Sprawa wygląda następująco.
Z wszystkich sił staram się
wrócić do stanu używalności. Nie bardzo mi się to udaje, mam wakacje i najpodlejszy
nastrój, a mimo to ciągnie mnie już do blogów. Zabieram się do
napisania tej notki od kilku dni, podchodzę jak pies do jeża. Każda czynność
sprawia mi trudność, nawet ukochane pisanie, jednak nie – nie poddam się
i wygramolę się z tego Rowu Mariańskiego (Stachu, dziękuję Ci za
doping! 😘), bo z doświadczenia
wiem, że się da. Tylko nie zawsze szybko.
Bardzo serdecznie dziękuję tym,
którzy do mnie w tym strasznym czasie dzwonili, esemesowali, pisali maile,
wyrażali troskę i wsparcie na komunikatorach i w komentarzach na
blogu. Jesteście wspaniali! 💕💕💕
Nawet te parę pozornie mało znaczących słów było dla mnie ważne, świadczące o tym,
że są wśród Was liczne dobre dusze. Rozpraszało to także bardzo mroczne w tym
czasie poczucie samotności. Przebieg epizodu depresyjnego generuje bowiem między
innymi wyostrzenie wrażliwości. Pewni ludzie zawiedli, ci z mojego
otoczenia w realu, ale Wy nie sprawiliście mi zawodu 💖 Założyliście mi na popękane serce opatrunek❤️🩹.
Zatem wracam, może nie od razu na
pełnej petardzie, ale jednak.

To dobrze.
OdpowiedzUsuńDobrze. Fakt.
UsuńPowitać Koleżankę Blogerkę :)
OdpowiedzUsuńW szuwarach mieszka utopek, co wciąga ludzi pod wodę. Ten ostatni musiał być wyjątkowo zawzięty. Ale dałaś mu radę się wyrwać. Brawo!
Zawdzięczam to li i jedynie dużej wyporności. Utopek w końcu nie dał rady mnie utrzymać.
Usuńhttps://www.youtube.com/watch?v=uVkZ3fSh204
UsuńNie ma nic o wyporności ;)
Ładna ta pioseneczka 💙. Jednak głosi nieprawdę o utopcach. A o wyporności nic nie ma, bo to moja wyporność, nie utopców 🤣
UsuńJesteś! 😍 znaczy moje odkurzanie na coś się przydało 😃
OdpowiedzUsuńA tak poważnie. Fajnie, że pomalutku dźwigasz się z niemocy. Nie jest łatwo, ale wspólnymi siłami. Bo my to jesteśmy i jak coś wyciągniemy ręce żeby z tego rowu szarpnąć, ale nie nadszarpnąć!
Absolutnie nie szarpać, bo mnie staw barkowy boli! 🙂
UsuńGrunt że powoli wracasz do żywych i oby teraz już tylko lepiej było 🍀
OdpowiedzUsuńOby. Przez cały czas nad tym pracuję.
UsuńPracuj, pracuj i ani na moment nie poddawaj się tej cholerze, choćby nie wiem jak cisnęła Cię do gleby.
UsuńSam fakt, że w końcu podjęłam tę pracę, oznacza, że mogę i zamierzam to wykorzystać. Będę płynąć do góry.
UsuńNie widzę dla Ciebie innej opcji jak tylko do góry 😉🍀
UsuńW dół to chyba nawet za bardzo się nie da 😅
UsuńNigdy nie ma tak źle żeby nie mogło być gorzej 😉
UsuńOwszem, wyobraziłam sobie parę z nich.
UsuńOby żaden z tych parszywych scenariuszy się nie ziścił. Wracasz do żywych i trzymaj się tego kierunku.
UsuńMam superkubek motywacyjny, pokażę go w następnym wpisie 😆
UsuńJeżeli się sprawdza to chętnie zobaczę 😉
UsuńSprawdza się. Ile razy na niego popatrzę, uśmiecham się i czuję przypływ mocy 😅.
UsuńNo proszę, niby coś tak błahego jak kubek a potrafi tyle zdziałać 😉 Czuję, że jesteś na dobrej drodze 🤗
UsuńTo kubek jest na dobrej drodze, bo codziennie pokazuje mi drogę 🤣.
UsuńA Ty się jej trzymaj, bo ewidentnie dobrze Cię kieruje 😉
UsuńTak. Postaram się szybko uwinąć z postem, może nawet dzisiaj 😅.
UsuńDziękuję za dobry znak.
OdpowiedzUsuńAch, to Ty byłaś w Rowie Mariańskim - no to na pewno pomogło Ci Radio Maryja.
