ksiądz
dyma parafiankę, jest to pomijane milczeniem. Kobieta zaś jest roznoszona
na językach – nie muszę dodawać, że są to języki katolickie. Kościół
wyciera sobie gęby „prawem naturalnym”, nie zezwalając na antykoncepcję
i sprowadzając kobietę do roli samicy, która ma rodzić i basta! Potwierdza
to niejaki święty Jan Chryzostom, biskup Konstantynopola i doktor kościoła:
„Cała płeć żeńska jest słaba i lekkomyślna. Uświęcona zostaje jedynie
poprzez macierzyństwo”.
Św. Tomasz z Akwinu, największy myśliciel i doktor
kościoła, tak pisał o kobietach: „Zarodek płci męskiej staje się
mężczyzną po 40 dniach, zarodek żeński po 80. Dziewczynki powstają
z uszkodzonego nasienia lub też w następstwie wilgotnych wiatrów”. Zabłysnął
również twierdzeniem, że „Kobiety są błędem natury (…) z tym ich
nadmiarem wilgoci i ich temperaturą ciała świadczącą o cielesnym i duchowym
upośledzeniu (…) są rodzajem kalekiego, chybionego, nieudanego mężczyzny (…)
Pełnym urzeczywistnieniem rodzaju ludzkiego jest mężczyzna”.
Przywołany wyżej Jan Chryzostom załatwił kwestię krótko i dobitnie:
„Kobiety są przeznaczone głównie do zaspokajania żądzy mężczyzn”.
Najznakomitszy spośród „ojców Kościoła”, św. Augustyn
precyzuje swój pogląd na istotę sprawy, nie pozostawiając miejsca na
wątpliwości: „Kobieta jest istotą pośrednią, która nie została stworzona na
obraz i podobieństwo Boga. To naturalny porządek rzeczy, że kobieta ma
służyć mężczyźnie”.
Św. Ambroży, mędrzec Kościoła wymyślił, że „Kobieta powinna zasłaniać oblicze, bowiem nie zostało ono stworzone na obraz Boga”. Takiego samego zdania był niejaki Tertulian, pisarz chrześcijański: „Kobiecie przystoi jedynie szata żałobna. Skoro tylko przekroczy próg wieku dojrzałego, winna zasłonić swe gorszące oblicze”.
Papież Pius II wystrzelił z armaty swojego umysłu: „Kiedy
widzisz kobietę, pamiętaj, to diabeł!”
W XI wieku uchwalono, że „Kobiecie nie wolno mieszkać w pobliżu
kościoła”, a na synodzie w Elwirze, że „Kobietom nie wolno we własnym
imieniu pisać ni otrzymywać listów”. Misjonarz św. Bonifacy dodaje, że „Kobietom
nie wolno śpiewać w kościele”.
Na zakończenie ustalenie soboru w nieistniejącej już Elwirze:
„U KOBIETY SAMA ŚWIADOMOŚĆ JEJ ISTNIENIA POWINNA WYWOŁYWAĆ WSTYD”. I jak
Wam się podoba?
Na koniec dodam tylko, że wszystkie przytoczone cytaty zostały wydłubane z otchłani Internetu, więc mogą znajdować się w nich pomyłki. Kilka błędów wyłapałam i naprawiłam sama, bo nie jestem zwolenniczką bezmyślnego kopiuj-wklej.
07 maja 2024
115. Szumowiny
Wiele razy w życiu byłam nad morzem, można powiedzieć,
że co roku jestem, choć nie zawsze jest to morze (czasem trafia się
ocean) i nie zawsze Bałtyckie.
Gdy byłam dzieckiem, co roku jeździliśmy rodzinnie
na wczasy nad morze. Oddzielenie nastąpiło, gdy poszłam na studia,
a rodzice zmienili w końcu kierunek na inne. Jeździli już tylko
z moim dużo młodszym bratem. Mimo że Bałtyk jest zimny i bury, mam
do niego ogromny sentyment. Kocham wodę, a im większa, tym piękniejsza.
