- 16 sierpnia 2026 r., Węgry.
Autokar z powracającymi nocą do domów z Medjugorie polskimi pielgrzymami
zsunął się z drogi, wpadł do rowu i przewrócił się na bok,
po czym stoczył się po bardzo stromym nasypie. Na miejscu zginęło 12 osób,
a 47 zostało rannych, w tym 10 osób znalazło się w stanie
krytycznym.
- 22 lipca 2007 r., okolice Grenoble.
Polscy pielgrzymi wracali z wyprawy do sanktuariów maryjnych. Autokar,
pokonując stromy odcinek górskiej trasy, wypadł z drogi na ostatnim zakręcie
i runął z mostu w 15-metrową przepaść. Śmierć poniosło 26 osób,
a 24 zostały ranne. Brakowało ciał pielgrzymów, którzy wpadli do rzeki Romanche
i utonęli albo znaleźli się w jej nurcie już martwi.
- 1 lipca 2002 r., Węgry. Autokar
z 51 pielgrzymami zmierzającymi do Medjugorie najechał na rondzie lewym
kołem na wysoki krawężnik, przewrócił się, dachował, po czym wpadł do rowu.
Zginęło 20 osób, a 31 zostało rannych.
- 30 września 2005 r., Polska,
Jeżewo. Młodzież szkół średnich udawała się na pielgrzymkę do
Częstochowy. Podczas manewru wyprzedzania autokar zderzył się czołowo z ciężarową
lawetą. W tym samym momencie na jego pokładzie wybuchł pożar, który
błyskawicznie objął cały pojazd. Zginęło 13 osób, tj. 10 maturzystów i 3
kierowców.
- 6 sierpnia 2022 r.,
Chorwacja. Polski autokar wiozący pielgrzymów do Medjugorie z dużą
prędkością zjechał z autostrady, przerwał barierki i uderzył w betonowy
przepust. Zginęło 12 osób (w tym obaj kierowcy), 32 zostały ranne (w tym
19 w stanie ciężkim).
- 20 sierpnia 2024 r., Iran.
Muzułmańscy pielgrzymi z Pakistanu byli w drodze do Iraku, do
świętego miasta Karbala. W wypadku autokaru zginęło 28 osób, 23 zostało
rannych, w tym 14 w stanie ciężkim.
- 28 marca 2024 r., RPA. Autokar
z chrześcijańskimi pielgrzymami należącymi do Kościoła Syjonistycznego
uległ potwornemu wypadkowi. Przebił barierę na moście nad przełęczą, spadł z 50-metrowej
wysokości w przepaść, stanął w płomieniach i całkowicie spłonął.
Zginęło 45 pielgrzymów i kierowcy, a jedyną ocalałą osobą była
8-letnia dziewczynka.
- 27/28 marca 2023 r., Arabia
Saudyjska. Autokar z muzułmańskimi pielgrzymami zdążającymi do Mekki i Medyny
zderzył się na moście z innym pojazdem. Zginęło 20 osób, 29 zostało
rannych.
- 11 września 2018 r., Indie.
Autokar wiozący hinduistycznych pielgrzymów ze świątyni Anjaneya Swamy najechał
na próg zwalniający, kierowca stracił panowanie nad pojazdem, który
przekoziołkował kilka razy i spadł do głębokiego wąwozu. 55 osób straciło życie,
a ponad 30 zostało rannych. Autobus był przeładowany, co dobrze świadczy o
pielgrzymujących.
- 22 kwietnia 2015 r., Nepal.
17 hinduskich pielgrzymów zginęło w drodze powrotnej ze świątyni Śiwy
– Pašupatinath w Katmandu, a ponad 30 zostało rannych. Autobus
zjechał z autostrady i spadł w 300-metrową przepaść.
- 30 maja 2023 r., Kaszmir.
Autobus z pielgrzymami stoczył się z wiaduktu na krętej, stromej
drodze górskiej. Zmierzali do sanktuarium Vaishno Devi poświęconej hinduskiej
bogini Mata Rania. Co najmniej 10 osób zginęło, a 55 zostało rannych.
- 29 maja 2019 r., Meksyk.
Katoliccy pielgrzymi wracali z sanktuarium Matki Boskiej z Guadalupe.
