28 lutego 2026

223. Jestem normalna inaczej (ale tylko w 4%)

Być może niektórzy z Was pamiętają ze szkoły, a już na pewno Teatru i Jaskółka  wiedzą na 200%, co to jest synestezja. Tym, których PESEL zobowiązuje, przypomnę, że w sztuce jest to przenikanie się wrażeń odbieranych różnymi zmysłami: wizualnych, słuchowych, węchowych, dotykowych, smakowych albo też łączenie się literatury, malarstwa i muzyki w jedno dzieło. Stosowana jest głównie w literaturze (najczęściej w poezji), ale i w pozostałych dziedzinach sztuki.

Połączenie wrażeń wzrokowych ze słuchowymi /grafika z Wikipedii/
Okazuje się, że istnieją ludzie (około 4% populacji), którzy są synestetykami. Oznacza to, że w ich mózgach zachodzi specyficzny proces polegający na doświadczaniu jednego zmysłu wywołującego doświadczenia charakterystycznego dla innego. Prawdopodobnie odpowiadają za to dodatkowe połączenia w mózgu. Bardzo dobitnie zobrazował to Artur Rimbaud w wierszu „Samogłoski”. Zwrócił w nim uwagę na fakt, że zjawisko synestezji występuje także w realnym życiu, nie tylko w sztuce. W tym wypadku jest to kojarzenie samogłosek (doświadczenie słuchowe) z kolorami (doświadczenie wzrokowe).

I takim synestetykiem jestem ja, mieszczę się w tych 4% populacji. Są podobno cztery rodzaje synestetyków, ja należę do grupy najpopularniejszej, nazywanej roboczo grafem-kolor, czyli że litery, liczby albo słowa mają kolory.

Grafem-kolor /grafika z Wikipedii/
Tak to właśnie od dzieciństwa postrzegam. Gdy mówię lub myślę o cyfrach i dniach tygodnia, to niejako automatycznie włączają mi się kolory. Jedynka jest czarna, dwójka żółta, trójka czerwona, czwórka jasnoniebieska, piątka ciemnopopielata, szóstka jasnoczerwona, siódemka ciemnoniebieska, ósemka ciemnogranatowa, dziewiątka beżowa, zero białe.

Dla odmiany poniedziałek jest ciemnoczerwony, wtorek piaskowożółty, środa pomarańczowa, czwartek ciemnoniebieski, piątek popielaty (zauważcie – piątka i piątek takie same, to jeszcze jeden dziw), sobota ciemnogranatowa, niedziela jasnozielona.

Czy Wy też tak macie? Ktoś jest synestetykiem? Opowiedzcie o swoich doświadczeniach.

23 lutego 2026

222. Jakość: bylejakość

Nie cierpię bylejakości. Co by nie powiedzieć – nie tak drzewiej bywało. Współczesne życie bylejakością stoi.

Chciałam przy remoncie mieszkania zrobić normalne, uczciwe tynki. Nie, „teraz tak się nie robi” i w efekcie mam na ściankach płyty gipsowo-kartonowe, czyli coś w rodzaju gówna. Dokonywałam również minimalnej przeróbki polegającej na wyburzenia kawałeczka ściany i wybudowanie tegoż kawałeczka w innym miejscu. Ściana, jak rozumiem, to cegła, beton, nawet drewno… A, nie, co ja tam wiem, „teraz tak się nie robi”. I co mam? Tak, zgadliście – cholerną gównianą ściankę z gównianego gips-kartonu. Wrrr. Dałam się również namówić na panele podłogowe i ciągle odpadające listwy. Cóż, każdy ma w swoim życiu chwile zgłupienia. Nigdy więcej!

Bloki były ocieplane. Oczywiście styropianem, a jakże by inaczej. Na tym jakaś cieniutka warstewka czegoś tynkopodobnego. I co? Zgadliście. Mury wyglądają jak rzeszoto, podziurawione palcami, pięściami i nie wiem, czym jeszcze. Osobiście sprawdziłam, przyznaję ze wstydem – ale w celach naukowych! – palec wchodzi jak w masło. Gipsowo-kartonowym obudowom rur na klatce schodowej u mamy nawet już się nie dziwię. Oczywiście popękane, powgniatane, ponadłamywane, podziurawione. I to nie trzeba się wysilać, można to zrobić niechcący.

