30 stycznia 2026

217. Małe sprawy, wielkie słowa

Z bolesnym niesmakiem obserwuję nie tylko galopującą inflację w gospodarce, ale także cwałującą inflację językową. W dzisiejszym świecie wartość słów w życiu codziennym dewaluuje się z prędkością światła. Nie wiem, jak kogo, ale mnie to zjawisko irytuje, tym bardziej, że sama wpadam w jego pułapkę. Gdzie licentia poetica, tam licentia poetica, ale skłonność do hiperbolizowania mam. Pewnie przez wrodzone poczucie humoru.

Zauważcie, że dzisiaj ludzie nie miewają zainteresowań, zamiłowań, hobby. Mają pasje. Ten wyraz wywołuje u mnie anafilaksję. Pasja to coś, co człowieka pochłania bez reszty, z siłą wodospadu, przez co nie śpi nocami albo wpada w „szał twórczy” i przestaje istnieć dla reszty świata. Myśli nieustannie buszują w głowie, czyniąc ową pasję czynnikiem nadrzędnym w życiu. To nie jest tak, że każda czynność wykonywania z zamiłowania w wolnym czasie i dla relaksu, jest AŻ pasją. Słowo to jest silnie nacechowane emocjonalnie. Tymczasem spokojne czytanie, regularne oglądanie „Na Wspólnej”, „Ojca Mateusza” czy cokolwiek innego, co sprawia nam przyjemność, my po prostu lubimy. To nie wstyd lubić szydełkowanie albo mieć zamiłowanie do kolekcjonowania zepsutych budzików (są tacy na świecie, np. moi rodzice 😅). W pasję natomiast człowiek daje nura całym sobą, zmieniając się w kompletnego świra na punkcie swojego hobby.

Drugim wyrazem, na który reaguję apoplektycznie, jest gwiazda. Gwiazda to osoba, która dzięki swojemu szczególnemu talentowi jest znana na całym świecie: bardzo sławny aktor, albo muzyk, którego płyty sprzedają się w milionach (💖Michael Jackson!💖). Współcześnie gwiazdą nazywa się każdą miernotę, która bodaj raz wystąpiła w telewizji. Jest to potworne nadużycie.

I kolejny kwiatek na warsztat: hejt. Silnie nacechowany pejoratywnie, z definicji oznacza realną przemoc słowną, nienawiść, słowne niszczenie człowieka. W tej chwili słowo to pada częściej niż jakakolwiek ustawa przewiduje. Ktoś nie zgadza się z adwersarzem – hejt. Ktoś zada niewygodne pytanie – hejt. Ktoś wyraża krytyczną opinię – hejt. Nadużywanie tego wyrazu sięga zenitu.

I wreszcie honor. Ten termin odwołuje się do pojęć etycznych, opisuje postawę charakteryzującą się moralnością i dobrym obyczajem. Odsyła do średniowiecznego rycerstwa i jego kodeksu honorowego opartego na wierności zasadom etycznym, dążeniu do okrycia się dobrą sławą i stawaniu w obronie słabszych. Ktoś dzisiaj jeszcze używa tego słowa? A, tak, używa. Całkiem duża społeczność: kibole. Jak jest z ich moralnością, dobrymi obyczajami, zasadami etycznymi, dobrą sławą i stawaniem w obronie słabszych, wszyscy doskonale wiemy. Patologiczna, agresywna i naćpana chuliganeria stadionowa wywodząca się z marginesu społecznego hojnie szafuje pojęciem honoru. Rozumieją go jako dokopanie przeciwnikom z innego klubu w ustawkach. Są w szkołach kibole, a i mieszkam z uchem w stadionie. Słucham tych honorowych śpiewów i okrzyków (ci „chuje”, tamtych „jebać” itp.), nieartykułowanych wrzasków. Honorowi kibole nienawidzą wrogów, za których uważają fanów innych drużyn i policję, odpalają petardy, demolują stadiony, plują, rzucają w piłkarzy różnymi przedmiotami. Są zdziczali i pijani. Od czasu do czasu okazują karykaturalną pobożność w Częstochowie. Takiego to honoru są obrońcami.

