Czyli tak:
1. Mama po chemii wymiotuje całodobowo. Nawet po łyku wody. Jęczy, że
ona tego nie przeżyje. Nic nie je. Zażyte tabletki przeciwwymiotne nie mają
szansy zadziałać, bo natychmiast wracają, skąd przyszły (no, niezupełnie tam).
Mama nie przeżyje, a ja razem z nią. Tak bym chciała móc wziąć
to na siebie, ja jestem silna, a ona taka delikatna i krucha...
Równolegle w czasie chemię
bierze moja bratowa. Je za dwoje i jak mówi mój brat, "tylko dupa z lodówki
sterczy" :) A jedna pacjentka z sali, w której leżała mama,
dziarsko wychodziła na zewnątrz na papierosa, a potem robiła
sobie kawę i ze smakiem wypijała. Tymczasem była to jej... PIĘĆDZIESIĄTA
SIÓDMA chemia. Piąty rok leczenia. Podziwiam ją.
2. Z powodu słabości mamy jestem odcięta od komputera, który spoczywa
na biurku w maminym pokoju (który dawno temu był mój). Nie chcę jej
męczyć światłem, więc nawet otwieram na oścież drzwi od łazienki, które
zasłaniają światło z dużego pokoju, gdzie urzęduję. Toteż życie objęło
mnie chwilowo detoksem cyfrowym, nad czym ubolewam potrójnie, bo jestem odcięta
od Waszych i mojego blogów, komentarze jestem zmuszona ścibolić w telefonie,
czego serdecznie nienawidzę i od czego dostaję szału, a na dodatek
nie mam jak słuchać ulubionych podkastów.
3. Zrobiłam badania genetyczne. Oprócz geniuszu nie wykryto
żadnych zagrożeń poza podwyższonym ryzykiem zachorowania na raka jajnika.
Zakazali mi jedzenia mięsa (o, wielce mi, i tak nie jem!) i nakazali
ograniczyć albo wykluczyć nabiał. Chyba się nie myli, ja żyję
nabiałem. To co według nich mam jeść? Cukierki?!
4. Podkarpacie i Lubelszczyzna zostały upośledzone przez zimę
najhojniej. Oto fotka fragmentu Dzieciątka. Zgadnijcie, gdzie ma nogi.
Robiąc codzienne kursy do sklepów, aptek, do domu, do pracy, za każdym razem muszę odśnieżać samochód. W dziesięć minut potrafi być doszczętnie zasypany. Mój rekord odśnieżania auta wynosi osiem razy w ciągu jednego dnia. Absolutnym skandalem jest fakt, że w mieście wojewódzkim od wielu dni nie widać ani jednego pługa. Na jezdniach koleiny, samochodem rzuca, chodniki nieodśnieżone, parkingi nieodśnieżone, samochody zakopane w śniegu, a te, które jeżdżą, nie mają gdzie zaparkować, przynajmniej te z napędem na sam tył.
- Ty się ciesz, że nie mieszkasz w Jakucku, tam jest minus
siedemdziesiąt stopni.
- No i fajnie - ucieszyłam się. - To ja bym chciała tam mieszkać,
przynajmniej zamknęliby szkoły i miałabym z głowy chodzenie do pracy.
- Tylko że tam szkoły zamykają przy minus pięćdziesięciu. I przy
minus czterdziestu dziewięciu musiałabyś samochód odśnieżać i biec przed
nim z łopatą - Dzieciątko bezlitośnie rozwiało moje marzenia.
Kurtyna.

Jeden na chemię reaguje lepiej, inny gorzej. Trzymajcie się dzielnie. 🍀
OdpowiedzUsuńPotwierdzam, Lubelszczyzna oberwała od zimy porządnie po dupie, a dziś jeszcze przyszedł mi alert że czekają nas marznące deszcze... Jakby bez nich nie było ślisko... 🙄
Do niczego taka zima. Nie chcę, nie lubię, nie życzę sobie!
UsuńU nas też ma być lodowisko, jeszcze tego mi brakowało.
Nim się obejrzymy znowu będzie wiosna. Trzeba zacisnąć zęby i przeczekać 😉
UsuńZaciskam już od jesieni. Na razie - oby do ferii!
UsuńTak, a potem nim się obejrzysz przyjdą wakacje i znów złapiesz oddech od tego cyrku. Czas zapierdziela jak szalony i to daje nadzieje by do reszty nie zwariować.
UsuńNajwiększy cyrk dzieje się podczas matur. Wtedy to dopiero mamy pracę przy taśmie!