Może to i banał oraz oczywista oczywistość, ale nasz rynek jest dosłownie zalany plastikiem wszelkiego autoramentu i tanim badziewiem, które albo od początku nie działa, albo psuje się po jednym użyciu. Sprzęty AGD, które służyły dawniej po 30 i więcej lat zostały zastąpione tandetą do szybkiego wykończenia i jeszcze szybszego zakupu nowej, bo „naprawa się nie opłaca”. Blachy w samochodach cieniutkie jak pergamin, można je wgiąć małym paluszkiem.

W barach i innych jadłodajniach łamią się plastikowe sztućce, dopiero co kupione majtki prują się podczas prania, nowy klej nie klei, satynowe okładki książek natychmiast się odsatynowują, bo odchodzi wierzchnia folia. Moda proponuje podarte spodnie, a na modelkach, fotografiach, rysunkach i manekinach propaguje się stopy stawiane do wewnątrz, co jest raczej zaburzeniem ortopedycznym.

O bylejakości językowej nawet wspominać hadko. Każdy niedouk może być dziennikarzem, każde beztalencie – pisarzem, każda jełopa z wadą wymowy i zupełnie bez żadnej dykcji może zostać aktorką.

Bebechy się plączą.

Kiedyś przedmiot miał starzeć się powoli, dzisiaj ma dobrze wyglądać w dniu zakupu. Dawne meble były solidne, dziś półki w szafach uginają się pod byle czterema rzeczami na krzyż, a „plecy” z dykty odłażą od samego początku. W ramach promocji odklejają się listwy, odchodzą okleiny i rozpadają się zawiasy. Niegdyś porządnie skręcane śrubami meble dziś łączy się klejem, więc np. krzesła, gdy się rozchwieją, nadają się tylko do wyrzucenia (np. ja skleić krzesła nie potrafię).

Podszewki prują się na potęgę, torebki rozlatują, szwy krzywią się albo pękają, niedopasowane elementy sprzętów straszą właścicieli (np. mój samootwierający się, przyprawiający o zawał kosz na śmiecie). Opakowania to jednorazówki, futryny i drzwi ze sprasowanej makulatury puchną od kropli wody, plastikowe place zabaw blakną w słońcu, niszczeją o każdej porze roku i nie nadają się dla ciut większych dzieci, które wciąż chciałyby się bawić.

W byle jakim życiu rządzą pozory i nawet relacje międzyludzkie są pozorne, sprowadzone do SMSów, lakonicznych i napisanych byle jak (język, ortografia, znaki diakrytyczne) wiadomości na komunikatorach, pozostawionych przez osoby, które nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że to brak szacunku wobec odbiorcy. Bo i samoświadomość, i savoire-vivre byle jakie (czego najlepszym dowodem są urastające do granic absurdu życzenia sobie „smacznego” przez każdego i każdemu przy stole albo chamsko-protekcjonalne „witam” i spoufalanie się).

P. S. A propos ostatniego – jak ktoś chce, może oczywiście zdiagnozować u mnie kij w dupie, ale ja i tak wiem, co trzeba. No i nie jest to tematem dzisiejszej notki 😉.


19 lutego 2026

221. Naśladujmy Jezusa!

Bogoojczyźniani katolicy, kiedy powiedzieć kilka słów prawdy o kościele i poprzeć je faktami, zżymają się na mowę nienawiści, co ostatnio jest w modzie. Oni oczywiście nigdy się nią nie posługują, ponieważ używają chrześcijańskiej mowy miłości. Przykłady tejże mnożą się na każdym kroku: "lewactwo", "lewaki", "niemiecka agentura", "żydokomuna", "tęczowa zaraza", "diabelskie nasienie", "neomarksiści", "brukselskie pachołki", "niemieccy agenci", "rudy Tusk", "wróg wewnętrzny", "dewianci", "promocja zboczeń", "zdrajca", "zaprzaniec", "zjednoczona koalicja chanukowo-banderowska". I wiecie co? To wcale nie jest dziwne, wszak są w większości katolikami i wzorują się na swoim mistrzu. Mowa oczywiście o biblijnym Jezusie Chrystusie, który z pełną swobodą posługiwał się mową nienawiści jak ta lala, tylko drzazgi leciały. Złościł się i obrzucał ludzi niewybrednymi, obraźliwymi epitetami. Nazywał ich "dziećmi szatana", "psami", "wieprzami", "żmijami", "chwastami" (przeznaczonymi do wyrzucenia na śmietnisko i spalenia), zrównując człowieka z odpadem i śmieciem. Złorzeczył tym, którzy nie uwierzyli w niego jako mesjasza i nazywał ich "dziećmi diabła". Żydom zabraniał nazywać się Żydami, bo w niego nie wierzyli. Apostoł Piotr brał z niego wzorowy przykład, nazywając Żydów świniami, które taplają się w błocie, szerząc tym samym antysemityzm. Jezus nazywał pogan psami, Piotr porównywał ich do psów jedzących własne wymiociny.