Można powiedzieć, że język polski stracił hamulce. Paskudne to zjawisko. Czujecie to? Może denerwuje Was to tak samo jak mnie? Może macie przykłady innych zdewaluowanych wyrazów?

25 stycznia 2026

216. Trollolollo!

Czy zdarzyło się Wam kiedykolwiek zostać nazwanymi trollami? Mnie tak, choć dawno. Jak wszystkim znającym mnie blogerom wiadomo, piszę to, co myślę, bez zbędnego upiększania i nazywania łajna fiołkiem. Raz się komuś moja szczera opinia nie spodobała, a podtrzymanie przeze mnie swojego zdania doprowadziło w końcu do otrzymania miana trolla. I kij z tym, było, minęło, nie zatrzymuję się nad ocenami tumanów, którzy nie wiedzą, kim jest troll. Z koniem się nie kopie, a z głupim nie dyskutuje.

Dobrze by było wiedzieć, gdzie przebiega granica między trollowaniem a wyrażaniem opinii. Różnica polega na intencji.

Kim jest troll? Jest to osoba, która nie chce włączyć się do dialogu czy dyskusji, bo nie jest tym zainteresowana. Jej działanie obliczone jest na zamierzony efekt - wywołanie złości, wytrącenie z równowagi, sprowokowanie kłótni, ośmieszenie piszącego. Nie ma nic sensownego do powiedzenia, nie uznaje argumentacji merytorycznej, gra wyłącznie na emocjach. Testuje granicę ludzkiej wytrzymałości, psuje rozmowę innym, aby sprowadzić ją do poziomu rynsztoka. Nie dąży do dyskusji, tylko do awantury. Krzyczy zamiast myśleć. Jego wypowiedź niczego nie wnosi, nie mówi nic o świecie, a jedynie o nim samym: z deficytem uwagi, źle znoszącym sprzeciw, sfrustrowanym, zakompleksionym, nieempatycznym, o niskim poczuciu wartości, impulsywnym, zawistnym, nieprzestrzegającym norm społecznych, złośliwym, prowokującym, agresywnym, a do tego nudzącym się.

Znakomitym przykładem trolla był nękający mnie osobnik podpisujący się nickiem "Sigmawagon". Jego denna pisanina nie była nastawione na prowadzenie dyskusji czy wygłaszanie opinii. Potrafił multiplikować jeden komentarz setki razy. Po co? To już kwestia jego niezaspokojonych potrzeb psychologicznych. To działanie obliczone było na wytrącenie mnie z równowagi, utrudnienie mi "życia" blogowego, spowodowanie frustracji, narażenie na stratę czasu (kasowanie setek jego wypocin).

Najskuteczniejszą bronią przeciwko trollowi jest niekarmienie go, ignorowanie. Troll "zagłodzony" umiera albo przenosi się na inne miejsce żerowania. Nie karmiłam Sigmawagona, cierpliwie sprzątałam jego rzygi i w końcu on sam siebie pozamiatał.  nawet przysłał mi maila z przeprosinami napisanego ludzkim językiem. Tylko nie myślcie, że to jest post jemu poświęcony. On jest tylko dobrym przykładem.

Prawdziwy troll

19 stycznia 2026

215. Różnica robi różnicę

Ela i Basia

Ela studiowała w mieście, w którym mieszkała. Basia studiowała poza domem. Ela była typową intelektualistką, podczas gdy Basia uczyła się tak sobie. Rodzice sprzedali pole. Pieniądze dali Basi, kupiwszy jej uprzednio kożuch. Ela marzła zimą w lichym płaszczyku. Po latach nawet scheda po rodzicach została przez nich nierówno rozdysponowana, oczywiście na korzyść Basi.

Stefa i Maryśka

Stefa uczyła się w liceum, zdała maturę, studiowała, potem została nauczycielką i dyrektorem szkoły. Dla Maryśki została szkoła zawodowa, w której uczyła się krawiectwa, bo dla niej pieniędzy na naukę nie było. A szycia w ogóle nie lubiła. Mimo to do końca życia pozostała krawcową. Jej marzenia zostały zamordowane przez rodziców hołubiących Stefę.

