23 lutego 2026

222. Jakość: bylejakość

Nie cierpię bylejakości. Co by nie powiedzieć – nie tak drzewiej bywało. Współczesne życie bylejakością stoi.

Chciałam przy remoncie mieszkania zrobić normalne, uczciwe tynki. Nie, „teraz tak się nie robi” i w efekcie mam na ściankach płyty gipsowo-kartonowe, czyli coś w rodzaju gówna. Dokonywałam również minimalnej przeróbki polegającej na wyburzenia kawałeczka ściany i wybudowanie tegoż kawałeczka w innym miejscu. Ściana, jak rozumiem, to cegła, beton, nawet drewno… A, nie, co ja tam wiem, „teraz tak się nie robi”. I co mam? Tak, zgadliście – cholerną gównianą ściankę z gównianego gips-kartonu. Wrrr. Dałam się również namówić na panele podłogowe i ciągle odpadające listwy. Cóż, każdy ma w swoim życiu chwile zgłupienia. Nigdy więcej!

Bloki były ocieplane. Oczywiście styropianem, a jakże by inaczej. Na tym jakaś cieniutka warstewka czegoś tynkopodobnego. I co? Zgadliście. Mury wyglądają jak rzeszoto, podziurawione palcami, pięściami i nie wiem, czym jeszcze. Osobiście sprawdziłam, przyznaję ze wstydem – ale w celach naukowych! – palec wchodzi jak w masło. Gipsowo-kartonowym obudowom rur na klatce schodowej u mamy nawet już się nie dziwię. Oczywiście popękane, powgniatane, ponadłamywane, podziurawione. I to nie trzeba się wysilać, można to zrobić niechcący.

Może to i banał oraz oczywista oczywistość, ale nasz rynek jest dosłownie zalany plastikiem wszelkiego autoramentu i tanim badziewiem, które albo od początku nie działa, albo psuje się po jednym użyciu. Sprzęty AGD, które służyły dawniej po 30 i więcej lat zostały zastąpione tandetą do szybkiego wykończenia i jeszcze szybszego zakupu nowej, bo „naprawa się nie opłaca”. Blachy w samochodach cieniutkie jak pergamin, można je wgiąć małym paluszkiem.

W barach i innych jadłodajniach łamią się plastikowe sztućce, dopiero co kupione majtki prują się podczas prania, nowy klej nie klei, satynowe okładki książek natychmiast się odsatynowują, bo odchodzi wierzchnia folia. Moda proponuje podarte spodnie, a na modelkach, fotografiach, rysunkach i manekinach propaguje się stopy stawiane do wewnątrz, co jest raczej zaburzeniem ortopedycznym.

O bylejakości językowej nawet wspominać hadko. Każdy niedouk może być dziennikarzem, każde beztalencie – pisarzem, każda jełopa z wadą wymowy i zupełnie bez żadnej dykcji może zostać aktorką.

Bebechy się plączą.

Kiedyś przedmiot miał starzeć się powoli, dzisiaj ma dobrze wyglądać w dniu zakupu. Dawne meble były solidne, dziś półki w szafach uginają się pod byle czterema rzeczami na krzyż, a „plecy” z dykty odłażą od samego początku. W ramach promocji odklejają się listwy, odchodzą okleiny i rozpadają się zawiasy. Niegdyś porządnie skręcane śrubami meble dziś łączy się klejem, więc np. krzesła, gdy się rozchwieją, nadają się tylko do wyrzucenia (np. ja skleić krzesła nie potrafię).

Podszewki prują się na potęgę, torebki rozlatują, szwy krzywią się albo pękają, niedopasowane elementy sprzętów straszą właścicieli (np. mój samootwierający się, przyprawiający o zawał kosz na śmiecie). Opakowania to jednorazówki, futryny i drzwi ze sprasowanej makulatury puchną od kropli wody, plastikowe place zabaw blakną w słońcu, niszczeją o każdej porze roku i nie nadają się dla ciut większych dzieci, które wciąż chciałyby się bawić.

W byle jakim życiu rządzą pozory i nawet relacje międzyludzkie są pozorne, sprowadzone do SMSów, lakonicznych i napisanych byle jak (język, ortografia, znaki diakrytyczne) wiadomości na komunikatorach, pozostawionych przez osoby, które nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że to brak szacunku wobec odbiorcy. Bo i samoświadomość, i savoire-vivre byle jakie (czego najlepszym dowodem są urastające do granic absurdu życzenia sobie „smacznego” przez każdego i każdemu przy stole albo chamsko-protekcjonalne „witam” i spoufalanie się).

