1. Znowu.
Jak mnie naszło przed świętami,
tak trwa. Wygląda następująco: wieczór, kładę się spać, zamykam oczy i zaczyna
się. Galopada i wirówka myśli. „Karuzela z myślami”, że sparafrazuję
Białoszewskiego. Po mózgu obija mi się dokładna, starannie numerowana
lista moich życiowych porażek, zawsze zakończona tym samym wnioskiem: jestem całkowitym,
kompletnym, totalnym przegrywem. Przegrywem absolutnym. Nikim. Odpadem komunalnym.
Skutkiem ubocznym jakiegoś pieprzonego eksperymentu. W ostatni wtorek –
nie wiem, dlaczego to zrobiłam! – prawie już spałam, gdy nagle otworzyłam
oczy, w ciemności sięgnęłam po telefon i… spisałam całą tę listę. Na Zeusa,
mnie już chyba całkiem peron odjechał.

2.
Iwonie Zmyślonej spodobało się
użyte przeze mnie na Jej blogu bardzo rzeszowskie słowo „sztangiel”. To taki
rodzaj pieczywa, nie wiem, do czego porównać – jak bułka, czy co? Sztangle mają
na wierzchu kilogram soli i drugi kilogram kminku, obłędnie pachną, są
pyszne i uwielbiam je. Na wierzchu mają chrupiącą skórkę, a w środku
puszysty miąższ podobny do bułeczki, niesłodki oczywiście. Najlepsze sztangle
wypieka Piekarnia „Społem”. Niestety, wczoraj zjadłam to, co miałam, a dzisiaj
niedziela i świeżego pieczywa w czynnych sklepach nie ma, więc
zilustruję rzecz zdjęciem z Internetu. Dokładnie tak wygląda szanujący się
sztangiel.
3. Ostatnie dni, od wyjazdu Misia
Mamusi do domu, spędziłam u Mamusi Misia. Dopiero dzisiaj wróciłam do siebie i mam
pełny dostęp do przyzwoitego komputera i Internetu, a nawet do klawiatury
wyczyszczonej (czysty zysk) i oddanej przez Dzieciątko, które kupiło sobie
nową. Różową.
Mnie się marzy niebieska,
ale w sumie co mi po niej…?
Do dupy to wszystko.
Młoda, w czasie pobytów u nas, uczy nas nowych określeń/epitetów czy jak to nazwać. Podobno takie nowe (?) określenie na pazerność to: tylko się nie zesraj. Więc jak kupiła dużą kupę (stos kart) pojechałam w ten deseń, co ogromnie ją ubawiło, jakby babcia nie mogła używać brzydkich słów. A na odchodne pożegnałam ich: do następnego, przegrywy (wcześniej ich ograłam). Nikt się nie obraził, więc chyba bycie przegrywem, to znowu nic takiego strasznego? Pamiętaj, że "ostatni będą pierwszymi".
OdpowiedzUsuńSztangiel wygląda apetycznie. Nigdy nigdzie nie spotkałam żadnego sztangla. A szkoda.
Szarabajko, sztangle nie spacerują ulicami miast 😅.
UsuńNiestety, między przegrywem świąteczno-karcianym a przegrywem życiowym jest bardzo duża przepaść...
Jeśli mogę wybierać, a mam w czym, to wolę tę pierwszą opcję.
UsuńZnaczy sztangle tylko na wiejskich dróżkach można spotkać?
Nie sądzę, zawsze widuję je w bezruchu. Są energooszczędne.
UsuńLiczyłem, że listę wrzucisz na blog. Bo po co zapisywać, jeśli się nie zamierza wrzucić, pochwalić przed czytelnikiem?
OdpowiedzUsuńNooo, też jest się czym chwalić... 🙃
UsuńAle mógłbym wtedy napisać "Ooo... To ja jestem jednak o wiele większym przegrywem" , a ty byś się mogła poczuć pocieszona i podbudowana :D
UsuńTak przy okazji - wiesz, że ja to ja? Bo nie chce mi się przelogowywać, więc na blogspocie nie podpisuje komentarzy nickiem z WordPressu.