Gosia

- Wiesz - zwierzyła mi się - mam straszne wyrzuty sumienia, bo ciągle mi się wydaje, że kocham Natalkę bardziej niż Gabrysię.

Ewa

- Adaś i Dorotka są w porządku, ale z Olą już nawet nie próbuję walczyć. Przez to wszystko, co wyprawia, wydaje mi się, że ją kocham mniej niż tamtych dwoje. Nie lubię jej.

A według mnie Ewa hołubi Dorotę, jak żadnego z jej dzieci nie hołubiła. Obserwuję to od narodzin Doroty po jej dorosłość.

Andrzej

Spośród pięciorga dzieci to on był czarną owcą w rodzinie. Dlatego, że był zbyt wczesną wpadką. Nie było wyzwiska, którego by nie usłyszał jako dziecko i później. Nie było dnia bez awantury. Pozostała czwórka robiła, co chciała - zawsze wszystko szło na jego konto. Cokolwiek się stało, było jego winą.

Ja

Nie nadaję się na matkę-Polkę, więc po jednym dziecku podziękowałam za dalsze rozmnażanie. Myślę, że nie potrafiłabym obdzielić dwojga (czy więcej) miłością po równo.

Wielu rodziców mówi potomstwu, że kochają je tak samo, chociaż dzieci czują i wiedzą swoje. Jednemu przerywa się ze zniecierpliwieniem, a drugie z uwagą wysłuchuje się do końca. Jedno z nich słyszy, że "nie ma czasu na histerie", a drugie ma prawo do słabości. Jedno obarczane jest zbyt ciężką do udźwignięcia odpowiedzialnością, a drugiemu, będącemu tzw. "trudnym dzieckiem", dla świętego spokoju we wszystkim się ustępuje. Jedno "zawsze da radę", a z drugiego "nic nie będzie".

Trudny to temat, bolesny, wywołujący całą gamę emocji. Nasi rodzice nigdy nie dali nam odczuć, że któreś z nas kochają bardziej albo mniej. Dzięki temu i między nami nigdy nie było konfliktów. A jak to jest u Was? Czy macie tego rodzaju doświadczenia jako dzieci lub jako rodzice?

14 stycznia 2026

214. Niecodziennik cz. 8 pt. "Pięćdziesiąt siedem (,) minus siedemdziesiąt oraz dieta cukierkowa

Czyli tak:

1. Mama po chemii wymiotuje całodobowo. Nawet po łyku wody. Jęczy, że ona tego nie przeżyje. Nic nie je. Zażyte tabletki przeciwwymiotne nie mają szansy zadziałać, bo natychmiast wracają, skąd przyszły (no, niezupełnie tam). Mama nie przeżyje, a ja razem z nią. Tak bym chciała móc wziąć to na siebie, ja jestem silna, a ona taka delikatna i krucha...

Równolegle w czasie chemię bierze moja bratowa. Je za dwoje i jak mówi mój brat, "tylko dupa z lodówki sterczy" :) A jedna pacjentka z sali, w której leżała mama, dziarsko wychodziła na zewnątrz na papierosa, a potem robiła sobie kawę i ze smakiem wypijała. Tymczasem była to jej... PIĘĆDZIESIĄTA SIÓDMA chemia. Piąty rok leczenia. Podziwiam ją.

2. Z powodu słabości mamy jestem odcięta od komputera, który spoczywa na biurku w maminym pokoju (który dawno temu był mój). Nie chcę jej męczyć światłem, więc nawet otwieram na oścież drzwi od łazienki, które zasłaniają światło z dużego pokoju, gdzie urzęduję. Toteż życie objęło mnie chwilowo detoksem cyfrowym, nad czym ubolewam potrójnie, bo jestem odcięta od Waszych i mojego blogów, komentarze jestem zmuszona ścibolić w telefonie, czego serdecznie nienawidzę i od czego dostaję szału, a na dodatek nie mam jak słuchać ulubionych podkastów.

3. Zrobiłam badania genetyczne. Oprócz geniuszu nie wykryto żadnych zagrożeń poza podwyższonym ryzykiem zachorowania na raka jajnika. Zakazali mi jedzenia mięsa (o, wielce mi, i tak nie jem!) i nakazali ograniczyć albo wykluczyć nabiał. Chyba się nie myli, ja żyję nabiałem. To co według nich mam jeść? Cukierki?!

