W przedostatnim moim poście Iwona Zmyślona użyła rzadko już dzisiaj spotykanego wyrazu „świekra”. Wzruszyło mnie to i spodobało mi się, więc pogrzebałam głębiej. A gdy się już dogrzebałam, to dym z czachy poszedł i mózg stanął mi w poprzek. No bo tak:
Moja Psiapsi mówi takie dziwne
rzeczy jak „stryjenka” i „wujenka”, co u nas w ogóle nie funkcjonuje. W codziennej
mowie używam wyrazów: „mama”, „tato”, „teściowa”, „teść”, „siostra”, „brat”, „babcia”,
„dziadek”, „ciotka”, „wujek”, „kuzyn”, „kuzynka” i na tym koniec. Tymczasem
są to spore uproszczenia, które dokonały się w języku z biegiem
czasu. Niektóre nazwy pokrewieństwa i powinowactwa przechowują jeszcze
gwary ludowe, ale chyba też już coraz mniej. Tymczasem dawniej przywiązywano
dużą wagę do stopni pokrewieństwa i powinowactwa, co znajdowało odbicie właśnie
w mowie.
W okresie staropolskim
rozróżniano przede wszystkim podział na „kądziel” i „miecz”. Krewni „po kądzieli”
to rodzina ze strony matki, a „po mieczu” – ze strony ojca. I teraz
tak.
Przodkowie matki to „kognaci”, a ojca
– „agnaci”. Już w tym momencie czuję się, jakbym rozpoczynała naukę zupełnie
obcego języka w Duolingo.
Im dalej w las, tym więcej
drzew. Mama i tato to „macierz” i „ojciec”. Ok, może być. Ale już ich
dzieci to „czędo”, bez względu na płeć. Wnuki to „wnęka” i „wnęk”, a dziadkowie
– „babka” i „dziad”. Jak mogłabym mówić na mojego ukochanego dziadka „dziadu”?!
Rodzice żony nazywali się „cieścią”
i „cieściem”, natomiast rodzice męża „świekrą” i „świekrem”. Swoją synową
nazywali „snechą”, snecha zaś na siostry męża mówiła „zełwy”, a na braci „dziewierze”.
Nadążacie? Bo ja już nie 😅.
Jeżeli bracia męża mieli żony, były to „jątrwie”. Z kolei dla męża siostra
jego żony była „świeścią”, a brat „szurzym”. Mąż świeści to „paszenog” (w tym
momencie ocieram pot z czoła)… I jedziemy dalej.
Brat ojca był „stryjem”, jego żona „stryjenką”, a brat matki „wujem” (analogicznie jego żona to „wujenka”).
Dzieci rodzeństwa to „nieściora”
i „nieć”, zamienione później na „synowicę” i „synowca” (potomstwo
brata) oraz „siostrzeniec” i „siostrzenica” (dzieci siostry).
Mąż ciotki to „pociot” lub „naciot”
(za nic nie powiem tak wujkowi !),
a kuzynostwo to „pociotki”.
Mąż siostry to „swak”. Siostry babki
nazywano „praciotkami”, a braci dziadków „wielkimi stryjami” lub „wielkimi
wujami”.
Pozostawiam Was zapewne z bólem
głowy, przepraszam, nie chciałam! Sama po napisaniu tego tekstu mam we łbie
cyrk, a w doopie karuzelę.

Faktycznie, przy tym upale, to istny ból głowy!
OdpowiedzUsuńU nas te wszystkie określenia nie funkcjonowały, znam je tylko z literatury.
Wujek ciotka, kuzynostwo, teść, teściowa, zięć, synowa, to jedyne mi znane.
Ciekawe ile z tych dawnych określeń jest używanych w innych rejonach kraju?
Archaizmy przechowują najczęściej gwary wiejskie i dialekty regionalne. U nas w rodzinie też funkcjonowało tylko to, co u Ciebie.