P. S. A propos ostatniego – jak ktoś chce, może oczywiście zdiagnozować u mnie kij w dupie, ale ja i tak wiem, co trzeba. No i nie jest to tematem dzisiejszej notki 😉.


96 komentarzy:

  1. Ja i tak kocham Cie za ten post, mimo kija w dupie, sama dysponuje jeszcze wiekszym, ten dzisiejszy swiat mnie irytuje, wszystkie wartosci, jakie mi od dziecka wpajano, poszly sie bujac na szczaw, dobre maniery przeobrazily sie w manieryczne zadzieranie nosa, liczy sie kasa. A tych nowoczesnych aktorow to ja nie moge zrozumiec, dlatego nawet w przypadku polskich filmow czytam sobie napisy, zeby wiedziec, o czym gadaja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze wiedzieć, że przynajmniej Ty jedna mnie kochasz 🧡

      Usuń
    2. No pewnie że nie jedna. Ja druga!

      Usuń
    3. O, jak fajnie! To już dwie osoby! 🩵

      Usuń
  2. Są argumenty za i przeciw. Gdyby tak prosto było jak piszesz, to nie miałabym problemu ze znalezieniem pracy....:-)
    Karton-gips? Czasem się sprawdza czasem nie. Ocieplenia budynków-no nie wiem- palec nie wiertarka, więc nie tak łatwo go wepchnąć. Co innego cienki styropian...np.5 -tka.
    Wchodzi jak w masło.
    Szwy bywają krzywe lub przeszycia takie że nie trzymają tego co mają trzymać. Ale ...nie wszystko nam przeszkadza, bo indywidualnie jesteśmy uczuleni na jedno-a na drugie już niekoniecznie. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to święta prawda. Każda przyroda ma swoje, że tak powiem 😀

      Usuń
  3. W kwestii remontu to chyba raczej problem tkwi nie w tym, czy się da, tylko za ile się da. Ja mam "normalne, uczciwe tynki", ale też za takie zapłaciłam. Podobnie z podłogą, która wyszła dwa razy drożej, bo mam deski kładzione na klej, a nie panele na klik-klak. I zdanie pana X czy Y, że się nie da albo tak się nie robi, przestało być problemem, kiedy doszliśmy do tematu zapłaty 🤷‍♀️
    Z całą resztą się zgadzam - jednorazowość rządzi. Niestety... 🫤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprzysięgłam sobie, że kolejny remont będzie do gołej cegły i po bożemu. Z normalnymi tynkami i normalną podłogą.

      Usuń
  4. Piszesz o złej jakości materiałów, a ja dodam złą jakość wykonawców. Gdy zatrudnialiśmy firmę do remontu, spodziewaliśmy się dobrego wykonania i słowności, a wyszło jak wyszło.
    Teraz robiliśmy wszystko sami, oprócz kuchni rzecz jasna. Nie jest idealnie, ale przynajmniej nerwów mniej i taniej.
    Nie masz kija w dupie, tylko wysokie wymagania, z których my czaszami rezygnujemy dla świętego spokoju lub z braku wpływu na całokształt...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, gdybym umiała, też wszystko robiłabym sama. Teraz już nie dam sobie wtrynić badziewia.

      Usuń
    2. Jotko, to nie są wysokie wymagania, ale przyzwoite, zwyczajne, normalne. To nawet nie wymagania. Odpuszczamy dla świętego spokoju i mamy to co mamy. Wszystko na słowo honoru się trzyma i najlepiej nie patrzeć, bo od patrzenia się zepsuje. Tak jak rozumiem niektóre trendy, np. podarte spodnie, tak nie lubię bylejakości. Napiszę o tym, co mi po głowie się wałęsa, jak znajdę chwilkę.

      Usuń
    3. Otóż to. I tu właśnie wychodzi, że bylejakość tak wszechobecną jest , że wymagania normalne robią się wysokimi.

      Usuń
    4. Się przychylam do tego stanowiska.