UsuńNa szczęście akurat ten cyrk nie trwa długo. Choć domyślam sie że nauczyciele są wtedy nie mniej wykończeni, a może nawet bardziej niż sami maturzyści.
UsuńZdecydowanie bardziej. Uczniowie mają na wszystko wywalone, a nas dobijają procedury.
UsuńNauczyciele nigdy nie mieli lekko a co gorsza w przeciwieństwie do górników czy rolników nigdy nie mieli takiej siły przebicia by wywalczyć godne warunki 🙄 Nauczyciel nie pojedzie do Warszawy by wylać gnojówkę przed domem ministra...
UsuńNauczyciele zawsze wisieli w ogonie jako budżetówka. W PRL mieli przynajmniej różne przywileje. RP poodcinała nam po kolei wszystko, nakładając wciąż więcej na garby, a najwięcej - biurokracji. Pracujemy nieraz po 60 godzin w tygodniu.
UsuńI to jakby nie było ważna praca, bo odpowiadacie za to co przyszłe pokolenia mają w głowach. Albo inaczej... Staracie się by cokolwiek w owych głowach mieli, bo nawet najlepszy nauczyciel z głupoty nie wyleczy... 🙄
UsuńNie ma szans. Dzisiejszy system oświaty jest skonstruowany tak, żeby nikt niczego nie umiał. Własnego odwłoka nie przeskoczę... Plus do tego głupota i tumaństwo - a potem dziwimy się, skąd bierze się elektorat Nawrockiego albo PiS.
UsuńSystem skonstruowany jest w taki a nie inny sposób bo bezmyślnymi ludźmi łatwiej rządzić. Inteligentne i świadome społeczeństwo jest zagrożeniem dla tych, którzy ów system tworzą 😉
UsuńOczywiście. Inne kraje wycofują się z pomysłów, które się nie sprawdziła, a my 50 lat za Murzynami. Komuś na tym bardzo zależy.
UsuńNa pewno nie zależy na tym by Polacy myśleli. Inna sprawa, że i temu narodowi się specjalnie myśleć nie chce.
UsuńWłaśnie: się nie chce. W najstarszym pokoleniu kto był tumanem, to nim pozostał, reszta jeszcze coś myślała. W średnim pokoleniu tak samo. Ale już młodzi i dzieci to masakra. Do niemyślenia przyczynił się także katolicyzm, który podaje wiernym na talerzu gotową papkę i tak ma być, jak jest w papce. Samodzielnie myśleć nie wolno. Czytać nie wolno. Powoływać się na naukę i wiedzę nie wolno. Plus rozwój technologii, który odmóżdża dzieci i młodzież plus zniszczony system szkolnictwa - i mamy to, co mamy.
UsuńTak. Za obecne pokolenia myśli Google i sztuczna inteligencja, przez co ich własna nie ma możliwości odpowiednio się wykształcić. Gdyby nagle zabrakło internetu to mielibyśmy ogrom tłumoków nie potrafiących się odnaleźć w rzeczywistości.
UsuńI bez tego mamy ogrom tłumoków. Nie widzę szans zejścia z tej równi pochyłej.
UsuńNogi Dzieciatka opciente czy zaryte w sniegu po biodra? Strasznie wspolczuje Twojej Mamie, a Ty przemysl ewentualnie pozbycie sie jajnikow, bo po co Ci one, skoro stanowia zagrozenie. Na cukierkach daleko nie zajedziesz, ja mam podobnie, z miesa moge zrezygnowac, ale tez zyje nabialem i gdybym miala, musiala przestac go jesc, to bym sie targnela na swoje zycie, bo jak zyc bez nabialu.
OdpowiedzUsuńA w Jakucku chyba dzialaja jakies plugi.
U mnie chwilowo zima dala odetchnac, mamy +9°C i snieg poszedl w PiSdu.
Żeby jeszcze PiS chciał pójść w PiSdu...
UsuńZobaczę co powiedzą genetyk i ginekolog, pokażę im te 8 stron wydruków. Każda operacja to ingerencja w organizm i jakieś tam ryzyko.
Przypomniało mi się, że jest jeszcze "trawa", czyli warzywa i owoce. Jedno i drugie bardzo lubię. Z tym, że nie podejmuję się jeść jarmużu, marchewki i granatów. Kiedyś teść powiedział mi, że odżywiam się jak krowa, bo żrę tyle tej "trawy". Zrewanżowałam mu się komentarzem, że je zupę z psiej miski (takiej metalowej) i się obraził. Jest wysoce uraźliwy, jak mawiała teściowa.
Aha, nogi Dzieciątka stoją w śniegu. Niczego nie obcinałam, to białe do samego spodu zdjęcia to śnieg.