Długoweekendowy wypad do Gdyni, szczerze mówiąc, nieco
mnie rozczarował. Oczywiście bywałam tam wiele razy, bo mam tam rodzinę,
ale tym razem nastawiłam się na pełny relaks. I co? Dla mnie
morze to bezkres plaży z lewej, bezkres z prawej, przede mną
bezkres morza, a za mną wydmy i las z powykręcanymi od wiatru
sosnami. Tym razem jednak po lewej miałam port, po prawej Gdańsk,
na wprost Hel, za sobą miasto, a w wodzie szumowiny. Dobrze
widać je na zdjęciu u JoAnki, która gościła tam w tym samym
czasie.
Od pierwszego dnia dostałam wycisk, Dzieciątko bez miłosierdzia
włóczyło mnie po szeroko pojętej okolicy, upał dawał po garach, a nogi
weszły mi w… płuca. Gdy wydarła mnie na klif (żeby nie było
wątpliwości – należało wejść na parszywe górzysko), nie zabiłam jej
tylko dlatego, że byłam zajechana do imentu. Prawdę mówiąc, jeszcze
nie wróciłam do stanu zupełnej używalności, więc zostawiam Was
ze zdjęciami i walę się w piernaty.
![]() |
| Pierwszy wieczór... |
![]() |
| Widok na port. |
![]() |
| Plaża w kierunku Gdańska. |
![]() |
| Jeżdżący wychodek zawiózł nas na Kamienną Górę, czy jak jej tam. |
![]() |
| Widok z góry. |
![]() |
| Jeszcze raz wychodek. |
![]() |
| Podobno muszla i podobno koncertowa. Na razie chyba jeszcze nieczynna. |
![]() |
| Kwietniki-łodzie to jedna z rzeczy, które akurat mi się spodobały. |
![]() |
| Bardzo piękny, polski napis. |
![]() |
| Jak widać, fontanna. Gdzieś na Wybrzeżu Kościuszki. |
![]() |
| Piekny dywan kwietny. |
![]() |
| Babcia mawiała, że mam oczy jak niezapominajki. |
![]() |
| Wrona siwa, zachwycająca - u nas ich nie ma. |
![]() |
| No i moje najukochańsze mewy. Niech wrzeszczą, niech defekują z góry - kocham je i koniec. |
![]() |
| Dar Pomorza... |
![]() |
| ...i jego kotwica. Dodam, że przedmiot większy i cięższy ode mnie! |
![]() |
| Jakiś katamaran. |
![]() |
| Cudo moje kochane. |
![]() |
| Jednostka pływająca. |
![]() |
| Pomnik - nie wiem, czego. |
![]() |
| Kormorany. |
![]() |
| I kaczorek. |
![]() |
| Kolejna jednostka pływajaca. |
![]() |
| I kolejny kormoran prezentuje uskrzydlenie. |
![]() |
| Owszem, jestem dużym dzieckiem - odbyłam rejs Nautilusem w 7D. |
![]() |
| Znowu mewixy. |
![]() |
| Jakieś rybki. |
![]() |
| Łódź podowodna - mój gdyński kuzyn pływał (a raczej siedział na dnie) czymś takim. |
![]() |
| Kamienie uczesane z przedziałkiem. |
![]() |
| W mieście kwitły całe łany przepięknych tulipanów. |
![]() |
| Molo. |
![]() |
| Cholerny klif. |
![]() |
| Widok z klifu po drodze. |
![]() |
| Na klifie. |
![]() |
| Na pociechę słynna "Gdyńska rybka". Ciasteczka faszerowane najrozmaitszymi nadzieniami. |
30 kwietnia 2024
114. Dżipampkin!
Doczołgałam się do długiego weekendu. Nareszcie! Pięć dni wytchnienia przyda mi się po wyjątkowo gorącym okresie w pracy i tuż przed Armagedonem o nazwie „matury”.
Kilka dni wcześniej Dzieciątko postawiło mnie przed faktem
dokonanym, rzecząc, co następuje: „Matka, jedziemy do Dżipampkina. Bilety
w tę i z powrotem kupione, noclegi zarezerwowane, za jedzenie
płacisz ty.”
No to jedziemy. Okrutnie się cieszę. Pełnia szczęścia!
