Tajemnicza.
Groźna.
Niebezpieczna.
Nieczysta.
Obrzydliwa.
Zabójcza.
Plugawa.
Kobieta miesiączkująca.
W starożytności (Grecji, Egipcie, Rzymie) miesiączka była
uznawana – i słusznie – za przejaw kobiecego zdrowia, jednocześnie jednak
wiązało się z nią myślenie magiczne. Królowały niedorzeczne poglądy,
jak ten, że kobieta miesiączkująca ma moc wyplenienia szkodników w polu
lub ogrodzie, rozganiania burz, odpędzania gradu. Krew miesięczną postrzegano
jako substancję groźną, powodującą kwaśnienie wina, opadanie owoców z drzew,
mętnienie luster, wymieranie pszczół, tępienie i rdzewienie żelaza. Z drugiej
strony próbowano nią leczyć dnę moczanową, wrzody, wściekliznę, bóle głowy,
padaczkę. Używano jej jako składnika maści przeciwzapalnych. Kultura judeochrześcijańska
(dlaczego mnie to nie dziwi?!) uznawała kobietę menstruującą za plugawą, nieczystą,
obrzydliwą. Pojawiły się zakazy uczestniczenia w obrzędach
religijnych, przygotowywania jedzenia czy kontaktu z innymi ludźmi. Wszystko
to za sprawą pramatki grzechu – Ewy, za której sprawkę płacą w ramach
odpowiedzialności wszystkie kobiety świata.
Przez większość historii ludzkości menstruacja była tematem tabu,
otoczonym albo przesądami, albo milczeniem. Średniowiecze dolało oliwy do
ognia, produkując takie pomysły jak ten, że współżycie w czasie miesiączki
może zabić mężczyznę albo taki, że gdyby doszło w tym czasie do zapłodnienia,
dziecko będzie opętane, ślepe, ułomne albo rude 😂.
Te i inne mity pokutowały przez stulecia praktycznie jeszcze do początków
XX wieku.
Jednocześnie próbowano radzić
sobie z krwawieniem. Historia środków higieny menstruacyjnej to trudna opowieść
o pomysłowości, biedzie, wstydzie, rozwoju medycyny i zmianach
społecznych. Kobiety stosowały to, co było dostępne pod ręką: kawałków
materiału, wełny, mchu, trawy, papirusu, futra zwierząt, gąbek morskich, watowanych
tkanin. W starożytnym Egipcie używano miękkiego papirusu zwijanego w formę
przypominającą tampon. W Grecji stosowano kawałki drewna owinięte
materiałem. W wielu miejscach świata kobiety po prostu nosiły kilka warstw
odzieży i pozwalały krwi wsiąkać w tkaniny. Przez długi czas bielizna
w dzisiejszym rozumieniu praktycznie nie istniała, więc kobiety po
prostu krwawiły w ubrania. Bogatsze mogły używać wielorazowych szmatek lub
specjalnych „podpasek” z tkanin. Problem polegał na tym, że pranie było
trudne, dostęp do czystej wody ograniczony, a higiena ogólnie wyglądała
inaczej niż dziś. Materiały wielorazowe prano i używano ponownie przez
lata.
Menstruacja była tematem
wstydliwym, którego nie poruszano publicznie. W XIX wieku
zaczęły pojawiać się pierwsze produkty przypominające współczesne podpaski,
były jednak niewygodne i drogie. Kobiety używały składanych wkładów tekstylnych
i pasów menstruacyjnych. Te pierwsze „podpaski” nie miały kleju.
Mocowano je do pasa noszonego wokół bioder. Bywały grube i przesuwały się
podczas chodzenia. W tym okresie nadal dominowały wielorazowe materiały,
które trzeba było prać ręcznie. Przełom nastąpił po I wojnie światowej,
gdy pielęgniarki zauważyły, że materiał celulozowy używany do opatrywania ran
świetnie chłonie krew. To doprowadziło do powstania pierwszych podpasek jednorazowych.
Zaczęto sprzedawać je na większą skalę w latach 20-tych XX wieku.
