1. W czasie matur dostałam od polonistki z zaprzyjaźnionej
szkoły taki oto kubek. Zachwycił mnie, bo ta podziałka głosi samą prawdę 😅.
3. Kilka dni temu, gdy mama była
po kolejnej chemii, przeglądając dokumenty ze szpitala, natknęłam się na
sformułowanie „rokowania poważne”. Nie zrozumiałam, czy poważne na „tak”,
czy poważne na „nie”. W domu diabli mnie podkusili, żeby sprawdzić, co to znaczy.
No i się dowiedziałam, że to rokowania kiepskie. Jestem rozwalona, zdruzgotana,
nie mogę sobie znaleźć miejsca. Mama nadal czuje się dobrze, ostatnio
włączono jeszcze jakiś nowy lek. Podobno skuteczny, ale kto go tam wie, co z tego
wyjdzie, skoro rokowania do dupy… Boję się, wiecie?
Nie mogę się uspokoić. Niech
nikt nigdy i w żadnych okolicznościach nie straszy mnie pośmiertnym piekłem.
Piekło jest tutaj, na ziemi – i we mnie.

Ty nie sprawdzaj w internecie tylko spróbuj pogadać z jej lekarzem, albo z nią samą. Wiem że będzie to cholernie trudne, ale przecież rozmawiać nawet i o TYM musicie... Mnie też żal tych zwierząt. Widziałem w internecie od groma filmików z uciekającymi przed ogniem przerażonymi zwierzakami. Nawet nie chcę myśleć ilu się uciec nie udało.
OdpowiedzUsuńZa ten Internet już mnie wczoraj brat opieprzył. Ma doświadczenie w tych sprawach. Uświadomił mi także, że skoro do chemii dołączono jeszcze jakiś nowoczesny i bardzo drogi lek, to znaczy, że lekarze widzą szansę na wyzdrowienie.
UsuńOpieprzenie Ci się należało, bo umówmy się, w internecie można znaleźć przepis na makowiec, ale tak poważne rzeczy lepiej jednak konsultować z poważnymi ludźmi a nie wujkiem Google 😉
UsuńTak i on z bratową już się na tym przejechali. Teraz słuchają wyłącznie lekarzy.
Usuńa propos wujka Googla... właśnie się dowiedziałem, jak rosyjski wujek Hugieł tłumaczy slowo "choroszyj" /dobry/... uwaga: "cienki"... gdy wyjaśniłem, co tak naprawdę po polsku znaczy słowo "cienki", a było tego sporo, bo podałem nieco różnych zwrotów frazeologicznych, w których ono występuje, to moje źródło informacji spadło z krzesła... nie widziałem, ale wierzę na słowo, mimo, że rosyjskie...
Usuń"Charaszoj", nie "choroszyj" - może stąd wynikł błąd.
UsuńI Ty rób to samo a zaoszczędzisz nerwów, z którymi ostatnio i tak u Ciebie nie za wesoło. Skoro leczenie trwa to znaczy że jest nadzieja na pokonanie tego cholerstwa.
UsuńBratowa jest już zdrowa, pomogło mi to przekonać się, że Google nie leczą.
UsuńGdybym wpisał w Google wszystkie swoje dolegliwości to wyskoczyła by mi odpowiedź że co najmniej od dwustu lat jestem martwy 😉 Można się tym posiłkować, ale nie można do końca ufać.
UsuńJa kiedyś wpadłam do lekarza z rykiem, że mam raka mózgu. Dzieciątko było wtedy małym pampersiakiem. Nie mieliśmy jeszcze komputera i Internetu, ale mój mąż dysponował całą baterią encyklopedii medycznych. Tam wyczytałam, że powiększone węzły chłonne z tyłu na szyi, u podstawy czaszki, to na bank złośliwy guz mózgu i amen. Lekarz mnie wyśmiał, opierdzielił i zapisał antybiotyk na zapalenie węzłów chłonnych, którego nabawiłam się, jeżdżąc samochodem z szybami odsuniętymi na przestrzał 🤣
Usuń@F.B...
Usuńjuż mam, musiałem przewinąć taśmę WA, to było tak: "Хорошо"poniżej "khorosho", a tłumaczenie "cienki"... czyli trochę ja spaliłem wcześniej... no, ale wychodzi na moje, że było co obśmiać...
Obśmiać zawsze jest co 😅 Byle tylko chciało nam się śmiać!