Żeby nie być gołosłownym, garść soczystych przykładów z Biblii:

- "Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa."

- "Nie dawajcie psom [Kananejczykom] tego, co święte i nie rzucajcie pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami."

- "Węże, plemię żmijowe, jakże ujdziecie potępienia w piekle?"

- "Niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać psom [dzieciom Kananejki]."

- "Bójcie się raczej Tego, który może duszę i ciało zatracić w piekle."

- "Idźcie precz ode mnie, przeklęci, w ogień wieczny."

- "Ojcem waszym jest diabeł."

- "Nie sądźcie, że przyszedłem przynieść pokój na ziemię, nie przyszedłem przynieść pokoju, lecz miecz! Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy."

Czym są wyzwiska, groźby i dyskryminowanie członków innych ludów, jeśli nie mową nienawiści?

No to już wiemy. Jaka mać, taka nać. Jaki mistrz, tacy uczniowie...


14 lutego 2026

220. Był

DZISIEJSZEMU DNIOWI PATRONUJE PIOSENKA:

To tylko wiatr

Śpiewa wciąż te kilka nut

To właśnie dziś

Smutek mnie odnalazł znów


Jak późny gość

W szyby znów zadzwonił deszcz

To z dawnych dni

Przyniósł mi wspomnienia zmierzch


Był taki ktoś

Kogo nie zastąpi nikt

Był taki dzień

Minął tak jak wszystkie dni


Był taki list

Który nie zawierał słów

Był taki ktoś

Kto nie wróci nigdy już


To tylko wiatr

Śpiewa wciąż te kilka nut

To tylko deszcz

W okna me zadzwoni znów


Lecz to nie ty

Przyjdziesz tu któregoś dnia

To tylko zmierzch

Który dziś rozłączył nas


Był taki ktoś

Kogo nie zastąpi nikt

Był taki dzień

Minął tak jak wszystkie dni...

09 lutego 2026

219. Będę mniej sikać

Poryczałam się o poranku. Mniejsza o przyczynę, możemy np. przyjąć na potrzebę tego tekstu, że to z powodu poniedziałku.

Pękła we mnie jakaś tama i jak się uruchomiłam, tak nie mogę przestać wyć. W pracy musiałam nad sobą mniej więcej panować, ale i tak chodzę z króliczymi oczami i szlarami wokół nich. Nie podoba mi się, że doszło do tego w poniedziałek, bo popularne porzekadło głosi, że jaki poniedziałek, taki cały tydzień. No ale nie jesteśmy przesądni.

No więc – ryczę. Ryczę jak trąba jerychońska, a smutek i rozżalenie wypychają ze mnie wilgoć przez oczy. Do nowych dochodzą stare i przewlekłe żale. Wychodzą wszystkimi tkankami, wypełzają z najciemniejszych głębin serca, a ja szlocham na akord.

Gdy byłam jeszcze w podstawówce, mój pierwszy chłopak dokuczył pewnego razu naszej koleżance z klasy.

- Widzisz, co narobiłeś? Teraz przez ciebie płacze  szturchnęłam go.

- To niech płacze – wypalił. – Będzie mniej sikać.

To ja chyba nie będę sikać przez cały tydzień.

05 lutego 2026

218. Trujące pomidory w ruchu lewostronnym

Intrygujące jest, jak stare są dzisiejsze codzienne przedmioty, zjawiska i zwyczaje. Takie na przykład świeczki na torcie urodzinowym. Oznaczają dzisiaj liczbę lat jubilata. Przesąd nakazuje zdmuchnąć wszystkie za jednym razem, a wtedy spełni się marzenie. Tymczasem jest to zniekształcony upływem lat starożytny grecki zwyczaj ofiarowania świec bogini Artemidzie. Okrągłe ciasto (dzisiejszy tort) symbolizowało księżyc i jego blask (jak blask bogini). Były to bez wątpienia akty przekupstwa, aby bogini obdarzyła solenizanta swoją przychylnością.