Tak, wiem, że Ty to Ty... Wężu Zaskrońcowaty 🐍
UsuńCałkiem niegłupia ta koncepcja pocieszenia. Może warto ją rozważyć...?
Wiesz, ja taką karuzelę myśli mam codziennie od lat. Budzę się z takimi myślami i nim zasnę muszę się z nimi zmagać, więc doskonale rozumiem co czujesz. Najgorsze jest to, że nie znalazłem na to sposobu. O ile jeszcze po przebudzeniu mogę się zerwać z łóżka i siąść do komputera, o tyle wieczorem trudniej jest uciec... Zresztą uciekanie przed własnymi myślami, to jak uciekać przed samym sobą. Nie da się...
OdpowiedzUsuńMiałam to już nieco opanowane, na psychoterapii nauczyłam się technik odsuwania takich (i innych) myśli. Działało. Ale tu coś poszło nie tak i się wykopyrtnęłam.
UsuńW takim razie teraz użyj tych technik by i te myśli przegonić. Raz się udało to i drugi raz udać się musi... 🙄
UsuńTylko że jestem w fazie zjazdu i nie mam siły na nic.
UsuńNa szczęście każdy zjazd się kiedyś kończy i zaczyna mozolna wspinaczka w górę... 🙄 I tak do usranej śmierci...
UsuńJakie to szczęście? Żadne. Taka tymczasowa, krótka ulga od cierpienia.
UsuńNajwyraźniej na dłuższą z jakiś powodów nie zasługujemy... 🙄 Życie jest popierdolone i niesprawiedliwe.
UsuńCiekawe, dlaczego nie zasługujemy i w czym jesteśmy gorsi od innych.
UsuńSam się nad tym wiele razy zastanawiałem. Podobnie nad tym dlaczego najgorsze łachudry mają dużo lepsze życie ode mnie. Po prostu urodziłem się pod wyjątkowo pechową gwiazdą. Ty zapewne też... 🙄
UsuńNie wiem nawet, czy gwiazdy mają na to wpływ...
UsuńTak po prostu jest, że los nie daje po równo, jeden ma wszystko, a drugi ma ......
Usuń...ma to, co my.
Usuńco to znaczy być przegrywem?.. to znaczy źle wybrać osoby do porównywania się z nimi... kwestię po kiego czarneka w ogóle się z kimś porównywać omówmy kiedy indziej, bo to jakby osobny temat...
OdpowiedzUsuńp.jzns :)
Powiem Ci, że ciekawy i zastanawiający punkt widzenia zaprezentowałeś.
Usuńas usually :P :)
UsuńDziękuję, często bywasz pomocny 🙂
UsuńU nas podobne bułki bywają, muszę sprawdzić nazwę!
OdpowiedzUsuńNIE JESTES PRZEGRYWEM! co to w ogóle znaczy i wedle jakich kryteriów?
Lista porażek? moja tez pewnie byłaby długa!
Niebieska klawiatura dla przyjemności pisania, choć różowej bym nie kupiła...
Jotko, jestem Ci wdzięczna, ale od tego, że ktoś tak napisze, nic się nie zmieni. Miałam i mam życie, jakie mam.
Usuńkto się tak zdołuje, jak ja sama? podpisane Frau be.
OdpowiedzUsuńszkoda życia na takie doły. :-)
oraz bardzo mi sie różowana klawiatura podoba.
Ale to samo życie i ludzie fundują mi takie atrakcje, że tylko się powiesić.
UsuńJa też jestem bardzo surowy dla siebie, szczególnie w środku nocy, no bo przecież 2.30 to środek nocy. Potrafię zarzucić sobie wpadkę z czasów gdy miałem powiedzmy 17 lat. Pisałem o tym, na blogu. jedynie wnioski z tego wszystkiego wyciągam inne, bardziej pozytywne. Nie zawsze tak było i dopiero kłopoty ze zdrowiem żony spowodowały, że mi się to życie przewartościowało.
