„A tymczasem leżę pod gruszą
na dowolnie wybranym boku
i mam to, co na świecie najświętsze –
święty spokój.”
Tak wyśpiewała Maryla Rodowicz, można powiedzieć, że moje
życiowe motto. Zawsze powtarzam, że moim ulubionym świętym jest święty spokój.
Święty spokój oznacza dla mnie ciszę i bycie samą w danym
momencie. Żeby nikt niczego ode mnie nie chciał. Żeby nikt niczego do mnie
nie mówił, bo musiałabym odpowiedzieć, a nie chce mi się
otwierać gęby. Żebym mogła robić to, na co właśnie mam ochotę.
Już kiedy byłam nastolatką, izolowałam się w mieszkaniu,
zamykając drzwi od mojego pokoju. Pamiętam, jak tato dociekał, pytając mamę: „Dlaczego
ona się tak zamyka?” Nie wiem, czy znalazł odpowiedź.
Izolacja czy samotność mają złą reputację, a niesłusznie.
Potrafią być spokojne, wygodne i przyjemne. W dzisiejszych czasach są
wręcz luksusem. Lubię samotność, bo w niej wszystko zwalnia, a ja nie znoszę
się śpieszyć. W samotności można tak po prostu być, bez tłumaczenia się,
bez ciągłego reagowania, bez konieczności dopasowywania się do cudzych
humorów i oczekiwań. To właśnie samotność daje święty spokój. Świat bez
przerwy hałasuje, tymczasem ja kocham ciszę i uważam ją za najpiękniejszą
muzykę. W ciszy mogę wreszcie usłyszeć siebie. Pomyśleć. W samotności
jest czas na własne zainteresowania i własne tempo życia. Można czytać
książkę przez pół dnia, pić kawę, pisać wiersz, pisać post na blog, wymyślać
nowości do art journala, głaskać koty albo nic nie robić i wcale
nie jest to strata czasu, ale konieczny odpoczynek. Samotność także nie ocenia.
Nie daje mi niechcianych dobrych rad, nie pyta, dlaczego słucham
podcastów Filipa Chajzera albo dlaczego jem kanapki z żółtym serem o dwudziestej
trzeciej trzydzieści. W samotności można być sobą w najbardziej
zwyczajnej wersji – w dresie, zmęczonej, rozczochranej, milczącej i kompletnie
niegotowej na kontakty z ludźmi. Poza tym… ja bardzo dobrze czuję się
we własnym towarzystwie i nawet lubię ze sobą pogadać. Nie potrzebuję
niczym zagłuszać pustki, bo nie ma jej we mnie.
Dlatego lubię samotność. Nie dlatego, że nie lubię
ludzi. Po prostu czasem najbardziej potrzebuję chwil, w których nikt
niczego ode mnie nie chce. Święty spokój jest dziś dobrem luksusowym. Ludzie
zachowują się tak, jakby odpoczynek był czymś podejrzanym. Tymczasem
święty spokój to nie lenistwo, tylko chwila, w której człowiek
odzyskuje energię. Nie musimy być przez cały czas "produktywni".
Odnoszę wrażenie, że ludzie boją się ciszy, bo wtedy
zostają sami ze swoimi myślami. Zagłuszają je telewizorem, muzyką, rozmowami
telefonicznymi o niczym. Boją się… siebie?

"Ludzie zachowują się tak, jakby odpoczynek był czymś podejrzanym. Tymczasem święty spokój to nie lenistwo, tylko chwila, w której człowiek odzyskuje energię. Nie musimy być przez cały czas "produktywni".
OdpowiedzUsuńjezusmaria piszesz o mnie. od jakiegoś czasu sama siebie strofuję, serio. i chyba się dziś przywiążę do materaca na tarasie, żeby nic nie robić tylko czytać 😂
Uwielbiam chodzić w gaciach od piżamy, sote, słuchać ogrodu i książek w uchu.
Nie no nie da rady nic robić rączkami przy okazji, taka skaza 😅jak wiadomo. zaraz puszcze posta o wczorajszym nicnierobieniu 🤣
Ja uwielbiam być sama. i dbam o takie dni. coraz częściej wyrywam je życiu.
Zadałam ci dwa pytania pod poprzednim postem :-)
A ja grzecznie odpowiedziałam 😅
UsuńJuż dawno ustawiłam sobie priorytety w ten sposób: jeżeli mam do wyboru męczyć się czymś i odpocząć to wybieram odpoczynek. Ja jestem ważniejsza od odkurzacza!
