Czyli tak:
1. Mama po chemii wymiotuje całodobowo. Nawet po łyku wody. Jęczy, że
ona tego nie przeżyje. Nic nie je. Zażyte tabletki przeciwwymiotne nie mają
szansy zadziałać, bo natychmiast wracają, skąd przyszły (no, niezupełnie tam).
Mama nie przeżyje, a ja razem z nią. Tak bym chciała móc wziąć
to na siebie, ja jestem silna, a ona taka delikatna i krucha...
Równolegle w czasie chemię
bierze moja bratowa. Je za dwoje i jak mówi mój brat, "tylko dupa z lodówki
sterczy" :) A jedna pacjentka z sali, w której leżała mama,
dziarsko wychodziła na zewnątrz na papierosa, a potem robiła
sobie kawę i ze smakiem wypijała. Tymczasem była to jej... PIĘĆDZIESIĄTA
SIÓDMA chemia. Piąty rok leczenia. Podziwiam ją.
2. Z powodu słabości mamy jestem odcięta od komputera, który spoczywa
na biurku w maminym pokoju (który dawno temu był mój). Nie chcę jej
męczyć światłem, więc nawet otwieram na oścież drzwi od łazienki, które
zasłaniają światło z dużego pokoju, gdzie urzęduję. Toteż życie objęło
mnie chwilowo detoksem cyfrowym, nad czym ubolewam potrójnie, bo jestem odcięta
od Waszych i mojego blogów, komentarze jestem zmuszona ścibolić w telefonie,
czego serdecznie nienawidzę i od czego dostaję szału, a na dodatek
nie mam jak słuchać ulubionych podkastów.
3. Zrobiłam badania genetyczne. Oprócz geniuszu nie wykryto
żadnych zagrożeń poza podwyższonym ryzykiem zachorowania na raka jajnika.
Zakazali mi jedzenia mięsa (o, wielce mi, i tak nie jem!) i nakazali
ograniczyć albo wykluczyć nabiał. Chyba się nie myli, ja żyję
nabiałem. To co według nich mam jeść? Cukierki?!
4. Podkarpacie i Lubelszczyzna zostały upośledzone przez zimę
najhojniej. Oto fotka fragmentu Dzieciątka. Zgadnijcie, gdzie ma nogi.
Robiąc codzienne kursy do sklepów, aptek, do domu, do pracy, za każdym razem muszę odśnieżać samochód. W dziesięć minut potrafi być doszczętnie zasypany. Mój rekord odśnieżania auta wynosi osiem razy w ciągu jednego dnia. Absolutnym skandalem jest fakt, że w mieście wojewódzkim od wielu dni nie widać ani jednego pługa. Na jezdniach koleiny, samochodem rzuca, chodniki nieodśnieżone, parkingi nieodśnieżone, samochody zakopane w śniegu, a te, które jeżdżą, nie mają gdzie zaparkować, przynajmniej te z napędem na sam tył.
- Ty się ciesz, że nie mieszkasz w Jakucku, tam jest minus
siedemdziesiąt stopni.
- No i fajnie - ucieszyłam się. - To ja bym chciała tam mieszkać,
przynajmniej zamknęliby szkoły i miałabym z głowy chodzenie do pracy.
- Tylko że tam szkoły zamykają przy minus pięćdziesięciu. I przy
minus czterdziestu dziewięciu musiałabyś samochód odśnieżać i biec przed
nim z łopatą - Dzieciątko bezlitośnie rozwiało moje marzenia.
Kurtyna.

Jeden na chemię reaguje lepiej, inny gorzej. Trzymajcie się dzielnie. 🍀
OdpowiedzUsuńPotwierdzam, Lubelszczyzna oberwała od zimy porządnie po dupie, a dziś jeszcze przyszedł mi alert że czekają nas marznące deszcze... Jakby bez nich nie było ślisko... 🙄
Do niczego taka zima. Nie chcę, nie lubię, nie życzę sobie!
UsuńU nas też ma być lodowisko, jeszcze tego mi brakowało.
Nogi Dzieciatka opciente czy zaryte w sniegu po biodra? Strasznie wspolczuje Twojej Mamie, a Ty przemysl ewentualnie pozbycie sie jajnikow, bo po co Ci one, skoro stanowia zagrozenie. Na cukierkach daleko nie zajedziesz, ja mam podobnie, z miesa moge zrezygnowac, ale tez zyje nabialem i gdybym miala, musiala przestac go jesc, to bym sie targnela na swoje zycie, bo jak zyc bez nabialu.
OdpowiedzUsuńA w Jakucku chyba dzialaja jakies plugi.
U mnie chwilowo zima dala odetchnac, mamy +9°C i snieg poszedl w PiSdu.