20 września 2026

262. Przekazane w nieznane

Nie rozumiem, co się dzieje i powoli zapominam, jak się nazywam. Jeżeli chcecie, to możecie spróbować mi przypomnieć. W pracy kataklizm, w domu katastrofa, w życiu klęska. Biegam, rzucam się, miotam, latam, skaczę, staję na rzęsach – i nie wyrabiam z niczym. Od tygodnia zabieram się do napisania czegoś na blogu i co? I wiadro! Udało mi się… nic nie napisać. I niczego nie zrobić w art. journalu. Do tego tonę w makulaturze, sama ją produkując, zgodnie z zaleceniami biurokracji. Na razie jestem obłąkana, a już niebawem – czuję to! – zrobię się agresywna.

No i w tym szale ciągle mi coś ginie. Czyli gubię nie tylko siebie, ale i rozmaite przedmioty. Gubienie to taki rodzaj czynności, którą wykonuję równie nieświadomie jak wszystko inne. Zaliczyłabym ją do czynności życiowych, ale jest zbyt wredna. Uświadomiłam sobie ten proces pewnej nocy przed zaśnięciem i przyszło mi do głowy, żeby dowiedzieć się o gubieniu trochę więcej. Otóż nie jest to żaden hokus-pokus. Zagubiony przedmiot nadal istnieje i znajduje się w tym miejscu, w którym został położony lub bezwiednie zgubiony. Jeżeli odkładamy przedmiot automatycznie, bez uwagi, zwyczajnie nie pamiętamy później, gdzie go położyliśmy. Poza tym, jeżeli zajmujemy się wieloma rzeczami naraz (jak ja teraz), to wreszcie kończy się pojemność pamięci „roboczej”, więc może ona nie dostarczyć odpowiedniej informacji potrzebnej do odnalezienia zguby.

Gdzie gubimy? Chyba wszędzie. W domu (np. ja), w samochodzie (np. ja), w dowolnych środkach komunikacji, w sklepach, w kawiarniach i restauracjach, w hotelach, na lotniskach, koncertach (moja piękna bransoletka!), spacerach, plażach… Wszędzie.

A co dzieje się z tymi przedmiotami? Okazuje się, że wciąż istnieją biura rzeczy znalezionych. Swoje takie biura mają również koleje i komunikacja miejska, bo często zapominamy zabrać różne przedmioty ze środków lokomocji.

Co gubimy? Z relacji pracowników biur wynika, że potrafimy zgubić dosłownie wszystko. Portfele, smartfony, dokumenty, walizki, klucze, zegarki, gotówkę w różnych walutach, karty bankowe, czapki, etui na słuchawki, słuchawki, e-papierosy, torby wraz z zawartością, klucze z pilotami, ładowarki, okulary, etui na okulary, kluczyki do samochodów, biżuterię, rozmaite części garderoby, tablety, laptopy, wózki dziecięce, sprzęt AGD, instrumenty medyczne, rowery, kosiarki, drony, aparaty słuchowe, telewizory, florety, rękawice bokserskie, rakiety do squasha, maszyny do szycia, święte obrazy, sejfy, parownice do ubrań, złoto, dewocjonalia, piloty do telewizora, rękawiczki, parasole, peruki, szczoteczki do zębów, sprzęt sportowy, urny z prochami, sztuczne szczęki, suknie ślubne, żywe zwierzęta… I przykłady można by mnożyć w nieskończoność.

Wydaje mi się, że tak prawdziwie gubię przedmioty nader rzadko. To, o czym wspomniałam na początku, to gubienie chwilowe. Pamiętam dwie znaczące prawdziwe zguby. Jeszcze w podstawówce zgubiłam klucze od mieszkania zawieszone na czerwonym sutaszu. Takie były czasy, że wszyscy machnęli na to ręką i nikt nie zmienił zamków. Druga była piękna, ukochana przeze mnie bransoletka. Odpięła się i przepadła w tłumie na koncercie zespołu Maanam, gdy byłam w liceum. Do dzisiaj pamiętam, jak wyglądała i wciąż chciałabym ją mieć. Aktualnie zdarza mi się zgubić kolczyk. Więcej już nic, chyba jestem śmiertelnie nudna. Ale przynajmniej nie zgubiłam floretu, urny z prochami ani sukni ślubnej… A, no przecież! Do ślubu nie miałam sukni, tylko fikuśny żakiecik, długą spódnicę i kapelusz, wszystko w kolorze écru.