Bycie tylko ze soba nie oznacza samotnosci. Samotnosc to potrzeba drugiego czlowieka (ludzi) z przyczyn jakichs niespelniona.
OdpowiedzUsuńW zyciu potrzebna jest rownowaga rowniez w kontaktach z soba i ludzmi. Swiety spokoj? Co to takiego? Jedna mysl i nawet zwykly spokoj zaklocony.
A ja umiem praktykować nabożnie święty spokój, cha, cha!
UsuńNo to tylko "szczescboze"!
UsuńChyba szczęść w barze!
UsuńPrzyszlo mi do glowy (z borzym szczesciem), ze samotnosc jest latwiejsza niz zycie w parze czy wiekszej rodzinie (z tesciami wlacznie) bo tam ani swietego spokoju sie nie znajdzie. Ani innego spokoju chuba, ze rozwod.
UsuńAle jest nadzieja. Maz moze byc bogaty, zapracowany, tolerancyjny, hobbystalub zwyczajnie pokojowy i wtedy mozna pozyc leniwie bez granic.
Niestety, mój mąż nie był bogaty ani zapracowany, za to sprawdził się jako psychiczny przemocowiec i flejtuch do plus nieskończoności.
UsuńLudzie są różni i mam świadomość, że dla niektórych to może być dziwactwo, ale ja też lubię święty spokój. Czasem trzeba uciec od tego popieprzonego świata i pobyć samemu ze sobą, bo inaczej człowiekowi do reszty by odpierdzieliło. To taka forma higieny psychicznej.
OdpowiedzUsuńLepiej bym tego nie ujęła: to forma higieny psychicznej! Zwłaszcza, kiedy ludzie dali albo dają popalić. Poza tym ja w szkole jestem przebodźcowana ludźmi, 860 uczniów i 100 nauczycieli to nieprawdopodobny tłum.
UsuńLudzie autentycznie potrafią męczyć. Są co prawda jednostki, które nie potrafią bez ludzi funkcjonować, ale myślę, że nawet oni mają czasem dość. Każdy musi czasem uciec, bo nadmiar bodźców przez dłuższy czas po prostu zaczyna na nas źle wpływać.
UsuńTak, nawet od ukochanych najbliższych trzeba przynajmniej raz w roku odpocząć.
UsuńCzasem najbliżsi bywają bardziej męczący niż obcy. Z tym że obcemu łatwiej powiedzieć żeby wyp......😅
UsuńZdecydowanie łatwiej. U mnie odpoczynek od najbliższych dzieje się często. Gdy dzieci były małe, wyjeżdżałyśmy z koleżankami na trzytygodniowe wczasy bez mężów. Obecnie moja córka włóczy się weekendowo i urlopowo, a ja mam w wolnej chacie doskonałe samopoczucie. Co nie oznacza, że nie cieszę się z jej powrotów.
UsuńŻeby tak jeszcze problemy trzymały się od Ciebie z daleka to ten święty spokój faktycznie byłby spokojem przez duże "S".
UsuńZdecydowanie! Chętnie odpoczęłabym na dłużej od ukochanych najbliższych problemów 😅
UsuńMiejmy nadzieję że w końcu odpuszczą... 🙄
UsuńMiejmy. Moja mama mówi, że póki życia, póty nadziei i że nadzieja umiera ostatnia.
UsuńI tego się trzymajmy, bo gdyby nie ta nadzieja to pewnie zaczęlibyśmy się masowo wieszać... 🙄
UsuńMnie by się nic nie stało, bo sznur by się urwał, jestem ciężka 🤣
UsuńZe mną nie było by problemu bo posiadam odpowiednio mocne liny 😅
UsuńDobra, wierzę Ci na słowo, ale przestań... Zmieńmy temat, bo ten jest... brrr...!
UsuńTak, wieszanie, nawet w poniedziałek, to nie jest najlepszy temat 😉
UsuńAleż można wieszać w poniedziałek! Na przykład pranie, ubrania w szafie na wieszakach, obrazki na gwoździach, półki na wkrętach z dyblami... 😅
UsuńI na takim wieszaniu poprzestańmy 😅
UsuńOczywiście, że tak! Nawet mam dzisiaj w planie pranie.
UsuńA przydałoby mi się, żeby ktoś powiesił mi dodatkowe półki na książki 😅
UsuńTu już fachowiec od wieszania potrzebny 😉
UsuńJestem ZA!!! Święty spokój to element ludzkiego życia, którego jest zbyt mało.
OdpowiedzUsuńDlatego uważnie wydzieram go i praktykuję przy każdej okazji!