      Usuń
  5. pamiętam onegdajszą, taką posthipisiarską modę na noszenie sfatygowanych spodni i sam takie zresztą nosiłem w okresie studiów... z tym się zresztą wiązała zabawna anegdota... otóż uprawiałem wtedy brydż sportowy i jeden z moich partnerów turniejowych nosił brodę, czy raczej bródkę, taką w sam raz, nie mikołajską bynajmniej... więc koledzy, inni brydżyści mawiali na nas "Robinson i jego Koziołek" ze względu na te moje portki...
    ale...
    była zasadnicza różnica... te portki nie były podarte... to znaczy były podarte i poprzecierane, ale najpierw... bo do noszenia były połatane... świadczyło to o zaradności, oszczędności, umiejętności gospodarowania zasobami... co prawda nie istniało jeszcze określenie "no waste", ale z grubsza o to właśnie chodziło...
    za to obecna moda, trochę zresztą już gasnąca, wcale mi nie przeszkadza... są dziewczyny /bo to raczej damska moda/, które nawet fajnie wyglądają w takich spodniach, można by rzec, że jest im do... hm... do twarzy?... a że nie jestem konserwatywnym burakiem, to nie kojarzy mi się to wcale z żadnym menelictwem, czy obszarpaństwem... poza tym wszystko jest względne... tak naprawdę, to każdy ciuch, każdy fason, każdy produkt odzieżowy można uznać za "psucie" materiału... oczywiście oprócz tych, które są zgodne z gustem takiego... zadufanego w sobie narcyza?... który swój gust uważa za obiektywny, jedyny słuszny...
    tak więc ta konkretna sprawa jest nie na temat, nie ma tu żadnej "bylejakości"... o bylejakości możemy mówić dopiero ewentualnie wtedy, gdy badamy szwy takich, czy innych portek, solidność ich uszycia... a owe fabryczne "podarcia" to tylko ozdoby...
    ...
    kwestia gołębiego chodu, czy też takiej statycznej pozycji jest dość dyskusyjna... po przekroczeniu pewnych granic faktycznie można to uznać za patologię, tak jak zresztą każde inne przegięcie... jednak jeśli to przekroczenie nie ma miejsca, to jest to jak najbardziej prawidłowa postawa, ze względu na jej stabilność przydatna w wielu sytuacjach życia codziennego, w których nie zawsze stoimy, czy idziemy po twardym gruncie... wiele upadków w np. komunikacji miejskiej bierze się stąd, że ktoś stał bylejak(!) w tym sensie, że miał za bardzo rozsunięte palce stóp...
    kwestię wyglądu sexy pań, które chodzą "gołębiem", ale w umiarkowany sposób, bez przegięć, np. modelek w pracy, pominę, nie wchodzę w zagadnienie, bo jest to tylko i wyłącznie sprawa indywidualnego gustu, a o gustach dyskutuje tylko dzbaństwo...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ozdoby" jak ze śmietnika 🤣.

      Usuń
    2. ???????????...
      naprawdę to Ty napisałaś, czy ktoś Ci się włamał i złośliwy kawał Ci zrobił?...

      Usuń
    3. jeśli już, to cracker... haker próbowałby Ci jakoś pomóc, wesprzeć, zaś tu ewidentnie interweniował cracker, który próbował zrobić z Ciebie buratino jakoweś... na szczęście ja mu nie uwierzyłem, że mogłabyś walnąć taki słaby tekst...
      nawiasem mówiąc, większość społeczeństwa to durnie, więc nie odróżniają hakera od crackera, bo od strony czysto technicznej robią to samo... ale o durniach nie chce mi się gadać, tak samo, jak nie chce mi się gadać o uśmiecaniu ludzi, którzy mają inny /więc niesłuszny/ gust...

      Usuń
    4. Gdy mnie się czegoś nie chce, to nie robię tego 😜. To i Ty nie rób 😜

      Usuń
  6. Tak, masz w sumie rację - bylejakość rządzi, bo takim niedbałym i byle jakim społeczeństwem można łatwiej zarządzać. Bo zarządcy już sobie na bylejakość nie pozwolą, bylejakość jest dla motłochu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Jako dobry przykład niech posłuży szkolnictwo. Syf, dupa i kamieni kupa.

      Usuń
    2. Właśnie - lecimy w dół po równi pochyłej. Kiedy już ci się wydaje, że najgłupszy minister szkolnictwa był, to przychodzi następny i jest jeszcze gorzej.

      Usuń
    3. Co więcej - za każdym razem wydaje mi się, że gorzej być nie może, a potem okazuje się, że jednak może...

      Usuń
  7. Dziś często wszystko jest robione na szybko i byle jak, bez żadnej trwałości czy solidności. 😞 Dawne standardy, gdzie przedmiot miał „żyć” latami i robić wrażenie jakością, praktycznie zniknęły. To frustrujące, gdy coś, co powinno służyć i cieszyć, od razu sprawia problemy – od mieszkania, przez meble, aż po codzienne drobiazgi. Twój opis doskonale oddaje poczucie irytacji i rozczarowania tym, jak dziś wszystko jest powierzchowne i nietrwałe. Czasami człowiek naprawdę tęskni za tym „starym dobrym rzemiosłem”.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tęsknię przez cały czas, nie tylko czasami.