Autokar zderzył się z ciężarówką przewożącą paliwo. Doszło do tego na
wymagającym, górzystym odcinku drogi o dużym nachyleniu i ograniczonej
widoczności. Oba pojazdy natychmiast stanęły w płomieniach i doszczętnie
spłonęły. 21-23 osób spaliło się żywcem, a 30 zostało ciężko rannych.
To tylko niewielka część tragedii pielgrzymów na całym świecie. Wydawałoby się, że komu jak komu,
ale ludziom tak bardzo oddanym bogom takie nieszczęścia absolutnie nie powinny się
przydarzać. Jednak świat nie działa w taki sposób, jaki wyobrażają
sobie wierni. Nie ma najmniejszego znaczenia, jak bardzo chcą swojej wizji
rzeczywistości opartej na jakiejś sile wyższej, która niezmiernie ich kocha i nad
nimi czuwa. Religijna wiara sprowadza się do ciągłego zaprzeczania
rzeczywistości i wypieraniu ze świadomości realiów rzeczywistego świata.
Zadziwiające jest, że po każdej tragedii religie wychodzą z nich bez
szwanku! Pod ich wpływem człowiek może uwierzyć w każdy absurd. Przykładem
może być na wpół spalona figura Matki Boskiej z wypadku w okolicach
Grenoble. Nazwano ją Madonną Cierpiącą z Dziećmi Swymi i umieszczono
w kościele – nomen omen – pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego w Stargardzie.
Pytanie tylko, PO CO w ogóle pielgrzymi i ich przedmioty kultu muszą cierpieć!
Nie lękajcie się, katolicy, którzy chodzicie/jeździcie/latacie na pielgrzymki. Wasze dusze muszą hartować się w ogniu boskiego miłosierdzia.
![]() |
| Visille pod Grenoble /zdjęcie z Internetu/ |

Może zbyt mało się modlą? 🤔
OdpowiedzUsuńA może tak dużo się modlą, że bozia się niecierpliwi, że jej zawracają tyłek i uśmierca ich?
UsuńTo tak samo jakby oczekiwać, że jeśli ktoś będzie prowadził zdrowy tryb życia nie zachoruje i nie umrze.
OdpowiedzUsuńDokładnie tak samo.
UsuńWniosek z tego taki, że lepiej zostać i pomodlić się w domu 😂 W sumie to ironia losu, że ludzie którzy przemierzają w chuj kilometrów by prosić Boga o opiekę, po drodze giną w wypadkach 😅
OdpowiedzUsuńI po co? Skoro wierzą, że istnieje Bóg, który jest WSZĘDZIE, to po jaką cholerę tyle kilometrów jadą się modlić do figurek?
UsuńJa też tego nie rozumiem. Choć pal licho tych, którzy jadą autokarami, ale zapierdzielanie na drugi koniec Polski, na piechotę, tylko po to by się pomodlić, to dla mnie ekstremalny debilizm 😂
UsuńEkstremalny debilizm. Wspaniała kategoria!!! 😂 😂 😂
UsuńWśród Polaków naprawdę ceniona 😅
UsuńPo co w ogóle jechać nocą, każdy kierowca musi sie wyspać, ale oszczędzanie na kolejnym noclegu przede wszystkim!
OdpowiedzUsuńTragedie to są straszne, ale tez miałam takie skojarzenie, ze pielgrzymowanie do miejsc świętych nie wyszło im na zdrowie.
Kiedyś taki dowcip słyszałam:
Prze oblicze św.Piotra trafili ksiądz i kierowca autobusu.
Św.Piotr orzekł, że to kierowca trafi do nieba. Ksiądz oburzony pyta, dlaczego tak?
Na to święty - gdy odprawiałeś mszę, ludzie zasypiali, a gdy kierowca jechał autostradą, wszyscy modlili się żarliwie, by dotrzeć do celu...
Nawet maturzyści pielgrzymują w intencji zdania matury, nie lepiej pouczyć się solidniej?
Sorry za literówki, klawiatura mi zjada...
UsuńNie zwracaj uwagi na literówki, jest OK.