UsuńO dokładnie, też tak mam i też uwielbiam tę piosenkę :). Prawdopodobnie mam cechy autystyczne. Jestem introwertyczką, mam bogaty świat wewnętrzny, więc ten zewnętrzny tylko czasem jest mi potrzebny.
OdpowiedzUsuńWitaj w klubie, też tak mam, więc może obie jesteśmy autystyczne 😊 Trochę żartuję, bo pani psycholog, która zna mnie od lat, twierdzi, że nie jestem w spektrum.
UsuńChyba podsłuchałaś naszą ostatnią rozmowę na podobny temat.
OdpowiedzUsuńWszyscy nam wmawiają, że powinniśmy stadnie, do ludzi, do wesołego towarzystwa itd.
A czy to źle, człowiek potrzebuje być sam i na własnych warunkach? przecież w tłumie nie słychać nawet własnych myśli!
Ja lubię ludzi i lubię spotkania, ale nie codziennie i nie w licznym gronie, dość tego miałam w pracy!
No właśnie... Na co dzień pracuję w ulu, pomiędzy prawie tysiącem szerszeni. Wystarczy!
UsuńNie lubiłam samotności, jednak teraz popadłam w marazm, więc mi nie przeszkadza. Oczywiście dawniej szukałam jej dla higieny psychicznej, jak już ktoś napisał, obecnie jednak jest stałym elementem mojego życia.
OdpowiedzUsuńNigdy nie zagłuszam ciszy muzyką, , to moja wielka pasja.
Mamy ze sobą wiele wspólnego! 😘
UsuńWidzę to i czuję :)
UsuńNo, ja też. To, co piszesz u siebie, jest żywcem o mnie.
UsuńMamy bardzo podobne przeżycia mimo odmiennych sytuacji życiowych.
UsuńNa to właśnie wygląda.
UsuńPodobnie czujemy, chyba w tym rzecz.
UsuńI prawdopodobnie mamy ten sam albo podobny stopień wrażliwości.
UsuńO tym samym pomyślałam!
UsuńI to też świadczy o podobieństwie 😅. Nawet myślimy tak samo.
UsuńA wszystko dzięki blogom :)
UsuńDzięki blogom to tylko nasze spotkanie i poznanie się 😊
UsuńTo bardzo dużo, dobry początek :)
UsuńChyba nawet bardzo dobry 😊
UsuńŚwięty spokój to też moje ulubione święto. Niektórzy chcą na bezludną wyspę, ja chcę na bezludną planetę...
OdpowiedzUsuńTak! Chociaż parę osób na tej bezludnej planecie mogłoby być - tych ulubionych. Na wszelki wypadek 🤣
Usuńów Święty Spokój przez lata wspinał się po drabinie moich priorytetów, aż wdrapał się na sam szczyt, zaś gdy przesiedliłem się z Wawy na głuchą wiochę, gdzie metaforyczne psy dupami szczekają to wyszło, że już go mam....
OdpowiedzUsuńsamotności nie lubię, bo nie jestem masochistą... masochiści mają wszystko na opak i jest im dobrze, jak jest im źle...
za to lubię samość, czyli pobyć sobie czasem sam, tak miałem zawsze... i to nie ma nic wspólnego z moją mizantropią, czyli niechęcią do gatunku naga małpa... ja nie lubię ludzi, za to lubię, wręcz kocham osoby... niektóre, wybrane...
aha, jeszcze jedno... ludzie na przykład są głupi i mają na imię Dupa /gatunek, niech nikt nie bierze tego osobiście (połowa i tak weźmie, bo są właśnie głupi)/ i na wskutek tego nieraz nie rozumiąm znaczenia słowa "samotność"... samotność to nie jest stan fizyczny, tylko stan ducha, przykry zresztą, z powodu bycia samemu, realnie lub iluzyjnie urojeniowo... stan fizyczny nazywa się "samość" lub "bycie samemu"... ale jak już wspomniałem, ludzie są głupi etc i wielu uporczywie nazywa to "samotnością"... dlaczego?... bazowy powód już podałem, zaś pochodny jest taki, że roją sobie, iż jak człowiek jest sam, to koniecznie musi się źle czuć... a to nieprawda, hogwash i bullshit...
p.jzns :)
Nie czuję się źle sama, oczywiście, że hogwash i bullshit.
UsuńNapisałaś zdanie, które żywcem wyrwałeś z mojej psyche: "ja nie lubię ludzi, za to lubię, wręcz kocham osoby... niektóre, wybrane...". Podpisuję się pod tym wszystkimi kończynami!
ja kiedyś lubiłem imprezy, bogate życie towarzyskie, ale potem to stało się tak nudne, niezależnie od składu osobowego ekipy zresztą, że dałem sobie z tym siana...