W latach 30-tych pojawiły się pierwsze tampony, które budziły ogromne
kontrowersje. Niektórzy twierdzili, że są „niemoralne”, niebezpieczne” albo
„nieodpowiednie dla młodych kobiet”.
Po II wojnie światowej środki
higieniczne zaczęły stawać się bardziej dostępne. Podpaski stawały się
coraz cieńsze, powstały tampony z aplikatorami. Używa się coraz
bardziej chłonnych materiałów, a produkty jednorazowe pakuje się
indywidualnie.
Ciekawym zjawiskiem były/są reklamy podpasek i tamponów.
Przez długi czas były dziwne i pełne eufemizmów, krew zastąpił niebieski
płyn. Przekonywano kobiety, że podczas miesiączki powinny zachowywać się
tak, jakby nic się nie działo: grać w tenisa, tańczyć i być
zawsze uśmiechnięte. Chyba faceci tworzyli te reklamy, bo ich nigdy brzuch
menstruacyjnie nie napieprzał!
Współcześnie pojawiło się pojęcie – i jednocześnie
zjawisko – „ubóstwa menstruacyjnego”, tj. sytuacji, gdy kobiety miesiączkujące
nie mają dostępu do podstawowych środków higienicznych. Problem ten wciąż
istnieje i dotyczy wielu krajów, w tym także rozwiniętych. I to
jest smutne.
Nie wiem, co mi strzeliło do głowy, żeby napisać post na ten temat 😅

Napisałaś, to należałoby opatrzyć to komentarzem. Niezależnie od tego, jak bardzo chciałoby się odtabuizować temat , to długo jeszcze będzie pomijany. Wyobrażasz sobie naszą prawicę rozprawiającą o zdrowiu kobiety? Ja nie! Dłuuugo nie.
OdpowiedzUsuńZresztą, choć nie sprzyjam żadnej prawicowej partii, ten temat też nie należy do moich ulubionych.🤭
Wychowanie swoje zrobiło. Ale dla młodych jest nadzieja /o ile Czarnek nie dorwie się do władzy/.
Niech dowolny bóg broni nas od Czarnka, że o innej obłąkanej prawicy nie wspomnę!
UsuńCiekawe, czy we współczesnej polskiej szkole chłopców już też się uczy o tym, czym jest miesiączka, czy jest nadal jak w PRL-u i pani od biologii, czy czegoś tam, chłopców wysyła na wu-ef "bo teraz porozmawiam z dziewczynkami o sprawach, które tylko ich dotyczą".
OdpowiedzUsuńO, przypomniałeś mi, że rzeczywiście tak było.
UsuńTo teraz tak już nie jest?
UsuńNie mam pojęcia, nie uczę w podstawówce, a Dzieciątko też dawno z tejże wyrosło.
UsuńNie jest tak;) są normalnie prowadzone lekcje, chłopcy uczestniczą w zajęciach i się edukują na temat rozwoju swojego jak i dziewczynek ;). Znaczy wypowiem się na temat szkoły w której pracuje. Mam nadzieję, że w innych jest podobnie.
UsuńO, widzisz. Coś już wiemy!
UsuńOgólnie myślę, że teraz jest już o wiele lepiej i nie robi się podziału temat dla dziewczynek- temat dla chłopców. Obie strony są równo traktowane. Na ile zrozumieją to już inna sprawa 😄.
UsuńDzieci są teraz z jednej strony mądrzejsze (obyczajowość i cywilizacja poszły do przodu), a z drugiej każde pokolenie głupsze od poprzedniego.
UsuńKiedyś było na biologii w czwartej klasie podstawówki.
UsuńW czwartej...? 🤔
UsuńTak. Uczyłam kiedyś biologii :)
UsuńMatko moja, człowiek-orkiestra!
UsuńWiejscy nauczyciele tacy kiedyś byli ;)
UsuńA od kiedy to jesteś wiejska?!
UsuńCiekawy post! Jeszcze jak dostałam okres w wakacje po ósmej klasie, to te lepsze podpaski ojciec kupował mi w Pewexie, ciocia z Kanady też mi całe paki wysyłała. Generalnie cieszę się jednak, że "nasze czasy" są pod tym względem w miarę ok w naszej szerokości geograficznej.
