23 lutego 2026

222. Jakość: bylejakość

Nie cierpię bylejakości. Co by nie powiedzieć – nie tak drzewiej bywało. Współczesne życie bylejakością stoi.

Chciałam przy remoncie mieszkania zrobić normalne, uczciwe tynki. Nie, „teraz tak się nie robi” i w efekcie mam na ściankach płyty gipsowo-kartonowe, czyli coś w rodzaju gówna. Dokonywałam również minimalnej przeróbki polegającej na wyburzenia kawałeczka ściany i wybudowanie tegoż kawałeczka w innym miejscu. Ściana, jak rozumiem, to cegła, beton, nawet drewno… A, nie, co ja tam wiem, „teraz tak się nie robi”. I co mam? Tak, zgadliście – cholerną gównianą ściankę z gównianego gips-kartonu. Wrrr. Dałam się również namówić na panele podłogowe i ciągle odpadające listwy. Cóż, każdy ma w swoim życiu chwile zgłupienia. Nigdy więcej!

Bloki były ocieplane. Oczywiście styropianem, a jakże by inaczej. Na tym jakaś cieniutka warstewka czegoś tynkopodobnego. I co? Zgadliście. Mury wyglądają jak rzeszoto, podziurawione palcami, pięściami i nie wiem, czym jeszcze. Osobiście sprawdziłam, przyznaję ze wstydem – ale w celach naukowych! – palec wchodzi jak w masło. Gipsowo-kartonowym obudowom rur na klatce schodowej u mamy nawet już się nie dziwię. Oczywiście popękane, powgniatane, ponadłamywane, podziurawione. I to nie trzeba się wysilać, można to zrobić niechcący.

Może to i banał oraz oczywista oczywistość, ale nasz rynek jest dosłownie zalany plastikiem wszelkiego autoramentu i tanim badziewiem, które albo od początku nie działa, albo psuje się po jednym użyciu. Sprzęty AGD, które służyły dawniej po 30 i więcej lat zostały zastąpione tandetą do szybkiego wykończenia i jeszcze szybszego zakupu nowej, bo „naprawa się nie opłaca”. Blachy w samochodach cieniutkie jak pergamin, można je wgiąć małym paluszkiem.

W barach i innych jadłodajniach łamią się plastikowe sztućce, dopiero co kupione majtki prują się podczas prania, nowy klej nie klei, satynowe okładki książek natychmiast się odsatynowują, bo odchodzi wierzchnia folia. Moda proponuje podarte spodnie, a na modelkach, fotografiach, rysunkach i manekinach propaguje się stopy stawiane do wewnątrz, co jest raczej zaburzeniem ortopedycznym.

O bylejakości językowej nawet wspominać hadko. Każdy niedouk może być dziennikarzem, każde beztalencie – pisarzem, każda jełopa z wadą wymowy i zupełnie bez żadnej dykcji może zostać aktorką.

Bebechy się plączą.

Kiedyś przedmiot miał starzeć się powoli, dzisiaj ma dobrze wyglądać w dniu zakupu. Dawne meble były solidne, dziś półki w szafach uginają się pod byle czterema rzeczami na krzyż, a „plecy” z dykty odłażą od samego początku. W ramach promocji odklejają się listwy, odchodzą okleiny i rozpadają się zawiasy. Niegdyś porządnie skręcane śrubami meble dziś łączy się klejem, więc np. krzesła, gdy się rozchwieją, nadają się tylko do wyrzucenia (np. ja skleić krzesła nie potrafię).

Podszewki prują się na potęgę, torebki rozlatują, szwy krzywią się albo pękają, niedopasowane elementy sprzętów straszą właścicieli (np. mój samootwierający się, przyprawiający o zawał kosz na śmiecie). Opakowania to jednorazówki, futryny i drzwi ze sprasowanej makulatury puchną od kropli wody, plastikowe place zabaw blakną w słońcu, niszczeją o każdej porze roku i nie nadają się dla ciut większych dzieci, które wciąż chciałyby się bawić.

W byle jakim życiu rządzą pozory i nawet relacje międzyludzkie są pozorne, sprowadzone do SMSów, lakonicznych i napisanych byle jak (język, ortografia, znaki diakrytyczne) wiadomości na komunikatorach, pozostawionych przez osoby, które nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że to brak szacunku wobec odbiorcy. Bo i samoświadomość, i savoire-vivre byle jakie (czego najlepszym dowodem są urastające do granic absurdu życzenia sobie „smacznego” przez każdego i każdemu przy stole albo chamsko-protekcjonalne „witam” i spoufalanie się).

P. S. A propos ostatniego – jak ktoś chce, może oczywiście zdiagnozować u mnie kij w dupie, ale ja i tak wiem, co trzeba. No i nie jest to tematem dzisiejszej notki 😉.


