30 września 2026

264. Citheronia regalis

Spróbuję napisać post. Nie byle jaki, bo ważny. Czuję się wciąż podle, ale w mdłym ciele duch już nieco bardziej ochoczy. Nieco, podkreślam.

No więc tak, możecie urągać mojej głupocie, ale fakt jest twardy, tak było i już. Otóż drogą esemesową ustaliłyśmy z Ardiolą, że w weekend będzie w Rzeszowie. Ma tutaj rodzinę i dobrych znajomych. Już od jakiegoś czasu planowałyśmy się spotkać, ale padło akurat na te dni, w których rozłożyły mnie na łopatki jakieś drobne ustroje. Kurde. Sił miałam tyle, co zdechły karaluch, a poza tym zarażam, kaszląc jak potępiona. Bałam się zarazić Ardiolę i sama doprawić się na cacy. Tylko że takie sytuacje kuszą, nęcą, ciągną za kluchy na głowie – a w realu poznałam już kilkoro blogerów i zawsze były to superspotkania.

Po wymianie esemesów i informacji przez telefon, obie podjęłyśmy straceńczą decyzję. Raz kozie śmierć, Ardiola najwyżej się zarazi, a ja najwyżej zdechnę. Niewielkie koszty. Tak, tak, wiem, motylem debilem jestem (już za to słusznie zebrałam od Was cięgi). Nie dość, że chora do pracy się pchałam, to jeszcze chorsza wybrałam się w sobotę na spotkanie.

Wyczołgałam się z łoża boleści, na czworakach pozbierałam z podłogi siły, które zdezerterowały i nadludzkim wysiłkiem postawiłam się do pionu. Wejrzawszy w lustro, ujrzałam upiora o straszliwie białej twarzy, czerwonych oczach i sinobrązowych szlarach dookoła nich. Odnalazłam więc szpachlę, wzięłam wiadro zaprawy i otynkowałam widmową facjatę jakimś metrem sześciennym mieszaniny, poprawiłam gładzią i podkolorowałam farbami fasadowymi. Na chybił-trafił wydarłam z szafy jakiś przyodziewek (tak, przyznaję się bez bicia, moje niebieskie spodnie były wymiętolone jak ja), przyoblekłam się weń i spełzłam po schodach z drugiego piętra wzorem gąsienicy citheronia regalis. Na miejscu spotkania znalazłam się siłą rozpędu. Bardzo rozsądnie wybrałyśmy cukiernio-kawiarnię, którą Ardiola zna, a do której ja mam rzut niewielkim berecikiem. Przyszłam jako druga, zemdliło mnie na widok ciastek, a potem ujrzałam JĄ. Siedziała jak kolorowy ptak z filiżanką kawy. Od pierwszego wejrzenia, zanim jeszcze mnie zobaczyła, zakochałam się w tym wielobarwnym ubiorze. Mówcie, co chcecie, zwolennicy czerni, brązu i szarości, ale patrząc na taką feerię barw, człowiek wie, że żyje i zapomina, że jest chory. Cudne zjawisko!

Po ostrożnym (zaraza!) powitaniu wzięłyśmy się za zaciekłe gadanie. O, panie święty, ile myśmy się natrajkotały! Dokopałyśmy się do wspólnych znajomych, obgadałyśmy facetów, którzy na to zasłużyli (he, he) i po upływie półtorej godziny sądziłam, że minęło dopiero pięć minut.

Niestety, wszystko, co dobre, kończy się szybko. Odprowadziłam Ardiolę na przystanek, wspólnie zaczekałyśmy na autobus, a gdy już nadjeżdżał, uświadomiłyśmy sobie (rychło w czas!), że nie zrobiłyśmy sobie ani pół zdjęcia!

Dlatego, Delikwentko, musisz wrócić do Rzeszowa. Co najmniej na sesję foto. No i na kolejne fantastyczne gadanko!

54 komentarze:

  1. O, to znaczy, że spotkanie było fantastyczne i w takim razie koniecznie trzeba je powtórzyć :). Mam nadzieję, że na Ciebie podziałało ozdrowieńczo, a Ardiola odparła atak wirusów. Trzymajcie, się dziewczyny i nie dajcie się choróbskom, szkoda życia na chorowanie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się. Spotkanie było fantastyczne i koniecznie trzeba je powtórzyć. Owszem, wyzdrowiałam, ale chyba dzięki antybiotykom 😅. Były to bakterie, nie wirusy, dlatego pomogły.