OdpowiedzUsuńNas na Pewex nie było stać i za granicą też nikogo nie mieliśmy, ale jakoś było.
UsuńNie wiem na czyich danych opierałaś się pisząc notkę, ale takie podpaski, jakie znamy dziś, pojawiły się znacznie później. Moja matka stosowała jeszcze takie wielokrotnego użytku i na pewno nie z ubóstwa. Pierwsze tampony pojawiły się, gdy studiowałam. Piszę cały czas o Polsce.
OdpowiedzUsuńOgólnie, żeby się nie rozwodzić, napiszę tak: odżyłam, kiedy przestałam miesiączkować.
Ta końcowa konkluzja jest najważniejsza!
UsuńA lignina i wata to po co w PRL-u były w każdym kiosku?
UsuńLignina i wata to po różne rzeczy. Zamiast podpasek też, ale nie tylko. Swoją drogą, lignina była bardzo praktyczna w życiu codziennym i zastanawiałam się ostatnio, czy w ogóle jeszcze jest produkowana.
UsuńJest produkowana.
UsuńCo roku wysiewam na niej rzeżuchę przed Wielkanocą
Pozdrawiam jak zawsze serdecznie i życzę odpoczynku
O, widzisz! To cenna informacja, dziękuję!
UsuńA chłopaki na okres mówili że "Indianie przyjechali". Z narzeczonym przed ślubem spotykaliśmy się na wyjazdach, i tak się skarżył kolegom mówiąc o tych Indianach🤣 Tak, kiedyś stosowało się watę I ligninę, podpaski były takie długie i często przemakały, znaczy bokami 🤣 tampony nie zawsze były dostępne. Mam na myśli jeszcze lata 80.
OdpowiedzUsuńreklamy podpasek zaczęły się w latach 90. pod hasłem "zawsze suche zawsze czyste..."
Ja też cieszyłam się, gdy przestałam miesiączkować będąc w wieku 53 lat. Właśnie wyszłam po raz drugi za mąż i można było szaleć 👍👏
Zdecydowanie menopauza ma swoje plusy! 😀
Usuńwielkie mecyje z tymi "Indianami"... tego nigdy nie potrafiłem pojąć, że ci "Indianie" mogą przeszkadzać w kochaniu się... no, chyba że się to zsynchronizuje na przykład z rwaniem zęba u dentysty, wtedy faktycznie, można mówić o pewnej chwilowej niepełnosprawności do tego sportu...
UsuńTo jest kwestia:
Usuńa) doznań estetycznych faceta (toleruje - nie toleruje),
b) kondycji fizycznej kobiety (boli - nie boli).
Raz nitka od tamponu mi się wsunęła za głęboko i nie mogłam się do niej dostać 🤣🤣
UsuńOmatkoboskazktóregobądźkościoła!
UsuńA ja tamponów nie znoszę, przeszkadzają mi w środku, a jak już użyłam, bo np. bardzo chciałam do wody, to przy wyjmowaniu zawsze bałam się, że ten sznurek mi się urwie i będzie gigantyczna lipa 😅
fakt, ta nitka, czy też sznureczek od tamponu bywają faktycznie czasem irytujące podczas oprawiania niektórych technik pożycia intymnego...
UsuńPod koniec mojej kariery mendtruacyjnej, a to już ponad 20 lat/bo HE/ załapałam jeszcze, że są, były jakieś tampony ekstra do pożycia intymnego, jakieś super gąbki mega wchłaniające bez sznureczka. Do kąpieli w basenach też ponoć się nadawały.
Usuń@PKanalia - Z tamponem to już w ogóle masakra.
Usuń@Lucy - coś podobnego, ja o takich luksusach dowiaduję się dopiero od Ciebie. Inna rzecz, że mam awersję do wkładania sobie do środka jakichś (sztucznych) ciał obcych.
UsuńJoydivision soft 😎 się to cudo nazywa. Odfajkujem to w rozdziale pt. wiedza już nieużyteczna 😅
UsuńO matko... To jakaś katastrofa. Jak toto wyjąć?!