      Usuń
    2. @FrauBe, Ty to jesteś szatan nie baba! Nawet maszynie ciśnienie podniosłaś 😂 Jędrek W. całego posta Ci poświęcił. Ale powiem Ci, że takiego pierdololo już dawno nie czytałam 🤦‍♀️🤯

      Usuń
    3. A po co takie coś ( blog maszyny ) w ogóle istnieje? W celach edukacyjnych?

      Usuń
    4. Wow! Jeszcze mi nikt tak szatańskiego zaszczytu nie uczynił! 🤣

      Usuń
    5. A ja jednak jestem przekonana, ze tworzy za pomocą AI. Od początku pojawienia się jego komentarzy na różnych blogach- takich bezpłciowych, wymuskanych laurek, recenzji, wazeliniarstwa, charakterystyki autorów postów, było to można wyczuć. Już nie wspomnę, że te komentarze często są według określonego schematu. Nie, ja się nabrać nie dam i żadne zapewnienia imć pana Andrzeja mnie nie przekonają. Odwrotnie, ostatni post na jego blogu tylko mnie jeszcze upewnił, że sam tego nie pisze, w przeważającej części tekst jest tworzony przez AI. On, jak i jego komentarze, brzmią tak beznamiętnie, że aż szczypie. Porównajcie sobie komentarze na innych blogach i zarz zobaczycie schemat. Wszystko w takiej samej kolejności i strasznie "ą" "ę", ugrzecznione, przesłodzone. Kto tak pisze wpisując komentarz na spontanie? Ale.... mój komentarz nie jest anty andrzejowy- pisze, korzysta, jego sprawa, tylko niech nie wmawia mi, że czarne jest białe , kiedy u niego kolor jest jednoznacznie czarny. Jak ktoś lubi takie wpisy, to sobie czyta, ja omijam.

      Usuń
    6. Właśnie tak myślę. Być może A. W. jest człowiekiem, ale dla mnie też nie ulega wątpliwości, że posługuje się AI. Widzisz, my jesteśmy, kim jesteśmy i dlatego od razu rozpoznajemy cechy jakiegoś stylu językowego. Obrończynie Andrzeja podnoszą, że ma "swój styl" i że go sobie "wypracował". Bez wątpienia to jest styl ŻADEN, nijaki, zupełnie pozbawiony cech indywidualnych, jakby pisał wypracowanie na zadany temat. Tak wyglądają jego wpisy na blogu, tak samo wyglądają jego komentarze na cudzych blogach. Co więcej - w jego słowotoku w kółko międli się to samo, jakby gadał do idiotów. Fakt, trzeba być nieco... powiedzmy, mało sprawnym intelektualnie, żeby nie widzieć tej drętwej, z kamienia ciosanej gadki.

      Usuń
    7. No tak, komentarze jak ocena opisowa wypracowania. Byłam zdziwiona napaścią na Ciebie w obronie AW. Rzeczywiście trzeba być myślącym inaczej, żeby nie widzieć rzeczy oczywistych w komentarzach i postach AW. Ale... nie każdy musi być krytykiem językowym, grunt, że może innych obrażać w blogosferze, To wielu potrafi znakomicie.
      Komentarze AW omijam, a na jego blog nie wchodzę. Chyba zanudziłabym się na śmierć.

      Usuń
    8. Przyznaję szczerze - nigdy nie doczytałam żadnego jego wpisu do końca. Po "zajawce" już było wiadomo, co będzie dalej: to samo, tylko rozdęte jak balon. Szkoda czasu.

      Usuń
    9. Doszłam do wniosku, widząc jego nerwową reakcję, że jednak coś jest na rzeczy. Uderz w stół, a nożyce się odezwą.

      Usuń
    10. Zniknął Twój komentarz i pojawiło się PS2 bardzo kulturalny, przyjazny oraz dający wskazówkę. Mnie również. Po prostu spierdo...łam stamtąd.:):):):) Pewnie AI tak radzi:):):))

      Usuń
    11. Jako i ja uczyniłam. Kit mu w uszy, niech sobie żyje i napawa się swoją doskonałością.

      Usuń
  8. Choć współczesny świat bywa irytujący, to może takie wyrzucenie żółci na wszystko jest oczyszczające?
    Czekam na następny post, gdzie dla równowagi opiszesz coś, co ci się podoba 👏👍

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyrzucenie żółci? Na pewno nie pomyliłaś adresata?