      Usuń
  2. Ale ryzyko podjęłyście!
    Alicja ma w sobie energii i radości za trzy osoby, poznałyśmy się w realu, więc wiem o czym mówisz.
    Ja będę w Krakowie i może uda mi się spotkać z blogową Ultrą, choć na dwoje babka wróżyła, bo na uroczystość rodzinną jadę...
    Cieszę się, że już Ci lepiej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O,straszne ryzyko! co by było, gdyby A. zachorowała,zaraziwszy się tą straszną chorobą, (!) F.?

      Usuń
    2. @Jotka - super, że się poznałyście! Życzę Ci spotkania z Ultrą.

      Usuń
    3. @Gosia - byłaby chora 🤓

      Usuń
  3. To znaczy ni mniej ni więcej, że musicie się spotkać ponownie, to oczywiste, tak miało być 😄

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To oczywiste i mam pewność, że tak się stanie 😊.

      Usuń
  4. Dobrze spotkać taką osobę, z która ma się o czym trajkotać. Ze mną się nie spotkałaś, pewnie słusznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jak słusznie? Pamiętasz, jak kiedyś długo gadałyśmy przez telefon? Nie spotkałyśmy się JESZCZE, bo nie było po temu okazji, po prostu.

      Usuń
  5. człowiek musi sobie od czasu do czasu potrajkotać... wtedy jest dobrze... i cześć...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ależ bije z tego spotkania radość! Kiedy półtorej godziny mija jak pięć minut, a zdjęcia nikomu nawet nie przyjdą do głowy, to chyba najlepszy dowód, że rozmowa była przednia. 😄 Ardiola musi wrócić — tym razem już bez chorobowego tła. Dużo zdrowia, żeby na kolejne gadanko nie trzeba było zbierać sił z podłogi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie choruję często, więc mam nadzieję, że na ten sezon wystarczy. A że Ardiola musi wrócić, to najoczywistsza oczywistość.

      Usuń
  7. Miło, że czujesz się już lepiej, a momentami nawet bardzo dobrze :) Tak trzymaj.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawe jaką improwizację na temat Waszego spotkania wymyśliłaby AI.
    Niedosyt daje ten ekstra smaczek....że chce się więcej :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z ciekawości może wrzucę w AI, niech przerobi po swojemu 🤣.

      Usuń
  9. Naprawdę podziwiam Twoje poświęcenie, że w takim stanie jednak zdecydowałaś się na spotkanie... Mam nadzieję, że nikt z Twojej szkoły Cię nie zauważył, bo życzliwych nie brak żeby donieść, że na zwolnieniu przesiadujesz w kawiarni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To była sobota, a ja jeszcze nie byłam na zwolnieniu, bo w czwartek i piątek chodziłam do pracy (chora). Dopiero od poniedziałku miałam L4 i antybiotyk, który mi dość szybko pomógł.

      Usuń
  10. Nie znam towarzyszki Twojego spotkania, ale trochę Jej zazdroszczę. Nie lubię czerni, brązów i ciemnych kolorów. Zawsze wolałam jasne barwy w ubiorach, chociaż niektórzy twierdzili, że w pewnym wieku nie przystoi. Bardzo mnie cieszy, że teraz walka z chorobą będzie łatwiejsza, więc szybko wrócisz do zdrowia. Tego życzę, pozdrawiając serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielobarwność przystoi w każdym wieku! Człowiek robi się siłą rzeczy taki... wysokoenergetyczny, wesoły 😀 i nie wygląda, jakby zaraz miał zejść z tego padołu.

      Usuń
  11. Czasem po takim spotkaniu dużo sobie obiecujesz a potem jest wielkie rozczarowanie. Wam się z tego co czytam udało.
    Gratuluję i pozdrawiam. Miłośnik czerni, granatu i szarości

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Udało się bardzo. Gdyby Ardiola miała więcej czasu na pewno jeszcze byśmy go z powodzeniem wykorzystały.

      Usuń
  12. Nie w kolorach rzecz a to, jak się w nich czujemy. Szarość przełamać optymizmem i uśmiechem- to jest to!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma mowy. Przy mojej depresji to jest awykonalne. Pamiętam, jak potwornie męczyłam się w ciemnych ubraniach w czasie żałoby po tacie. Nosiłam ją i nosiłam, pewnie ze dwa lata, bo taką miałam potrzebę, a jednocześnie nienawidziłam tych ubrań. Gdy nadszedł czas, wyrzuciłam je.

