08 czerwca 2026

245. Gdzie?!

Chodzi o rzecz tak ulotnie definiowalną jak szczęście. Od czego zależy, czy człowiek jest szczęśliwy? Gdzie szukać szczęścia, jeśli się nim nie dysponuje? Jeśli ewidentnie brak nam poczucia szczęścia?

Nie ma magicznych tabletek na nieszczęśliwą duszę. To czego się trzymać?

Najpierw ustalmy, czego szukamy. Szczęście nie jest krótkotrwałą emocją. Polega na wewnętrznej zgodzie na życie takie, jakie się ma, przynajmniej tak definiuje je psychologia, a wspomaga filozofia. To poczucie spełnienia, dobrostanu i akceptacji tego, co daje nam los. No i świetnie. A co z człowiekiem takim jak ja, który nie potrafi się pogodzić? Nie mogę żyć tak jak chcę, a na to, co jest, nie ma we mnie zgody. Doskonale wiem, co sprawiłoby, że byłabym szczęśliwa, ale moje życie (przeznaczenie?) tego nie wie. Na pytanie zadane wprost: „Jesteś szczęśliwa?” (tak kiedyś zapytała mnie pewna szczęśliwa starsza pani) bez wahania odpowiadam również wprost: „Nie”.

Ktoś mógłby powiedzieć, że nie doceniam tego, co mam. Otóż pewne rzeczy doceniam, ale szczęścia nie czuję, nic na to nie poradzę. Większości zaś nie doceniam, ponieważ żyrafa ofiarowana mi w miejsce upragnionego słonia w ogóle mnie nie cieszy. Owszem, na odczepnego mogę okazywać zachwyt i zadowolenie, ale siebie samej nie oszukam. Sparafrazuję w tym miejscu Gombrowicza: „Jak cieszy, jak nie cieszy?” Kiedy leżą i kwiczą duże rzeczy, małe nie cieszą, nic nie poradzę. Żebym się nawet w kucki porobiła z wysiłku – nie cieszą.

Mówią, że szczęście nie jest zależne od rzeczy zewnętrznych, że jest w nas samych. Świetnie, tylko dlaczego grzebię w sobie i za cholerę nie mogę go znaleźć przez tyle już lat? Ile? – zapytacie. Dużo – odpowiem. Co najmniej dwadzieścia… Co ja pieprzę? Trzydzieści najmarniej.

Gdzie więc szukać tego szczęścia, którego nie ma we mnie ani koło mnie? Kto ma dla mnie receptę? Sąd wziąć szczęście, gdzie ono rośnie, ile kosztuje, czy mają to na Temu? Jak sprawić, żeby ostatnia myśl przed śmiercią nie była pełną żalu myślą o zmarnowanym, smutnym życiu?

Pisząc te słowa, siedzę zagrzebana w mule. Wokół mnie falują wodorosty.


94 komentarze:

  1. Jak to, nie ma tabletek na szczęście? A Prozac?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie załatwia szczęścia, niestety.

      Usuń
    2. Wielu konsumentów ma chyba odmienne zdanie.

      Przy okazji. Jak ktoś ma twój blog podpięty pod czytnik WordPressu (przydatny gadżet do śledzenia nowych wpisów blogowych), to sobie tekst "245. Czy jestem kobietą upadłą?" przeczytał :P

      Usuń
    3. No i dobrze, w końcu był do czytania. Tyle że to efemeryda.

      Usuń
    4. Całkiem skasowałaś ten tekst? Na WordPressie jest możliwość ustawiania wpisu jako prywatny. Czasem z tego korzystam.

      Usuń
    5. Skasowałam, aktualnie jestem w bardzo złej kondycji psychicznej.

      Usuń
  2. Szczęście to momenty zachwytu, nie ciągłość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieprawda. Momenty to tylko emocje, szczęście polega na trwałości. Mylisz pojęcia.

      Usuń
    2. Po prostu inaczej to rozumiemy.

      Usuń
    3. Ale ja to wyjaśniłam z psychologicznego i filozoficznego punktu widzenia, więc to nie jest kwestia różnego rozumienia.