      Usuń
    2. Chyba ironii w całości nie pojęłam. Gospodarz mi zawsze mówi, że mnie łatwo nabrać.
      A przecież czytam dokładnie. Oki. Do następnego.

      Usuń
    3. Do następnego! 🌼🌼🌼

      Usuń
  9. To prawda, co napisałaś. Po części. Są też starannie wykończone i świetnie skrojone ubrania, np. Ulli Popken, oczywiście przy odpowiedniej cenie. Gorzej rzecz się ma z AGD, bo tu (ponoć) zmowa cenowa, ale to tylko w europejskich markach. Wybieram od lat (jak mogę) Samsunga. No i nie musisz się godzić na karton-gips. Przynajmniej w swoim mieszkaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to tak jak ja - kocham Samsunga. Ubiory Ulli Popken są potwornie drogie, to nie na moją kieszeń, ale oberwańcem też nie chcę być.

      Usuń
    2. Tak, są drogie. Sama ich sobie nie kupiłam, ale to co, nabyłam korzystając ze sponsoringu :) jakieś 10 lat temu, służy mi do dziś.

      Usuń
    3. Czyli jakość mają świetną. Tak jest z solidnymi markami. Chińszczyzna się do nich nie zalicza 😜

      Usuń
  10. Wchodzi jak palec w masło...
    No właśnie, co to za tandetne masło (albo lodówka)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem. Styropian z cienką powłoką czegoś.

      Usuń
  11. Zawsze można znaleźć powód do narzekania choć powody bywają różne. To całkiem jak w tym dowcipie:
    W aptece, na początek kolejki przeciska się pewien młodzieniec i podniesionym głosem zwraca się do farmaceutki:
    - Proszę pani, te prezerwatywy są do niczego. Pękają
    A jakiś dziadek z tyłu kolejki dodaje:
    - I niech Pan powie, że spadają
    A tak na poważnie to życzę miłego dnia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, rozśmieszył mnie ten dowcip 😅

      Usuń
  12. Z miłością do Ciebie nie będę się jeszcze wywnętrzać dopóki Cię nie spotkam w Twoim mieście, ...:-) ale z pewnością Cię lubię :-)) Głównie za poczucie humoru no i za tę lokalizację nad Wisłokiem :-))

    OdpowiedzUsuń
  13. Kiedyś robiło się porządnie, bo o materiał było trudno. Dziś są hałdy tego gówna i nikomu nie zależy by zrobić porządnie, bo wtedy ani producent, ani fachowiec nie zarobi. Karton gips to chuj nie materiał. Wiem, bo przez ładnych kilkanaście lat robiłem w budowlance. Fachowcom wygodnie nim robić, klienci łykają bo to tańsza opcja, ale z czasem tego żałują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stasiu, mam pomysł! Do następnego remontu zatrudnię Ciebie. Zapłacę uczciwie!

      Usuń
    2. Naprawdę jeszcze Ci remonty nie zbrzydły? 😂 Do następnego mogę już nie dożyć, ale gdyby jednak sie udało to wrócimy do tematu 😉

      Usuń
    3. Własnie dlatego, że mi zbrzydły (tzn. gówniana robota), to marzę o solidnym 😀.

      Usuń
    4. Przeceniasz moje umiejętności 😉 Solidny fachowiec to gatunek na wymarciu 😂

      Usuń
    5. Czyżbyś był niesolidny?! 😱

      Usuń
    6. Jestem równie solidny co większość polskich fachowców 😅 I potrafię równie dużo wypić 😂

      Usuń
    7. Stasiek, taż ja zbankrutuję przez wódkę! 🤣

      Usuń
    8. No cóż, trzeźwy fachowiec w Polsce występuje równie często co jednorożce 😂 Łatwiej znaleźć myślącego wyborcę PiSu niż budowlańca który nie lubi wypić 😉

      Usuń
    9. No dobra, to ja zakładam skarbonkę i już od dzisiaj zaczynam oszczędzać na picie! 😅

      Usuń
  14. remontowaliśmy naszą chałupę 15 lat i jest ponaszemu co do centymetrusia :-)
    spodnie dziurawe uwielbiam, oraz szwy na wierzchu i taki nadprucia, taki mam styl ;-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No trudno, muszę jakoś z tym żyć 🤣 🤣 🤣

      Usuń
  15. My jeszcze pamiętamy jak to drzewiej bywało, dlatego ta bylejakość we wszystkim tak nas razi i wkurza. Ale obawiam się, że dla kolejnych pokoleń stanie się ona normą, bo nie będą mieć tego porównania co my, wyrosną na niej i będzie dla nich w porządku.
    Najbardziej smuci mnie, że bylejakość wkrada się w uczucia i szeroko pojęte relacje międzyludzkie, związki, przyjaźnie itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Ja też jestem reprezentantką tego pokolenia, które odebrało staranne nauki życiowe. Nie wiem, co stanie się z kolejnymi pokoleniami, gdy zabraknie dinozaurów.