26 kwietnia 2024
113. Zaradny dynda raz
Wiecie, co to jest palindrom? To taki wyraz albo całe
wyrażenie, które brzmią tak samo czytane zarówno od lewej strony do prawej, jak
i od prawej do lewej, na przykład Anna, bób, sedes, zaraz, kajak, zakaz,
sos.
Schody zaczynają się przy palindromach dłuższych, np. wół
utył i ma miły tułów albo Zakopane na pokaz.
Już w czasach antyku Grecy i Rzymianie bawili się palindromami, zwłaszcza ci drudzy tworzyli coraz to dłuższe zespoły wyrazów tworzących palindromy.
Powstał również nowy gatunek literacki - raki. Utwór taki można czytać
całymi wersami od lewej do prawej i odwrotnie. Słynne raki stworzyli nasi rodzimi
literaci. Przywołam przykład renesansowego poety Jana Kochanowskiego i twórcy
barokowego Jana Andrzeja Morsztyna.
Jan Kochanowski, Raki
Folgujmy paniom nie sobie, ma rada:
Miłujmy wiernie, nie jest w nich przysada
Godności trzeba nie za nic tu cnota,
Miłości pragną nie pragną tu złota.
Miłują z serca nie patrzają zdrady,
Pilnują prawdy nie kłamają rady.
Wiarę uprzejmą nie dar sobie ważą,
W miarę nie nazbyt ciągnąć rzemień każą.
Wiecznie wam służę nie służę na chwilę,
Bezpiecznie wierzcie nierad ja omylę.
Teraz bawcie się, czytając każdy wers całymi wyrazami od
tyłu.
Jan Andrzej Morsztyn, Raki
Cnota cię rządzi nie pragniesz pieniędzy;
Złota dosyć masz nie boisz się nędzy;
Czystości służysz nie swojej chciwości;
W skrytości mieszkasz nie przywabiasz gości;
Szyciem zarabiasz nie wygrawasz w karty;
Piciem się brzydzisz nie bawisz się żarty;
Matki się boisz, nie chybiasz kościoła;
Gładki to anioł nie zła dziewka zgoła;
Szumnie ważysz mnie nie srebro w kieszeni;
U mnie wprzód rozum niż miłość się zmieni.
Podobno najdłuższy palindrom na świecie został ułożony przez
Polaka Tadeusza Morawskiego i liczy 33 000 liter. Chyba nie
chciałabym tego czytać, a potem jeszcze sprawdzać od końca.
Macie pomysły na palindromy (takie nie z Internetu)? Trochę
dobrych chęci, samozaparcia i może wyjść z tego niezła zabawa.
21 kwietnia 2024
112. Kościół katolicki to nie sekta (?)
Niektórzy uważają, że nie i mają do tego prawo.
Niepodważalną wykładnią wiary katolika, wbrew pozorom nie
jest na pierwszym miejscu Biblia, a „Katechizm Kościoła Katolickiego”. Prawda
jest taka, że w myśl Biblii wzorcowy kościół założony przez Jezusa
tworzyli apostołowie, co opisane zostało w Nowym Testamencie, szczególnie
w Dziejach apostolskich. W tym miejscu dochodzimy do zgrzytu. Kościół katolicki
powstał dopiero w IV wieku i natychmiast dał sobie prawo do jedynie
słusznej interpretacji Biblii, czyli jej fałszowania poprzez łączenie jej ze
zwyczajami pogańskimi, kombinowanie przy dekalogu przez usunięcie przykazania o niesporządzaniu
obrazów i rzeźb, kult maryjny, kult świętych, kult obrazów, chrzest
niemowląt.
Jedną z cech sekty jest autorytarne sprawowanie władzy
przez jej przywódcę. I co my tutaj mamy? Nieomylnego jak sam Bóg
papieża, który ma niczym nieskrępowaną władzę nad resztą kościoła („Nieomylnością
tą z tytułu swego urzędu cieszy się Biskup Rzymu, głowa Kolegium
Biskupów, gdy jako najwyższy pasterz i nauczyciel wszystkich wiernych”, Katechizm
Kościoła Katolickiego 891).