UsuńWedle instrukcji, ma toto jakieś ekstra skrzydełko do pociągnięcia dla wyciągnięcia 🐔
UsuńNie no, zgroza!
UsuńNa szczęście żyjemy w XXI wieku i dziś większość ludzi (z wyjątkiem pseudo prawicowych, konserwatywnych pojebów) jest bardziej świadoma i podchodzi do tego tematu jak do czegoś zupełnie normalnego. Bez demonizowania i latania za miesiączkującą kobietą z krzyżem i wodą święconą.... 🙄
OdpowiedzUsuńCiekawe, czy katotaliby trzymają się ustaleń biblijnych i uważają menstruującą kobietę za nieczystą.
UsuńWcale bym się nie zdziwił znając średniowieczne wręcz poglądy tego towarzystwa. I bez menstruacji kobieta jest dla wielu z nich człowiekiem gorszej kategorii, który nie ma prawa głosu i ma robić za inkubator i sprzęt AGD.
UsuńI jeszcze za worek treningowy, bo jak się baby nie bije, to jej wątroba gnije. No i ma być we wszystkim posłuszna mężowi, choćby miał najdebilniejsze pomysły.
UsuńA co gorsza jeszcze kościół takie myślenie wspiera zamiast ganić. Tyle że akurat kościół ma w tym swój interes.
UsuńNa całe szczęście kościół może mnie cmoknąć w odwłok. W całej rozciągłości!
UsuńMnie też. Ta instytucja się skompromitowała do tego stopnia, że nikt myślący nie słucha tego co kler ma do powiedzenia.
UsuńTo jest dla mnie nieprawdopodobne, że istnieją ludzie, którzy jeszcze słuchają kk i wierzą w te wszystkie bzdury. Moja mama jednak zawsze mi powtarza, że ludzie są różni, kwadratowi i podłużni i trzeba się do tego przyzwyczaić. Póki co, nie umiem.
UsuńTu już mowa głównie o emerytach, którzy przez cale życie byli związani z kościołem i oddali by księdzu ostatni grosz. Młodzi na szczęście są już mądrzejsi w tej kwestii. Za dekadę lub dwie kościół będzie cienko śpiewał i skończą się Mercedesy 😉
UsuńMoi rodzice nigdy nie byli związani z kościołem. Przynajmniej rodzinę mam normalną. Najwięcej związku z kościołem miał mój brat, nie dlatego, że pobożny, tylko dlatego, że hobbystycznie wykorzystywał swoje umiejętności muzyczne jako organista. Ów związek był raczej związkiem z instrumentem niż z kościołem samym w sobie.
UsuńNie pobożny organista? To raczej dość nietypowe 😅 No, ale skoro lubił grać na organach to repertuar był sprawą drugorzędną 😉
UsuńOn po prostu kocha grać. Kocha organy jako instrument, a raczej trudno zmieścić je w blokowym mieszkaniu 😂. Po każdej mszy czy innym nabożeństwie dawał małe koncerty, nie dla ludzi grając, tylko dla przyjemności. A dużo osób lubiło go słuchać i nie wychodziły od razu z kościoła. Teraz mieszka w domu jednorodzinnym i ma pokój z jakimiś specjalistycznymi organami elektronicznymi, to sobie gra, kiedy chce. Bratowa jest wierząca, więc często z nią jeździ do innego miasta, w którym jest polski kościół. Nie mają tam organisty, a on od razu bierze się za granie, więc się ksiądz i parafianie cieszą.
UsuńMożna rzec, że kościół pozwala mu realizować pasję 😉 Takie typowo kościelne organy ogólnie trudno gdziekolwiek zmieścić, nie tylko w blokowym mieszkaniu 😅
UsuńU nas są tylko w szkole muzycznej i w filharmonii. No to zostawał kościół.
UsuńKościół jest o tyle dobry, że można swoje umiejętności pokazać przed szerszą publicznością i jeszcze jakąś kasę od proboszcza wydusić 😉
UsuńŚmiechu warte! Zero umowy, kasa wystarczająca na 100 g cukierków. Gdyby brat nie chciał grać dla samego grania, w życiu by tam nie poszedł.