      Usuń
    4. Ok! Chylę czoła przed nauką, natomiast jeśli przedstawisz mi człowieka, który zawsze był szczęśliwy, gotowa jestem przyznać Ci wyobrazeniowego Nobla / bo do realnego oczywiście nie mam żadnego dostępu😉:/.

      Usuń
    5. Proszę bardzo. Przedstawiam Ci moją mamę, moją babcię (jej mamę), moją ciocię, moją przyjaciółkę z Sandomierza, moją kuzynkę w najbliższej linii, mojego kuzyna w najbliższej linii, kuzynka mojej przyjaciółki... I to podkreślam, że nie jest to moja opinia, tylko ich własne, wielokrotne zeznania. Mam wyliczać dalej, czy to wystarczy?

      Usuń
    6. Muszę uwierzyć Ci na słowo. Masz niezwykłą rodzinę szczęściarzy.😏

      Usuń
    7. Rodzinę i znajomych! 😉

      Usuń
  3. No z tym pogodzeniem się jest sporo racji. Ale jeśli tej zgody w sobie nie znajdziesz, to już nie wiem.
    Rozwiązaniem może być poszukanie czegoś w zamian.
    Nie mogę chodzić po wysokich górach, ale dolinki tez są piękne.
    Nie stać mnie na Karaiby? to pojadę na Mazury!
    Coś w tym rodzaju...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak napisałam, nie potrafię cieszyć się z żyrafy, gdy potrzebuję słonia...

      Usuń
    2. Może za wysoko wisi twoja poprzeczka lub ograniczyłaś szczęście do tej niemożliwej sytuacji, która ci umyka.

      Usuń
    3. Myślę, że nie za wysoko, to są bardzo popularne rzeczy i ludzie je mają. No, nie chcę pisać o nich wprost...

      Usuń
  4. Czy mi się wydaje, czy jeszcze kilka godzin temu był tu inny wpis? 😳 Nie wiem czym jest szczęście, nie wiem jak to jest być szczęśliwym i nie znam recepty na szczęście. Za to w byciu nieszczęśliwym osiągnąłem mistrzostwo i podejrzewam, że przyszłość niczego innego nie przyniesie. Natomiast rad niech Ci udzielają ludzie, którzy są w swoim życiu szczęśliwymi. A nóż trafi się ktoś, kto podpowie Ci, gdzie szukać szczęścia 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wtedy i Ty skorzystasz, od razu podzielę się z Tobą informacją. Wiesz, ja byłam w życiu szczęśliwa, więc przynajmniej wiem, czego szukam.
      A wpis... był, ale się zbył.

      Usuń
    2. A ja już tak naprawdę niczego nie szukam, bo jestem na takim etapie, że oswoiłem się i pogodziłem z rzeczywistością. Ty na szczęście jeszcze nie, więc masz szansę to szczęście odnaleźć.

      Usuń
    3. Nie, to nie tak. Ja też nie szukam w sensie dosłownym, bo po prostu są to rzeczy niemożliwe. To była raczej metafora.

      Usuń
    4. Czy niemożliwe? Są i tacy którzy twierdzą, że to jest możliwe... Mnie niestety nie stać na optymistyczne patrzenie.

      Usuń
    5. Miałam na myśli konkretne rzeczy, których mi brakuje, żeby być szczęśliwą.

      Usuń
    6. Domyślam się o jakie konkretne rzeczy chodzi... Na to faktycznie nie masz wpływu.

      Usuń
    7. Nie wiem, czy się domyślasz, czy może jesteś w błędzie, ale w sumie to nie ma większego znaczenia, o co chodzi. Znaczenie ma to, że nie jestem szczęśliwa.

      Usuń
    8. Co nie zmienia faktu, że jeszcze możesz być szczęśliwa. Życie pisze różne scenariusze... 🙄

      Usuń
    9. Sam chyba nie wierzysz w to, co piszesz...

      Usuń
    10. Nie wierzę jeśli chodzi o moje życie, natomiast jeśli chodzi o Ciebie trzymam kciuki żeby żeby się udało.

      Usuń
    11. Ale pomyśl logicznie... Skoro do tej pory jest do dupy, to dlaczego nagle miałoby zrobić się lepiej?