4. Podkarpacie i Lubelszczyzna zostały upośledzone przez zimę najhojniej. Oto fotka fragmentu Dzieciątka. Zgadnijcie, gdzie ma nogi.

Robiąc codzienne kursy do sklepów, aptek, do domu, do pracy, za każdym razem muszę odśnieżać samochód. W dziesięć minut potrafi być doszczętnie zasypany. Mój rekord odśnieżania auta wynosi osiem razy w ciągu jednego dnia. Absolutnym skandalem jest fakt, że w mieście  wojewódzkim od wielu dni nie widać ani jednego pługa. Na jezdniach koleiny, samochodem rzuca, chodniki nieodśnieżone, parkingi nieodśnieżone, samochody zakopane w śniegu, a te, które jeżdżą, nie mają gdzie zaparkować, przynajmniej te z napędem na sam tył.
Dziś Dzieciątko, z którym pojechałam do Kauflandu, rzuciło niezobowiązująco:

- Ty się ciesz, że nie mieszkasz w Jakucku, tam jest minus siedemdziesiąt stopni.

- No i fajnie - ucieszyłam się. - To ja bym chciała tam mieszkać, przynajmniej zamknęliby szkoły i miałabym z głowy chodzenie do pracy.

- Tylko że tam szkoły zamykają przy minus pięćdziesięciu. I przy minus czterdziestu dziewięciu musiałabyś samochód odśnieżać i biec przed nim z łopatą - Dzieciątko bezlitośnie rozwiało moje marzenia.

Kurtyna.

10 stycznia 2026

213. Mózg na haju, czyli prażona kukurydza

Żyjemy w epoce cyfryzacji, w wiecznym pędzie, w hałasie i pośród nieustannie bombardujących nas bodźców. Na ulicach, w środkach komunikacji, w kinach, teatrach i filharmoniach – dosłownie wszędzie – widzimy ludzi z nosami w telefonach i ze słuchawkami na lub w uszach. Dlaczego wyciągają smartfony w autobusach, podczas lekcji, w czasie spektaklu w teatrze? Teleepidemia zatacza coraz większe kręgi.

Co w tym czasie dzieje się w środku, w czeluściach czaszki? Otóż mózg, nasze centrum zarządzania, atakowany podnietami, mocno stymulowany, odczuwa coś w rodzaju odurzenia i euforii, czyli jest na regularnym haju. W końcu, napastowany z wszystkich stron, zaczyna się zawieszać. Chwila odpoczynku – i od nowa zaczyna się ta sama polka: scrollowanie, odbieranie informacji, chłonięcie obrazów i dźwięków…W końcu pojawiają się problemy z koncentracją, deficyt uwagi, bóle głowy, bezsenność, nawet spadek odporności.

Gdy przegrzana mózgownica ulega przeciążeniu, człowiek przestaje rozumieć, co czyta, szwankuje pamięć, uczenie się staje się niemożliwe. Do zera spadają zainteresowania, codzienne zadania zostają odstawione na bocznicę. Silnie pobudzony mózg zaczyna gonić w piętkę, zaczynają się problemy z koncentracją i zaburzenia uwagi.

W 2011 roku badacz z Uniwersytetu Waszyngtońskiego, David Levy, wprowadził termin „popcornowy mózg”. W „popcornowym mózgu” myśli skaczą jak pchły, skupiają krótkotrwałą uwagę na jednym temacie i zaraz przeskakują na drugi, z niego na trzeci, czwarty, piąty… I tak dalej. Stąd wzięła się nazwa – naukowiec porównał rozproszone myśli do ziaren kukurydzy, które chaotycznie strzelają i zmieniają się w popcorn.

Dla „popcornowego mózgu” to, co kiedyś było normą (np. zdolność koncentracji, skupienia uwagi na dłużej, łatwość uczenia się), stało się ciężkim wysiłkiem. Nie wróży to dobrze na przyszłość, za 10 lub 20 lat postęp cyfryzacji sprawi, że konsekwencje będą prawdopodobnie tragiczne: ludzkość, niestety, masowo zgłupieje do szczętu (choć patrząc na niektóre jednostki, trudno uwierzyć, że nie zdurniały już tak, że bardziej się nie da).