UsuńPo tej lekturze drzewo genealogiczne przestało mi przypominać drzewo, a zaczęło tablicę Mendelejewa pisaną po trzech kieliszkach zacnego miodu :D Człowiek myśli, że zna własną rodzinę, a wystarczy jedna jątrew, dwóch szurzych i paszenog, by potrzebował tłumacza przysięgłego. Dawna polszczyzna musiała mieć wyjątkowy talent do komplikowania tego, co i bez słownika potrafi człowiekowi wyjść bokiem ;)
OdpowiedzUsuńTo nie tyle sama polszczyzna, co obyczajowość. Dzisiaj my idziemy poniekąd na skróty.
UsuńOch,ile ciekawych rzeczy się dowiedziałam.Dziękuję
OdpowiedzUsuńEla D.
Nie mogę się zdecydować, czy te rzeczy są bardziej ciekawe, czy bardziej przerażające 😅
UsuńPrzestałam nadążać wcześniej niż Ty😅 Teraz zachodzę w głowę jak to możliwe, że miałam stryja, a przecież mój tato nie miał brata🤔... No, niemożliwe. Zełwa skojarzyła mi się z 'zołzą', a jątrwa z jątrzeniem. Wiem, nieładnie, ale to przez ten upał🥵
OdpowiedzUsuńMała popraweczka - jątrew, a nie jątrwa. Nie martw się, mnie się kojarzy tak samo. No i właśnie, dwaj moi wujkowie to bracia taty, więc pasowałoby nazywać ich stryjami, ale mi to przez gardło nie przejdzie 😅
Usuń„Stryjenka” i „wujenka” jeszcze moi dziadkowie mówili. Młodsze pokolenia faktycznie z tych słów nie korzystają. Sam zresztą też z nich nie korzystam, bo nie bardzo wiem komu je przypisać... Wujenka brzmi jak żona wuja, ale tą jest przecież ciotka 😂
OdpowiedzUsuńMoże ciotka i wujenka to to samo 🤔?
UsuńNie wiem, a dziadków zapytać już możliwości nie mam 🙄 Kiedyś, szczególnie na wsiach, to pokrewieństwo było bardziej pogmatwane i może stad to nazewnictwo? Mój dziadek mówił "wujko" do człowieka który był dość dalekim krewnym... 🙄 A stryjenka to żona stryja. Nie ma innego odpowiednika...
UsuńMój... e... jeden taki mówi na wujka "wuja".
UsuńMoja siostrzenica od małego mówi do mnie "wOj" 😉 Z tym że jej się tak utrwaliło 😉 A starsze pokolenia miały swoje dziwactwa, ale czy to źle? Oni żyli bliżej siebie więc i dla dalszych krewnych mieli swoje nazewnictwa. Nam to już nie potrzebne, bo większość dalszej rodziny możemy określić słowem kuzyn i będzie poprawnie 😉
UsuńTak jest i to jest naturalne, bo język jest ekonomiczny i dąży do skracania wypowiedzi oraz eliminowania słów. A że jest także żywy, to przyjmuje nowe słowa i tak to się kręci.
UsuńJedynie trochę smuci że te dawne słowa wymierają a zastępują je takie, których brzmienie nie jest zbyt ładne... Ale taka kolej rzeczy. Jakie pokolenia, takie słownictwo 🙄
UsuńO, to, to, to! Do bani z takim pokoleniem, słownictwem i Radą Języka, która zatwierdza błędy jako poprawność!
UsuńObecna młodzież jeszcze ten język "wzbogaca" wyjątkowo dziwacznymi zwrotami i strach pomyśleć w jakim kierunku to będzie ewoluować... 🙄
UsuńTo jakaś mieszanka z językami obcymi, nowomową i słowotworami. Jestem tym przerażona i pytam, po co jest ustawa o ochronie języka polskiego? Martwa litera i tyle.
UsuńBo u nas mówi się właśnie "wuja" ;)
UsuńCholera jasna... Mam to w uszach! 👂🏻👂🏻
UsuńKilka określeń nie jest mi obcych, reszta to zupełna nowość. Dużo z tych wyrazów brzmi moim zdaniem niesympatycznie... Dobrze, że nie są już używane.