      Usuń
    12. Nie wiem, ale znam przypadki gdzie ludzie dość późno znajdowali tą drugą połówkę i układali sobie normalne życie, więc czemu nie Ty?

      Usuń
    13. Ta druga połówka jest nieważna, nie chcę już nikogo. A reszta...? Niemożliwa.

      Usuń
    14. Mam nadzieję, że szybko wyjdziesz z dołka i za tym pójdzie zmiana myślenia 🍀

      Usuń
    15. Stasiu, jak ja mogę tak nie myśleć?

      Usuń
    16. Wiem, że ostatnio masz poważne zmartwienia na głowie i wykrzesanie choć grama optymizmu zakrawa na cud. Ale przecież dołek psychiczny nie będzie trwał wiecznie. Masz również wzloty.

      Usuń
  5. Napisze gdy dolecę...jutro.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiesz, trudno zgadnąć co jest Twoim słoniem. Nie lubię też tego wpierania, ciesz się czym masz, bo cholera jestem na etapie, kiedy nie cieszy mnie co mam, ale wierzę, że to stan przejściowy, jednak zdaje sobie sprawę, że określenie - "nie cieszy mnie żyrafa.." ma prawo wybrzmieć. Tylko czy na pewno ucieszy słoń? Może stan w jakim jesteś to coś głębszego? I czy jest nadzieja na tego słonia, bo jeśli jest, może myśl o tym, będzie kołem napędowym do wyjścia z mułu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słoni jest cztery (cztery słonie, zielone słonie, każdy kokardkę ma na ogonie...). To nie jest istotne, czym są. Ważne jest to, że nieosiągalne i nie ma nadziei na cud.
      Czy słoń ucieszy? Tak. Wiem z doświadczenia. Własnego. Powiedzmy, że... dane mi było te słonie pogłaskać.

      Usuń
  7. Inni mają gorzej i jakoś żyją! Najgorszy tekst na świecie. I jeszcze ciągle każą wyłazić ze strefy komfortu. Szczęściem dla mnie jest słuchanie i patrzenie na moje dzieci, które mi się udały. I to, że jestem wolna. Że pada deszcz. Że mogę słuchać muzyki, którą kocham całą sobą. Że przeżyłam zawał bez większych perturbacji. Że mam więcej szczęścia niż rozumu. Nie wiem czy istnieje takie prawdziwe szczęście, bo mam wrażenie, że każdy na swój sposób je przeżywa. Nie ma na to jednej recepty. Życzę znalezienia swojego szczęścia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już nie będę szczęśliwa, ale cieszę się, że Ty jesteś, a przynajmniej bywasz 💖 Tak, szczęście jest możliwe, znam wiele osób, które były i są szczęśliwe. W tym moja mama.

      Usuń
  8. Mieszkam w kraju szczesliwych ludzi i sie przygladam: zwykli ludzie. Wola sie nazywac sami szczesliwymi aby ktos inny o nich nie mowil: nieszczesliwcy. To realisci.
    Szczesliwosc, szczescie wydaje mi sie, ze to pojecie oznaczajace, ze nie jest znow tak beznadziejnie czyli, ze nie jest tak zle aby nie moglo byc gorzej. Bywa zle i bywa gorzej. Bywa gorzej i jeszcze bardziej zle niz gorzej...To co jest powyzej zle jest dla jednych dobrze, dla innych sczesciem.
    Od nas zalezy gdzie sie ustawimy. Dla mnie jest szczesciem, ze budze sie rano a nie noca. Noc jest pojemniejsza w wydarzenia ale rano rozpoczyna kolejny dzien, pozwala myslec, ze jakas ciaglosc istnieje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, że nic od nas nie zależy. O to rozbija się to całe gówno zwane życiem.

      Usuń
    2. Wydarzyc moze sie wszystko ale my decydujemy jak sie do tego ustosunkowac. :))) To tylko zycie i to az zycie. Wydarzenie moze byc kleska albo mozliwoscia. Decydujemy o tym sami albo pozwalamy aby nas gdzies przyporzadkowano.

      Usuń
    3. Nie decydujemy o niczym. Nie mamy wpływu na wiele rzeczy.