I co Wy na to? Czy ktoś dostrzega u siebie objawy "popcornowego mózgu"?

06 stycznia 2026

212. Poczytałam, napisałam, bo musiałam (mama po pierwszej chemii)

Wszyscy wiemy, że Maria Skłodowska-Curie odkryła promieniotwórcze pierwiastki rad i polon, Mikołaj Kopernik była kobietą wstrzymał słońce i ruszył ziemię, a Ignacy Łukasiewicz skonstruował pierwszą lampę naftową i "postawił" w Gorlicach pierwszą lampę uliczną na naftę na świecie. Nie wszyscy już jednak mamy wiedzę o Polakach, bez których nie byłoby wielu ważnych wynalazków. Zaprezentuję te najbardziej spektakularne.

Pierwsza w świecie lampa uliczna na naftę. Nie mam pojęcia, dlaczego wygląda bardziej jak kapliczka. Byłam, widziałam.
Mieczysław Bekker - zaprojektował pojazd księżycowy, tzw. łazik, pokonując 85 konstruktorów z całego świata.

Napoleon Cybulski - odkrył adrenalinę (hormon stresu) i jako pierwszy zmierzył aktywność mózgu.

Marek Dąbrowski - wprowadził na rynek samochodów osobowych Warszawę 203 reprezentującą nowoczesne wzornictwo i komfort jazdy.

Warszawa 203
Stefan Drzewiecki - skonstruował pierwszy na świecie okręt podwodny (jednoosobowy i napędzany siłą mięśni).

Kazimierz Funk - odkrył witaminy.

Józef Hoffman - wynalazł mechanizm wycieraczek samochodowych, a także nowoczesne techniki konserwacji dzieł sztuki.

Krystyna Jabłońska - opracowała unikalny model samochodu osobowego FSO Polonez, który zyskał uznanie w Polsce i poza jej granicami (oraz u mnie, nie było to jak Polonez! Twarda, porządna blacha, duża strefa zgniotu, wygoda. Nie było miejsca, w które bym nie wjechała.).

Cudowny, wspaniały samochód. My mieliśmy już model Caro. Do dzisiaj śni mi się, że nim jeżdżę.
Jacek Karpiński - polski Bill Gates i Steve Job w jednym, wynalazł pierwszy w świecie komputer tranzystorowy AKAT-1.

AKAT-1
Hilary Koprowski - wymyślił szczepionkę przeciw wirusowi polio powodującemu chorobę Heinego-Medina.

Jerzy Kropiwnicki - skonstruował urządzenie do pomiaru jakości powietrza.

Stefania Kwolek wynalazła lycrę oraz kevlar (używany tam, gdzie potrzebna jest maksymalna wytrzymałość przy minimalnej wadze).

Ignacy Mościcki - (tak, prezydent) wynalazł metodę pozyskiwania azotu z powietrza.

Adam Olgiński - wynalazł rower elektryczny.

Andrzej Piwarski - skonstruował maszynę parową.

Marek Pluciński - stworzył system segregacji śmieci oparty na sztucznej inteligencji (a my dalej sortujemy jak idiotki).

Kazimierz Prószyński - wynalazł projektor kinowy ze stabilnym obrazem i kamerę przenośną.

Marian Rejewski - złamał kod Enigmy.

Witold Rychter - wynalazł innowacyjne systemy nawigacyjne w lotnictwie.

Jan Szczepanik - wynalazł projektory kinowe i kamery filmujące w kolorze, barwną fotografię, tkaninę ognioodporną, telegraf bez drutu, szybką maszynę tkacką oraz udoskonalił kamizelkę kuloodporną.

Rudolf Weigl - stworzył szczepionkę przeciw tyfusowi plamistemu.

Mieczysław Wolke - wynalazł teletroskop, czyli urządzenie przesyłające na odległość obraz i dźwięk (tak, pradziadek telewizora).

Ludwik Zamenhof - stworzył międzynarodowy język esperanto.

Kazimierz Żegleń - wynalazł kamizelkę kuloodporną.

Kamizelka kuloodporna na nosicielu.