      Usuń
  13. To zamiłowanie Ardioli do kolorów już skradło moje serce. Super spotkanie i tak pięknie opisane aż zrobiło się miło.
    Zasyłam serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym poznać więcej blogerów w realu. Kilka takich spotkań już mam na koncie i nikt mnie do tej pory nie rozczarował.

      Usuń
  14. Kiedyś też lubiłem spotkania z innymi blogerami. Teraz w sumie nie wiem, czy bym jeszcze chciał kogoś poznawać na żywo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja bym chciała. Poznałam ich tylko kilku, ale nikt mnie nie rozczarował. I lepiej zacznij się oswajać z myślą, że kiedyś znajdę Cię w tym Kętrzynie!

      Usuń
  15. Wyobrażam sobie że następne spotkanie będzie jeszcze fajniejsze!!!
    A może pamiętasz że i ja wybieram się do Rzeszowa.... Mam tam rodzinę... No I piękne wspomnienia z dzieciństwa!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak. Wybierasz się i wybierasz, i wybierasz... Jak sójka za morze! Ale mimo to wierzę w Ciebie 💙.

      Usuń
  16. Zdrówka kochana i możesz mi pożyczyć wzajemnie, bo sama teraz kicham i prycham. Ale rozumiem, bo też w tym stanie wyskoczyłabym na spotkanie jakby była taka okazja. Fajnie się poznawać w tym blogowym światku. Jak tak dobrze się rozmawiało musicie koniecznie to powtórzyć a ja czekam na Wasz foto <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, lubię te spotkania z innymi blogerami, bo są cudowne i nigdy nikt spotkany w realu mnie nie zawiódł.
      Zdrowia! 🩵

      Usuń
  17. Oby ten ochoczy duch szybko postawił Twe ciało na nogi. Cudownie, że spotkanie tak bardzo się udało!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, cieszę. Doszłam już do siebie i jutro wracam do pracy. Matko kochana, jak mi się nie chce...

      Usuń
  18. Jesteś szalona mówię ci,... zawsze nią byłaś. To chyba my dwie👏👍♥️prawie rok myślałam o tym spotkaniu, bo ja zwykle chcę spotkać kogoś osobiście, gdy lubię blog tej osoby. Równy rok temu też byłam w Rzeszowie i potem tak zeszło, że nie jeździłam.
    Za spotkanie w stanie opisanym przez ciebie już dziękowałam osobiście, chociaż nie wyglądałaś tak tragicznie, wręcz przeciwnie. Jak czarodziejka z przenikliwymi oczami. Przygotowania swoje zrobiły.
    Przez chwilę zastanawiałam się jak ja byłam ubrana, że zrobiłam takie kolorowe wrażenie. Byłam w Rzeszowie 3 dni z małą walizeczką, to się przebierałam. Aż musiałam zajrzeć na zdjęcia, które sobie zrobiłam tego dnia na rzeszowskim rynku. To było pod hasłem zielono mi . Ale z tobą szkoda było czasu na zdjęcia. Nieraz gdy jestem z ulubioną koleżanką, A wiem, że czas mamy ograniczony, to nawet do toalety nie idę.
    Do Rzeszowa jeżdżę prawie regularnie, to mam nadzieję na ponowne spotkanie. Ten tydzień tak szybko mi zleciał, głównie na spotkaniach towarzyskich, a wieczorami na pisaniu nowych postów.
    Żadnego choróbska mnie złapałam👍
    zapraszam znajomych frau na mój inny blog, www.alicjawilson. blogspot.com, gdzie opisuje mój pobyt w Rzeszowie, a Małgosia powiedziała, że jest cudnie napisany. Za parę minut go zamieszczę.
    pozdrawiam wszystkich tym razem ze świętokrzyskiego.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że masz rację i jestem szalona. Nie chcę być normalna, normalni ludzie są nudni 😅.
      Przy mnie miałaś zielone spodnie i tę fantastycznie kolorową, pasiastą bluzkę, bez niczego na wierzchu. Już od samego widoku można zacząć zdrowieć 🤣.
      Wbijaj do Rzeszowa, będziemy działać nadal.