UsuńFakt, wymaganie szczodrości od księży to przesada. Oni lubią brać kasę, ale nie dzielić się nią 😉
UsuńNawet szkoda gadać. Kościół to tylko pieniądze, władza i seks.
UsuńI żeby oni jeszcze ten seks z dorosłymi... Ale potrafią sie zboczeńcy dzieciaków czepiać... 🙄
UsuńCzyli zbrodnie do tego wszystkiego.
UsuńCo gorsza zbrodnie w sporej części nie rozliczone, bo kościół jest świetny w tuszowaniu takich rzeczy.
UsuńPowolutku jednak biorą im się za dupy, więc może jakaś kropla sprawiedliwości kapnie.
UsuńPamiętam jeszcze podpaski zrobione ze zwykłej waty napchanej w taką luźną siateczkę z gazy. Jesooo, co to był za syf! Na szczęście szybko pojawiły się już takie bardziej ludzkie, bez potrzeby owijania dodatkowo tej waty ligniną 🤦♀️
OdpowiedzUsuńMoja babcia pamiętająca jeszcze te wielorazowe, zwykłe szmatki, które trzeba było prać, chyba by się w grobie przekręciła, gdyby słyszała te dzisiejsze ekspertki od ekologii zachwalające podpaski wielorazowe 🤦♀️Babcia uważała podpaski jakie dziś znamy za rewolucję i wolność kobiet większą od praw wyborczych, chociaż kiedy się pojawiły już ich nie potrzebowała 😂
Matko, ta wata w siateczce to była masakra, nienawidziłam tego!
UsuńPodobnież. Jaki to był niepraktyczny syf!!!
UsuńPrawdopodobnie zaprojektowany przez jakiegoś sfrustrowanego mężczyznę w celu okazania swej pogardy kobiecie.
Zemsta biskupa 🤣
UsuńAkurat odwiedziłam koleżankę, cierpiącą w miesiączce, 55 wiosen ma. Tak, że tego. Ja szczęśliwa, że nie mam od dawna.
OdpowiedzUsuńMoja dzisiejsza intencja: proszę, zgłoś się do mnie majlowo. Potrzebowałabym od Ciebie dwóch informacji. Mój adres: lucyna1401@googlemail.com
Jak najbardziej. Natychmiast się zgłaszam! 😀
UsuńMity, przesądy i wierzenia....sprawdzają się gdy szuka się winnego jakiś niepowodzeń .
OdpowiedzUsuńA z drugiej strony- pokazują, że warto na coś zwrócić uwagę ( tutaj- krew) :-)
Fajna notka i ilustracja.
Jaki sens ma zwracanie uwagi na krew menstruacyjną?
UsuńSkoro funkcjonuje coś w jakimś kontekście- to warto to zbadać. O znaczeniu krwi , jako takiej ( wymienione w tekście znaczenie/zastosowanie lecznicze ) może skłaniać do bliższego przyjrzenia się czemuś ( nie koniecznie może zaraz krwi menstruacyjnej, ale podejrzewam, że ma swoje odrębne własciwości) . Zastosowanie krwi w róznych terapiach- jest znane, albo poszczególnych jej składników.
UsuńSą od tego ludzie, to się przyglądają. Ja nie muszę i wielu innych ludzi też nie musi.
UsuńJak ja się cieszę, że ten etap mam już za sobą i oficjalnie przeszłam na menstruacyjną emeryturę! Zero stresu o białe spodnie, itp. Chociaż ta moc rozganiania burz akurat mogłaby mi się czasem przydać😉
OdpowiedzUsuńBiałe spodnie i niechciana ciąża 😀
UsuńFrau juz ci napisalam ze jak tylko ogarne temat to ci wystrugam te kolczyki...mam teraz roboty pelne rece. Jakie kolory pani preferuje?
OdpowiedzUsuńKolorowe! Najbardziej niebieskie, żółte, pomarańczowe, jarzeniowozielone 😀
Usuńnie obiecuję, że aż tak, bo nie wiem jaka mamy wełnę ale ...może się uda:-)
UsuńTeatru, padam na pysk przed Tobą!