Usuń@FrauBe, a w jakiej postaci próbowałaś (o ile w ogóle) jarmuż? Bo ja w Polsce nigdy nie miałam okazji, a tu zaczęłam nie wiedząc nawet, że jem jarmuż 😁 No i najlepiej mi wchodzi z masłem orzechowym. To tak w razie gdybyś miała ochotę podjąć próbę 😉
UsuńCo do Mamy, to pytałaś może lekarza albo w aptece czy może pić nutridrinki proteinowe? One są lekko paskudne w smaku dla ludzi nie lubiących słodyczy, ale... jeśli się je pije zimne, najlepiej mocno wstrząśnienie i zmieszane z lodem, ale takim bardzo drobno pokruszonym, to są OK. Sorry za wtręt, może Ci ta wiedza niepotrzebna, ale czasem mnie ponosi 😉
Mamy nutridrinki, zobaczymy. Pić może.
UsuńJarmuż dostałam od teścia i już samo to wzbudziło we mnie niechęć. Pogryzłam kawałek listka i wywaliłam wszystko do śmieci.
A nie... Taki jarmuż to fe! Z masłem orzechowym - mniam 😋
UsuńAle masła orzechowego też nie lubię, bo jest z orzeszków arachidowych, których nie lubię 😎
UsuńPierwszy raz od 9 lat cieszę się, że nie mam możliwości wychodzenia z domu. Ja się nie znam na komputerach, ale Ty jesteś w tym oblatana, poszukaj forum wsparcia dla ludzi biorących chemię, może tam znajdziesz wskazówki jak inni sobie radzą z wymiotami. Trzymam kciuki jak zawsze. Mamie kup taką opaskę na oczy, modną w Ameryce, gdy te wszystkie "gwiazdy i gwiazdeczki" chcą się wysypiać, wtedy światło z Twojego pokoju nie będzie jej przeszkadzało. Można kupić na Allegro(skopiowałam obrazek, ale nie chce się wkleić).
OdpowiedzUsuńDziękuję, Iwonko. W Polsce te opaski też są modne, co można zobaczyć w filmach.
UsuńGrupa wsparcia nie jest mamie przydatna, bo ona nie ma potrzeby rozmawiania z innymi na te tematy. Zresztą, ma informacje z pierwszej ręki od mojej bratowej i od moich "pochemicznych" koleżanek, przekazywane przeze mnie. Bardzo dużo przydatnych informacji zebrała od innych pacjentek na oddziale.
Śniegu wam dowaliło, u nas po poniedziałkowej ślizgawicy temperatury poszły w górę i śnieg znika; jedynie stoki Eierberge nieco jeszcze pokryte.
OdpowiedzUsuńMama... poproscie o receptę na środki przeciwwymiotne w formie czopków, ondasetron jest w tej formie, tak samo vomex_ dimenhydrat.
Tabletki na wymioty taka sobie sprawa, jak cierpiący nic w żołądku utrzymać nie potrafi. Się dziwię, że nie ma takich medykamentów w formie tabletek, listków, rozpływających się w buzi. Aby mieć coś na szybko w domu.
UsuńBędziemy czujne i zbierzemy informacje. Może akurat coś takiego jest...?
UsuńZapytaj lekarza/aptekarza o Ondansetron Setofilm. To są te płatki rozpuszczalne w kilka sekund na języku, o których pisze Lucy.
UsuńO, dzięki serdeczne!
UsuńZnajoma opowiadała, że jej mama zawsze po chemii w początkowym okresie miała okres bycia ,niejadkiem, potem wspomagała się odpowiednimi produktami, które wzmacniały organizm i była w stanie przyjąć i strawić. Stopniowo wracała do swojej ,diety, i ulubionych posiłków. Także..czas zrobi swoje.
OdpowiedzUsuńCo do p.3...pozostają Ci warzywka, kasze, makarony itp. węglowodany owocowe. No i ulubione jaja! Bez nich ani rusz! Wydłubię wirtualnie wszystkie żółtka....Jakaś namiastka nabiału musi być. No i golnij sobie kielonek dobrego oleju z samego rana! Od razu poczujesz się lepiej. Poważnie....poślizg w przełyku i wyściółka błon żołądka...
Tyle ciocia dobra rada...Ale jest nad czym się zastanowić...
U mnie też ,dało do pieca, ze śniegiem. Brodzę ,a,la czapla w wodzie.
Zdaje się, że wszyscy powoli zmieniamy się w ptaki brodzące.
UsuńDzięki za przypomnienie, kaszki - mniam!; kluseczki - mniam!; warzywka i owocki - mniam!