      Usuń
    2. Będą żyć na miarę swoich czasów 😉 Nasi pradziadkowie nie rozumieli naszych dziadków, dziadkowie rodziców, rodzice nas 😄 Oczywiście, nie we wszystkim, ale rzadko kiedy młodsze pokolenie zadowala to starsze w 100%. Ale to prawda, największy skok technologiczny połączony z brakiem wykształcenia i dobrych norm mentalno-uczuciowych (czy jak to nazwać) postępuje chyba za naszego życia, na naszych oczach... 🫣🤷‍♀️

      Usuń
    3. Chyba tak, ale małe sprostowanie: ja zadowalałam starsze pokolenie w 100% 😀. Byłam grzeczna, dobrze wychowana, spokojna, w szkole prymuska, na studiach prymuska... Co ten współczesny świat ze mną zrobił?! 🤪

      Usuń
  16. Da się znaleźć i porządne ubrania i sprzęt i podłogi, tylko...
    Tylko najpierw trzeba dostać solidnie po tyłku, żeby potem chciało się szukać. Wszystko to przerabiałam, więc teraz sprawdzam metki, znam się na niektórych technikach budowlanych itp. Może to I upierdliwe, ale człowiek jednak się o wiele mniej potem irytuje.
    Ostatnio chciałam kupić przez internet t shirta dobrej jakości.
    Obejrzałam mnóstwo zdjęć, a na każdym modelka skrzywiona, jakby miała ropne zapalenie zęba. W dodatku takie chude, niekształtne, kościste, te ubrania na nich wiszą jak łachy na menelu. Nic nie kupiłam, bo tym widokiem byłam zniesmaczona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz to i ja jestem mądra. Przy następnym remoncie będę upierdliwa jak komar. Przy zakupach ubraniowych już jestem 😀

      Usuń
  17. O tym, że Cię uwielbiam, zapewniać nie muszę, bo to wiesz. Spostrzeżenia trafne, tylko, że Ci, do których powinny trafić, nic z tego sobie robić nie będą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z całą pewnością nic sobie z tego nie będą robić. Zwłaszcza, że mój glos do nich nie dotrze.

      Usuń
  18. mawiało się, że tanie mięso to psy jedzą. bylejakość, pośpiech i gówno w kolorowym papierku, to chyba codzienność. a - kupiłem osiemdziesięcioletnie krzesła, bo te "nowe" były niewygodne i się rozpadały. za to te stare, z drewna bukowego - nie do zdarcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo słuszne. Intryguje mnie, skąd wytrzasnąłeś te osiemdziesięcioletnie krzesła. Dałeś ogłoszenie, że takich poszukujesz?

      Usuń
    2. w centrum miasta raz na miesiąc odbywają się targi staroci. jest tam gość z meblami, które sam naprawia i sprzedaje

      Usuń
    3. a ja po prostu tamtędy przechodziłem, usiadłem i dogadałem cenę, bo pasowało mi nawet obicie. gość przywiózł do domu i teraz stoją sobie krzesełka przy stole i jest dobrze

      Usuń
    4. O, przydałby mi się taki gość, mam taki dziwny stary mebelek i bardzo chciałabym go odnowić.

      Usuń
  19. Jakość kosztuje. NIC pod tym względem się nie zmieniło. Dawniej ludzie kupowali jedno ubranie, które im służyło przez lata. Tego typu ubrania nadal są w sprzedaży, po prostu większości na nie nie stać. Dodatkowo społeczeństwo zapomniało o idei przerabiania ubrań, ważniejsze jest przekonanie, że należy podtrzymywać złudzenie majętności przez częste zmiany dekoracji. Napisałaś gdzieś wyżej, że coś jest za drogo. A tymczasem: to kosztuje dokładnie tyle, ile jest warte. Dostępność ultra tanich produktów dla biedaków wyrobiła w nas przekonanie, że przestaliśmy być pauperami. Nic takiego się nie wydarzyło. Poszerzył się asortyment ultra tanich rzeczy, ale drewniana podłoga nadal jest droga, tak jak zawsze była.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile pamiętam, to jednak nie do końca tak było. Pralka automatyczna rodziców przetrwała 40 lat, a nie byliśmy krezusami. Kupowało się ubrania, które w stanie niezmienionym (serio!) przetrwały prawie pół wieku do dzisiaj, a wcale nie płaciliśmy bebechów w Pewexie, bo nie było nas stać. Sprzęty AGD kupowane w Zelmerze działają do dzisiaj (np. mikser rodziców), podczas gdy dzisiaj, zakupiony przez BSH Hausgeräte, produkuje drogie, ale buble. Odkurzacz z 10-letnią gwarancją, który ssie jak szalony, kupiłam u byłego dyrektora Zelmeru, który założył własną małą firemkę i tam nadal produkuje sprzęty jakościowo dobre. Jakość po prostu była kiedyś normą i stać było na nią każdego przeciętnego obywatela.