      Usuń
    4. To zacznijmy decydowac! Na ile mozemy bo w pewnych kwestiach mozemy jednak, uparcie twierdze.

      Istnieje powiedzenie : szczescie w nieszczesciu. I takie szczescia bywaja.
      Czasem czekamy na wieeeelkie szczescie a malych nie zauwazamy. To pewnego rodzaju pycha (nie nawiazuje tu do religii).

      Usuń
    5. W ważnych dla mnie kwestiach nie mam ruchu. I tyle.

      Usuń
    6. Rozumien. Dany przypadek a nie ogolnie. Wtedy wspolczuje. Moze cos sie zmieni. Kiedys.

      Usuń
    7. Ale cuda się nie zdarzają, wiesz...

      Usuń
    8. Czekac na szczescie to tak jak czekac na Godota. Uniwersalne szczescie nie istnieje. Szczescie sie czuje lub nie. To jest stan ducha bardzo induwidualny.
      Moze pewni ludzie nie potrafia tego stanu uzyskac?
      Nasuwa sie pytanie czy mozna byc szczesliwym bez szczescia? Ktos kto ma szczescie to szczesciarz a nie szczesliwy: zyje w sprzyjajacych warunkach ale czy to sobie uswiadamia?

      Usuń
    9. Ja nic nie wiem i nic z tego świata nie rozumiem. Wiem tylko, że od wielu lat nie jestem szczęśliwa. Amen.

      Usuń
  9. Siedzisz zagrzebana w mule? To teraz jeszcze otwórz oczy, a zobaczysz że woda ponad Tobą jest dużo jaśniejsza, a wodorosty nie takie gęste... A to czy podniesiesz doopsko i odepchniesz się nogami to już od Ciebie zależy 🤷‍♀️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zależy od człowieka brak sił. Nie zależą też okoliczności zewnętrzne.

      Usuń
  10. Szczęścia się nie szuka
    Ono samo przyjdzie.
    Albo i nie.
    Bo trzeba mieć szczęście, żeby się szczęście pojawiło 😏

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To brzmi sensownie, choć pogłębia zagrzebanie w mule.

      Usuń
  11. Tak sobie myślę że szczęście każdy nosi w sobie ... ale często o tym nie wie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie powtórzę pytanie: dlaczego od 30 lat nie mogę go w sobie znaleźć?

      Usuń
  12. "Doskonale wiem, co sprawiłoby, że byłabym szczęśliwa".
    Co to takiego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy mogę to zostawić dla siebie?

      Usuń
    2. Pewnie, że możesz. Zaciekawiła mnie po prostu Twoja pewność.

      Usuń
    3. Tak, jestem granitowo pewna i są to dla mnie oczywistości.

      Usuń
  13. przede wszystkim musi do nas dotrzeć, że nie ma nic trwałego... całe mnóstwo ludzi uważa, że to rozumie... a mimo to większość z nich uparcie szuka czegoś trwałego albo próbuje to tworzyć i ma ciągły ból dupy, że nic z tego nie wychodzi, albo coś tam wyjdzie, ale w końcu i tak pieprznie, bo tak po prostu ma być... to świadczy tylko o tym, że nie dotarło... dopóki nie dotrze, to nie ma sensu definiowanie szczęścia...
    co z tym robić?... przede wszystkim pojąć "nie ma"... niestety nagie małpy, tak w ogólności, bo niekoniecznie wszystkie, nawet tego nie potrafią pojąć, więc o czym tu w ogóle mówić?... jest mnóstwo ciekawszych zajęć, niż strzępienie dzioba tą kwestią...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo proszę, zajmuj się tymi ciekawszymi zajęciami.

