W przedostatnim moim poście Iwona Zmyślona użyła rzadko już dzisiaj spotykanego wyrazu „świekra”. Wzruszyło mnie to i spodobało mi się, więc pogrzebałam głębiej. A gdy się już dogrzebałam, to dym z czachy poszedł i mózg stanął mi w poprzek. No bo tak:
Moja Psiapsi mówi takie dziwne
rzeczy jak „stryjenka” i „wujenka”, co u nas w ogóle nie funkcjonuje. W codziennej
mowie używam wyrazów: „mama”, „tato”, „teściowa”, „teść”, „siostra”, „brat”, „babcia”,
„dziadek”, „ciotka”, „wujek”, „kuzyn”, „kuzynka” i na tym koniec. Tymczasem
są to spore uproszczenia, które dokonały się w języku z biegiem
czasu. Niektóre nazwy pokrewieństwa i powinowactwa przechowują jeszcze
gwary ludowe, ale chyba też już coraz mniej. Tymczasem dawniej przywiązywano
dużą wagę do stopni pokrewieństwa i powinowactwa, co znajdowało odbicie właśnie
w mowie.
W okresie staropolskim
rozróżniano przede wszystkim podział na „kądziel” i „miecz”. Krewni „po kądzieli”
to rodzina ze strony matki, a „po mieczu” – ze strony ojca. I teraz
tak.
Przodkowie matki to „kognaci”, a ojca
– „agnaci”. Już w tym momencie czuję się, jakbym rozpoczynała naukę zupełnie
obcego języka w Duolingo.
Im dalej w las, tym więcej
drzew. Mama i tato to „macierz” i „ojciec”. Ok, może być. Ale już ich
dzieci to „czędo”, bez względu na płeć. Wnuki to „wnęka” i „wnęk”, a dziadkowie
– „babka” i „dziad”. Jak mogłabym mówić na mojego ukochanego dziadka „dziadu”?!
Rodzice żony nazywali się „cieścią”
i „cieściem”, natomiast rodzice męża „świekrą” i „świekrem”. Swoją synową
nazywali „snechą”, snecha zaś na siostry męża mówiła „zełwy”, a na braci „dziewierze”.
Nadążacie? Bo ja już nie 😅.
Jeżeli bracia męża mieli żony, były to „jątrwie”. Z kolei dla męża siostra
jego żony była „świeścią”, a brat „szurzym”. Mąż świeści to „paszenog” (w tym
momencie ocieram pot z czoła)… I jedziemy dalej.
Brat ojca był „stryjem”, jego żona „stryjenką”, a brat matki „wujem” (analogicznie jego żona to „wujenka”).
Dzieci rodzeństwa to „nieściora”
i „nieć”, zamienione później na „synowicę” i „synowca” (potomstwo
brata) oraz „siostrzeniec” i „siostrzenica” (dzieci siostry).
Mąż ciotki to „pociot” lub „naciot”
(za nic nie powiem tak wujkowi !),
a kuzynostwo to „pociotki”.
Mąż siostry to „swak”. Siostry babki
nazywano „praciotkami”, a braci dziadków „wielkimi stryjami” lub „wielkimi
wujami”.
Pozostawiam Was zapewne z bólem
głowy, przepraszam, nie chciałam! Sama po napisaniu tego tekstu mam we łbie
cyrk, a w doopie karuzelę.