Jakiejś szczególnej pomocy z tej strony nie odnotowałam. Są za to inni, którzy mnie tam wepchnęli.
UsuńWitaj wśród żywych. Mam wrażenie, że jest trochę osób, dla których blogowanie jest terapią. I wcale mnie to nie dziwi, bo spotyka się tu tyle tu dobrych dusz 💙
OdpowiedzUsuńNie wiem, czy dla mnie to terapia, może w jakimś stopniu tak, ale przede wszystkim radość i hobby 🙂
UsuńNajważniejsze, że odbiłaś się już od dna, to powolutku wypłyniesz całkiem. Blogowanie na pewno jest dobrą terapią, zawsze można tu znaleźć ciekawe, inspirujące miejsca i życzliwych ludzi, a i samemu wyrzucić z siebie to co uwiera, albo przeciwnie - zająć myśli czymś całkiem innym, oderwać się od własnych problemów. Niech Ci się dobrze układa, trzymam kciuki za poprawę nastroju.
OdpowiedzUsuńBloguję od 20 lat, więc może to jakiś pomocniczy rodzaj terapii, ale przede wszystkim hobby i ogromna przyjemność, bo ja kocham pisanie 💖.
UsuńLudzie zawodzą, bo nie zawsze wiadomo jak się zachować - pocieszać, motywować czy może raczej dać czas i spokój na dojście do siebie?...
OdpowiedzUsuńDobrze, że sama masz świadomość tego, że jednak jest więcej tych, dla których jesteś ważna, że czekają na Ciebie 🙂😘
Zawody często spotykają nas z tej strony, z której najmniej byśmy się spodziewali.
UsuńI tak trzymać!👏
OdpowiedzUsuńBędę się starała.
UsuńNie pisałam, bo nie wiedziałam czy czytasz na dnie piekieł...
OdpowiedzUsuńCieszę sie jednak, że mogę teraz czytać Ciebie, czekam cierpliwie i z nadzieją!
Nie czytałam do pewnego momentu, zaczęłam dopiero niedawno czytać w tył 🌞
UsuńLubisz niespodzianki?
A kto nie lubi?
UsuńPodobno są tacy, którzy nie lubią 😅
UsuńPrzede wszystkim gratulacje z racji wydania TRZECIEGO tomiku. Szukałam go na stronie dotychczasowego wydawnictwa, ale może zawierzyłaś wydanie komuś innemu. W swoim poście "Kresowianka" tak napisałam o Tobie -Czy uczestnicząca, wyróżniana i nagradzana w wielu poetyckich konkursach nauczycielka obdarzy nas kolejnym zbiorem ? Bardzo chciałabym, aby tak się stało. Ogromnie się cieszę, choć jest mi smutno, że dowiedziałam się o nim przypadkowo z komentarza u A. Relskiego. Uściski.
OdpowiedzUsuńO, kurczę! A miała być niespodzianka 🙂 Wypsnęło mi się 😅
UsuńTrzymaj się Frau, czegokolwiek, ale się trzymaj, pyszczek nad wodę i wiosłuj z całej siły łapkami! <3
OdpowiedzUsuńSpoko, mam dużą wyporność. Grunt, że kotwica puściła!
UsuńNo, wreszcie na powierzchni.. :-)
OdpowiedzUsuńTlen! Jest go więcej niż na dnie 🙂
UsuńDzisiaj w każdym miejscu cisną mi się banały na klawiaturę, ale co mi tam. Dobrze, że jesteś.
OdpowiedzUsuńNattula, kochana, jak dobrze, że Ty jesteś!
UsuńNo jesteś nareszcie...
OdpowiedzUsuńI tak nawiązując do tego co już gdzieś tam napisałaś - Zbieraj się do życia, tylko skutecznie..
Nieustająco dobre myśli przesyłam
Zbieram się, kosztuje mnie to wiele wysiłku, ale się zbieram, to już kawałek sukcesu 🌞
UsuńDobrze wiem ile to kosztuje...
UsuńTeraz już będzie szło ku lepszemu.
UsuńJak to dobrze, ze ktos lubi pisanie! Ja lubie czytanie bardziej :)))
OdpowiedzUsuńCieszy, ze jest lepiej! No i gratuluje!
Gratulacje, że co? 😅
UsuńTo, ze 37 jest Aniolem :))).
UsuńSerio? Skąd wiesz? 🤣
UsuńLubie czytac :)))
UsuńCoś podobnego!