UsuńO mamuniu, pamiętam kryzys podpaskowy, kiedyś nawet zwalniałam się z lekcji w liceum, bo mnie zalewało, a do bólów brzucha, to babcia chciała nawet wzywać pogotowie. Od kiedy mam to za sobą, jestem szczęśliwa, nie muszę planować wyjazdów pod okres, ani mieć w domu zapasu podpasek!
OdpowiedzUsuńNiestety, u mojej córki to też jest problematyczne.
Usuń:()((( Paczta (patrzcie) jak to glupio sie uklada; znika miesiaczka i zaczynaja sie (na szczescie troche w bardziej zaawansowanym wieku) przecieki moczowe i powrot do podpasek lub wrecz do pampersowych majtek. O tym sie prawie przemilcza. :((( Bo to takie niekobiece.
OdpowiedzUsuńA swoja droga to ekologicznie czesc Ew pozwala cieknac wolno... i te Ewy czuja sie wyzwolone. :)))) Alleluja!
Yyy... serio?! O te wolnocieknące mi chodzi...
UsuńTu mi tylko Emma Pallant Browne, sportsmenka, na myśl przychodzi.
UsuńMajtki menstruscyjne, kubeczki, jakieś dyski też w międzyczasie wymyślono.
Majtki monstruacyjne, hahaha, skojarzyly mi sie z... monstrancja, wielkoscia monstrualna i ogolnie z jakims monstrum je noszacym. :)))). Ale kolor ich czarny to mi sie nawet podoba.
UsuńKubeczki to hit wyemancypowanej, wspolczesnej kobiety. Podobno sa w roznych kolorach (jakie to ma znaczenie?).
Moj dysk sie nie aktualizuje i nie znam dysku w miedzyczasie wymyslonym. I dobrze mi tak!
Femdisc się to cudo nazywa. Problemem, jaki widzę przy ich używaniu, jest fakt, że najlepiej te cuda opóźniać we własnej łazience, bo ma się dostęp do wody, umycia tego i rąk.
UsuńNiestety w publicznych damskich toaletach, i czy to kawiarnia, dworzec czy uniwersytet, nie ma umywalek w kabinach, są na zewnątrz. I cenisz z tym silikonowym cudem tam i nazad, pozostawiając krwawy śl🙀
Lecisz,nie cenisz
Usuń@Lucy, ten dysk to skojarzył mi się z "Dyskobolem", antyczną rzeźbą Myrona. Innego nie potrafię sobie wyobrazić 😀
Usuń@Echo, te majtki menstruacyjne monstrualnych rozmiarów to dla mnie-monstrum 🤣, bo duża jestem we wszystkich kierunkach 🤣 Natomiast czarny kolor tylko do trumny pasuje 🤣
Usuń@Frau :))))))))
Usuń@Lucy: doczytalam, ze ten "dyscobol" :))) to zwany jest tez "menstrual disc" i podobno wystarczy go "umyc" raz na 12 godzin :))) i jest absolutnie ekologiczny i nie powoduje alergii. Spoko mozna w swojej lazience :)))). Nie trzeba sie wiec rumienic w innych miejscach. :)))
Nie mogę go znaleźć w Internecie. Ale dobra, na razie nie mam czasu na dogłębne grzebanie.
UsuńCzęsto mi się zdarza myśleć o kobietach z dawnych czasów jak okropna musiała być dla nich walka z okresem bez leków przeciwbólowych czy odpowiednich środków higienicznych (co jak mówisz, dotyczy nawet 21 wieku). Mnie nawet z dostępem do tego wszystkie okres wkurwia jak nic w moim życiu, począwszy od dyskomfortu, przez bóle po psucie wszystkich moich planów wyjazdowych. :(
OdpowiedzUsuńNo i co zrobisz, jak nic nie zrobisz?