Coś trzeba jeść i mieć z tego trochę przyjemności...Uwielbiam makrelę, a karmazyna wędzonego przywiozła mi córka znad morza. Też dobry, a że jest w pobliżu dostępny....od czasu do czasu....nie zaszkodzi się ,,dowartosciować,, inną rybką. Pozdrawiam.
UsuńŻadnych zwłok na talerzu!
Usuń:-)
UsuńA propos Jakucka.
OdpowiedzUsuńDzwoni znajomy z Moskwy do znajomego w Jakucku
- Ponoć zimno tak bardzo u Was
- No jest jakieś minus 25 stopni
- A w wiadomościach mówili że prawie minus 40
- A chyba że na zewnątrz
Dalej chcesz do Jakucka? Miłego dnia
Co Ty, jeśli nie zamykają szkół w temperaturze do -49, to chromolę, nie mam tam czego szukać!
UsuńChemia dobierana jest indywidualnie i dostosowana do pacjenta i jego choroby. Jest mniej agresywna i bardziej agresywna. Każdy też reaguje inaczej. Jedni wymiotują, inni mają biegunki, duszność, bóle brzucha albo głowy.
OdpowiedzUsuńDoustne leki p/wymiotne praktycznie nie działają. Niektórym pomaga imbir, nawet ten cukierkowy. Może warto spróbować.
Na pewno jest to pioruńsko trudny dla Was czas. Współczuję!!!
Właśnie byłam ciekawa, czy zrobiłaś badania genetyczne i już mam odpowiedź. Warto pomyśleć o pozbyciu się jajników ale to Twoja decyzja.
Dieta to osobny rozdział. Każdy będzie zalecał co innego. Akurat całkiem niedawno przeczytałam, że szkodliwość mięsa i nabiału to mit .
"Najnowsze badania wykazały, że kwasy tłuszczowe zawarte w mięsie i produktach mlecznych poprawiają zdolność komórek odpornościowych do walki z nowotworami." Która prawda jest prawdziwa?
Myślę, że trzeba jeść normalnie, bo to jest najzdrowsze.
A się rozpisałam! Już o zimie nie będę ale jest:)
Nie, mięsa nie tknę!
UsuńAle nabiał też wskazany:)
UsuńBardzo wskazany!
Usuńblogościbolenie na telefonie jest fuj, więc na wyjazdach nie poszczę /postuję?/ i nie komentuję, zresztą mam w nim wszystko ustawione na innym, oficjalnym koncie i mowy nie ma o babraniu się w tym... na wyjazdach tylko sobie czytam i oglądam blogi, a zresztą kto się przejmie tym, że przez jakiś czas uń nie skomentuję?... nikt nawet tego nie zauważy...
OdpowiedzUsuń...
aha, czyli pozostaje full wege, tylko co na to wątroba, która nie lubi surówek?...
...
jak to gdzie nogi?... na dole... na swoim dole rzecz jasna, Zima to nie GMO, na głowie od niej nogi nie urosną... a chałat godny...
jeśli to chałat, a jeśli nie, to niech też sobie będzie godny...
a sama Zima u nas zachowuje się bardzo przyzwoicie...
za to dziś w nocy zerwano mnie o północy na oglądanie zorzy polarnej... co prawda nie takiej, jak tam, gdzie są takie grube, porządne zorze, ale też się liczy... musiało Słoneczko niezłego bąka przygęgolić, skoro aż do nas ta zorza dotarła...
p.jzns :)
Wątroba nie lubi surówek? Ale ja lubię! Niech się ugryzie w dzyndzla.
UsuńChałat to nie chałat, tylko kurtka, widać krycie zamka i dyndające sznurki do regulowania szerokości w talii (o ile ktoś ma talię).
Chromolę nasze zorze polarne, te "grube", jak powiadasz, dzieją się u mojego brata. Mam kupę (ale nie śmierdzi) zdjęć tych zórz.
ale zorza narodowa to zorza narodowa, nawet kot poszedł oglądać, bez cha.. znaczy bez kurtki, co to krycie eklera widać i troki dyndające...
UsuńNie jestem patriotką, więc mogę chromolić zorzę narodową.
Usuńto był tylko żart z tym narodowym... w gruncie rzeczy liczył się jedynie aspekt poznawczy, ujrzenia czegoś nowego oraz estetyczny, bo widok był faktycznie fajny i opłacało się pomrozić tyłek przez te kilka, czy kilkanaście minut...