Usuń"Zatem wracam"
OdpowiedzUsuńCzekam 😉
Napisałaś u mnie na blogu ,że nie znasz Julie Andrews
Oglądałaś "Mary Poppins" i "Dźwięki muzyki"?
Już wróciłam 😆
UsuńNie, oczywiście, że nie. Nie oglądam filmów.
To mamy problem jak nie oglądasz 🤔
UsuńNo, mamy, chociaż ja właściwie nie mam z tym problemu 😅
UsuńAle te filmy akurat są z lat dawnych
UsuńNigdy filmów nie oglądałaś 😟
Oglądałam coś jako dziecko i młodzież oraz co nieco po zamążpójściu, bo mąż oglądał, to i ja z nim. Ale po rozwodzie zaprzestałam. Jestem bardzo do tyłu. Najlepiej pamiętam filmy z Rutgerem Hauerem, bo to mój aktorski idol. No jasne, blondyn z niebieskimi oczami 😅
UsuńU mnie cały miesiąc to tylko Julie Andrews
UsuńW różnych okresach życia
Hauer to dla mnie tylko "Ślepa furia"
Ach, bossski tam był! 💙💙💙💙💙
UsuńZ filmu pamiętam jeszcze oczy Meg Foster
UsuńA ja nie 😀, bo moja cała uwaga skoncentrowała się na idolu 😅
UsuńCieszę się, że znajdujesz radość w pisaniu.
OdpowiedzUsuńTo rzeczywiście jest dobra terapia...
Pisanie nie jest dla mnie terapią. Ono po prostu od niepamiętnych czasów jest jedną z moich podstawowych czynności życiowych 😅
UsuńWitaj Moja Droga 🙂
OdpowiedzUsuńCudowne że jesteś! Trzymam kciuki żeby z każdym dniem było lepiej! Sama wiesz najlepiej ile czasu potrzebujesz, aby dojść do Siebie 🩷,ale my zawsze będziemy czekać na Ciebie ile będzie trzeba 😘
Gorące uściski 😘
Myślę, że najgorsze już za mną. Odzyskałam chęć wypłynięcia na powierzchnię.
UsuńNie wyobrażasz sobie, jak bardzo się cieszę, że znowu jesteś i po blogach też chodzisz. Oby los był ci łaskawy, a życie mniej uciążliwe 😘
OdpowiedzUsuńŻycie już nie będzie mniej uciążliwe, w łaskawy los też nie wierzę, ale póki co, odzyskuję siły i to już jest coś. Jakiś centymetr sukcesu 😅
UsuńHej, nareszcie! Mocy przybywaj!
OdpowiedzUsuńNo, no, niech przybywa!
UsuńA gdzie mój komentarz? Pisałem, ale czy wysłałem? 🤔
OdpowiedzUsuńFajnie że jesteś, wchodziłem tu zobaczyć jaki stan rzeczy i ucieszył mnie widok nowego wpisu 😀 Przesyłam mnóstwo pozdrowień!
Hej, hej! Twój komentarz chyba wessała czarna dziura, bo nigdzie go nie ma, w spamie też.
UsuńDziękuję za pozdrowienia i odpozdrawiam!
Chyba nie wcisnąłem "wyślij" 🤣 Starość 😁
UsuńStarość, powiadasz... Nie wymiękaj, ja jestem od Ciebie starsza! 😅
UsuńOj tam, nie bądźmy już tacy drobiazgowi 😁 Dobrze że jesteś 👍
UsuńChyba nawet też się cieszę, że jestem 😅
Usuń:-)
OdpowiedzUsuńtirarira
Rira! Tira 💙
UsuńNajważniejsze, że wracasz - choćby na razie bardziej w trybie kapiszona niż pełnej petardy. Stan używalności nie musi przecież oznaczać natychmiastowego powrotu do ustawień fabrycznych; czasem sukcesem jest samo wystawienie nosa ponad krawędź Rowu Mariańskiego. Internet, zwykle pełen samozwańczych ekspertów, cudownych diet i zdjęć cudzych obiadów, bywa jednak zaskakująco solidnym opatrunkiem. Ci, którzy zawiedli w realu, wystawili świadectwo przede wszystkim sobie - i nie jest to świadectwo z paskiem. Wracaj więc we własnym tempie, bez egzaminu z dzielności i obowiązku tryskania optymizmem; ważne, że wracasz :)
OdpowiedzUsuńDobrze mądrego posłuchać! 🌹 Chociaż do ustawień fabrycznych już nigdy nie wrócę.
UsuńTempo nieważne, najważniejsze, że wracasz! To jest wiadomość warta wszystkich skarbów świata!