Sekty wpajają ludziom przekonanie, że tylko w nich
znajdą prawdę i że są grupami elitarnymi. Wystarczy cytat z KKK: „Misja
pasterska Urzędu Nauczycielskiego jest ukierunkowana na czuwanie, by Lud Boży trwał
w prawdzie, która wyzwala. Do wypełniania tej służby Chrystus udzielił
pasterzom charyzmatu nieomylności w dziedzinie wiary i moralności.” No
i mamy, co mamy.
Przywódcy sekt czerpią ewidentne korzyści materialne
kosztem szeregowych członków. Chyba nie muszę się rozpisywać o Banku
Watykańskim, Muzeach Watykańskich, matce Teresie, nieopodatkowanej tacy, o milionach
z kasy państw takich jak Polska, o setkach tysięcy nieruchomości na
całym świecie i innych cudownych, kasodajnych źródełkach.
W sektach istnieje zjawisko zwodzenia duchowego. Co to
znaczy? Otóż św. Paweł apostoł przestrzegał przed wypaczeniami Ewangelii. Jak
powszechnie wiadomo, kościół wypaczył je w wielu aspektach. Weźmy choćby ewangeliczną,
tak „chętnie praktykowaną” cnotę ubóstwa, ustalenie przykazań kościelnych
i egzekwowanie ich przez uznanie ich naruszenia za grzech śmiertelny,
samowolną przeróbkę dekalogu, chrzest niemowląt…
Przywódcy sekt dążą do tego, aby całkowicie uniezależnić się
od czynników kontroli. Owszem. W XI wieku został sporządzony
przez papieża Grzegorza VII dokument „Dictatus Papae”, który legł u
podstaw doktryny papocezaryzmu, czyli zwierzchnictwa papieża nad władzami
świeckimi. Pachnie znajomo, co nie? I kto podskoczy nieomylnym?
Sekty zwracają uwagę na wszelkie niedoskonałości ludzkie
i obiecują uczynienie człowieka jednostką pełnowartościową. Temu celowi
służy w kościele np. „sakrament pokuty”, czyli spowiedź, po której delikwent
staje się czyściutki jak łza. „Praktyka ta pomaga penitentowi kształtować
sumienie, walczyć ze złymi skłonnościami, poddawać się leczącej mocy
Chrystusa…” (ks. dr Robert Ptak) … Chrystusa, który NIE ustanowił
spowiedzi. Dobre, co? Kontrola umysłów musi trwać.
Członkowie sekt są gotowi zrobić wszystko, co nakazuje im
lider i każde zdanie odmienne od tego, które on reprezentuje, jest
odrzucane. No, w kościele katolickim nawet z hukiem, poprzez nieudzielenie
rozgrzeszenia, przypisywanie herezji (i puszczenie z dymem na
stosie), wydalenie ze stanu duchownego.
Cechą sekt jest oczywiście organizacja hierarchiczna.
Proszę bardzo: papież, arcybiskupi, biskupi diecezjalni, wikariusze generalni i biskupi,
dziekani, proboszczowie, wikariusze parafialni. No i na szarym końcu
plebs, czyli wierni.
Przywódcy sekt dławią wszelką indywidualność. Kościół
katolicki odrzuca indywidualizm i głosi, że tylko we wspólnocie i przez
wspólnotę można osiągnąć zbawienie. Narzuca wiernym pogląd, że jednostka jest
odpowiedzialna za całą wspólnotę (a ja ją „zraniłam”, wypisując się z niej).
Potępia wszelkie przejawy indywidualizmu jako rzekomego egoizmu i postawy
skierowanej przeciwko wspólnocie. Kto się wychyla, jest odpowiednio stawiany do
pionu.
Sekty posługują się manipulacją, dostarczając fałszywych
informacji, zniekształcają lub zatajają istotne rzeczy, bazują na emocjach,
ograniczają samodzielne myślenie członków. O, to prawda stara jak ten łez padół.
Spróbuj, człowieku, być katolikiem i myśleć samodzielnie, mieć własne
poglądy i na domiar złego je wyrażać, stawiać niewygodne pytania i domagać
się przekonujących odpowiedzi! Powodzenia życzę. Giordano Bruno miałby tutaj coś
do powiedzenia.