Usuńtak w ogóle, to jest fajna miejscóweczka do oglądania widoków z POV naszego obiektu, i w dzień, i w nocy... można tam też sobie pomedytować lub posiedzieć zazen... i na dodatek te koty do towarzystwa... co prawda Czarny jest piecuch i tak chętnie w taką pogodę ze mną nie wyjdzie, ale Srebrny Kudłaty wychodzi prawie zawsze, i zawsze też mamy o czym ze sobą pogadać...
p.s. mnie kiedyś wyszło, że chyba jestem patriotą... bo jednak jakoś tam lubię ten kraj, choć większość ludzi w nim nie jest warta lubienia... ale kraj to nie tylko ludzie, ale też inne zwierzaki, oraz w ogóle Natura na tym terenie, to także też takie, czy inne dobra kultury...
Usuńtylko tu koniecznie trzeba coś pojąć... otóż kraj to nie jest państwo... państwo jest tylko zarządcą kraju... to państwo, każde zresztą po kolei, tak nim zarządza, że robi sobie głównie dobrze, zaś kraj głównie niszczy... najważniejsze jest, aby nie dać sobie wmówić, że patriotyzm to lojalność wobec państwa /reżimu, systemu/, a tak działają, pchając na bzdury do głów wszystkie państwa po kolei, jakie były i są do tej pory... szczególnie neokomuna, czyli pis, robiła to nad wyraz po chamsku... bo patriotyzmem jest właśnie bycie w opozycji do tych państw, tym bardziej zdecydowanie, im te państwa niszczą kraj... bo czy można popierać państwo, które niszczy Naturę, ekosystem, które odmawia kobietom ich naturalnych ludzkich praw, czy też wspiera rozwój narkomanii alkoholowej?... czy można popierać państwo, które wspiera samowolę klechów jednej z wybranych firm wyznaniowych i nas okrada na ich korzyść?...
ja tu rzecz jasna mocno upraszczam, bo takie są realia forum blogowego, gdzie na ma czasu, ni miejsca na dokładne omówienie wszystkiego, ale przecież rozumiesz, w czym rzecz?... jeśli stajesz w opozycji, jeśli dajesz odpór tym wszystkim złolstwom, których państwo dopuszcza się wobec kraju, to możesz o sobie myśleć jak realnej patriotce i nie jest to bynajmniej żaden wstyd...
Wiem, na czym polega różnica między krajem a państwem. Z tym, że tutaj te dwie rzeczy pokrywają się obszarowo,. A jeśli rozważać sam kraj... Dużo zieleniny i nic poza tym. Niebo bure, morze zimne, przyroda nieciekawa, w górach pod górkę...
UsuńO chemii się nie wypowiem, bo się nie znam. Co do zimy, to zazdroszczę oraz mogę zgarnąć cały śnieg, jak chcesz. U mnie wczoraj+ 10, o północy +9, 3 nad ranem 0, a o 6:30 -2. Aktualnie +3 Tak więc idzie dostać wiadomo co. Wysyłam spokoju, cierpliwości i tarczę przed smutkiem.
OdpowiedzUsuńI bardzo dobrze, że się nie znasz. Obyś nigdy w życiu nie musiała się znać!
UsuńBardzo proszę, zabierz to białe gówno utrudniające życie - jeszcze Cię za to pocałuję w rękę. Z przyklękiem.
Za tarczę ogólnie dziękuję, bo przydaje się w każdej chwili 💖
Współczuję bardzo, mamie i tobie, bo wiem jak to jest. Moja mama tez źle znosiła chemie. Po każdej dzwoniłam tylko i pytałam czy ma siłę rozmawiać, najczęściej nie miała. Natomiast włosów nie straciła.
OdpowiedzUsuńTak, gdy byłam kiedyś u lekarza i podobno miałam zawyżony cholesterol, to powiedział ów lekarz, że mam unikać tłustego mięsa, którego wcale nie jadam, najwyżej drób. Bez nabiału i chleba nie żyję.
Dziś u nas ślizgawica, nie ruszamy z domu, bo wszędzie szklanka, patrzę tylko z okna, jak ludzie trójkami się przemieszczają lub pojedynczo, do śmietnika po trawie.
Trzymaj się !
A u nas lekka odwilż. Marzy mi się taka totalna...
Usuńsą sprawy ważne i ważniejsze. blog może poczekać.
OdpowiedzUsuńMoże, ale ciągnie mnie do niego.
Usuńwięc pisz - dla odmiany, żeby na chwilę się oderwać i nei myśleć, nie mnożyć opcji wersji i domysłów, które puchną od strachu
UsuńZgadza się, tylko z dostępem do komputera ciężko. Postaram się jednak jakoś radzić.
UsuńBiedna mama :(
OdpowiedzUsuńOby się nie odwodniła!