OdpowiedzUsuńMnie się przewartościowało po śmierci taty i w związku z aktualną chorobą mamy. I jest jeszcze gorzej.
UsuńAż tak się własnoręcznie (własnomózgowo) nie stresuję, żeby przed snem zbierać do kupy swoje nieosiągnięcia życiowe, a tym bardziej spisywać je w telefonie - nawet bym nie wiedziała, jak to zrobić. Kiedyś chciałam na szybko spisać jakąś listę do sklepu, to jedyne, co mi przyszło do głowy - napisać na łotsapie do znajomej od dawna nie kontaktowanej. Akuratnie odebrała z pytajnikami 🤣
OdpowiedzUsuńJeżeli Ci się MARZY niebieska klawiatura, to myślę, że spełnienie takiego marzenia jest w Twoim zasięgu, to tylko pieniądze i w dodatku nie tyle, co na Mercedesa. Gdybyż tak było ze wszystkimi marzeniami...
Tylko co mi po tej niebieskiej klawiaturze, ona niczego nie zmieni i weselej też mi nie będzie. Życie mam przegrane na całej linii.
UsuńCóż mam rzec- też mam czasami natłoki myśli i mam ostatnio ciężki czas. Nie lubię o tym mówić, ani pisać.. ale siedzi we mnie cały czas i gniecie..
OdpowiedzUsuńAle wiem, że nie jestem przegrywem... Ty też nie jesteś! Nie ważne co by się nie działo to nigdy nie będzie przegrywem ten, który ma w głowie piękne wspomnienia i ludzi, którzy go kochają :) Ściskam.
Mam inne odczucia na ten temat... Nic nie poradzę...
UsuńWiem, ale ściskam tak czy inaczej :)
UsuńDzięki 💖
UsuńHm, smutny wpis. Ale żeby od razu przegryw?
OdpowiedzUsuńSama mam czasami wrażenie, że moje życie to sterta skorup, im starszam, tym bardziej. Próbuję patrzeć do przodu. Czego i ci życzę.
Lucy, do przodu? A co tam jest, z tego przodu? Mnie już nic dobrego nie czeka, wszystko przepadło.
UsuńNie wiem, co jest z przodu, moze lepiej, może gorzej. W każdym razie inaczej. Bądź, jak powiedziała jedna moja koleżanka, zmieniając pracę: tam jest inaczej oszałamiająco, ale bardziej to jakoś potrafię ścierpieć, niż poprzednie wariactwo. Coś w tym jest.
UsuńDlatego też często myślę nad moją stertą skorup, i zmianą śmietnika, że tak to określę.
Ja nie mam ruchu, bo już dawno próbowałam. Nie ma cudów...
UsuńOczekiwania wobec życia, które sami kreujemy, które pielęgnujemy wraz z przyszłym ( za chwilę tak może być ) obrazem siebie w zyciu - są tym co zabiera nam radość dnia codziennego. Trudno uwolnić się od nich- gdy to nastąpi- przestanie pojawiać się lista ,przegranych, w tylko w naszej ocenie spraw ( są przegrane, bo nie dorównały naszym oczekiwaniom).
OdpowiedzUsuńMedytacja : Wiem wszystko=jestem wszystkim/ nic nie wiem=jestem nikim ( czyli Nic, pustka) krótko- nawet 1 min. - coś musi być skuteczne, by odgonić Myśli. Może pomoże Ci miauczenie- i tylko miauczenie? Pobaw się z własnym umysłem. Zobacz, co jest uwalniajace....od oczekiwań, wyobrazeń, ocen na swój lub innych temat...Odpoczynek płynie ze spokojnego/pustego umysłu.
Zrobisz co uznasz za stosowne. Polecam..miauczenie -z wiadomych względów.
Miauczenia i mruczenia mam pod dostatkiem, ale to nie zmienia mojej sytuacji. I nie zmieni, bo nie ma takiej mocy. Podobnie jak medytacje.