UsuńZe mną było tak samo. Wydaje mi się, że to przychodzi z wiekiem, ale też może być efektem znudzenia się. Moja mama mimo 79 lat i raka pozostaje imprezowa i korzysta z życia nawet zaraz po chemii 😊. Może to ona ma rację... Ale korzystanie z życia to przecież nie tylko imprezowanie. Każda przyroda ma swoje...
Usuńnie wiedzieć czemu słowo "imprezowanie" ludzie zwykle kojarzą z destrukcyjną rozrywką, czyli po prostu alkoholem... a przecież imprezować można na wiele innych sposobów... z drugiej strony ludzie dobrze kojarzą, bo ludzie nie umieją się bawić bez kielicha... jak pamiętam czasy, gdy zaczęły nudzić mnie imprezy, to chyba głównie ten alkohol mnie nudził... bo jest nudny, jak pisał Witkiewicz... a że innych imprez wtedy było niewiele, to się nagle samoistnie zrobił taki dziwny łącznik skojarzeniowy...
Usuńteraz trochę się zmieniło, jest wiele fajnych imprez bez ani kropelki tego trującego narkotyku... tylko, że ja się zmieniłem... umiem się świetnie bawić sam i nie jestem wtedy samotny, albo w bardzo niewielkim gronie... zaś imprezować mi się po prostu nie chce...
Mnie się imprezowanie kojarzy z alkoholem tylko w przypadku młodzieży. Samo pojęcie imprezy jest baaardzo pojemne. Dziś rozpowszechniło się słowo "event", ale ja je czniam.
Usuńja używam słowa event, ale w stosunku do wydarzeń publicznych: koncert, zawody sportowe, wiec wyborczy, spotkanie autorskie, czy różne takie inne... do spotkań towarzyskich kompletnie mi nie pasuje, nawet jak się zrobi z tego zadyma na pół dzielnicy...
Usuńp.s. przykład: ślub kolegi z wojska to /wg. mnie/ to nie jest event... ale jeśli celebryci z robią z tego show w centrum miasta, to już to słowo ma rację bytu...
UsuńMnie się też wydaje, że "event" pasuje do grubszej imprezy, takiej publicznej, choć są też "eventy" zamknięte. Tak czy siusiak, nienawidzę tego słowa i nie używam go.
Usuńja używam, bo jest krótkie... tak w ogóle, to mi nie przeszkadzają angielszczyzmy, te krótkie, bo są praktyczne... zaczyna mnie dopiero uwierać, gdy staje się to u kogoś przesadną manierą, choćby te słynne "kejsy do kara"...
UsuńJa mam alergię na to. Może to zboczenie zawodowe?
Usuńwal to, rób swoje, co się przejmujesz, i tak jesteś fajna...
UsuńSamotność to termin bardzo pojemny, niosący z sobą wiele różnych treści. Jest spora różnica między samotnością z wyboru, a taką będącą wynikiem przykrego faktu, że nie ma nikogo, kto by się chciał z nami przyjaźnić, czy choćby spotkać na gruncie zwykłej znajomości. Dobrze, jeśli takie osoby całkiem walienowane i osamotnione lubią samotność. Ale co, jeśli nie lubią? Kiedyś słyszałem w radiu wypowiedź jakiegoś psychologa czy psychoterapeuty, że osoby starsze powinny powinny pomyśleć o terapii, która im pomoże oswoić się z samotnością i polubić życie bez innych ludzi. Może to właściwa droga.
OdpowiedzUsuńTo racja, jeżeli chodzi o pojemność. Mogę uściślić, że lubię być sama w domu, sama w pokoju, sama gdzieś tam jeszcze, ale niekoniecznie samotna w sensie totalnego wyalienowania. Lubię ludzi, których... lubię albo kocham. Tłum mi do życia niepotrzebny.
UsuńSamotność bez wyboru to oczywiście udręka dla ludzi, którzy potrzebują innych ludzi. Na szczęście ja ich mam całkiem dużo. Blogerów też do nich zaliczam i bywam tylko na blogach autorów przeze mnie lubianych.
A mnie to obojętne 😃 Lubię być sama ze sobą, tak fizycznie, nie nudzę się, ale potrafię też w tłumie wyłączyć się i nie przeszkadza mi obecność innych. Odcinam się mentalnie i nie ma dostępu, chociaż jestem na wyciągnięcie ręki 😁 Ale mam sporo znajomych dla których kilka godzin samotności w domu to katorga. Zaraz zaczyna się dzwonienie i molestowanie o wspólne wyjście, przyjście etc.