Może to się nie stanie. Liczę, że niebawem zacznie utrzymywać wszystko w żołądku.
UsuńTrzymajcie się! Przesyłam ciepłe myśli. Pozdrowienia dla Ciebie i dla mamy
OdpowiedzUsuńDziękuję Karolciu! 💖
UsuńPo dłuższej przerwie, o przyczynach których nawet pisać mi się nie chce, pierwszy raz zajrzałam na blogi, a tu doniesienia o tak wspaniałym początku NR jak mój. I tylko nie wiem, czy to omen, czy działa zasada, że potem już wszystko będzie lepiej ?
OdpowiedzUsuńNo właśnie! Już się niepokoiłam, układałam w głowie maila do Ciebie, a Ty mi się tu objawiasz. Fluidy?
UsuńMusimy poważnie porozmawiać, tyle że nie tu.
Zawsze chętnie z Tobą rozmawiam. Gdziekolwiek. Trzymaj się Mała.
Usuń"Mała" 🤣 Dobre sobie 🤣
UsuńTrzymam się i nie puszczam!
Frzu bardzo trzymam palce żeby mama dała radę, przeszła przez to i organizm się uspokoił. Może to przy pierwszej chemii tak jest. Albo zależy od chemi i organizmu...z tego co mi wiadomo. Biedna Ty. Współczuję ogromnie. U nas topnieje i zalewa, wnosimy modły żeby nie przymroziło bo wtedy się pozabijamy...i widzę że władze jeszcze gorsze niż tu. W mieście tutejszym w mońcu zaczęło pomagać wojsko. Przytulam. W placówce dziś dzień ostatni. Od przyszłego tygodnia ferie.
OdpowiedzUsuńOjojoj, a my mamy ferie w ostatniej turze! Troszkę jeszcze poczekam... Cały miesiąc 🤪.
UsuńDziękuję za te palce, każda dobra myśl jest w cenie 💝
Ja zamarzam razem z wodą przy temperaturze równej zeru :D W dodatku w lato to się jak lody roztapiam. Jestem chyba najbardziej wybrednym pogodowo człowiekiem i marzenie mam żeby żyć w krainie wiecznej wiosny pół na pół ze złotą jesienią :P Innymi słowy temperatura między 15, a 20 stopni i można żyć pełnią życia :D
OdpowiedzUsuńNie jesteś sama. I jest na świecie kraina wiecznej wiosny, o stabilnych temperaturach, których - nawet jeśli są wyższe - nie odczuwa się, bo dookoła jest ocean. To moje najukochańsze miejsce na ziemi, Madera.
UsuńDramatyczna sytuacja. Zupełnie nie wiem, co można Ci powiedzieć, jak pomóc. Na pewno przesyłam ciepłe myśli.
OdpowiedzUsuńI ta świadomość, że inni trzymają kciuki i otulają ciepłymi myślami, jest wystarczająca. Sprawy zaś muszą toczyć się swoim własnym torem.
UsuńNie wiem, co powiedzieć, żeby Ci dodać otuchy. Mój ojciec miał raka, więc wiem o czym piszesz, też bardzo źle znosił leki i chemię. Filmów nie oglądasz, a jest kilka wspierających.
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki za Twoją mamę.
Nie jem mięsa od 38 lat, wcześniej też nie chciałam go jeść, ale mnie zmuszali.
U mnie odwilż, już zero śniegu i trzy na plusie.
Zimy nie polubię nigdy.
Kiedyś kochałam zimę, ale od iluś lat już pałam do niej żywą niechęcią.
UsuńWspółczuję i życzę najwiecej zdrowia jak tylko się da. Nie wyobrażam sobie siebie w tej sytuacji. Trzymaj się ciepło.
OdpowiedzUsuńDziękuję! I obyś nigdy nie musiał znaleźć się w tej sytuacji.