UsuńMnie zastanawia sens pielgrzymek. Wierzą, że Bóg jest wszędzie, to po co jadą tyle kilometrów, żeby się do niego pomodlić?
I bardzo trafna ta uwaga o maturzystach. Lepiej by zrobili, przysiadając fałdów. Z pustego łba i Salomon nie naleje.
UsuńUważam, że każdy z nas ma prawo do własnych wyborów i życia jak mu się podoba, pod warunkiem, że nie łamie ogólnoobowiązujących zasad. Problemem staje się to dopiero wtedy gdy ktoś zmusza nas do życia według jego zasad.
UsuńOczywiście, że tak. Interesuje mnie jednak odpowiedź na postawione na końcu pytanie o sens tego wszystkiego. Ciekawa jestem, jak to baba.
UsuńBo bóg ma nas w nosie i ani złych nie każe, ani dobrych nie wynagradza. Już więcej sensu mają teorie, że przyciągamy to, co nasza podświadomość uznaje za słuszne, albo że los jest po prostu ślepy.
OdpowiedzUsuńW sumie opowieść o Hiobie nie udowadnia po części, że bóg nie daje fajnych rzeczy fajnym ludziom, a złych rzeczy złym ludziom? Tylko to wszystko działa przypadkowo?
Żaden bóg po prostu nie istnieje, życiem rządzi przypadek, zbieg okoliczności. Stąd wszystkie nieszczęścia.
UsuńPielgrzymki to rodzaj rozrywki. Są podrasowane ideą "dobrego uczynku", ale dla pielgrzymów bywa to przede wszystkim jedna z niewielu okazji, żeby gdzieś wyjechać, zmienić krajobraz. A że to rozrywka dla ubogich, jest tak skalibrowana finansowo, że niestety ludzie przemieszczają się autokarami często po wyjątkowo długich trasach, co pomnaża ryzyko wypadku.
OdpowiedzUsuń@Monika, pomyślałam podobnie, ale też trochę o tym, że w małej wiosce czy miasteczku, czy nawet większej parafii gdzie wszyscy się znają, jest to świetna okazja, żeby wyjechać, bez narażanie się na krytykę sąsiadów czy rodziny. Bo przecież jeśli taka emerytka na codzień utyskująca na braki finansowe powie, że jedzie na wczasy na Majorkę to ją zjedzą. Ale jeśli wyjeżdża "z kościółkiem" modlić się, do tego z kilkudziesięcioma innymi znanymi osobami, to wszystko jest OK. Coś tam uciułała i teraz jedzie wydać w miejscu świętym, nie w muzeum, na plaży czy restauracji z dansingiem 😉🙂
UsuńNie jestem pewna, czy chodzi o "dobry uczynek", może raczej wydaje im się, że w sanktuarium coś więcej zyskają od tej wspaniałej bozi?
Usuń@Aśka, wszystko się zgadza. Tylko po jaką cholerę jeździć do miejsc "świętych"? Modlić się do kolejnych gipsowych albo drewnianych figurek? I co to komu daje oprócz świetnej okazji do podróży z katastrofą?
Usuń@FrauBe, no właśnie to, że inni nie postrzegają cię jako rozrzutną "latawicę" co się wyleguje na ciepłych plażach, tylko jako pobożną córę kościoła, a tam jak wiadomo wydawanie własnych, zaoszczędzonych eciepecie jest wręcz wskazane i pochwalane przez bliźnich 😉😄
UsuńFrau, nie wiem, nigdy nie byłam na pielgrzymce. Wydawało mi się, że Ty jednak kiedyś jeździłaś ...
Usuń@Aśka - pobożną córą kościoła to ja byłam w II klasie liceum, kiedy chciałam wstąpić do klasztoru. Naiwna, pobożna idiotka ze mnie była.
Usuń@Monika, różne zaszłości w moim życiu zaistniały, nawet poważne plany wstąpienia do klasztoru i to zamkniętego 😂
UsuńO, jaki klasztor miałaś na myśli?
UsuńSakramentek na Nowym Mieście w Warszawie 😀, byłam nawet na rozmowie z przełożoną (przez kratę i chwilowo rozsuniętą zasłonę). Słyszałam też, jak śpiewają i to mnie zachwyciło. Matko, co człowiek miał w głowie...