OdpowiedzUsuńDobrze czytać takie słowa - jeszcze ktoś chce mnie czytać 😆
UsuńCieszę się, że wracasz... :)
OdpowiedzUsuńDo przodu Frau Be! :)
No, no, no! Kogo tu nie było dłużej niż mnie? Hę? Też się cieszę, że wracasz 😅
UsuńPatrz, wakacje, najlepszy dla nauczycieli czas. i zmuszają nas do cieszenia się z tego wolnego czasu. A ja bym chciała, żeby szybko przeleciały i myślę o szkolnych obowiązkach, które by zajęły głowę czym innym. A mam pewne plany dla mojej szkółki.
OdpowiedzUsuńTobie jednakże życzę słonecznych myśli♥️ cieszę się, znalazłyśmy się w tym wirtualnym świecie.
Może w końcu przyjadę do Rzeszowa.
O mamusiu, tylko nie praca! Dla mnie to tylko zło konieczne i nic więcej.
UsuńFajnie, że jesteś i będziesz
OdpowiedzUsuńI ja też się cieszę 🙂
UsuńTak sobie teraz myślę i wymyśliłem, że może kiedyś w przyszłości byśmy się może spotkali w rzeczywistym świecie. Albo u mnie, albo u Ciebie. I wtedy przyjrzę się tej Okropnej i Mrocznej Żmii, która ostatnio Cię męczyła. A potem nakopię jej do zadka, wezmę w ręce, rozkręcę się z nią jak dyskobol i wyrzucę do Australii. Może tak być? ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Mozaika Rzeczywistości.
Chętnie spotykam się w realu z innymi blogerami. Tylko nie znęcaj się nad zwierzętami, żmija też człowiek! 🐍
Usuń:D Dobrze. To tylko kopnę akurat tę Żmiję w zadek, żeby już nie przychodziła z taką mocą.
UsuńTo nie żmija, to k***szon na "D". 😆
UsuńNo tak. Ale ja użyłem słowa zastępczego. Nie mniej szkoda, że nie da się jej nakopać do tyłka.
UsuńJakoś powoli nakopiemy. Chcę zaznaczyć, że też się cieszę, że wróciłeś do blogowania.
UsuńJakoś mnie naszło. Ale czy będę pisał tak jak kiedyś regularnie bardzo, to tego nie wiem.
UsuńNajważniejsze, że wróciłeś, a częstotliwość pisania to sprawa drugorzędna, choć nie powiem - ważna.
UsuńMoże i tak. Na ten moment to chwilami czuję się rozłożony na łopatki przez P.T. Klientów sklepu, dla którego pracuję. Ale są też i śmieszne momenty. Na razie jakoś nie mam o czym napisać na blogu za bardzo.
OdpowiedzUsuńNie martw się, samo przyjdzie coś do głowy.
UsuńJak to mawiali Chińczycy parę wieków temu: ,,Pożyjemy, zobaczymy".
UsuńI starożytni Rosjanie: pażywiom, uwidim.
Usuń:D Jak siedzieli z workiem szyszek do napędzania samowarów.
UsuńChętnie spróbowałabym tego czaju z samowara.
UsuńCiekawe czy jest różnica w smaku. Ale jakbym miał używać szyszek to czułbym się jak Sid z ,,Epoki Lodowcowej". I bym za każdym razem wrzucając szyszkę mówił: ,,O. Sysunia". :D
UsuńUwielbiam Sida i obie z córką często mawiamy "sysunia" 😀.
UsuńA jeszcze jest inny cytat: ,,O. Mlecyk. Chyba ostatni w tym sezonie". :)
UsuńTAK! Kocham! 💖 💖 💖 🤣 🤣 🤣
UsuńNie musi być od razu petarda. Ważne, że lepiej się czujesz i ciągnie Cię na blogi :) Choć trochę.
OdpowiedzUsuńCiągnie. Zdecydowanie. Zaległości mam! 😆
UsuńNo dobrze Cię widzieć (znaczy czytać), wiedzieć, że się dźwigasz z deprechy 😍
OdpowiedzUsuńStrasznie ciężka jestem, ale przynajmniej próbuję się podnieść. Jakaś wyciągarka by się przydała albo dźwig budowlany.
UsuńKochana, wreszcie! Już sam fakt że czytasz, piszesz to dobry znak! Wracasz do nas, do świata!
OdpowiedzUsuńPs zaglądałam a ciągle wisiał mi poprzedni post. Mam co nadrabiać, już zacieram rączki, brakowało mi Ciebie!
Cieszę się, że Cię mój powrót ucieszył 😀
Usuń