UsuńTak to jest jak człowiek próbuje być mądrzejszy od lekarzy 😅 I zawsze wynajdziemy tą najczarniejszą opcję... 🙄
UsuńNiektórzy wynajdują najlepsze opcje. Nasz problem polega na tym, że życie nas przyzwyczaiło do tych najgorszych.
UsuńFakt, gdy człowiekowi w życiu się nie wiedzie to w końcu przestaje wierzyć w te pozytywne opcje i zaczyna z góry zakładać to co najgorsze.
UsuńMyślę, że pesymistami się nie rodzimy, tylko się stajemy.
UsuńTak, to kolejne kopniaki od losu zabijają w nas optymistyczne patrzenie na świat i życie.
UsuńOd losu, ale i od ludzi.
UsuńMoże nawet częściej od ludzi... Ale co począć, takie mamy cholerne "szczęście" w życiu...
UsuńZa to od żadnego zwierzęcia nigdy nie doznałam niczego złego.
UsuńJa też nie, dlatego zdecydowanie wolę obcować z nimi, niż z ludźmi.
UsuńNo, ja jeszcze lubię obcować z wybrańcami, których lubię.
UsuńJa też, ale od pewnego czasu jestem naprawdę dość wybredny jeśli chodzi o ludzi, których wpuszczam do swojego świata. Człowiek nabiera rozumu, gdy się boleśnie zawiedzie.
UsuńSzkoda, że to nabieranie rozumu musi tak boleć.
UsuńWoooooooooooooooooooooooooohooooooooooooooooo! Dawno nie miałem na tym blogu pierwszego komentarza 😉
OdpowiedzUsuńOoooooooooooo! Jesteś zdobywcą Pucharu Świata we wpisywaniu komentarzy na moim blogu!
Usuń😅😅😅😅😅
UsuńMasz rację,że każdy własne piekło nosi w sobie.🙁
OdpowiedzUsuńNie każdy.
UsuńChyba.
Praca i różne inne zajęcia są najlepsze na rozproszenie myśli. Moje Kim dostaje już morfinę. Leży spokojnie i mocno chrapie jak kiedyś. Ja wtedy cały czas coś sprzątam, również w ogrodzie, ale bez wysiłku, żeby mnie kręgosłup nie bolał. Wieczorem czytam kryminały, teraz Siembiedy, bo są wciągające. Biorę też lekkie tabletki uspokajające na noc, żeby dobrze spać.
OdpowiedzUsuńTeoretycznie tak. W praktyce różnie bywa, ale staram się zarąbać pracą.
Usuńkuban trafiony - zatopiony...
OdpowiedzUsuńnie psuj mi humoru, a zresztą, w temacie zwierzaków w płonących lasach i w ogóle centralnie w całym temacie eko to mi chyba bardziej popsuć go nie można...
naukowe eufemizmy... tak na dobrą sprawę, to w pewnym wieku rokowania zawsze zaczynają poważnieć... nie jest to jednak pocieszające...
p.jzns :)
Tak, oboje mamy maksymalnie popsute humory.
UsuńPiekło zawsze jest w nas, a koszmary w głowie...
OdpowiedzUsuńGdybyś oglądała filmy, poleciłabym Ci mój wczorajszy na Netflixie , poryczałam na końcu, ale tak oczyszczająco.
Netflix ma mama, ja tylko w Internecie wykupiłam sobie dostęp do Playera, ale i tak praktycznie nie korzystam.
UsuńWiem. I Cię nie opieprzę ❤️🩹
OdpowiedzUsuńDziękuję, opieprz nie byłby mile widziany 😉
UsuńPowtórzę tylko za Gałczyńskim :
OdpowiedzUsuńLiryka, liryka,
tkliwa dynamika,
angelologia
i dal.
Myślisz, że liryka?
UsuńMyślę, że jak w piosenkach - Ale jutro znów pójdziemy na całość
UsuńPiosenki pisane są życiem 😋
UsuńTo bardzo poruszający wpis — pełen silnych emocji, trudnych doświadczeń i ogromnego ciężaru, który ta osoba w sobie niesie. Widać w nim zarówno ból, jak i bezsilność wobec rzeczy, na które nie ma wpływu.
OdpowiedzUsuńW takich chwilach najważniejsze jest, żeby nie zostać z tym samemu i mieć wokół siebie ludzi, którzy potrafią wysłuchać i po prostu być obok.
Ta osoba to ja.
UsuńBardzo mi przykro... Nic dziwnego że zamieszkał w Tobie niepokój....
OdpowiedzUsuńNic nie trwa wiecznie, może kiedyś karta się odwróci.