UsuńA kto wie o co ci pielgrzymi sie modlili w miejscu pielgrzymowanym? Tak prawdziwie. Moze zostali wysluchani? Sprawa rozwiazana, choc szkoda kazdego czlowieka i jego rodzin.
OdpowiedzUsuńTaaak, ofiary z całą pewnością modliły się o śmierć - i dostały ją. Cud!!!
UsuńPatrząc od jeszcze innej strony niż chwilowe wyrwanie się z codzienności dnia powszedniego, poszukiwaniu innych bodźców i uzasadnienia podjętej przez siebie decyzji , ,,wyniesienia się,, ponad zwyczajność....Założenie, że będzie się bliżej ,,boskości,, i bóstwa. ....może być równie ważne.
OdpowiedzUsuńA czy nie chodzi po prostu ( sprowadzając do jednego słowa), że szuka się kontaktu z jakimś autorytetem? Takim czy innym....żeby zrozumieć o co tak naprawdę chodzi w życiu?( Nie zawsze sobie to główne pytanie uświadamiamy)....natomiast podejmujemy różne działania, które zawsze dają nam odpowiedź ....Swoimi skutkami. I na nich się skupiamy i ograniczamy, zamykamy osobistą oceną, zapominając o dokonaniu ewentualnej niezbędnej korekty.... w sobie....
Myślę, że pielgrzymi aż tak głęboko nie sięgają. Klepią paciorki, śpiewają nabożne pieśni i wydaje im się, że jak pojadą do sanktuarium, to będzie petarda, zostaną wysłuchani, uzdrowieni i co tam jeszcze wymyślą. Masakra.
UsuńCzyli kontakt z Autorytetem....: w osobistym rozumieniu.
UsuńAutorytet? Ktoś, kto nie istnieje? Gdybym miała wybierać, moim autorytetem zostałby największy z niebieskich grzybków tworzących orkiestrę symfoniczną.
UsuńTa lista działa porażająco, ale nie widzę w niej szczególnej niechęci bogów do pielgrzymów. Widzę raczej brutalny rachunek ryzyka: długie trasy, nocne przejazdy, trudne drogi i oszczędności czynione w niewłaściwym miejscu. Wiara może nadawać podróży sens, lecz nie zawiesza praw fizyki ani nie zastępuje odpowiedzialności organizatorów. Bogowie milczą, a tachografy i zdrowy rozsądek - jak widać - też nie zawsze są dopuszczane do głosu.
OdpowiedzUsuńBardzo rozsądna odpowiedź. Oczywiście nie ma niechęci bogów do pielgrzymów, bo nie ma żadnych bogów.
UsuńTemat nie dla mnie. Od 2011 roku można uznać, że byłem agnostykiem. Po śmierci młodej dziewczyny, z rodziny mojej blogowej Siostry uznałem, że nic nie ma nad nami. Czyli od mniej więcej dwóch lat jestem ateistą. I nie ciągnie mnie do dyskusji o religii. Teoretycznie jeszcze coś tam czytam, żeby zobaczyć inne punkty widzenia. Ale dyskusja jest już poza mną.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Mozaika Rzeczywistości.
No to witaj w klubie! 🙂
UsuńPo prostu przez lata nauki religii zaczęły mi się powoli otwierać oczy. Już przy I Komunii był duży zgrzyt, bo proboszcz w parafii, gdzie chciałem przystąpić (niedaleko mojej szkoły, gdzie większość osób szła) pewnego razu strasznie się na nas darł. Nie pamiętam o co poszło, jednak to już był pewien minus w mojej głowie dla KK. W gimnazjum z kolei inny ksiądz na lekcji rzucił swój portfel do jednego z kolegów, żeby ten mu poszedł na korytarz do automatu po napój. Portfel wylądował w szafce, niszcząc szybkę w niej. Ksiądz za nic nie chciał się przyznać, nawet po tym jak opowiedzieliśmy wychowawczyni jak było. W liceum trochę inaczej spojrzałem na religię ze względu na nauczyciela, pana Mojżesza (miał długą, siwą brodę, a w sali ,,należącej" do niego miał na ścianie takie fale. Nikt nie pamiętał jak miał na imię, więc kiedyś jakaś nauczycielka wymyśliła, że ,,szuka pana Mojżesza"). Facet miał wtedy już chyba z 70 lat, jednak starał się nas nauczyć myślenia. Dopuszczał wszystkie argumenty za czy przeciw jakimś zjawiskom, o ile miało się argument na to. Potem przyszedł taki młodzian, który udawał wyzwolonego, niby czytał Dukaja i inne takie zahaczające o myślenie książki. Ale na każdym kroku liczył się dla niego tylko Katechizm KK i nic więcej, żaden argument do niego nie trafiał. Wtedy wypisałem się z bierzmowania, po prostu nie chodziłem na ,,zajęcia przygotowawcze". Rodzice uznali, że OK, nie widzą problemu w tym, że nie będę miał tego sakramentu. Potem już skierowałem się ku agnostycyzmowi. A obecnie uważam się za ateistę ze względu na to co napisałem wcześniej.