Sekty poprzez indoktrynację narzucają jednostkom „nową
tożsamość”. Cóż, kościół katolicki chrzci niemowlęta, nadając im tym samym
nową tożsamość katolika bez pytania o zgodę zainteresowanego (co byłoby
zgodne z Biblią, ale nie jest, bo jak zapytać noworodka?) i bez możliwości
wymiksowania się z tego. Potem pierze się klientowi mózg i voilà!
Oto „nowy człowiek”.
Sekty izolują swoich członków od otoczenia. W kościele
katolickim namiętnie zachwalana jest przynależność do różnych „wspólnot”
(takich podsekt w danej parafii). W im większej liczbie wspólnot się udzielasz
i im więcej biegasz do kościoła, tym mniej czasu poświęcasz rodzinie i przyjaciołom.
Oczywiście nie jest to przymusowe, ale osiągane innymi metodami, takimi jak indoktrynacja,
czyli zwykłe pranie mózgu i straszenie piekłem. Nie przynależąc do żadnej
wspólnoty, narażasz się na posądzenie o indywidualizm i podejrzenie,
że jesteś tylko katolikiem niedzielnym. Taką podróbką. Wielokrotnie podkreśla
się, że najpierw Bóg, a potem żona, dziecko, rodzice. A kościół to Bóg
(podobnie jak „państwo to ja” Ludwika XIV).
Amen.
17 kwietnia 2024
111. Fobia to czy zwykły pierdolec?
Fobia to lęk powodujący ogromne cierpienie. Jest to
zaburzenie psychiczne, często wymagające leczenia (jeśli jest poważne i dezorganizuje
życie). Objawia się utrwalonym, powtarzającym się i bardzo
silnym lękiem przed jakimś bodźcem. Statystyki pokazują, że na fobie cierpi 7-9%
całego społeczeństwa. Towarzyszą im drażliwość, narastający niepokój, trudności
ze skoncentrowaniem się, uczucie silnego napięcia. Do somatycznych
objawów fobii należą ataki paniki, drżenie rąk, duszności, omdlenia, nudności,
wymioty, gęsia skórka, lekkie drgawki, dreszcze, problemy z oddychaniem,
tachykardia, pocenie się.
Tak naprawdę fobii może być nieskończona ilość. Niektóre są
bardzo rzadkie, a jedna z nich, tych rzadszych, występuje w mojej
rodzinie. Otóż moja babcia ze strony mamy cierpiała na lęk przed guzikami i brzydziła się
ich okropnie. Przez całe życie nosiła (w miarę możliwości) ubrania bez guzików Nie
wiem, jakim sposobem, przeszło to z babci na mojego kuzyna – czyżby fobie były
przekazywane genetycznie? Kuzyn od maleńkości darł na sobie ubranka z guzikami
albo w ogóle nie dał się w nie ubrać, wrzeszcząc, jakby
śmierć ujrzał.
Próbowałam zdiagnozować samą siebie i poległam. Nie wiem,
czy to fobia, czy zwykły pierdolec, ale chyba mam chaetofobię. Włosy leżące
luzem doprowadzają mnie do szału i natychmiast muszę je usunąć z pola
widzenia. W pracy natomiast nabawiłam się mocnej duxofobii i leczę to.
Mam problem ze znalezieniem odpowiedzi, co to jest za fobia,
która dokucza mi najwięcej, a nigdzie nie znalazłam jej nazwy ani opisu. Otóż
odczuwam ogromny lęk przed rurami (moja ciocia, siostra mamy też to ma – jednak
geny to potęga!), konstrukcjami metalowymi, tunelami, parkingami podziemnymi
i przechodzeniem pod mostami. W Norwegii u brata męczyłam się
niesłychanie, bo tam tunel na tunelu i po prostu jechałam ze ściśle zaciśniętymi
oczami. Na Majorce (w czasie pandemii) założyłam sobie maseczkę na oczy. Najstraszniejszy
moment przeżyłam w grze Geoguessr. Polega ona na tym, że wrzuca człowieka
w dowolny punkt na ziemi i po wszystkim dookoła trzeba zgadnąć, gdzie
się jest. Bardzo wciągające. No i pewnego razu przeżyłam szok, który
sprawił, że już więcej w tę grę nie zagrałam. Otóż wywaliło mnie gdzieś w centrum
Chicago, ale w jakimś tunelu. Bodziec pojawił się bez uprzedzenia. Nie zdążyłam
nawet zamknąć oczu. Poczułam, jakby w środku zamarzały mi trzewia, serce
zlodowaciało i przestało bić, zaczęłam się dusić i krzyczeć. W domu,
przed komputerem. Zdaję sobie sprawę, że to idiotyczne, ale ja wtedy myślałam,
że zaraz umrę.