      Usuń
    2. z tym nie ma kłopotu, sam biegnę do nich bez proszenia, jak kot do michy :)

      Usuń
    3. No i gitara! 🎸 😏

      Usuń
  14. może szczęściem byłoby nazwanie potrzeb a następnie realizowanie ich a jeśli nie da rady, bo nie da rady, czasem, to zmiana priotrytetów. ja jestem szczęśliwa. ale zapewne byłabym bardziej gdybym wygrała miliony ... mogła podróżować cały czas. nie pracować :-) oraz kasa by szła na zwierzęta.
    na ogół jestem i zawsze byłam szczęśliwa, jak twoja mam :-) umiem być szczęśliwa, co nie oznacza, że nie wpadam, w deprechy. czasem wpadam. jestem emcjonalna, to nie uniknę.
    jestem kochana i kocham. nie żałuję swoich wyborów absolutnie żadnych.
    Życzę ci żebyś też była szczęśliwa, żeby sobie tak przestawiła program :-) w głowie i żeby miłość ciebie znalazła :-**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja znam swoje potrzeby i wiem, czego mi brakuje. Chodzi właśnie o to, że nie ma możliwości osiągnięcia tego, a priorytetów nie umiem przestawić. Nie mam nadziei na nic.
      Ale cieszę się Twoim szczęściem, bo ja Ci życzę jak najlepiej 🌺🌻🌼🌷🪻🌹

      Usuń
  15. Moje życie też nie jest takie, jakie sobie wymarzyłam. Są w nim straty, tęsknoty i sprawy, które potoczyły się zupełnie inaczej, niż chciałam. Szczęście nie oznacza dla mnie życia zgodnego z marzeniami, bo wtedy trudno byłoby mi nazwać się szczęśliwą. A jednak jestem szczęśliwa. Może szczęście i spełnienie to nie zawsze to samo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe. Ale co po definicjach i teorii, gdy w praktyce nie jest się szczęśliwym?

      Usuń
  16. trudny temat. i ciężko cokolwiek mądrego powiedzieć. szczęście się czuje. jeśli go nie czujesz, znaczy, że chwilowo go nie ma. i nie ma recepty jak/gdzie/z kim szukać. może szczęściem jest robienie tego, czego nie musisz i to już wystarcza? najwięcej szczęśliwości panuje wśród dzieciaków, a oni nie dociekają. oni po prostu robią co chcą i jak im zabronić, to czyste nieszczęście, a jak pozwolić - wpadają w objęcia szczęśliwości. zostań dzieckiem, może wtedy znajdziesz nie szukając.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę trudno zostać dzieckiem, gdy ma się tak zrąbaną duszę (znękanej staruszki). Tak, "chwilowo" nie mam szczęścia. Ta chwila trwa już ponad 30 lat.

      Usuń
  17. Tak, pamiętam to uczucie, było długotrwałe i odzywało się co jakiś czas. Przemiłe, sprawiało, że chciało się latać.
    A dziś nie ma we mnie zgody na obecny stan życia.

    Nie, nie jestem szczęśliwa.

    Sęk w tym, że chciałam się nauczyć nie uciekać. Zawsze uciekałam i paliłam za sobą mosty. Ktoś mi powiedział, że to nie jest dojrzałość, tylko naiwna wiara, że zaczynając od nowa, będzie lepiej, a tak naprawdę wciąż powielam stare błędy. I był to mój psycholog.
    I wiesz co? Mam ochotę na ucieczkę jak nigdy dotąd. Ale taką na zawsze. Żeby już nigdy nie musieć uciekać. Zrobić to dobrze, tudzież dojrzale - jak tam niektórzy chcą.

    Ja doceniam wiele rzeczy w swoim życiu. Naprawdę, uważam, że jest bardzo udane. Mam wspaniałych znajomych, podróżuję, na biedę nie narzekam, niczego fizycznie mi nie brak no i jestem zdrowa.

    Ale nie jestem szczęśliwa.

    Nie. Nie zgadzam się z tym, że szczęście jest w nas samych.
    Jak na zewnątrz są czynniki unieszczęśliwiające, to choćbyś nie wiem co... otoczenie truje najbardziej.