UsuńPrzypomniało mi się jak dawno temu (chyba jak miałem parę lat dosłownie, kojarzę z opowieści tylko) Staruszek spytał się Babci (jego Mamy) co ona na to, abym został kiedyś księdzem. Bo podobno dano mi różaniec i jakieś tam inne rzeczy i wybrałem różaniec. A Babcia powiedziała, że nie ma takiej opcji nawet. :D Co najlepsze jak byłem chyba w 1 czy 2 klasie podstawówki chciałem zostać papieżem. Jak dowiedziałem się ile to trzeba zachodu zrezygnowałem. Potem tak samo miałem z chęcią bycia motorniczym tramwaju, jak dowiedziałem się, że trzeba mieć prawo jazdy na samochód najpierw. :)
UsuńWe mnie wątpliwości narastały, ale nikt nie potrafił mi dać przekonującej odpowiedzi na pytania. Przeczytałam Biblię od deski do deski i paradoksalnie utwierdziła mnie ona po pierwsze w absurdzie wiary w te brednie, a po drugie w absurdzie funkcjonowania religii. To tylko mitologia, taka sama jak inne.
UsuńP. S. Pomysł zostania papieżem był genialny. Szacun! 🤣🤣🤣
UsuńCiekawe te drogi mogą być. Kiedyś przeczytałem książkę z takimi właśnie historiami ludzi, którzy z osób wierzących czy też wątpiących zostali ateistami. Ale jakoś nudne one były dla mnie, wszystkie jakby podobne do siebie.
UsuńNo ale to miałem wtedy naprawdę mało lat i nie sądziłem, że zostanie papieżem oznacza poświęcenie się religii przez dekady. :D Potem mi przeszło. Ale miałem epizody na przykład pseudonaukowe. Miałem magnetofon kasetowy, na który nagrywałem swoje teorie. Jedna z nich głosiła, że najtrudniej znaleźć średnie kamienie, nie wiem skąd to wziąłem, jednak mówiłem to na nagraniu tak, jakby stało za tym wiele moich badań. Wymyśliłem też określenie ,,pipkowate: na kamienie z jakimiś kropkami, takie nakrapiane. :D Ciekawe czemu nie zostałem jednak naukowcem. Może jednak potwierdziłbym teorie ,,Średnich Kamieni".
Kamienie to geologia, a geologia jest bardzo ciekawa. Mogłabym też zajmować się archeologią, a najbardziej żałuję, że nie studiowałam chemii albo biologii.
UsuńJakoś w szkole podstawowej miałem dalszy ciąg zajawki na kamienie. Miałem takie fajne półeczki, a w nich różne okazy, szczególnie z takich gazetek popularnych wtedy (gdzie można było różne kolekcje rozpocząć). Ale potem mi minęło znów. :D
UsuńJest jeszcze dziedzina zwana petrografią, która zajmuje się chyba opisywaniem skał. W sumie moje imię oznacza skałę, z tego co wiem. Tylko taką dość gąbczastą jeśli o mnie chodzi. @_@.
UsuńW szkole człowiek dopiero poszukuje tego, co chciałby robić w życiu i to się jeszcze często zmienia.