Teraz mały przegląd fobii w kolejności alfabetycznej,
bo tak lubię. Niektóre z pewnością śmieszą, ale jednak istnieją i dokuczają.
Może też się zdiagnozujecie? Wydaje się to śmieszną zabawą, ale jednak… brrr!
Abemarofobia – lęk przed pominięciem przystanku
Ablutofobia – lęk przed kąpielą
Aerofobia – lek przed lataniem samolotem
Aibofobia – lęk przed palindromami
Akrofobia – lęk przed wysokością
Akwinofobia – lęk przed końmi
Alektrofobia – lęk przed kurami
Amathofobia – lęk przed kurzem
Ambulofobia – lęk przed chodzeniem
Androfobia – lęk przed mężczyznami
Ankraofobia – lęk przed wiatrem
Anthropomorfobia – lęk przed zobaczeniem cech ludzkich w
nieożywionych obiektach (roboty, figurki, manekiny)
Arachnofobia – lęk przed pająkami
Astrofobia – lęk przed planetami, gwiazdami, wszechświatem
Athazagorafobia – lęk przed zapominaniem, byciem zapomnianym
Basifobia – lęk przed upadkiem
Barofobia – lęk przed grawitacją
Brontofobia – lęk przed burzą
Chaetofobia – lęk przed włosami leżącymi luzem
Chiclefobia – lęk przed gumą do żucia
Colligofobia – lęk przed pakowaniem walizki
Dendrofobia – lęk przed drzewami
Dentofobia – lęk przed wizytami u dentysty
Duxofobia – lęk przed szefem
Ematofobia – lęk przed wymiotowaniem i osobami, które
wymiotują
Enneafobia – lęk przed liczbą 9
Eosofobia – lęk przed światłem słonecznym
Erytrofobia – lęk przed zaczerwienieniem się
Fobofobia – lęk przed fobiami i strachem
Fotofobia – lęk przed światłem
Gamofobia – lęk przed małżeństwem
Gefyrofobia – lęk przed przekraczaniem mostów
Genofobia – lęk przed stosunkiem seksualnym
Glosofobia – lęk przed wystąpieniami publicznymi
Gynofobia – lęk przed kobietami
Hafefobia – lęk przed dotykiem
Heksakosjoiheksekontaheksafobia – lęk przed liczbą 666
Hemofobia – lęk przed krwią
Heptadecafobia – lęk przed liczbą 17
Hipnofobia – lęk przed snem
Hipopotomonstroseskwipedaliofobia – lęk przed szczególnie
długimi wyrazami, przed tym, że ktoś je wypowie
Ichtiofobia – lęk przed rybami
Jatrofobia – lęk przed pobytem w przychodni albo szpitalu
Kaligynefobia – lęk przed pięknymi kobietami
Kancerofobia – lęk przed chorobami nowotworowymi
Katoptrofobia – lęk przed lustrami
Klaustrofobia – lęk przed zamkniętymi, małymi powierzchniami
Koulrofobia – lęk przed klaunami
Koumpounofobia – lęk przed guzikami
Ksantofobia – lęk przed kolorem żółtym
Kynofobia – lęk przed psami
Lepidopterofobia – lęk przed motylami
Mysofobia – lęk przed brudem
Neofobia – lęk przed zmianami
Nomofobia – lęk przed utratą dostępu do telefonu komórkowego
albo smartfonu
Nyktofobia – lęk przed ciemnością
Omfalofobia – lęk przed pępkami
Papyrofobia – lęk przed papierem
Paraskewidekatriafobia – lęk przed piątkiem trzynastego
Pedikulofobia – lęk przed wszami
Pediofobia – lęk przed lalkami
Pekkatofobia – lęk przed popełnieniem grzechu
Pirofobia – lęk przed ogniem
Podofobia – lęk przed stopami
Rimpawofobia – lęk przed staniem na pękniętych płytach
chodnikowych
Rytifobia – lęk przed zmarszczkami
Socjofobia (fobia społeczna) – lęk przed stykaniem się z
nieznanymi sobie osobami
Tafefobia – lęk przed pogrzebaniem żywcem
Tanatofobia – lęk przed śmiercią
Technofobia – lęk technologią
Testofobia – lęk przed rozwiązywaniem testów
Tetrafobia – lek przed liczbą 4
Triakontenneafobia – lęk przed liczbą 39
Triskaidekafobia – lęk przed liczbą 13
Trypofobia – lęk przed skupiskami dziur
Tokofobia – lęk przed ciążą
Uxorfobia – lęk przed własną żoną.