UsuńTy masz miauczeć, nie kocury....-to forma zajęcia umysłu czymś pozytywnym :-)
UsuńMyślisz, że nie próbuję go zająć?
UsuńMyślę, że trzeba znaleźć coś co zadziała skutecznie i doraźnie. Ale odkrycie tego nalezy do Ciebie. Trzeba czasem poeksperymentować z czymś innym niż z płaczem.
UsuńNa przykład co? Chodzę na psychoterapię, uczę się różnych technik. Pytanie brzmi: w jaki sposób cokolwiek może mi polepszyć życie? On jest codziennie, nie daje o sobie zapomnieć, nie odsunę go w żaden sposób. Chyba że skoczę z zapory obciążona kamieniem młyńskim.
UsuńOgólna zasada jest taka, że to co nas męczy- domaga się zauważenia, a nie odsunięcia.Każda sytuacja pokazuje coś co powiniśmy dostrzec w sobie i skorygować własne podejście / schemat /zmienić pryzmat patrzenia/odpuścić lub wręcz przeciwnie. Pokochać siebie w tym stanie. Zakceptować i nie walczyć z tym co Jest.
UsuńPOdam Ci drogę , na skróty,,. Gdy przestaniesz oceniać, a bedziesz tylko W Tym/ Tym co Jest- życie nabierze kolorów. Nasze oceny czynią coś dobrym lub złym- w naszym odbiorze.To wcale nie wyklucza asertywności i zaznaczania własnych granic, ale skoro niektórych rzeczy na tym etapie nie można zmienić- to trzeba nauczyć się z tym żyć. Negatywna ocena nie zmieni rzeczywistości. Działa tylko na nas-bo jest naszym wytworem.
Usuń"Nasze oceny czynią coś dobrym lub złym- w naszym odbiorze". Czy to znaczy, że jeżeli skręca mnie realny ból, to jest to ocena?
Usuń"...trzeba nauczyć się z tym żyć. Negatywna ocena nie zmieni rzeczywistości". Czy to znaczy, że jeżeli zacznę nazywać gówno fiołkiem, nabierze ono fioletowego koloru i zacznie pachnieć?
Jaki sens ma zakłamywanie rzeczywistości?
UsuńBól fizyczny / psychiczny jest bólem. Samo słowo oddaje pewien stan. Podejmowane działania zmieniają rzeczywistość. Sama ocena nic nie zmienia. GOwno jest gównem- jeżeli Ci nie jest do niczego potrzebne- to je omiń. Gdy wdepniesz- wyjdź z niego. I zastanów się co mozna zrobić, by coś się nie powtórzyło.
UsuńZakłamywanie rzeczywistości nic nie zmienia, tylko .....działanie. Zgodne z istniejacymi ,przesłankami,, do zmian, a nie urzeczywistnianie tego co nie może zostać urzeczywistnione. To walka z wiatrakami. Ona tak męczy .
UsuńMoże to dla wielu osób frazes, ale zmiany w rzeczywistości są nastepstwem zmian, które zaszły w nas. Zycie jest jak lustro, w którym się przegladamy. Co powiniśmy zobaczyć w sobie- w związku z tym faktem?
UsuńWszystko, o czym piszesz, sprowadza się do jednego: zmiany stanu faktycznego, którego nie da się zmienić.
UsuńDołączam do Ciebie. Ja też przegryw. W kupie raźniej.
OdpowiedzUsuńNie sądzę, żeby AŻ TAKI.
UsuńChcesz się policytować?
UsuńJasne, to będzie cudowne doznanie! Może powołamy arbitrów? 🙃
Usuńdobra
UsuńDawaj!