OdpowiedzUsuńCo do muzyki czy innych dźwięków to niestety musi u mnie coś grać, ale to raczej dlatego, że podrywam się na jakieś niespodziewane hałasy, odgłosy, nawet jeśli to jest dźwięki telefonu czy domofonu. Taka kompletna cisza raczej mnie wkurza, bo mam wrażenie, że podświadomie czekam na jakiś nieoczekiwany dźwięk, cały czas zwarta i gotowa 😄🤷♀️
Tłum mnie przeraża i dusi. Mam ochotę wiać z krzykiem.
UsuńNie, no ogólnie też się nie pcham w tłum. Wszelkiej maści koncerty, marsze, pochody itp. to zupełnie nie moja bajka. Dla mnie tłum to kilkanaście osób w poczekalni czy lekko zapchany autobus. Bardziej chodzi mi o wyłączenie się nawet w większym towarzystwie 😄
UsuńWyłączanie się mam opanowane do perfekcji i w ogóle wyłączam się jakby automatycznie, nawet w rozmowie jeden na jeden. Zastanawiam się, czy to nie jakaś choroba.
UsuńZrobi się groźnie gdy automatycznie zaczniesz odpowiadać nie słuchając pytań 😄
UsuńRaczej spotykam się z pyszczeniem Dzieciątka, że jak zwykle jej nie słucham 😅 Możliwe, że nabiorę wprawy w automatycznym odpowiadaniu na niewysłuchane pytania. Póki co, mam do perfekcji opanowane rozmawianie przez sen. Rano niczego nie pamiętam. Dzieciątko przychodzi, prowokuje mnie i toczymy normalny dialog, tyle że gadam bez sensu 🤣
Usuń😄😄😄
UsuńDzieciątko też gada przez sen, ale chgw, do kogo. Od małego.
UsuńGrupa wzajemnej adoracji świętego spokoju powiększa się :-) . Sztuką jest znaleźć takiego partnera zyciowego, by z kimś być tak jakby się było samemu. Hasłowe, ,nic co ludzkie nie jest mi obce,, ma w tutaj swoje znaczenie. Zrozumienie, że bycie ,,inną wersją siebie,, jest równie naturalne jak wersja wyjściowa ,,na pokaz,,. (niekoniecznie na celebrycką ściankę).
OdpowiedzUsuńNie mam partnera życiowego, co zwiększa szanse na święty spokój. Gdy się jest z kimś, to trzeba się opowiadać, np. "wychodzę do Anki, będę o osiemnastej". A tak - nic nie muszę.
UsuńTeż należę do osób dla których wymiana informacji ma znaczenie i nie jest to problemem, gdy jest własciwa osoba obok. Niewłaściwa- podświadomie działa jak hamulcowy. Na wiele dziedzin życia codziennego.
UsuńAle wiem, że można dobrze trafić i to jest pocieszajace, mimo że mnie już nie dotyczy ta sfera.
Ja trafiałam wyłącznie do dupy.
UsuńRaczej lubię przebywać między ludźmi . Jak napisał Młynarski -
OdpowiedzUsuńGdybym miał powiedzieć wam
Dokąd gonię, dokąd gnam
Ja odpowiedź jedną mam
Gnam do ludzi
Zdarza się jednak od czasu do czasu, że potrzebuje chwile samotności , ale ograniczone czasowo. Mówię do siebie czasem: Boże żeby nikt ode mnie nie chciał nic chociaż przez godzinę. Z reguły to się nie udaje, bo najbliżsi mają inne plany. Wracam więc do rzeczywistości nucąc sobie dalej Młynarskiego -
Bo chodź się trafiają wśród
Ludzi często nieźli trut
Nieźli trutnie
Choć mnie nieraz wkurzą i
Zdrowo mi napsują krwi
W sumie z nimi fajnie mi
Absolutnie, absolutnie
Co zaś się tyczy jedzenia o późnych porach, to przypominam, że pingwiny to są jaskółki które jadały po 18 -tej.
Smacznego.
Cóż, pingwin też człowiek i rację bytu ma 😊 🐧
UsuńMogłabym napisać, że wyjęłaś mi ten tekst z głowy :) Nie zawsze tak było, ale kiedy zaczęłam chorować...a nie lubię się tłumaczyć...tak właśnie jest. I tak się zastanawiam: czemu ludzie nie potrafią po prostu uwierzyć? zaufać?
OdpowiedzUsuń