UsuńNo tak, skałę. Jeśli gąbczastą, to może chodzi o skamieniałą gąbkę? 😂 Moje imię oznacza "czysta", "bez skazy", to mi się bardziej podoba.
zachciało im się złotych cielców. to mają.
OdpowiedzUsuńOtóż to. Gips, drewno i farby - i do tego się modlą. Tak jakby nie mogli siedzieć na tyłkach w domu, skoro ich bóg jest wszędzie. Nawet w klozecie.
UsuńNo nie wiem, co w tym takiego dziwnego. Wszyscy ludzie umierają, wcześniej czy później. Chrześcijanie też. Niektórzy mają wypadki, to dotyczy wszystkich ludzi tak samo. Wiem, że niektórzy wyobrażają sobie Boga jako czarodzieja, który magicznie ochrania od nieszczęśliwych wypadków, ale w chrześcijaństwie nie o to przecież chodzi.
OdpowiedzUsuńA o co chodzi w chrześcijaństwie?
UsuńSkoro pytasz to... o miłość potężniejszą niż śmierć.
UsuńAle ja nie lubię pisać na takie poważne tematy (a rozwinięcie tej myśli wymagałoby solidnego traktatu teologicznego) więc przepraszam, ale nie będę go tutaj ciągnąć. Pozdrawiam serdecznie
Dziękuję, że mi tego oszczędziłaś 🙂 😀 🌻
UsuńMam tu, gdzie teraz jestem, słaby internet i przez się tak dziko się ładują komentarze. Usuń dubla, proszę.
OdpowiedzUsuńSpokojnie, usunęłam, nie ma problemu.
UsuńPytanie 'po co?' zakłada istnienie jakiegoś wyższego planu lub sensu w tragedii. A według mnie nie ma w tym żadnego celu, a pielgrzymi cierpią nie z woli bogów, ale przez niesprawne hamulce, przeładowane autokary, zmęczenie kierowców... Jednak cierpienie ma ogromne znaczenie dla przetrwania samej religii, bo bez niego nie byłoby męczenników, prób wiary ani tajemniczych boskich planów. Gdyby wierni uznali, że ich bliscy zginęli bez celu, runęłaby konstrukcja wiary. Dlatego religia musi wmawiać ludziom, że to cierpienie było po coś, zmieniając losowy wypadek w rzekomy element boskiego planu.
OdpowiedzUsuńAle do czego są potrzebni męczennicy?
UsuńŻycie ma tylko jeden sens i tylko jeden cel. Sens - rozmnożyć się dla przedłużenia istnienia gatunku. cel - umrzeć.
Amen 🙂
Wypadków jest znacznie więcej, jeśli zaś jedzie autokar, to wiadome, że w jednym miejscu ginie więcej ludzi i pewnie można by robić najróżniejsze zestawienia stosownie do potrzeb używając statystyk. Ludzie od wieków czuli potrzebę peregrynacji, jako ofiarowania czegoś "siłom wyższym", sobie, czy światu i skoro się taką potrzebę czuje, to uważam, należy ją zaspokajać, bo nikogo nie krzywdzi, a pomaga delikwentowi. Myślę, że większość z nas odbyła jakąś pielgrzymkę w życiu, niekoniecznie religijną, może to być miejsce, obraz w galerii, czy wspomnienie. Nie mam nic przeciwko pielgrzymom, ale przeciwko wariackości na drogach, mam wiele przeciwko. Pozdrawiam Frau, mam nadzieję, ze u Ciebie nastrój się poprawia <3
OdpowiedzUsuńDzięki, poprawia się, ale w przyszłym tygodniu bardzo się zepsuje 😀. Oczywiście, każdy wybiera dowolny cyrk według własnych upodobań. Tragiczna jedynie jest wiara pielgrzymów w istnienie bogów i ich opiekę.
UsuńA widzisz Frau, ja uważam, ze dobrze, że ludzie w coś wierzą. Nie mnie oceniać w co, ale fajnie, ze jest coś, co im pomaga. To nie zawsze musi być udokumentowane twardymi faktami, tzw opieka, opieka duchowa chyba sięga innych spraw, tak myślę, gdyż inaczej byłby to yyy ZUS, czy tam inny GOPS :) ściskam i życzę, żeby zepsuło się jak najmniej! (rozważałaś zmianę profesji? Albo urlop zdrowotny?)