UsuńBułki z dużą ilością soli na wierzchu uwielbiałam i nazywałam je solankami. Z kminkiem jest gorzej, bo nie przepadam za jego zapachem. Pytasz na co Ci niebieska klawiatura? Lubisz ten kolor, więc powinnaś ją sobie kupić(już wiem-zafunduję Ci ją jako nagrodę za zabawę wielkanocną, którą wygrałaś), będzie to jednocześnie pamiątka po kobiecie, która od urodzenia mogłaby nazywać się przegrywem, ale nigdy się nim nie czuła. Utraciłam ukochaną osobę, ale mam przyjaciół, to nic, że tylko wirtualnych, to Oni trzymają mnie na powierzchni. Należysz do nich. Uściski.
OdpowiedzUsuńIwonko, nie wygłupiaj się! Zabraniam Ci robić mi jakiekolwiek prezenty! Amen 😎
UsuńŻebyś Ty wiedziała, ile osób tak ma - leżysz przed zaśnięciem, a tu w mózgu nerwy, wszystko nie tak, nic mi się nie udaje, jestem przegrywem. Ja za przeproszeniem p......ę. Przepraszam za chamstwo, ale nazywam rzeczy po imieniu. Ja wciąż mam problem z brakiem stałej pracy, Ty ją masz; jaka jest, taka jest, ale co miesiąc masz zarobione własnymi rękami pieniądze. Zawsze ktoś będzie miał lepiej, niż Ty, ale i masa takich, co mają gorzej. To jak, ja też mam depresję, że sobie z życiem nie radzę?
OdpowiedzUsuńNie wiem, czy masz. Ja mam zdiagnozowaną i od lat się na nią leczę. Natomiast to, że ktoś ma gorzej niż ja, niczego nie zmienia w moim życiu na lepsze.
UsuńKażdy miewa doły (nawet jak się do tego za Chiny nie przyzna publicznie), nie trzeba mieć zdiagnozowanej depresji. Jak nie chcesz wyjść "z doła", żadne słowa pociechy nie pomogą. Pytanie tylko, czy Tobie odpowiada siedzenie w tym dole, czy "lubisz to". Jak chcesz, potrać sobie trochę czasu na smęcenie, na narzekania, jaka to jesteś przegrana, skoro tego potrzebujesz. Przyjąłem do wiadomość: uważasz, że jesteś przegrywem, masz depresję, masz papierek na to, że masz depresję. Sam doświadczyłem tego, że życie nie głaska nikogo po główce. Każdy jest w czymś przegrywem, każdy jest w czymś dobry, nawet jak sobie nie zdaje z tego sprawy
UsuńO, kocham takie pierdolenie: "nie chcesz wyjść "z doła", "czy Tobie odpowiada siedzenie w tym dole, czy "lubisz to", "Jak chcesz, potrać sobie trochę czasu na smęcenie, na narzekania". Zwłaszcza, gdy się nic o moim życiu - przeszłym i teraźniejszym - i o mnie nie wie. Cudowna domorosła psychologia, na którą mam, z całym szacunkiem, wyjebongo. Następnym razem, kimkolwiek jesteś, zanim wydalisz z siebie podobne bździny, najpierw pochodź w butach tego, któremu psujesz powietrze.
UsuńCzytając te odpowiedzi mam wrażenie, że niezależnie od tego, co ludzie piszą – czy to wsparcie, czy własne doświadczenia – sprowadzasz to do pokazania, że i tak wiesz lepiej, jak to wygląda u Ciebie. A inni nie cierpią wystarczająco, by cię zrozumieć. W takiej sytuacji trudno prowadzić jakąkolwiek rozmowę, bo każda perspektywa z góry jest odrzucana jako „nietrafiona”. Jeśli to ma być tylko przestrzeń do wyrażenia emocji, to okej – ale wtedy te komentarze trochę mijają się z celem. I nie masz pojęcia, ilu ludziom właśnie dokopałaś.
UsuńJakoś mnie Twoje wrażenia w tym momencie mało interesują.