OdpowiedzUsuńKiedyś tak nie brzmiały, były normalne jak chujec (wieprz) i maciora (matka). Po prostu przez setki lat zmieniła się obyczajowość.
UsuńPodobnie srom... tyle tylko, że kiedyś było to określenie "beee..." Teraz zaś nie jest używane nagminnie ale też nie jest niczym obraźliwym.
UsuńKiedyś znaczyło to mniej więcej tyle, co współcześnie "cipa" ...no i ozbaczało to drzewiej - wstyd, hańbe ( sromota)
Władysław Jagiełło tak raz wyzwał swojego lekarza, kiedy ten postawił pod znakiem zapytania jego potencję. To było przed ślubem z Sonką, czyli Jagiełło młodzikiem już nie był.
A tak jeszcze mi się nasunęło. Kiedy byłam mała ( jakieś 8- 10 lat) to podczas konfliktów na podwórku dzieciaki wyzywały matki przeciwników od macior : " - Twoja matka zo maciora!
Usuń- Nieprawda, bo twoja!"
I już był powód do bójki.
No tak. A dzisiaj "twoja stara nie ma dzieci" albo "twoja stara robi zdjęcia aparatem słuchowym".
UsuńA, właśnie, przecież jest jeszcze "dupa", która dawniej była po prostu dziurą, dziuplą w drzewie.
UsuńNa mnie zrobiła wrażenie odzywka młodzieży ( tyle tylko, że to już stare chyba ) : " Powiedz kto cię spłodził, to cię pomścimy." :)
UsuńTak, ja ją też znam, fajowa jest 😀
UsuńRozumiem, co macie na myśli, ale nie chodzi mi o obyczajowość. Jestem wyczulona na brzmienie słów, także tych współczesnych.
UsuńRozumiem Cię również.
UsuńAle jak masz cyrk i karuzelę, to znaczy, że wracanie do nas odbywa się może powoli, jednak cały czas do przodu. :)
OdpowiedzUsuńTym wpisem przypomniałaś mi o materiałach na Youtubie. Jest taki jeden twórca, Surreaktor się zwie i poza filmami na różne tematy, o tłumaczeniach filmów z angielskiego na polski zajmuje się też pochodzeniem wyrazów. Nie wiem czy ma w tym kierunku wykształcenie czy tylko się interesuje tym, jednak niektóre jego rozkminy na temat słów też powodują dym z czaszki, jednak pozytywny. I najśmieszniejsze są wstawki, gdzie nawiązuje do ,,praindoeuropejskiego korzenia" jakiegoś wyrazu, a w tle są jakieś wybuchy jądrowe itp. :D
Z innych dobrych twórców polecam Pana Doktora, który robi filmiki animowane o historii. Ale on z tego co wiem jest historykiem, a nie badaczem domorosłym. Chociaż czasem ci drudzy zaginają specjalistów. :)
Pozdrawiam!
Mozaika Rzeczywistości.
Jeszcze a propos słowa stryjenka to w ,,Klanie" jest używane. Taka ciekawostka. :D Szczerze mówiąc to nie zapamiętałbym tych wszystkich nazw, o połączeniu ich z jakąś osobą należy też zapomnieć. Jak ja mam problem, żeby ustalić na przykład kim jestem dla syna córki siostry mojej Mamy. :D
UsuńChyba wujkiem, mam takie samo pokrewieństwo w rodzinie 🤔.
UsuńTo prawda, że wiele języków ma wspólny korzeń praindoeuropejski. Język praindoeuropejski był (tysiące lat p.n.e.) przodkiem języków indoeuropejskich - w wypadku Europy słowiańskich, germańskich, romańskich, bałtyckich, celtyckich, helleńskich. To taki język-pramatka, tak jak dla ludzi pramatka Ewa, ta od węża i owocu z drzewa zakazanego 😀
UsuńMyślę, że kiedyś to ułatwiało identyfikację osoby- szybciej było wiadomo o kim mowa. Dziś traktujemy to bardziej opisowo.