Ale post mi się udał! Zaczęłam od gubienia, a skończyłam na ślubie. To ewidentny znak, że powinnam już iść spać. Dobranoc.

34 komentarze:

  1. A ja zapomnialam jak bylam ubrana do slubu. Zdjecia na dowod brak. Swiadkow brak. On twierdzi, ze mialam niebieska sukienke...hmmm. niebieska sukienke mialam w wieku 5 lat :))) Pamiec jest zawodna. Nie tylko ta krotka czy robocza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiesz, jak byłaś ubrana do ślubu. Zdjęć brak. Świadków brak. Podejrzane! Może tego ślubu w ogóle nie było? 😅

      Usuń
    2. :)))) Jak nie bylo jak byl. :))) Detale tylko sie zgubily. W zakamarkach pamieci.

      Usuń
    3. Czyżby nie był wart zapamiętania? 🤔

      Usuń
    4. W tym samym czasie bylo tak duzo innych spraw do pamietania, ze moda slubna zeszla na plan dalszy :))). U mnie zycie wtedy sie zaczelo a nie to, ze slub byl jak wisienka na torcie zycia. :))) Priorytety byly inne.

      Usuń
    5. No to jeżeli chodzi o zaczynanie życia, to moje... wciąż jeszcze się nie zaczęło. Boję się, że może nie zdążyć się zacząć zanim się skończy.

      Usuń
    6. Pomyslalam, ze pamietanie to wielki dar ale i darem jest zapominanie.
      Rozmawialam z pania okolo 90 lat i ona cudnie pamietala detale (pomna, ze nikt juz nie skoryguje ewentualnych faktow, ktore potoczyly sie inaczej) i musialam glosno stwierdzic, ze ma dobra pamiec. Ona na to, ze zbyt dobra, bo pamieta nawet to o czym chcialaby zapomniec. I te slowa wypowiedziala z gorycza.
      Zapominanie, gubienie rzeczy to objaw stresu...
      Co do zaczynania zycia...to zalezy w duzej mnierze od nas samych.

      Usuń
    7. No właśnie nie. Absolutnie nie.

      Usuń
  2. Napisałem dłuuuuugi, świetny komentarz*, ale zamiast kliknąć OPUBLIKUJ zachciało mi się fukusa oglądać na tym, twoim ślubnym zdjęciu. I komentarz przepadł, zgubił się, jest już nie do odzyskania. Tragedia!

    __________
    * Taki mądry, dogłębnie przemyślany, no na prawdę żałuj, że go nie przeczytasz! Najlepszy komentarz z tych wszystkich komentarzy jakie kiedykolwiek u Ciebie napisałem, a kto wie czy i nie z tych, które kiedykolwiek jeszcze napiszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A te naprawdę to z nerwów po stracie. Jestem słaby z ortografii, ale nie aż tak :D

      Usuń
    2. Chyba będziesz musiał się załamać.

      Usuń
    3. Aha, a ten fukus to co to jest?

      Usuń
    4. @FrauBe - Fikus? 🤔😉

      Usuń
    5. Hokus-pokus. Pijana ze szczęścia byłaś i nie zauważyłaś prawie-drzewa w sali ślubów? Ale, że nadal Cię trzyma? 🙃

      Usuń
    6. Oj, fikusa to ja widzę, ale może ten Dariuszowy fucus to nie literówka?