UsuńTa różowa klawiatura - a fuj! Niebieska zdecydowanie byłaby lepsza 😄 A tak w ogóle, w pierwszym momencie pomyślałam, że to zdjęcie tabletek antykoncepcyjnych 🤣 No ale tak to jest - ja ślepawa, ekran tel. mały 🤷♀️
OdpowiedzUsuńNo i trochę pokory, FrauBe... 8 mld ludzi na świecie, a Ty uważasz, że jesteś przegrywem nr 1? Potrafisz się docenić 🤪😉🙃
A jak?! Grunt to wygodne buty i dobre samopoczucie 🤣
UsuńJa też pomyślałem, że to jakieś tabletki.
UsuńŻyczę aby los był Ci letki.
Jakieś macie farmaceutyczne skojarzenia 😋
UsuńDziękuję za życzenia, wierszem to podwójnie się liczą!
Punkt pierwszy - niestety znam to uczucie...
OdpowiedzUsuńNo to witaj w klubie.
Usuńdziwaczna moda każe wszystko do dupy pakować. a czemu? nie wiadomo, przecie to twór delikatny i do życia niezbędny.
OdpowiedzUsuńzamiast wymyślać powody do zmartwień wymyślaj te pozytywne. zaczynając od lekkiej ironii - mogłaś urodzić się garbata, a się nie udało. hurra! Chmielewska sugerowała w swoich książkach podzielić kartkę na części - wypisać szczęścia i nieszczęścia bieżące i a potem w kolejnej rubryce zapisać sposób na zaradzenie. i tak robiła. zdaje się, że umarła po stronie pozytywów, bo czemu nie? spróbuj! napisz co Cię boli i jak zaradzić, choćby rozwiązanie brzmiało wytruć Rzeszów i okolice.
Ba! Ja już tę metodę stosowałam co najmniej wielokrotnie. I wiesz, co jest efekcie najgorsze? To, że w tych rubrykach przeznaczonych na zaradzenie problemowi wszystkie odpowiedzi brzmią: "nic". Bo się nie da zaradzić. W dużej części dlatego, że jest już za późno, w innej - nie umiem robić cudów.
UsuńFrauBe, Polyanną raczej już nie będziesz, to jest jasne i ok.
UsuńNie widzę związku.
Usuńzacznij umieć. miej wiarę, albo przynajmniej obelgę na taką okazję. w końcu jak nie teraz, to kiedy? walcz, a to przecież potrafisz.
UsuńAle kogo lżyć? Siebie? Los? Co to da?
UsuńNie mam władzy czynienia cudów. Nie ma z kim/czym walczyć. Wszystko już przepadło na amen.
Wszystko nie jest nawet do wielkiej dupy...
OdpowiedzUsuń...bo nie pomiści się... :(
No i amen.
UsuńA córeczkę masz przy sobie, a ja swoją prawie 1000 km dalej 💧
OdpowiedzUsuńI to też jest w pewnym sensie powód do zmartwienia.
UsuńInmych dzieci bliżej, a i tak stosunki zawieszone 🤷🏻♀️
OdpowiedzUsuńZa to brata mam ponad 3000 km dalej i też mi smutno 😔
UsuńLansując feminitywy, bo przegrywa najczęściej utożsamia się z mężczyzną, kobieta byłaby przegrywką. A to już blisko do przygrywki, brzmiącej całkiem optymistycznie👏👍
OdpowiedzUsuńJa też siedzę w nocy, przespałam się po południu, i tak myślę, co ja tutaj robię?
Nie cierpię tych sztucznie wprowadzanych feminatywów.
UsuńJak to, co robisz?! Komentarz piszesz!
Chciałam tylko dodać dla porządku, że ja wiedziałam że Ty pracujesz jako nauczycielka, ale zdawało mi się że gdzieś wspominałaś, iż drzewiej pracowałaś w UM. Chyba kiedyś coś o UM pisałaś i tak mi się pokojarzyło.
OdpowiedzUsuńJeszcze taka ciekawostka. Wiesz że Grydzewski, który sam robił korekty, sam też ustalał zasady stosowania znaków interpunkcyjnych. Uważał że przecinek przed "że" to chora zasada. Też mi się tak coś zdaje...