UsuńKocham swój stan pomenopauzalny :)
OdpowiedzUsuńI kocham XXI wiek :)
Oj, tak, z kobiecego punktu widzenia XXI wiek jest nam (prawie) przychylny 😀
Usuńsłyszałem od jednej pani, że w trakcie okresu lepiej nie robić ciast, bo zawsze wychodzi zakalec. przestrzegała tego, więc po braku ciasta w domu można było rozpoznać, kiedy ją dopadło. idea "nieczystości" w różnych religiach śmieszy mnie niepomiernie. bo niby tak faceci odcinają się od kobiet, a gdy przychodzi co do czego, to bez baby nie da rady. dwulicowość okropna.
OdpowiedzUsuńO, właśnie, przypomniałeś mi, że ja ten przesąd z ciastem też znałam, jeszcze w czasie studiów. Idea zaś "nieczystości" jest tragicznie prymitywna. No chyba że o brak higieny chodzi.
UsuńTeż nie wiem co Ci strzeliło do głowy, żeby to napisać, ale czytałam z zaciekawieniem 😀
OdpowiedzUsuńSłowo daję, człowiek sam siebie do końca nie zna 🤣
UsuńW niektórych kręgach, czyli wśród ludzi urodzonych w czasach socjalizmu, to nadal temat wstydliwy. (Socjalizm akurat chyba jakoś szczególnie nie wpłynął.)
OdpowiedzUsuńTo może kwestia pokolenia. U mnie w rodzinie i otoczeniu nie było nigdy żadnego tabu.
UsuńJeśli chodzi o tak zwany „kult nieczystości podczas miesiączki”, miało to miejsce w wielu kulturach. Tak więc nie tylko u nas obrywało się kobietom, za to, że muszą być kobietami i dodatkowo zbierać baty. Jestem fanką wszystkiego aczkolwiek sama uważam, że jest to zło najgorsze, którego wolałabym nie doświadczać 😅😅
OdpowiedzUsuńWedług mnie najgorsze zło to góry i rowerzyści 🤣
UsuńZ górami się jak dobrze wiesz nie zgodzę :))))) ale co do rowerzystów… liczę, że mają specjalne miejsce w piekle 😅
UsuńPrzewidziałam miejsce w piekle i dla tych, którzy góry poustawiali! 🤣
UsuńCałe szczęście, że ja tylko użytkuję! 😅
UsuńNa pewno nie masz nic wspólnego z ustawieniem tych wypaczeń terenowych? Bo wiesz, jak coś, to... łomot!
UsuńZwłaszcza te podejście kościoła mnie zadziwia - w końcu to Bóg tak stworzył człowieka...
OdpowiedzUsuńWszelkie religie z ich wymysłami są bardzo bzdurne.
UsuńTemat zawsze na czasie. I zawsze wzbudza zainteresowanie. Pamiętam, w podstawówce czytałyśmy na przerwach lekturę uświadamiającą młode panny pt. " W cztery oczy"...
OdpowiedzUsuńJa też coś czytałam, ale nie pamiętam, co. Mama mi dała z przykazaniem, żebym nie robiła głupstw 😅
UsuńPewnie to samo, albo jeszcze jedna książeczka była, miałam ją w domu. Ale nie pamiętam tytułu.
UsuńTam jeszcze o seksie było.
UsuńA przecież jak wiedzą ci, którzy chodzili na ODPOWIEDNIE nauki przedmałżeńskie, okres to krwawe łzy macicy tęskniącej za macierzyństwem. Pamiętaj jednak, że miesiączka to kara za grzech pierworodny!
OdpowiedzUsuńNo, pamiętam przecież, to kara, która poprzez Ewę spadła na nas wszystkie w ramach odpowiedzialności zbiorowej. Ludzkie panisko, ten bóg!
UsuńŚwietny tekst - od antycznych absurdów po niebieski płyn w reklamach widać, że ludzkość potrafiła zrobić z biologii całe muzeum zabobonu. Najbardziej uderza, że coś tak zwyczajnego i zdrowego obrosło przez wieki w tyle wstydu, strachu i religijno-społecznych zakazów.
OdpowiedzUsuńNiestety, religie podtrzymują zabobon, bo czego nie potrafią wyjaśnić, tłumaczą albo bogami, albo szatanami czy inną magią.
Usuń