OdpowiedzUsuńI jeszcze jedno: dzieci brata to bratanek i bratanica, tamtych nazw nie znałam.
Tak, to było ważne. Dzisiaj idziemy na skróty. Prawdopodobnie dlatego (dla ułatwienia) pojawili się bratanica i bratanek.
UsuńCiekawe jak ludzie dawniej dawali sobie radę z tym całym nazewnictwem? Czy sami się w tym wszystkim nie gubili?
OdpowiedzUsuńChociaż z drugiej strony to był ich chleb powszedni, więc może ... sypali tytułami rodzinnymi jak z rękawa.
Sypali. Tak jak mówisz, to był ich język codzienny, od dziecka mimowolnie uczony się.
UsuńWujenka, tudzież stryj i stryjenka funkcjonowało jeszcze w szeroko pojętej odnodze rodzinnej od strony mojej mamy (pochodzenie tej części rodziny z okolic Poznania), ale to było sto lat temu, kiedy byłam małym szkrabem, więc tak dawno, że dopiero Twój wpis przypomniał mi o tym. Nie mam już z nimi kontaktu dlatego nie wiem, czy dzisiaj także funkcjonuje tam to nazewnictwo. Reszta jest dla mnie także cyrkiem i karuzelą :)
OdpowiedzUsuńCyrk, karuzela i jazda bez trzymanki! 🙂
UsuńMieszkam w Wielkopolsce od urodzenia, czyli lat kilkadziesiąt i u nas w rodzinie nikt nigdy nie używał określeń stryj, czy stryjenka :) Nie słyszałam też nigdy takich słów u kogokolwiek z rodziny, czy znajomych w różnym wieku.
UsuńWiesz, Wielkopolska to specyficzny region...
UsuńPociot? Naciot? Toż to obraźliwe jest! 😱
OdpowiedzUsuńNo, tak brzmi 🤣
UsuńJestem stryjem dla swojej bratanicy, bo u mnie szczęśliwie nadal się tego terminu używa.
OdpowiedzUsuńA znasz jakieś, z przeproszeniem, nacioty albo pocioty?
UsuńNie znam, bo to już dawno wyszło z użycia.
UsuńTylko jątrwie jątrzą wciąż...
UsuńU mnie w rodzinie określenia pociotki używało się na dalekich krewnych, też od czasu do czasu tego określenia używam. Przykładowo "Iksińscy to takie nasze pociotki" znaczy się piąta woda po kisielu ;)
UsuńBraci mojego dziadka, ojca mojej mamy, mama nazywała stryjkami, a ich żony stryjenkami. Ja jednak w kontakcie z nimi zwracałam się do nich wujku oraz ciociu.
W rodzinnej wsi mojej mamy słyszałam nieraz określenie świekra.
A tak w ogóle to zadowolonam bardzo że współcześnie żeśmy to sobie uprościli. Wynika to jednak z tego że nasze relacje rodzinne są bardzo zawężone i nie wiem czy to jest na pewno powód do radości. Bo drzewiej rodzina często ograniczała swobodę najbliższych, ale generalnie była wielkim oparciem. Więzy krwi miały bardzo duże znaczenie, ale chyba zależały od stopnia pokrewieństwa i stąd to bogactwo określeń, aby było wiadomo kto zacz.
W mojej rodzinie pociotki funkcjonują tak jak u Ciebie, ciocie i wujkowie tak samo..
UsuńW mojej rodzinie istnieje inny problem. Byliśmy i jesteśmy bardzo zżyci i rodzinnie, jednak bardzo się kurczymy ilościowo. Powymierało pokolenie dziadków, pokolenie rodziców też zaczyna powoli wymierać, a młodzi się rozłażą po Polsce, poza tym mają po jednym dziecku (i ja też).
U nas tez funkcjonuje pojecie "pociotki" jako ta "siodma woda po kisielu" :)))) To bardzo pocieszne wyrazenie i bardzo pojemne.