    Wystarczyła jedna decyzja, żeby się utopić w mule. Miało być pięknie, dopełniłam obowiązku, decyzja była bardzo mądra, każdy mnie pochwalił. I co? Teraz każdy gani, bo jak śmiem tego nie doceniać.
    Ano - nie doceniam pewnej trującej do szpiku rzeczy, którą wybrałam z poczucia obowiązku i myśląc, że tak należy.
    Marzę, by to cofnąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dobrze, że chociaż Ty mnie rozumiesz... Rozmawiałam dzisiaj na terapii z panią psycholog i ona potwierdziła, że twierdzenie o szczęściu w sobie jest bzdurą i że to okoliczności zewnętrzne nas kształtują i maja wpływ na nasze życie. Nic trudnego do odkrycia...
      Nie każdy ma jaja, żeby przyznać się do bycia nieszczęśliwym. To nie stoi w zgodzie z aktualnymi trendami i pokazywaniem, że u nas to tylko niekończące się pasmo sukcesów. A ja nie okłamuję nikogo, a najbardziej samej siebie, bo po co? To byłby absurd.

      Usuń
    2. Moja terapeutka powiedziała mi, że miłość to nie uczucie, tylko decyzja. Wychodzi na to, że decyduję sobie, że z danym pacjentem chcę być i nie ważne, że nic do niego nie czuję, to tylko decyzja.
      To miało na celu ratować mój związek.

      Usuń
    3. Miłość jest decyzją :) I jest uczuciem jednocześnie: poczuciem bezpieczeństwa, komfortu, odpoczynku, czułości obok danej osoby. Podniecajek mylony z miłością jest reakcją hormonalną, która zanika w czasie. Absolutnie nie może być podstawą związku długoletniego. Gdy wygasa podniecajek, a my nie zdecydowaliśmy się na miłość, należy się rozstać. "Nic do niego nie czuję" najczęściej wyraża brak bezpieczeństwa, komfortu, odpoczynku, czułości obok tej osoby oraz niechęć do niej. Wbrew pozorom więc, całkiem sporo uczuć mieści się w tym zdaniu.

      Usuń
    4. Tak, jest również decyzją, ale nie wyłącznie. Temat bardziej złożony. Dla mnie miłość to przede wszystkim to, jak się czujemy przy drugiej osobie. Także to, że jesteśmy w stanie bardzo wiele zrobić dla tej drugiej osoby, nawet coś poświęcić. I za wszelką cenę znajdujemy czas dla tej osoby - to wydaje się w obecnych czasach niemal cnotą.
      Miłość się czuje. Wiadomo, że motylki w brzuchu w końcu znikają, ale mimo to nadal się ją czuje. Chce się być z tą osobą i jest też ogień, który nie wcale nie wygasa, jak to niektórzy mawiają.

      Tym jest w skrócie dla mnie miłość. Jeśli tego wszystkiego nie ma, sama decyzja związku nie uratuje. Im dłużej to trwa, tym większa wzrasta niechęć. Cielesność też przemija. Lepiej się czujemy, gdy nie ma w domu tej drugiej osoby, mniej lubimy gdy jest.

      Usuń
    5. Twoja definicja miłości nie odbiega od mojej :) Zgadzam się, że jeśli tego się nie czuje, nie ma sensu kontynuować związku. W takiej sytuacji w ogóle nie da się w domu odpoczywać, bo kręci się po nim obcy człowiek. Miłość jest decyzją w sensie wybrania sytuacji komfortowej, rozpoznania, że to jest właśnie to, czego naprawdę potrzebuję. Tymczasem niektórzy po prostu walą łbem w ścianę od samego początku. Poza hormonami nie ma nic, ale dalej tłuką łbem przekonani, że skoro jest pociąg, to znaczy, że jest miłość, a wszystko inne to praca nad związkiem, trzeba się natrudzić, kto się lubi ten się czubi i tym podobne chłopskie mądrości. Ludziom strasznie ciężko przychodzi się przyznać, że czasem mają ochotę na seks, a reszta relacji z tym człowiekiem to jest ich własne zmyślenie, które nie ma odzwierciedlenia w faktach.

      Usuń
  18. Ciekawy temat. Szczęście dla mnie to taki bilans zysków i strat. Różnie ludzie wyceniają te swoje zyski i straty. Dla niektórych odstające uszy to katastrofa życiowa , dla innych nawet jeżeli lustro zasłaniają, to tylko drobny defekt.
    Masz i wykorzystujesz poczucie humoru, więc myślę, że jesteś na drodze do dobrego samopoczucia. No, na razie trochę wyboista...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczucie humoru mam wrodzone, od dzieciństwa, bo cała moja rodzina taka jest. To jest u mnie niejako naturalne. Ale jeśli przez ponad ćwierć wieku idzie się wyboistą drogą, to nie ma nadziei na gładką.