      Usuń
    2. Frau, nie bez powodu odniosłaś się głównie do AGD, bo tutaj jest ziarno prawdy: rzeczywiście wiele firm obniżyło jakość, ponieważ konsumpcyjny styl życia (częste zakupy) jest dla nich ważniejszym czynnikiem bogacenia się firmy niż podtrzymywanie famy marki nie do zdarcia. Ale już z tekstyliami ... cóż ... przecież też takie rzeczy mam w babcinych szafach. Oj, jak się w nich pięknie śmierdziało. Zresztą, dzisiaj w plastiku ze sławnego Penneysa czyli Primarku też śmierdzi się smrodem prima sort. Jedwab jedwabny nadal jest drogi, bawełna bawełniana nadal jest nie do zdarcia, drewno zamiast paneli na podłogę nadal swoje kosztuje (dlatego moi dziadkowie przed wojną, gdy już wybudowali własnymi rękami dom, mieli w nim najpierw klepisko). Niewiele się zmieniło, po prostu dzięki mediom mamy złudzenia (w jedzeniu nadal jest tyle mikroelementów, ile w nich jest mikroelemenetów, więc jeśli znajdujemy coś tańszego, jest to odpowiednio ograbione z tego, co jest wartościowe).

      Usuń
    3. Taki sławny ten "Penneys, czyli Primark", że pierwszy raz o nim słyszę (gwoli ścisłości: czytam). Ja chyba żyję pod kamieniem (jestem stonogą murową ? parecznikiem? jeszcze nie wiem 🤪)!

      Usuń
    4. @FrauBe, nie żyjesz pod kamieniem. U nas jest Primark, ale nie miałam zielonego pojęcia, że w Irlandii funkcjonuje pod nazwą Penneys 🙂

      Usuń
    5. A ja w ogóle nie miałam o jego istnieniu najzieleńszego pojęcia i jakoś pcham życie do przodu pod tym moim kamieniem. Tusą bardzo fajne wije i ślimaki, jest z kim pogadać 🤪

      Usuń
  20. Ja rozumiem, że kiedyś ludzie harowali, a teraz ułatwiają sobie życie, ale nosz kurna, dlaczego to ma się odbywać często kosztem jakości? Wystarczy spojrzeć na niektóre dawne konstrukcje, które przetrwały lata, a te dzisiejsze sypią się jak domki z kart.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja wiem, dlaczego. Dzisiaj liczy się nie jakość, a zysk. Pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Im szybciej coś się zepsuje, tym szybciej ludzie przyjdą na kolejne zakupy.

      Usuń
  21. Jesteś jedną z nielicznych bloggerek, która "wali prawdę między oczy" i pewnie dlatego tak lubię tu zaglądać. I z pewnością nie jest to z mojej strony żaden masochizm, tylko zawsze jakoś tak potrafisz ubrać w słowa to, co ja sama myślę, ale chyba nie potrafię z siebie prawidłowo wydobyć. Sama już po latach wiem, że również w moim domu wkradło się trochę takich bubli, na przykład podwieszany sufit z karton gipsu... dzisiaj zrobiłabym z pewnością normalny strop jak się patrzy.
    Generalnie, co do bylejakości, zgadzam się z Tobą, też jestem z tego pokolenia, w którym kupowało się rzadko, ale za to raz na wiele lat. Natomiast muszę się odnieść do tej bylejakości w naszym pięknym języku, ponieważ w tej kwestii nic się u mnie nie zmieniło i nadal odczuwam taki sam ból wnętrzności patrząc na to, co dzieje się z tym wszystkim naokoło. Wiem, że mam na tym punkcie bzika czy hopla, jak zwał tak zwał, ale właśnie to uwiera mnie najmocniej. I nie widzę dla siebie ratunku w tej kwestii :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, mnie też to boli i uwiera. Radę Języka wystrzelałabym co do nogi za to, co dopuszczają do użytku jako poprawne, tak w słownictwie, jak w gramatyce i ortografii.
      A, no i jeden sufit też mam karton-gips podwieszany. Skąd ja mam takie głupie pomysły?!