      Usuń
  19. I bardzo dobrze, tak trzymać! <3

    OdpowiedzUsuń
  20. No i właśnie po to są takie spotkania - żeby człowiek przez półtorej godziny zapomniał, że wcześniej umierał z godnością pod kocem. Brak zdjęcia uważam wręcz za zaletę, bo przynajmniej macie żelazny pretekst do powtórki, a nie jakieś tam „kiedyś trzeba się znowu zobaczyć”. Ardiola wraca, Ty tym razem bez gładzi elewacyjnej na twarzy i można uznać sprawę za naprawioną. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, ja umierałam pod kołdrą i zupełnie bez godności 😅. Na szczęście okazje do ponownego spotkania będą.

      Usuń
  21. Jeśli nie ma zdjęcia, znaczy spotkanie było idealne i nic potrzebne nie było. Dobre chwile zapisują się w pamięci. Wiadomo, fajnie mieć fotkę. Jednak myślę, że w tej całej historii jest super wasza determinacja. Mam nadzieję, że zdrowie od dobrych emocji się poprawiło :)

    OdpowiedzUsuń
  22. O, witaj w klubie. Niby dobrze, ale nie jest.

    ŁomatHko w życiu bym chora nie poszła na spotkanie. Raz że wyglądam wtedy komicznie z czerwonym klupem (szpachla tu nie pomorze, bo przy chorobie, regularnie bym ją ścierała), to rozmawiać się ze mną nie da, bo zamula mnie.
    Twarda jesteś, podziwiam za ten heroizm. I cieszę się, że było rzeczywiście warto.

    Kiedyś chodziłam w kolorowych ubraniach w stylu Szecherezady.
    Teraz znów wróciłam do ciemnych kolorów. Co w głowie, to na zewnątrz. Albo po prostu ewolucja stylistyczna zatoczyła koło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nosiłam ciemne ubrania w czasie żałoby po tacie. Nienawidziłam tych ubrań i w końcu je powyrzucałam, ale wtedy miałam potrzebę spójności wyglądu z psychicznym samopoczuciem.

      Usuń
  23. Z 40* temperaturą poszłam na rozszerzoną maturę z matematyki. Zdałam na 98%. Do dziś nie wiem za co odjęli mi ten jeden punkt... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  24. Moje netowe znajomości przeniesione na realny grunt nie pozostawiły dobrych wspomień, wprost przeciwnie. Drobna różnica może tkwi w tym, że to zazwyczaj randki były :) Z drugiej strony gdyby któraś z szacownych :) kolezanek, poznanych na blogu przejeżdżała przez moje miasto i chciała wspólną kawę wypić, nie powiedzialabym nie :) Tobie kiedyś proponowałam podwózkę do Ciechocinka, miałaś jakieś problemy z dojazdem, ale taktownie się wymowilas😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie taktownie się wymówiłam, tylko znalazłam bezpośrednie połączenie! Teraz za dwa tygodnie będę potrzebowała skoczyć do Konina - może mnie podrzucisz? 😂
      Niewiele miałam tych spotkań w realu, ale żadne mnie nie rozczarowało.

      Usuń
  25. Ponad 10 lat temu spotykałam się z dziewczynami w związkach z obcokrajowcami, co wtedy mnie bardzo interesowało. Fajne to były spotkania i najczęściej za granicą i żadne mnie nie rozczarowało. Teraz te panie są na IG.
    W Olsztynie, gdy córka studiowała A to trwało 6 lat, ja do niej ciągle jeździłam, chciałam się spotkać z pewną osobą, ale on ciągle wymawiał się, bo to był mężczyzna. Wydawało mi się to podejrzane. Nie chciałam z nim flirtować, bo nieraz go zapraszałam , gdy miałam wnuczkę pod opieką, po jakimś czasie przestał pisać, A szkoda bo lubiłam go czytać. Pseudo smerf, pamiętam.
    W ostatnich dwóch latach spotkałam się z pięcioma osobam. Gdy czuję intuicyjnie jakąś bliskość na blogu, wtedy osoba chcę spotkać. Najpierw zaczyna się mailowo i wtedy łatwo wyczuć czy dana osoba ma ochotę gdzieś dojechać albo znaleźć czas na spotkanie.
    Blog chyba też stwarza pewną iluzję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że jednak w blogach są cząstki ich autorów. Kilka takich spotkań mam za sobą i żadne mnie nie rozczarowało.

      Usuń
  26. Opis jak robiłaś makijaż - genialny! Nie myślałaś żeby zacząć gdzieś publikować? Świetnie piszesz!
    Uściski ♥️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, nie umiem pisać prozy. Serio. I nie mam pomysłów na długie formy. Jedyne, co opublikowałam w życiu, to trzy tomiki wierszy i pracuję nad czwartym.

      Usuń