UsuńO! I to jest optymistyczna odpowiedź na komentarz, Frau. "Nic nie trwa wiecznie", Twoje bolączki też mają jakiś limit. Moja szklanka zawsze w połowie pełna więc mogę Ci odlać połowę mojego optymizmu. Ćwiartka to zawsze więcej niż nic 🙂
UsuńDawaj, przyjmę każdą ilość! 😅
UsuńPrzeczytałam cie wczoraj i nie wiem.co ci napisać. Tez uważam, ze pieklo jest tu. I tyle. Oraz tez bardzo mi przykro.
OdpowiedzUsuńDzięki, Teatru. Nie potrzeba wysilać się na bógwico, wystarczy mi Twoje "i nie wiem.co ci napisać". Jestem wdzięczna wszystkim, którzy tutaj się pojawiają.
UsuńBrat ma rację - z lekarzem rozmawiaj, a nie czytasz wypociny wiadomego wujka. I oczywiście, że tak - piekło jest tu, na Ziemi. A nie dopiero po życiu. Dla tych, którzy sobie na to zasłużyli. W te baśnie z mchu i paproci przestałam już wierzyć.
OdpowiedzUsuńA w Żwirka i Muchomorka?
UsuńW internecie jak już sprawdzasz to nawet z "głupim" katarem wyjdzie, że jednak umierasz. Skoro mama czuje sie dobrze, to na tym bym bazowała. Kolejna sprawa i wiem trochę od innej strony bo mam kuzynkę pielęgniarkę. Oni muszą tak pisać. Bo gdyby napisali - rokowania dobre, a nagle nastąpiłoby pogorszenie, wtedy możesz się z nimi sądzić o wprowadzenie w błąd. Dlatego często piszą nad wyrost. I jak już inni pisali, najlepiej gadać z lekarzem, albo też konsultować z jeszcze innym.
OdpowiedzUsuńTrzymaj się, masz prawo się bać i dobrze, że o tym piszesz. Tylko proszę nie rób sobie tego i nie czytaj rokowań w internecie. Bo każdy człowiek jest inny, a internet opiera się na statystykach, które nie mają w swoich danych każdego chorego.
Już zmądrzałam, brat mnie przekonał 😉
UsuńSłuchaj brata. Nie ma co się martwić na zapas.
OdpowiedzUsuńZgadzam się z Dariuszem.
UsuńA to nie zdarza się często ;)
Zgadzam się z Wami. Brat ma na mnie dobry wpływ. I w tej akurat materii doświadczenie.
UsuńAd.1 Fajowy bardzo:-) Ciekawi mnie, jak smakuje epicka kawa;-)
OdpowiedzUsuńAd.2 Wielka tragedia! Strach i ból zwierząt odczuwam fizycznie, a teraz jeszcze przygnębiła mnie informacja o ścięciu drzewa z gniazdem bielików... Co za potwór to zrobił?!
Ad.3 Też mam 'poważne rokowania', bo- jak powiedział mi lekarz- to jest poważna choroba i nie można jej bagatelizować na żadnym etapie. Pamiętam, że niedawno napisałaś, że badanie histpat u mamy wyszło dobrze i to jest ważne. Najprawdopodobniej w oparciu o nie, włączyli ten nowy lek. Ślę Wam obu moce!
To jakiś lek celowany, podobno o dużej skuteczności. Jak mawia mama (wieczna optymistka): póki życia, póty nadziei.
UsuńSłuchaj mamy:-)
UsuńSłucham, już mi trochę przechodzi ten wstrząs.
UsuńRokowania to takie "Na dwoje babka wróżyła". Trzeba być dobrej myśli. Zwłaszcza mama powinna być dobrej myśli i walczyć ze skurczybykiem!
OdpowiedzUsuńMoja mama jest wieczną optymistką. Używa życia, zupełnie jakby nie była chora. Pod tym względem jest idealnie.
Usuń...
OdpowiedzUsuńNo co powiedzieć 😢
Kto to wie...
UsuńWyjdź z piekła. Przejdź się w jakieś inny miejsce. Mniej złowieszcze.
OdpowiedzUsuńDobry pomysł, tylko... znasz drogę?
UsuńPo lekturze Twojego wpisu zostaje cisza - taka, w której człowiek po prostu chce życzyć autorce dużo siły i ogromu dobrych myśli.
OdpowiedzUsuńDziękuję, tym niemniej trochę zaczynam się uspokajać.
UsuńPrzytulam. Tak od serca. I z powodu puszczy i z powodu strachu o Mamę. I po prostu. PS: zaraz wracam.
OdpowiedzUsuńPamiętaj - czekam!
Usuń