UsuńTrzymaj się, tylko tyle mogę rzec (z doświadczeniem z obojgiem moich rodziców). Pewnie te nutri już wypróbowałaś (kto nie chce/nie może jeść, na nie tez się nie złapie). Doświadczenia moje z (mam nadzieję, nie obrazi Cię to) z chorującymi kotami, jeszcze zaowocowały takimi patentami - mięso wygotowane w bulionie i przetarte na papkę niemal niezauważalną (żeby to nie był gęsty bulion - mało warzyw, bo zagęszczają a nie mają białka), do tego sypać/wlewać minerały+witaminy (w proszku lub z kapsułek). Doprawiać tak jak mama lubi, bo w końcowym przedziale żywota, nie oszukujmy się, po cholerę już dbać, czy wątroba będzie zniesmaczona. Jeśli potrzeba przeciwbólowych - dać przeciwbólowe. Co do potrzeby wapnia, dosypywać wyprażone i zmielone na drobno skorupki jajek (żadne tam preparaty- to jest patent od mojego weta, który znakomicie w rodzinie stosujemy na nas), łyżeczka oleju (dobrze lnianego, ale nie że musi to być lniany) ułatwi wypróżnienie. Zapisałam takie patenty bez tzw "kawałków", i produktów "stałych"., ale wiadomo, u nas to było bardzo różnie, te rzeczy działały ogólnie, ale to nie znaczy że codziennie. To była cały czas walka, ale może coś z tego Ci się przyda, może coś zmodyfikujesz. Mam ich więcej, jesli będziesz potrzebowała przegadać pisz do mnie na mail. Ściskam
OdpowiedzUsuńa.
O, dzięki Ci, nieoceniona Skarbnico wiedzy! 💝 Zaczynamy sobie radzić, mdłości ustępują powoli. Zastąpiła je biegunka 😉 Leki już "wchodzą". Ale dobrych rad, dobrych praktyk nigdy nie za wiele.
UsuńBardzo Wam współczuję i przesyłam dużo ciepłych myśli dla Ciebie, Twojej mamy, bratowej...
OdpowiedzUsuńTeż nie lubię tego białego gó.....w ....n....a. U nas napadało jak nigdy, ale wczoraj przyszedł deszcz i prawie wszystko zmył. Za to ślisko było strasznie. Dzisiaj rano odkuwałam samochód z lodu, bo była mgła i przymarzła na szybach. A jutro jadę z kotką do Poznania, do kardiologa. Czekałam tylko półtora tygodnia na wizytę w klinice Uniwersytetu Przyrodniczego.
Oj... Trzymam kciuki za kicię! 🐈
UsuńZima, to biało. Nie oczekuj pługów, ale pochwalam za konsekwencje z odśnieżaniem auta 🤗
OdpowiedzUsuńNie mam wyjścia. Odśnieżam i nawet już się do tego przyzwyczaiłam. Myślałam dzisiaj o tym, usuwając lód z szyb 🚗 😎
UsuńWspółczuję Mamie i życzę dojścia do równowagi.
OdpowiedzUsuńDziękuję, Lechu! Bardzo mnie to podbudowuje, że tyle osób okazuje mi współczucie i życzliwość. To jest ujmujące.
UsuńCzytając Twój post, poczułam ogromne „echo” u siebie… Ja też leczę się onkologicznie – za mną chemia, radioterapia, operacja, a teraz wlewy z Canceli. 💪 Wiem, jak trudne i różne bywają te doświadczenia, ale też jak ważne są momenty odwagi i codziennej walki, które opisujesz. Trzymam mocno kciuki za Twoją mamę i za Ciebie! ❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję Ci bardzo za pokrzepienie! 💖 Przykre to, że i Ciebie dopadła ta cholera. Ale dzięki Tobie i kilku innym osobom nie czuję się osamotniona z tym problemem.
UsuńMam przeczucie (głupią nadzieję?), że będzie dobrze.
Musi być dobrze — bo innej opcji po prostu nie ma. 💪 Ta nadzieja wcale nie jest głupia, ona daje siłę. Nie jesteś z tym sama, a każdy dzień to krok do przodu. Trzymam mocno kciuki i wierzę, że wyjdziesz z tego silniejsza.
UsuńOdnoszę wrażenie, że porzekadło "co cię nie zabije, to cię wzmocni" to nieprawda. Każda jedna trauma nawarstwia się we mnie i odbiera siły... Ale staram się codziennie, żeby było dobrze.
UsuńCzytając Twój wpis, czuję, jak bardzo życie potrafi się wkradać w codzienność i mieszać ze sobą skrajne emocje – od bezradności przy chorobie bliskiej osoby, przez absurdalne wyzwania typu minus siedemdziesiąt, po zupełnie nieoczekiwane absurdalne „diety cukierkowe”. To, co opisujesz, jest tak namacalne i prawdziwe, że aż trudno oderwać myśli.
OdpowiedzUsuńSzczególnie porusza mnie Twoja troska o mamę – to jest coś, co każdy, kto miał bliskiego w szpitalu, zna doskonale. Ten bezsilny moment, kiedy chciałoby się zdjąć cierpienie z kogoś innego, a nie da się… i w tym wszystkim codzienność, zakupy, odśnieżanie auta, śnieg w oczach, cyfrowy detoks – wszystko nakłada się na siebie i tworzy dziwną mieszankę zmęczenia, odpowiedzialności i absurdalnego humoru, który czasem jedyny pozwala przetrwać dzień.