UsuńKochana, u mnie już dawno wszystko się zepsuło. Już nie ma czego zepsuć.
UsuńNa urlop zaś nie mam szans, bo babsko (orzecznik) utrąca wszystkich, zanim powiedzą "dzień dobry" słowami: "Wy myślicie, że wam się należy, a wam się nic nie należy!". Stara raszpla jest ustawiona (i nie dam głowy, czy nie dodatkowo opłacana) przez Wydział Edukacji w Urzędzie Miasta.
P. S. Co to jest GOPS?
UsuńMiałam podobne refleksje w związku z tym wypadkiem. Pamiętam niektóre z tych poprzednich samochodowych tragedii.
OdpowiedzUsuńPrzeżyłam wiele wakacyjnych dyskusji z moimi koleżankami czy z ludźmi spotykanymi w różnych sytuacjach na temat czy życiem rządzi przypadek, przeznaczenie czy pierwiastek boski? Przeciętna, choć zdecydowanie większa grupa Polek skłania się ku religijności i nadal obowiązuje hasło Bóg tak chciał. Jak ponad 100 lat temu, gdy Barbarze zmarł mały synek w powieści Noce i dnie. A przeznaczenie nie jest związane z religijnością. To jakaś trzecia siła wg niektórych.
Życiem rządzą zbiegi okoliczności i przypadki. Dziwne jest dla mnie nadawanie wypadkom jakiegoś mistycznego charakteru.
Usuńnie sądzę, żeby Pech jakoś szczególnie bardziej uwziął się na pielgrzymki w porównaniu z innymi wycieczkami, przejazdami grupowymi... wydaje mi się, że to raczej dziennikarze bardziej zwracają uwagę na te akurat wypadki i je nagłaśniają... ciekaw jestem, czy ktoś robił zestawienia wypadków wycieczek szkolnych, przejazdów ekip sportowych, czy też artystycznych, nie wspomnę już o regularnych, liniowych kursach autobusowych... obawiam się, że gdyby policzyć i porównać procent przejazdów wypadkowych w każdej z tych odmian na dłuższym dystansie lat, to liczby by wyszły dość podobne... bo jeśli ktoś uważa, że wypadki szczególnie częściej przytrafiają się akurat pielgrzymkom, to znaczy, że faktycznie wierzy w jakieś bozie, które nie lubią pielgrzymek...
OdpowiedzUsuńp.jzns :)
Nie chodzi o statystyki, ale o nadawanie wypadkom jakiegoś metafizycznego charakteru. "Bóg tak chciał" itp.
Usuńto też jest na swój sposób intrygujące... tak sobie pomyślałem, że gdybym był wyznawcą jakiegoś mzimu, to dotarlo by do mnie, że moje mzimu nie chce żebym pielgrzymkował...
Usuńnie, wróć!... coś pokręciłem... przecież do wyznawców mzimów wszelakich niewiele dociera, LOL...
p.s. jedyne mzimu warte wyznawania nazywa się Bastet, ona nie każe nikomu nigdzie nie jeździć, tylko każe siedzieć na dupie i zajmować się kotami... od jeżdżenia są kurierzy, którzy kursują od hurtowni z kocim żarciem do domów wyznawców...
Usuńej, czekaj... jakoś nigdy w żadnych mediach nie podawano, żeby gdzieś się rozpieprzyło na trasie auto z kocim żarciem... coś w tym jest...
Usuń👍🏻 To są święte słowa! Bastet jest dla mnie jak najbardziej akceptowalna. I tylko ona 🐈 🐈⬛ 🐱 😽
Usuńtragedie pielgrzymów są tragediami ludzi.
OdpowiedzUsuńTo, że ktoś jedzie na pielgrzymkę i ginie w wypadku, rzeczywiście pokazuje, że wiara nie chroni człowieka przed prawami fizyki, błędami kierowców, zmęczeniem czy zwykłym przypadkiem.
Uzupełniając - wiara przed niczym nie chroni i nic nie daje poza złudzeniami.