      Usuń
  22. Mam kilkoro znajomych, których unikam jak ognia. Zajmują się głównie narzekaniem i porównywaniem, jak to świat na psy schodzi. Za moich młodych czasów ten świat też na psy schodził :) Zmienia się wszystko, niektóre rzeczy na gorsze, niektóre na lepsze. Narzekasz na remont, pamiętam ekipy, które kiedys bez pół litra nawet nie nie ruszyły ręką. Ostatnio jak odświeżałam mieszkanie, panowie odkurzyli i umyli podłogi po zakończonej pracy. Place zabaw ? Zapraszam do siebie, sama tam czasem wchodzę, jak nikt nie widzi i zjeżdżam na tyrolce np. drewno, maty rezonujące, liny...Moje dzieci bujały się na niemożliwie skrzypiących huśtawkach. Mogłabym tak dlugo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisałam to, czego doświadczam i niczego nie zmyśliłam. Jeżeli uważasz, że "Zajmuję się głównie narzekaniem i porównywaniem, jak to świat na psy schodzi", to "unikaj mnie jak ognia", to proste.

      Usuń
  23. My mamy panele podłogowe. Fakt, trochę roboty przy tym było, ale dobrze nam służą... A Ty musiałaś trafić na ekipy rodem z programu "Usterka" :D Współczuję. Nie powiedziałbym, że obecnie świat aż na psy schodzi, ale niektóre rzeczy, relacje i w ogóle klimaty dawniej były jakoś lepsze, inne... Ściskam Cię mocno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja odściskuję, Celtuniu!
      U mnie panele są zdarte, nierówne, potykam się o jeden wystający. Na początku były OK, ale teraz to już porażka.

      Usuń
  24. Potwierdzam Twoje obserwacje.- kiedyś rzeczy były niemal niezniszczalne, teraz- szkoda gadać!

    OdpowiedzUsuń
  25. Pełna zgoda. Chociaż ściany można zrobić z cegieł i pokryć tynkiem. Podłogi z drewna lub innego materiału. Ale powstaje kwestią za ile. Dziś wszystko musi być tanie. A tanim mięsem, jak wiadomo, psy się karmi. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj spokój, nie dałabym psu starego mięsa!
      Cieszę się, że wpadłeś 🌷

      Usuń
  26. Jak to możliwe, że nie wiedziałam, że teraz modne jest stawianie stóp do wewnątrz?
    A poważnie mówiąc, współczesna moda robi się dziadowska, nawet coraz więcej memów jest na ten temat. Słusznych, skądinąd.
    Budowlanka zeszła na psy już dawno. W sklepach kupujemy wszystko na chwilę. Ja pochodzę z czasów, w których rzeczy się naprawiało. A teraz nawet nie ma gdzie.

    Z tymi zawodami bym nie przesadzała, że niedouki zostają dziennikarzami itd. Każdy na takie stanowiska, które wymieniasz, musi mieć wykształcenie. Nie wiem tylko jak z aktorstwem.
    Np. ja, mam talenty, które chciałam sprzedać w kilku pracach, ale choć pasowałam im, nie mogli mnie zatrudnić, bo nie mam stosownych papierów.

    Ja w wiadomościach SMS, używam znaków diakrytycznych, interpunkcji itd., piszę pełnymi zdaniami. Niektórzy do mnie odpisują skrótami myślowymi i bez przecinków. Ciężko z taką osobą dojść do porozumienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziadostwo, tak, masz rację. Mnie też doskwiera fakt, że nie ma gdzie naprawiać sprzętów. Fachowców nie ma nawet na lekarstwo... Dawniej były na przykład repasacje, w których panie podciągały nawet największe oczka w rajstopach - dzisiaj zdejmujesz z nóg i do kosza. Nie mówiąc o tym, że dziurawe rajstopy też są w modzie. Trzymam jak relikwie telefon do jednego speca od pralek i zmywarek. Jeśli i jego zabraknie, to nie wiem, co zrobię, gdzie znajdę nowego.
      Aniu, wystarczy się przysłuchać albo przyjrzeć językowi dziennikarzy. Bebechy się plączą! Owszem, mają wykształcenie, tylko że dzisiaj i studia są g... warte.
      Należą Ci się słowa uznania za sposób pisania SMSów. Chwała Ci! 😘

      Usuń