UsuńTak, u nas znaczy to samo.
UsuńUżywam tych samych określeń, jak Ty. Zresztą mam tak niewielką rodzinę, że inne są zbędne :)
OdpowiedzUsuńMoja rodzina była kiedyś liczna, a teraz wymiera... W Najmłodszym pokoleniu jest tylko jeden chłopieć o naszym nazwisku, jedynym w Polsce.
UsuńDokonalaś bardzo ciekawej dysertacji naukowej, jak mówiły nasz promotor.👏 Znam prawie wszystkie słowa z racji wyksztalcenia👍 w mojej rodzinie pochodzącej spod Sandomierza używaliśmy tych nazw. Mój jeden dziadek urodził się ok 1885 roku, miałam też i pamiętam prababcie z ok 1870r.
OdpowiedzUsuńMów mi wuju- chciałoby się powtórzyć za Zaglobą.
Na żonę wuja/ brat babci/ mówiliśmy wujna.
Z językoznawstwa u dr Ampel/?/ miałam dobre zaliczenia.♥️
Ja miałam z nią przez dwa lata gramatykę opisową, cudowna była. Ostra, ale mnie nie przeszkadzało, ja kocham gramatykę.
UsuńJuz wcale sie sobie nie dziwie, ze genealogia i jezykoznawstwo -to nie moj konik. Przy takim slownictwie mozna zapomniec ,,jezyka w gebie.,,. :-)
OdpowiedzUsuńOj, można 😂
Usuńtak, kiedyś studiowałem te dawne nazwy i najbardziej mi utkwiła w pamięci jątrew... tylko uwaga: jątrew to ona jest dla żony jej dziewierza, ale dla niego samego to ona jest bratowa...
OdpowiedzUsuńi to się klei... mój ojciec miał drugą żonę /dla mnie to macocha/ i mój stryj /zawsze zwany wujkiem zresztą/ miał żonę, obie psiapsie ze studiów zresztą... i to babsko odpsiapsiało się od tej psiapsi, znielubiło ją czemuś i tak jątrzyło, że w pełni zasługiwało na tą nazwę...
a ja uciekłem do matki z tego domu wariatów żeby nie oszaleć, ale to już osobna sprawa...
p.jzns :)
Nie wiem, dlaczego, ale i mnie jątrew utkwiła w pamięci najlepiej. Prawdopodobnie dlatego, że to bardzo dźwięczne i wdzięczne słowo.
UsuńNa blogu zaczęłam mamę Freda nazywać świekrą i tak już zostało :)
OdpowiedzUsuńPrawidłowo 🙂
UsuńLubię dawne nazwy, ale w kwestii powiązań rodzinnych gubię się, więc nie wiem kto jest kto.
OdpowiedzUsuńZasyłam pozdrowienia
Archaizmy są fajne, ale fakt, w tych powiązaniach rodzinnych też się pogubiłam.
UsuńWiększość mi znana, a to z okazji rozwiązywania miliona krzyżówek.
OdpowiedzUsuńI nie giniesz w tym jak Mańka w Czechach?
UsuńRaczej nie. Ale to chyba dlatego, że zawsze dążyłam do ułożenia jakiegoś schematu, który ułatwia zapamiętanie.
UsuńRobisz sobie drzewko 😀
UsuńStryj, stryjenka, wujenka - to pamiętam ze swoich rodzinnych kontaktów.
OdpowiedzUsuńZa resztę dziękuję :)
Ja nawet za te wymienione przez Ciebie dziękuję 😀
UsuńI bardzo się cieszę że te nazwy wyszły już z użycia. Świekra ma zaś w swojej nazwie tak duży ładunek pejoratywny, że moja żona używała go w chwilach wielkiej irytacji na swoją teściową. Oczywiście tylko w rozmowach ze mną. Oficjalnie mówiła - mamo. KIndersztuba.
OdpowiedzUsuńTak, mnie się świekra kojarzy z siekierą, podobnie pejoratywne brzmi jątrew.