No to próbujcie – a nuż coś komuś spasuje!
07 kwietnia 2024
110. K… mać, bardzo śmieszne!
Padł mi komputer. Jakoś wcale nie chce mi się
śmiać z tego dowcipu. Mam laptop, ale ciul mi po nim – jak mam używać tego
badziewia z małym ekranem, ciasną klawiaturą i brakiem myszy, adresów
blogów oraz różnych zapisanych haseł, to już wolę sobie w łeb strzelić.
Jestem wściekła i bez kija nie podchodź! Tak, do
Ciebie mówię.
03 kwietnia 2024
109. Państwo śledziowie
Woda to od zawsze mój żywioł. Tęsknię za morzami i oceanami,
tymczasem przez cały rok (do wakacji) zadowalam się ich słodkowodną
namiastką.
Rybałki mieszkają ze mną nieprzerwanie od studiów, czyli od czasów
prehistorycznych. Nie są zimne, śliskie i głupie. Pozwalają się głaskać i mają
te swoje małe móżdżki, w których znajduje się i niewielki kącik
dla pamięci. Bywało, że miewałam po dwa akwaria naraz, a do tego oddzielny
zbiorniczek dla narybku. Dochowałam się nawet rybich wnuków.
Gdy byłam bardziej młoda niż jestem teraz, bywało, że
dopadała mnie chandra albo jakiś problem. Siadałam wtedy na podłodze przed
akwarium (umiejscowionym wtedy na dość niskiej szafce) i gapiłam się. Po
godzinnym seansie wstawałam nówka sztuka i mogłam żyć.
W czasie trwania mojego niewydarzonego małżeństwa często
płakałam i wtedy także akwarium przychodziło mi z pomocą. Zagłębienie się
w podwodny świat stawia na nogi!
Rok temu zmieniłam zbiornik na większy niż miałam. Po raz
pierwszy w życiu posadziłam rośliny z hodowli in vitro, które są
bardzo maleńkie, dlatego na niektórych zdjęciach są one jeszcze niewyrośnięte.
![]() |
| To moje ukochane rodostomy zwane przeze mnie Czerwonymi Kapturkami. Zapierdzielają jak małe motorki! |
![]() |
| Jeden otosek (Otocinclus macrospilus o imieniu Łukasz) pracuje nad rośliną, drugi - Żaborybogad spiernicza w prawo. |
![]() |
| Poznajcie Edwarda żaglowca skalara (Pterophyllum scalare). To najszacowniejsza ryba w całej obsadzie, dostojna i w podeszłym wieku, ma już 10 lat. |
![]() |
| A to Ryszard - zbrojnik pospolity (Ancistrus sp.). Wiecie, co robi? Pilnuje ikry. Potem będzie się opiekował narybkiem. |
Moje śledzie nigdy mnie nudzą, wręcz przeciwnie, przyciągają jak magnes. Nawet gdy robię coś absorbującego, co chwilę odwracam się z fotelem albo podchodzę, by wlepiać wzrok w podwodną TV.
![]() |
| Tutaj rośliny już podrośnięte. |
![]() |
| Ryśki majstrują przy korzeniu. |
![]() |
| Edwarda już przedstawiać już nie trzeba. |
![]() |
| Edek raz jeszcze. |
![]() |
| Moje słodkie Helenki |
![]() |
| I więcej Helenek. |


























