UsuńWyrażę swoje zdanie. Po prostu nie ma boga. Wszystkie te pielgrzymki, relikwie, modły i inne to zwykła ludzka chciwość. I manipulacja. Bo człowiek lubi mieć nad sobą coś, na co może zwalić swoje porażki, strach i cierpienie. A także musi mieć czym wyjaśnić to, czego nie rozumie. Z postępem nauki jest mniej dziedzin, w których religia tłumaczyła zjawiska przyrodnicze, chemiczne, fizyczne i inne. Kiedy zaczęło się wszystko rozjeżdżać, tym bardziej podniósł się wrzask manipulatorów, bo lud już nie taki ciemny. A wiadomo, że żeby rządzić i mieć wpływy/kasę/luksusy, to trzeba mieć skąd czerpać. Wypadki? Zmęczenie ludzkie, głupota, stan techniczny pojazdów. Sama pamiętam jak mi się spać chciało w drodze do Włoch i w Austrii na 4-pasmówce robiłam wszystko, żeby nie zasnąć.
OdpowiedzUsuńPotwierdzam wszystko, co napisałaś i podpisuję się pod tym wszystkimi kończynami. Dodam jeszcze, że wierzą w religijne bajdurzenie tchórze, którzy nie potrafią pogodzić się z tym, że kiedyś umrą. Ze strachu przed śmiercią wierzą w życie wieczne, raj, niebo, piekło, dobre i złe uczynki i inne dyrdymały.
UsuńO to to.
Usuń💝 💝 💝
UsuńWłaściwie też sobie pomyślałam, że coś czarno humor z tymi pielgrzymkowymi wypadkami. Prawda raczej jest zbyt prozaiczna. Autokary bywają w stanie żeby były dopuszczone do jazdy i można legalnie. Dwa zmęczenie swoje robi. A jaki jest powód? Cóż. Mogę Ci powiedzieć kilka perspektyw bo nie wyczytałam komentarza odpowiadającego na Twoje pytania.
OdpowiedzUsuńJeździłam też na pielgrzymi. W odległej młodości. Ani się tego nie wstydzę, ani nie czuję dumy. Ot byłam i widziałam. Trochę przepychu, trochę prostactwa. Trochę prawdziwej wiary, że to ma sens.
Ludzie głęboko wierzący chcą pojechać w miejsce „cudu” bo mają przeświadczenie, że poczują coś, może się łudzą że czegoś doświadcza? Bo skoro raz był, może i im się uda? Inni po prostu chcą to miejsce zobaczyć. Ja z nich ani się nie śmieje, ani nie oceniam. Mam ciekawsze rzeczy na głowie. Czasem ludzie jadą po swój cud. Znam wielu ludzi, którzy jechali z intencją o zdrowie kogoś. Jak bardzo może się wydawać to absurdalne dla niewierzących. Tak myślę, że do póki kogoś trzyma nadzieja, nawet na cud z którego inni się śmieją - mają siłę walczyć. Czy miejsce do modlitwy ma znaczenie? Dla jednych tak, dla drugich nie. Jedni potrzebują poczuć atmosferę starego kościoła innym wystarczy piękna Polana po środku lasu. Niech modlą się gdzie chcą. Jeśli im to daje spokój.
Byłam przy okazji wycieczki po Europie w Lourdes. Widziałam te "cuda". Niekończące się sznury ludzi na łóżkach, popodpinanych do kroplówek... Jak myślisz, ilu zostało uzdrowionych? Zero. Ci ludzie są oszukiwani i niepotrzebnie karmieni nadzieją. Może to zasada "Kłam, tak pięknie kłamiesz"?
UsuńZ tego, co czytałam, większość wypadków spowodowana była przekroczeniem prędkości w czasie nocy, gdy drogi puste, więc Polak z ułańską fantazją daje w gaz. A tak naprawdę nocą nie powinny wycieczki ruszać w trasę, bo zmęczony i śpiący kierowca stanowi zagrożenie dla siebie i innych.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Mnóstwo razy jechałam nocą, nawet teraz, w lipcu. Nigdy nic się nie zdarzyło. Myślę, że to oczywiste, że te pielgrzymki organizowane są jak najmniejszym kosztem, ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że ludzie są oszukiwani i płacą za to życiem, bo w przeciwnym razie dlaczego mieliby mieć zginąć?
Usuń