UsuńKto by pomyślał, że jedna świekra(moja była dla mnie podła, ale też i niedoszła), wywoła tak piękny post i równie ciekawe komentarze. W rodzinie mojej matki zachowały się tylko określenia stryj(dla brata ojca) i stryjenka dla jego żony. My z siostrą do stryja naszej matki mówiliśmy wuju(był najwspanialszym wujkiem w rodzinie). Na brata mojej babci mówiłyśmy też wuju, a do jego żony ciociu, a nie wujenko. Moja matka na dzieci brata mówiła bratanek, bratanica, a siostry siostrzeniec, siostrzenica. Ja i siostra też tak określamy nasze dzieci(mój syn był siostrzeńcem dla siostry) tak jak jej córka jest dla mnie siostrzenicą(najlepszą, nie tylko dlatego, że jedyną). Dzieci od brata i siostry matki, to kuzyni i kuzynki. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńNo tak, oprócz stryja i stryjenki w mojej rodzinie wszystko funkcjonuje tak samo.
UsuńJa jednak wolę obecne uproszczenia. Dawniej większą wagę przywiązywano do powiowactwa i koligacji, więc trzeba było dokładniej nazywać każdego w rodzinie. W rodzinie mojego taty nadal używa się określeń wujek i wujenka, w rodzinie mojego męża - stryj i stryjenka - tam nawet najmłodsze pokolenie jeszcze tak mówi, więc mój mąż jest stryjem dla bratanków, a ja dla nich - stryjenką. My jednak mówimy - wujek i ciocia. Bratanek, bratanica, siostrzeniec, siostrzenica - to mamy stale w użyciu. Świekra jest znanym nam słowem, ale nie używanym. Ale te jątrwie i dziewierze... o matko, kto by to spamiętał, a jakby tak kogoś nazwać to by sie pewnie obraził ;).
OdpowiedzUsuńNo właśnie. A co by było, gdyby komuś powiedzieć, że jest naciotem? Albo cieścią?
UsuńKiedyś spędziłem trochę czasu zapoznając się z właściwą terminologią i szybko zaczęła mnie boleć głowa. Poza tym nie posiadam tak rozległej rodziny, aby te wszystkie nazwy były dla mnie ważne. Słowo "kuzyn" chyba stało się dla mnie najlepszym rozwiązaniem i nie muszę się głowić nad właściwą definicją. Pamiętam, że w Rosji czy ZSRS dzieci na dorosłych często mówili "wujku"--zapamiętałem to z wiersza Majakowskiego.
OdpowiedzUsuńNota bene, zrobiłem sobie badanie DNA i na stronie tego serwisu pojawiło się b. dużo osób (dokładnie 8,236), z którymi mam jakieś tam podobne DNA.
Najbliższe mi osoby to "kuzyn trzeciego stopnia, z 1% wspólnego DNA i kuzyni drugiego lub trzeciego stopnia 1x usunięty... to znaczy, że mamy tych samych pra-pradziadków, albo jeszcze bardziej pra... A ta najmniej spokrewniona osoba to "przyrodni kuzyn trzeciego stopnia, 1x usunięty lub kuzyn czwartego stopnia"--co oznacza, że dzielimy jednego pra-pra-pra dziadka czy babcie, żyjących ok. 150–200 lat temu. Tak czy owak, w tym się gubię.
Wiele lat temu poznałem starszą kobietę, która mówiąc o swoich znajomych czy członkach rodziny, używała non-stop słowa "kum", którego znaczenia kompletnie nie znałem. Potem wypatrzyłem na Internecie, że to znaczy "chrzestny"-ale ona chyba używała go jako "kuzyn", bo ileż tych chrzestnych mogłaby mieć?
@Jack - Kum to też sąsiad, kolega. Ta pani chyba bardziej w tym znaczeniu używała tego słowa 🤔🙂
Usuń@Aśka: Na pewno tak, chociaż to było trochę śmieszne-poza nią nigdy nie spotkałem się w ogóle z tym wyrażeniem. Bardziej pamiętam "kumoszka".
