Moja Psiapsi, wybierając się do mnie, od pewnego czasu
nie wchodzi do mnie na drugie piętro, ze względu na uszkodzone kolano. W lecie
spotykałyśmy się przeważnie w dwóch miejscach: w Parku Seniora obok
mojego bloku albo w Parku Papieskim przy katedrze (ziemia święta, bo
kiedyś wylądował na niej pierwszy obrońca pedofilów i odtąd nosi jego
imię). Po iluś tam doświadczeniach i spostrzeżeniach dochodzę do wniosku,
że ławka w parku to rodzaj poligonu.
Pierwsza misja specjalna to wybór ławki. Mimo że jest ich od groma, to ludzi też jest od groma, co czyni ławkę specjalną strefą strategiczną.
Najpierw należy rozpoznać teren. Ustalić, kto siedzi w pobliżu,
bo każdy element ma znaczenie. Taktyka zajmowania miejsca może okazać się
skomplikowana, gdyż ze względu na nasze wolne tempo (kolano Psiapsi!) w ostatniej
chwili może pojawić się znikąd (i oczywiście się pojawia) ktoś,
kto zasiada na upatrzonej przez nas ławce ułamek sekundy przed nami. Bo musi
siedzieć, taka jego mać, akurat właśnie tutaj!
Czasami pojawiają się nieproszeni goście, np. wiewiórka, która traktuje ławkę jak swoją własność i patrzy na nas wyzywająco. No i wtedy ogarnia nas poczucie winy, że nie mamy przy sobie orzechów. A przecież jesteśmy tylko gośćmi na jej meblu. Zachowujemy zimną krew, bo lubimy zwierzęta. Gorzej, jeśli usadowi się koło nas bąbelek machający lodami albo w najbliższym sąsiedztwie uplasuje się grupa hałaśliwej i rzucającym obficie mięsem młodzieży. Dlatego ochrona terytorium też wymaga sprytu.
Naturalnymi barykadami przeciwko nieproszonym współsiedzącym, którym akurat zachciało się pogadać (dlaczego właśnie z nami?!) są gigantyczna torebka Psiapsi, wiaderko z aronią, które mi przywiozła, reklamówka buraków i marchewki. Artefakty owe, umiejętnie rozłożone, chronią NASZĄ ławkę przed inwazją.
Siedząc na ławce, jesteśmy bezustannie wystawione na strzały
spojrzeń: emerytki z kijkami do nordic walkingu, rozwrzeszczanej
gówniarzerii, ludzi tkwiących w oknach, wyfiokowanej paniusi z miniaturowym
pieskiem, staruszka z demonstracyjnie niesioną gazetą. Psiapsi pali, więc
w jej kierunku lecą spojrzenia jeszcze bardziej jadowite niż na mnie.
Podskórnie czuję, że i tak jestem poddawana surowej ocenie i miażdżącej
krytyce. No, nie dziwota. Wybiegłam wszakże na spotkanie Psiapsi tak jak
stałam: ubrana w za duże i wiszące jak dwa worki spodnie od
błękitnego dresu, górę od piżamy i pantofle (dla niezorientowanych: kapcie-papcie-laczki).
Koniec końców dochodzę do wniosku, że zwykła ławka to państwo w państwie.
Zresztą, tak jak w prawdziwym państwie, srają na nas z góry.
Rząd.
Ptaków oczywiście.
![]() |
| NASZA ławka w Parku Seniora (ta z lewej) |

Na Twoim miejscu podjelabym jakies dzialania rezerwujace lawke wylacznie dla Was, no nie wiem, jakis dywanik z gwozdziami zainstalowac na stale i w razie potrzeby posadzenia tam wlasnej du*y, zdejmowac go na ten czas.
OdpowiedzUsuń