/Zdjęcie z Internetu/
Ze starożytności wywodzi się również uścisk dłoni na przywitanie. Zwyczaj ten nie wziął się z powietrza. Służył okazaniu, że nie ma się w dłoni ukrytej broni. Później stał się symbolem pokojowego nastawienia i zgody, współcześnie konotacje te już zanikły. Jednak nie bez przyczyny savoir-vivre wymaga zdjęcia rękawiczki do „ręcznego” powitania.

/Zdjęcie ze strony pixabay.com/

A pukanie w czoło albo odpukiwanie w niemalowane drewno? To dopiero zwyczaj prastary! Wywodzi się z czasów najdawniejszej słowiańszczyzny, a także z mitologii nordyckiej i germańskiej. Wierzono wówczas, że bogowie zamieszkują drzewa. Stukając w drzewo, dawało się bogom sygnał obecności i czci.

/Zdjęcie z Internetu/
Czy ktoś wie, skąd się wzięła tradycja bukietu ślubnego? Ze średniowiecza, gdy specjalnie nie dbano o higienę intymną. Za człowiekiem wlokła się niespecjalnie miła woń. Stąd, żeby ją zamaskować, panny młode trzymały blisko ciała bukiety pachnących kwiatów.

/Zdjęcie ze strony pixabay.com/
Przez wiele lat uważano pomidory za trujące. Skąd wziął się ten pomysł? W dawnych czasach, gdy ci, którzy mogli sobie na to pozwolić, jadali na cynowych talerzach, pomidory powodowały utlenianie się cyny i w związku z tym dochodziło do śmiertelnych zatruć. Nie kojarzono tego z zastawą, ale właśnie z pomidorami.

/Zdjęcie ze strony pixabay.com/
Tradycja czuwania przy zmarłym jest również stara. Otóż piwo lub inny alkohol pito z cynowych kubków. Utleniona cyna w połączeniu z alkoholem wywoływała stany nieprzytomności. Sądzono wtedy, że pijący zmarł. Zabierano ciało, aby przygotować je do pogrzebu, a wtedy cała rodzina czuwała przy delikwencie, jedząc i pijąc, czekając przy tym, czy domniemany nieboszczyk się nie obudzi.

/Zdjęcie z Internetu/
Cukier w kostkach wziął się ze zwykłego skaleczenia. Około 200 lat temu cukier sprzedawano w bryłach zwanych głowami. Pewnego razu żona czeskiego dyrektora cukrowni w Dačicach Jakuba Kryštofa Rada skaleczyła się dotkliwie przy serwowaniu cukru. Udała się wówczas do męża i zażądała od niego, żeby wymyślił coś mniejszego od głowy, czego nie trzeba będzie dzielić przy porcjowaniu. Mąż pomyślał i wymyślił cukier w małych kostkach. W 1841 r. powstała maszyna, która była w stanie sprasować cukier w 400 kostek.

/Zdjęcie ze strony pixabay.com/
Chcecie wiedzieć, skąd wziął się ruch lewostronny? W dawnych czasach, kiedy podróżowało się konno i powozami, podróżni woleli mieć mijanego z naprzeciwka po swojej prawej stronie. Na wypadek, gdyby doszło do zaczepki, wygodniej było sięgnąć po broń, aby odeprzeć atak.

/Zdjęcie ze strony pixabay.com/
Pierścionki zaręczynowe, koniecznie eleganckie i drogie, były niegdyś formą zabezpieczenia narzeczonej. Gdyby przyszły-niedoszły pan młody się rozmyślił, pannie młodej zostałaby przynajmniej jakaś rękojmia. Zwyczaj rozpowszechnił się szczególnie w latach trzydziestych XX wieku na skutek kampanii reklamowej firmy De Beers będącej monopolistą specjalizującym się w wydobywaniu diamentów i handlu nimi.

/Zdjęcie ze strony pixabay.com/
Znacie jeszcze jakieś fajne ciekawostki dotyczące życia codziennego?