Nie chora, tylko logiczne wynikająca ze składni zdania. Tak ja to widzę.
UsuńPoczątek strasznie mnie ścisnął, bo jest w nim coś bardzo prawdziwego i boleśnie znajomego. Tym bardziej działa na mnie to, że potem wchodzą takie zwyczajne, codzienne rzeczy, a jednak ten ciężar nigdzie nie znika. Te wszystkie myśli, które tak bezlitośnie lecą w głowie, naprawdę nie są żadnym ostatecznym wyrokiem, tylko momentem, który mija, nawet jeśli w środku nocy wydaje się inaczej; dla zdrowia psychicznego należy się z nich otrzepywać i nie pozwalać, by zniewoliły nam mózgownicę :)
OdpowiedzUsuńWalczę z nimi. Stosuję wszelkie techniki, których uczę się na psychoterapii. Tyle że nie zawsze zadziała, w tamie pojawiają się przecieki. Cóż, nawet zapora w Solinie czasem miewa nieszczelności.
UsuńOch jakże tu u Ciebie zawiewa wiosennym pozytywnym nastrojem.
OdpowiedzUsuńPamiętaj może być gorzej- i nie mam na myśli zbliżających się Twoich ulubionych matur, także no.
Jeju czyli są ludzie którzy lubią to słone jak diabli dziadostwo zwane sztanglem??? U nas tak się na to nie mówi, ale wygląda i ma na sobie to samo o czym piszesz. Jestem w traumie zasolenia 🤣🤣🤣
Pozdrawiam z l4 😄
Ja jestem jako ta sarenka - nie żebym nogi miała takie zgrabne, tylko lizawkę z soli muszę mieć!
UsuńO patrz, a nogi masz jak sarenka? Bo ja mam. Znaczy nie takie zgrabne, a takie owłosione- jak nie działam antytemu. Stary kawał, być może się uśmiechniesz.
UsuńOwszem, mam jak sarenka owłosione 😅 Zawsze się przy tym uśmiecham. Podobnie jak przy stwierdzeniu mojej przyjaciółki, że jest puszysta, bo... niedepilowana 🙃 I jeszcze, że dlatego jest ciężka, że ma kamienie w woreczku żółciowym i w nerkach.
UsuńChciałam odpowiedzieć na jeden komentarz, zagotowałam się i spieniłam, ale stwierdziłam, że nie warto.
OdpowiedzUsuńCiebie, moja kochana Frau, przytulam. Ja mam swoje, Ty masz swoje. I już.
Nie warto, życie samo w sobie jest ciężkie i nie potrzeba dokładać sobie niepotrzebnych ciężarów.
UsuńAd.1. Nie zgadzam się z Twoją opinią i absolutnie nie przyjmuję jej do wiadomości.
OdpowiedzUsuńAd.2. Znam sztangle, czasem nawet jadam bo można je kupić w Krakówku:-)
Ad.3. To mamy coś wspólnego bo też mi się marzy niebieska:-)
Tylko trudno namierzyć niebieską, która ma numeryczną i nie jest jakąś silikonową nakładką.
UsuńNamierzyłam taką🙂 Ma wszystko, co trzeba i jest nawet w dwóch odcieniach niebieskości tylko cena nie taka, jak trzeba.
UsuńGDZIE?!
UsuńSztangli nie znam. Temat jak najbardziej mi obcy.
OdpowiedzUsuńA klawiatura? Nawet nie pomyślałam, aby marzyć o innym kolorze niż czarny. Ale jeżeli już, to na pewno nie byłaby niebieska. Zdecydowanie nie...
Pozdrawiam serdecznie
Dawniej były klawiatury takie kremowo-beżowe, lubiłam je. teraz w przeważającej liczbie są czarne, a ja nie znoszę czarnego koloru. I chyba już znalazłam tę niebieską...
UsuńOj tam, oj tam 😉. Mam nadzieję że już jest lepiej 😘
OdpowiedzUsuńNooo... niekoniecznie.
Usuń