5 komentarzy:

  1. Ja i tak kocham Cie za ten post, mimo kija w dupie, sama dysponuje jeszcze wiekszym, ten dzisiejszy swiat mnie irytuje, wszystkie wartosci, jakie mi od dziecka wpajano, poszly sie bujac na szczaw, dobre maniery przeobrazily sie w manieryczne zadzieranie nosa, liczy sie kasa. A tych nowoczesnych aktorow to ja nie moge zrozumiec, dlatego nawet w przypadku polskich filmow czytam sobie napisy, zeby wiedziec, o czym gadaja.

    OdpowiedzUsuń
  2. Są argumenty za i przeciw. Gdyby tak prosto było jak piszesz, to nie miałabym problemu ze znalezieniem pracy....:-)
    Karton-gips? Czasem się sprawdza czasem nie. Ocieplenia budynków-no nie wiem- palec nie wiertarka, więc nie tak łatwo go wepchnąć. Co innego cienki styropian...np.5 -tka.
    Wchodzi jak w masło.
    Szwy bywają krzywe lub przeszycia takie że nie trzymają tego co mają trzymać. Ale ...nie wszystko nam przeszkadza, bo indywidualnie jesteśmy uczuleni na jedno-a na drugie już niekoniecznie. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. W kwestii remontu to chyba raczej problem tkwi nie w tym, czy się da, tylko za ile się da. Ja mam "normalne, uczciwe tynki", ale też za takie zapłaciłam. Podobnie z podłogą, która wyszła dwa razy drożej, bo mam deski kładzione na klej, a nie panele na klik-klak. I zdanie pana X czy Y, że się nie da albo tak się nie robi, przestało być problemem, kiedy doszliśmy do tematu zapłaty 🤷‍♀️
    Z całą resztą się zgadzam - jednorazowość rządzi. Niestety... 🫤

    OdpowiedzUsuń
  4. Piszesz o złej jakości materiałów, a ja dodam złą jakość wykonawców. Gdy zatrudnialiśmy firmę do remontu, spodziewaliśmy się dobrego wykonania i słowności, a wyszło jak wyszło.
    Teraz robiliśmy wszystko sami, oprócz kuchni rzecz jasna. Nie jest idealnie, ale przynajmniej nerwów mniej i taniej.
    Nie masz kija w dupie, tylko wysokie wymagania, z których my czaszami rezygnujemy dla świętego spokoju lub z braku wpływu na całokształt...

    OdpowiedzUsuń
  5. pamiętam onegdajszą, taką posthipisiarską modę na noszenie sfatygowanych spodni i sam takie zresztą nosiłem w okresie studiów... z tym się zresztą wiązała zabawna anegdota... otóż uprawiałem wtedy brydż sportowy i jeden z moich partnerów turniejowych nosił brodę, czy raczej bródkę, taką w sam raz, nie mikołajską bynajmniej... więc koledzy, inni brydżyści mawiali na nas "Robinson i jego Koziołek" ze względu na te moje portki...
    ale...
    była zasadnicza różnica... te portki nie były podarte... to znaczy były podarte i poprzecierane, ale najpierw... bo do noszenia były połatane... świadczyło to o zaradności, oszczędności, umiejętności gospodarowania zasobami... co prawda nie istniało jeszcze określenie "no waste", ale z grubsza o to właśnie chodziło...
    za to obecna moda, trochę zresztą już gasnąca, wcale mi nie przeszkadza... są dziewczyny /bo to raczej damska moda/, które nawet fajnie wyglądają w takich spodniach, można by rzec, że jest im do... hm... do twarzy?... a że nie jestem konserwatywnym burakiem, to nie kojarzy mi się to wcale z żadnym menelictwem, czy obszarpaństwem... poza tym wszystko jest względne... tak naprawdę, to każdy ciuch, każdy fason, każdy produkt odzieżowy można uznać za "psucie" materiału... oczywiście oprócz tych, które są zgodne z gustem takiego... zadufanego w sobie narcyza?... który swój gust uważa za obiektywny, jedyny słuszny...
    tak więc ta konkretna sprawa jest nie na temat, nie ma tu żadnej "bylejakości"... o bylejakości możemy mówić dopiero ewentualnie wtedy, gdy badamy szwy takich, czy innych portek, solidność ich uszycia... a owe fabryczne "podarcia" to tylko ozdoby...
    ...
    kwestia gołębiego chodu, czy też takiej statycznej pozycji jest dość dyskusyjna... po przekroczeniu pewnych granic faktycznie można to uznać za patologię, tak jak zresztą każde inne przegięcie... jednak jeśli to przekroczenie nie ma miejsca, to jest to jak najbardziej prawidłowa postawa, ze względu na jej stabilność przydatna w wielu sytuacjach życia codziennego, w których nie zawsze stoimy, czy idziemy po twardym gruncie... wiele upadków w np. komunikacji miejskiej bierze się stąd, że ktoś stał bylejak(!) w tym sensie, że miał za bardzo rozsunięte palce stóp...
    kwestię wyglądu sexy pań, które chodzą "gołębiem", ale w umiarkowany sposób, bez przegięć, np. modelek w pracy, pominę, nie wchodzę w zagadnienie, bo jest to tylko i wyłącznie sprawa indywidualnego gustu, a o gustach dyskutuje tylko dzbaństwo...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń