Nie wiem, jak Wy, ale ja kocham Gregory'ego House'a. Jest
cudownie cyniczny i gardzi głupotą. Jednak nie moja miłość do doktora
House’a jest przedmiotem moich dzisiejszych przemyśleń, a jego sztandarowe
hasło: „Wszyscy kłamią”.
Jesteście prawdomówni? Na pewno?
Prawda wygląda tak, że niemal każdy codziennie wypowiada
zdania, które są bardziej rytuałem niż prawdziwym komunikatem. Na przykład:
„Musimy się kiedyś spotkać”. Nie, nie musimy. Obie/oboje
o tym wiemy. To zdanie wcale nie oznacza chęci spotkania, jest tylko
pustym konwenansem.
Dzieciątko o poranku: „Zaczekaj na mnie, już wychodzę”. To
jedno z jej największych osiągnięć. Stoi jeszcze w ręczniku, suszy
włosy, szuka drugiego buta i dopiero zastanawia się, czy umyć zęby,
ale już informuje, że wychodzi. W rzeczywistości od wyjścia dzieli ją
jeszcze minimum dwadzieścia minut i kryzys egzystencjalny przy wyborze ubioru.
Mnożymy też kłamstwa gastronomiczne w stylu: „Pyszne!”.
To szczególnie popularne podczas rodzinnych spotkań. Ciotka podaje ciasto o konsystencji
mokrego tynku, ale wszyscy zgodnie cmokamy z uznaniem, bo nikt nie chce
zostać tym, który zniszczył rodzinne święta jednym szczerym wyznaniem.
Standardowe pytanie: „Co słychać?” wcale nie oznacza
troski o czyjś stan. Nikt nie oczekuje zwierzeń i szczerej odpowiedzi.
Klasycznie należy odpowiedzieć: „W porządku”, nawet jeśli piętnaście minut
wcześniej płakało się nad rachunkiem za prąd.
A kłamstwa zawodowe? „Zapoznamy się z pani CV i oddzwonimy.”
Nie oddzwonią. „Chętnie to zrobię”. Nie, wcale nie mam ochoty na
dodatkowe, niepłatne zadania!
Albo: „Przeczytałam/em regulamin”. Nie. Nikt nie przeczytał.
Klikając „Akceptuję” przy regulaminie liczącym 148 stron, wyrażam dokładnie
taką samą prawdę jak politycy PiS w czasie kampanii wyborczej.
Znajomemu umiera ktoś bliski i od razu składamy mu
kondolencje: „Bardzo ci współczuję”, „Przykro mi”. Nie. Nie współczuję i nie jest
mi przykro, raczej bardzo mi z tego powodu wszystko jedno, bo nawet tej osoby
nie znałam.
My, komentujący na blogach też kłamiemy, np. udając, że
dany post nas interesuje, że podobają nam się byle jak zrobione zdjęcia,
że akceptujemy niechlujny język albo notki pisane przez AI.
Kiedy komuś dziękuję za coś, za co nie czuję się
wdzięczna, słyszę: „Nie ma za co”. Owszem, nie ma za co, ale tak
wypada.
Setki małych kłamstw istnieją codziennie i mają się dobrze. Być może nawet są konieczne, bo prawda prawdą, ale ktoś przecież musi mi powiedzieć, że ładnie wyglądam 😁 🤣.
Ciekawe jest także bardzo często występujące zjawisko – okłamywanie
samego siebie. Niestety, nie posiadam tej umiejętności, a przydałaby się,
aby móc wyprzeć niewygodne fakty albo uwierzyć w rzeczy, które poprawiłyby
mi samopoczucie.
Oczywiście hasło „wszyscy kłamią” nie oznacza, że każdy
człowiek jest zły lub nieuczciwy, pokazuje raczej, że drobne nieprawdy są częścią
codziennych relacji międzyludzkich.
To właściwie dobrze, czy źle?


Ciekawy temat poruszyłaś. Dlatego , być może, milczenie jest złotem?
OdpowiedzUsuńWłasnie trafiłam na kilka ,,myśli, wynotowanych wiele lat temu, i zamieszczę je u siebie, a jedna z nich głosi:człowiek ma wolny wybór miedzy cnotą a grzechem, ale nie wczesniej aż się stanie człowiekiem naprawdę,, I tu zaczynaja się schody rozważań ...
Faktycznie. Przejdziemy się po tych schodach!
UsuńJa powiedziałabym raczej - nie mówimy całej prawdy, ale kłamiemy także, zależnie od okoliczności.
OdpowiedzUsuńPrzypomniałaś mi czas, gdy moja mama chorowała na raka. Miały przyjść panie z opieki paliatywnej, więc w pokoju mamy miałam posprzątać, bo była strasznym chomikiem.
Gdy chowałam do kartonu ubrania, które wisiały na wieszakach na drzwiach od szafy, powiedziała: ale nie chowaj ich głęboko, bo jeszcze je założę, prawda?
Miałam powiedzieć, że nie ma opcji, bo jej dni są policzone? Nie przeszłoby mi to przez gardło.
To oczywiste w takiej sytuacji. Ludzie w chorobach potrzebują nadziei, wsparcia i optymizmu.
Usuń