UsuńRe-re-kum-kum, re-re-kum-kum! 🐸🐸🐸
UsuńTak mi się jakoś skojarzyło.
Kum i kuma (tudzież kumoszka) kojarzą mi się z wsią i gwarą.
Uwielbiam takie słownictwo. Dzięki!
OdpowiedzUsuńFajne jest, mnie też podobają się różnorakie archaizmy. Czasem brzmią bardzo atrakcyjnie, jak jątrew i paszenog 😀.
UsuńO masz, nie wiedziałam, że te nazewnictwo nie dla młodzieży aktualnej, może być problematyczne, serio. Świekra bardzo mocno mi się podobuje, ale nie używam, bo prawnie nie mam, a nie wiem czy jeśli nie posiadam papieru to czy mogę używać. Poza tym, moja raczej średnio na świekrę pasuje, więc niech już zostanie po prostu Jolą. Wujenki i stryjenki również uwielbiam, ale najwięcej czułości mam do wujenki. Tak uroczo brzmi. Ostatnio sobie z moim chłopem rozmawialiśmy na temat różnych regionalizmów. Bo dla mnie odmiana - tatowi, jest po prostu nie do przyjęcia, ale wiem, że jest w używaniu i za każdym razem kiedy słyszę uczy mi krwawią okrutnie. U mnie odmieniało się tacie..
OdpowiedzUsuńNormalka, że "tacie". Hasło "tatowi" jest kompletnym nieporozumieniem i grzechem ciężkim przeciwko językowi.
UsuńMnie te świekry, stryje i wujenki przez gardło nie przechodzą i w ogóle nigdy nie było ich w użytku w mojej rodzinie.
Jestem świekra, więc wszystkie dowcipy i dowcipasy o teściowych mnie nie dotyczą, ha, ha.
OdpowiedzUsuńMój ojciec używał słowa stryj, mając na myśli brata swojego ojca. Może dlatego, że Karolów w rodzinie było dwóch?
Ojciec używał też czasami słowa gościni, mówiąc o szczególnie szanowanej ciotce. Wyraz, który dzisiaj przez niektórych jest bardzo wyśmiewany. Mam wrażenie, że stryj i gościni były takim trochę słownym hołdem dla tych osób. Podkreśleniem, że ich się szczególnie poważa .
Pociotki chyba wszędzie nadal funkcjonują.
Ciekawe, czy od słowa jatrwa wziął się czasownik jątrzyć?
Raczej wątpię w pokrewieństwo tych dwóch wyrazów. Mają zupełnie innych "przodków" wyrazowych, choć oczywiście wzięły się z prasłowiańszczyzny i były używane w okresie staropolskim, czyli tak do XVI wieku.
UsuńMówiłam na moją teściową "teściowa" i mój brat też ma "teściową", i moi rodzice mieli teściów... Lubię bardzo archaizmy, są piękne.
Olaboga, aż w głowie się kręci! Cóż za wymyślne określenia! O części nie miałam zupełnie pojęcia! Usciski ♥️
OdpowiedzUsuńCiekawe, prawda? Lubię archaizmy.
UsuńBardzo spóźniona, ale chciałam powiedzieć, że bardzo podobał mi się post. Od azjatyckich znajomych wiem, że u nich do tej pory mówi się inaczej na siostry/ braci starszych, inaczej na młodszych, inaczej na ciotki od strony mamy, inaczej na tych od strony taty i nie byłam świadoma, że u nas w języku polskim też było kiedyś takie rozróżnienia. Jakoś mi to umknęło podczas czytania lektur czy książek z poprzednich wieków.
OdpowiedzUsuńNa pewno istniały w okresie staropolskim, do XVI wieku. Później - nie jestem pewna.
UsuńUczyłam się o tych wszystkich rodzinnych zależnościach gdzieś w czwartej klasie. Ale i tak niewiele z tego pamiętam.
OdpowiedzUsuńTego chyba nie da się zapamiętać 😅
Usuń