      Usuń
    2. Niestety poczucie humoru może przejawiać się nawet w głębokiej depresji... Więc po tym raczej nie ma co oceniać

      Usuń
    3. Zgadza się co do joty.

      Usuń
  19. Władysław Tatarkiewicz napisał książkę - O szczęściu - ciekawa lektura, ja zrozumiałem że jej przesłaniem było, że liczy się bilans życia.
    To brzmi bardzo teoretycznie - jaki bilans - czy to znaczy, że dopiero po śmierci dowiemy się jacy byliśmy szczęśliwi (albo nie )?
    Z drugiej strony - drobne niepowodzenie może wprowadzić nas w fatalny nastrój na dłuższy czas.
    Życzę poprawy nastroju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój bilans już jest ujemny. I nie zanosi się na nic innego.

      Usuń
  20. Psychologicznie zdefiniowanego szczęścia chyba też nie mam. Za dużo rzeczy mi nie pasuje w samej sobie, chciałbym umieć rzeczy, których nie jestem w stanie się nauczyć, chciałbym mieć nieco inną osobowość, a nie jestem w stanie jej zmienić. Brakuje mi jakiegoś celu, ambicji, kierunku do poczucia sensu.
    A jednak cieszę się z chwil. Potrafię się wzruszyć, cieszyć drobnostkami, zachwycać ładnymi rzeczami. Dla równowagi także wpadać w rozpacz i chyba dzięki temu tylko moje życie nie jest zupełnie puste.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, poczucia sensu też za cholerę nie mam. Po co w ogóle przychodzą na świat tacy ludzie jak ja?

      Usuń
    2. Tacy, czyli jacy? Może Twój brak szczęścia i sensu jest przyczyną tego, że zbyt surowo siebie oceniasz?

      Usuń
  21. Bardzo poruszający tekst, pełen szczerości i trudnych pytań. Nie ma jednej prostej odpowiedzi na to, czym jest szczęście i gdzie go szukać, bo dla każdego może oznaczać coś innego i przychodzić w różnych momentach życia. Dziękuję za te refleksje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda tylko, że pula szczęścia nie jest jednakowa dla wszystkich.

      Usuń
  22. Nie używam wielkich słów do oceny swojego życia. Czasem jednak w kąciku, po cichu i w nocy myślę, że jest nieźle.

    OdpowiedzUsuń
  23. Będąc nastolatkiem zacząłem się nieco filozofią interesować i utworzyłem swoją pierwszą filozoficzną tezę.

    "Wszyscy dążą do szczęścia"

    A szczęście może być za każdym razem czym innym. Nawet samobójcy dążą do szczęścia, bo chcą uciec od bólu i problemów tego świata.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja też nie do końca żyję tak jak chcę. I czasami również ciężko mi się z tym pogodzić. Zamiast jednak skupiać się na tej wewnętrznej niezgodzie, staram się patrzeć na to, co realnie mam, na te dobre rzeczy, które są i z nich czerpać ile mogę. Mnie przynajmniej takie podejście bardzo pomaga...

    OdpowiedzUsuń
  25. Myślę, że szczęścia trzeba poszukać w sobie, bo każdego co innego cieszy, każdy ma inne priorytety. Ale czy znajdzie? wiadomo, że nie tak łatwo znaleźć te szczęśliwe chwile, skoro proza życia i kłopoty przygniatają do samej ziemi. Mój sposób na unikanie chandry, to wybywanie z domu i kontakt z ludźmi, których lubię. Zawsze to coś, co pomaga unikać egzystencjalnych pytań, na które nie ma odpowiedzi.
    Zasyłam serdeczności

    OdpowiedzUsuń
  26. Ciekawy temat, choć nie wiem co tu było wcześniej ale mniejsza z tym. Wiele dobrych tu komentarzy, zgadzam się z większością. I przesyłam mnóstwo dobrych myśli!

    OdpowiedzUsuń