Fajnie, że umiesz w tym wszystkim dostrzegać drobne śmieszki, jak komentarz Dzieciątka o Jakucku – to pokazuje, że nawet w chaosie i trudach potrafisz znaleźć momenty oddechu i dystansu. Twój tekst przypomina mi, że życie nigdy nie jest tylko czarne albo białe – jest zawsze tymi wszystkimi odcieniami pomiędzy, i że czasem właśnie w tych codziennych absurdach kryje się siła do dalszego działania.
Twoja relacja jest szczera i wciągająca, a przy tym bardzo ludzka – i za to wielki szacunek.
Dziękuję, Andrzeju. Masz rację, najgorsza w tym wszystkim jest bezsilność. Chciałabym ten ciężar zdjąć z mamy i wziąć na siebie, ale tak się nie da...
UsuńRozumiem Cię doskonale. Ta bezsilność jest chyba jednym z najtrudniejszych uczuć – kiedy widzisz, że ktoś, kogo kochasz, cierpi, a nie możesz mu tego po prostu zabrać. Samo to, że próbujesz być blisko, słuchać, wspierać, już dużo znaczy, choć nie zmienia całej sytuacji. Czasami ta świadomość ograniczeń uczy też cierpliwości i pozwala docenić nawet drobne momenty ulgi dla bliskiej osoby. To ciężkie, ale też bardzo ludzkie.
UsuńTak, bezradność jest okropna i deprymuje człowieka. Jestem silna fizycznie, a mama nie - to niesprawiedliwe, że akurat na nią padło.
UsuńWspieram Was ze wszystkich sił🫶 Trzymam kciuki i wierzę, że wyjdziecie z tej próby zwycięsko🤞Tak będzie, bo innej opcji nie ma. Chciałabym Wam coś doradzić, ale tu aż roi się od rad... Napiszę więc to, co hematolog powiedział mi na początku leczenia: przełączyć głowę w tryb zdrowienia, bo to co w głowie, jest podstawą powodzenia leczenia.
OdpowiedzUsuńI święta racja! Muszę mamie o tym powiedzieć, bo nie wiem, jaki tryb ma teraz w głowie.
UsuńO witam, smutny temat - chemia. Współczuję sytuacji , ciężkich chwil. Ale jeżeli jest szansa, że pomoże to warto.
OdpowiedzUsuńNooo, szału nie ma. Nie poddajemy się jednak.
UsuńZa to ja mam luzik. Nie muszę już wnuków wozić do szkoły. Wyjąłem akumulator i czekam wiosny.
OdpowiedzUsuńTeż bym wyjęła, ale: muszę jeździć i nie udźwignęłabym.
UsuńMyślę, że mama powinna mieć głowę cały czas zajętą, wykonywać tysiące czynności, wtedy nie będzie nudności. Tak mi tłumaczono, że nadwrażliwcy skupieni na sobie będą zwracać. Coś w tym jest, bo ja przyjeżdżałam tramwajem po chemii, po drodze robiłam zakupy, gotowałam dla wnuków, potem szłam z nimi na spacer, a córka z zięciem po 17 przychodzili po dzieci, więc odgrzewałam obiad, wyprawiałam z kolacją, a o 20 padałam zmęczona i zasypiałam, bo o 6 miałam tramwaj do Prokocimia, gdzie o ósmej czekała chemia. I tak przez cały miesiąc maj było codziennie. Nie miałam czasu myśleć, czy jest mi niedobrze, czy dobrze. I choroba minęła, a włosy po odrośnięciu miałam ładniejsze niż przed chorobą. Kwestia podejścia do skorupiaka jest najważniejsza
OdpowiedzUsuńChciałabym, żeby tak było, ale mama jest słaba. Nie sądzę, żeby wymiotowała od myślenia o tym. Jak przychodzi, to nie da się tego zatrzymać, tak jak nie zatrzymasz silnej biegunki, bo samo się leje.
UsuńJestem zaskoczona, ile przy okazji tego wpisu blogerek ujawniło, że chorowało lub choruje onkologicznie. To straszne.
Nawet sobie nie wyobrażam jak ciężko jest Tobie i Twojej mamie... Jesteście w moich myślach i wspieram Was bardzo, bardzo!
OdpowiedzUsuńWidzę jednak że nawet w tej sytuacji Twoje ironiczne i perfekcyjne poczucie humoru Cię nie opuszcza - uwielbiam Twoje posty i wszystkie Twoje opowieści!
Jeszcze raz uściski ♥️😀
Dziękuję to miłe, co piszesz 😊
Usuń