      Usuń
  3. Fajny post i piękna para młoda :)
    Wiesz, ja ostatnio też gubię i szukam, jak ten Pan Hilary, i jak on znajduję. Czasem po długim czasie, ale nie umiem odpuścić. Dziś pół dnia szukałam na fb wierszyka żeby go wstawić jako notkę. Pomogła mi AI. Dobra jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilka razy zdarzyło mi się w panice szukać telefonu podczas rozmowy 😅. Czysty model Hilarego!

      Usuń
  4. Ostatnio zgubiłam moją drogą, odporną na tornada parasolkę ☹️ Inne rzeczy na około domu gubię tylko na chwilę i najczęściej znajduję w ten sam dzień. Ostatnio gubię też telefon w domu, bo przeprowadziłam się do o wiele większego domu, który ma więcej potencjału do gubienia w nim rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, gdybym to ja mogła się przeprowadzić...

      Usuń
  5. Zgubić jakiś przedmiot zdarza się każdemu i zawsze to jakaś szkoda, ale największą jest to, gdy zaczynamy gubić siebie... A mam wrażenie, że akurat Ty czy ja dawno zgubiliśmy siebie w odmętach naszych żywotów i za diabła nie potrafimy odnaleźć... 🙄

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, bo błąkamy się po omacku. Zawsze wydaje mi się, że jestem w tak długim tunelu, że nawet światełka nie widać.

      Usuń
    2. Ja się zastanawiam czy w ogóle jakiekolwiek światełko jest... Może juz do usranej śmierci przyjdzie się tak błąkać naiwnie wierząc że odnajdziemy siebie... Wybacz, znowu smęcę, ale taki mam kuźwa dzisiaj nastrój. Ta szarówka mnie przygniata jak olbrzymi głaz...

      Usuń
    3. Nie krępuj się, ja to znam od podszewki. Czekają nas ciężkie miesiące ciemności. Na mnie ona bardzo źle działa.

      Usuń
  6. Agresja lepsza od obojętności!
    Na Rodos zgubiłam srebrną bransoletkę, a mężowi wiatr porwał czapkę na morzu.
    Fajny komplet miałaś do ślubu, mój 3 -częsciowy komplet szyła mi babcia, chciałam taki, by móc jeszcze wykorzystać przy innej okazji i tak było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypomniałaś mi, że też zgubiłam gdzieś w śniegu srebrną bransoletkę, grubą, w Rymanowie-Zdroju, gdzie wpadłam w odwiedziny do przyjaciół będących tam w sanatorium.

      Usuń
  7. Czytając ten post, najpierw się uśmiechnęłam, potem zaczęłam zastanawiać, gdzie ja ostatnio coś odłożyłam, a na końcu wzruszyła mnie ta historia z bransoletką. ❤️ Masz niezwykły dar pisania o zwyczajnym chaosie tak, że człowiek odnajduje w nim kawałek siebie. I chyba właśnie dlatego tak dobrze się Ciebie czyta — nawet kiedy „nie wyrabiasz z niczym”, z tego całego zamieszania potrafisz wyczarować świetną historię. A zakończenie ze ślubem i fikuśnym żakiecikiem — cudowne! 😄 Odpocznij, zanim zgubisz siebie na dobre. A jeśli się zgubisz, spokojnie — tutaj na pewno ktoś Cię znajdzie. ❤️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już dosyć dawno się zgubiłam, ale tutaj, w blogosferze, zawsze się odnajduję.

      Usuń
  8. Sama gubię coś niemal codziennie... Ale nie, że na stałe tylko tak chwilowo. Tak czy siak jest to denerwujące 🙄 A żakiecik mega Psze Pani! Przypominasz mi Betty z bajki o Flinstonach 😄

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo, Betty miała figurę jak ta lala, zupełnie spoza mojego rozmiaru 😉

      Usuń
  9. Takie chwilowe to nie zguba a zapodzianie się :D i takie zdarza mi się i owszem ale niezbyt często. Takiej prawdziwej zguby na stracenie sobie nie przypominam, może była ale dawno.
    Kilka rzeczy wartościowych...znalazłam :) Złoty ruski zegarek był pierwszy, pół wieku temu to było, jechałam ze szkoły tramwajem i na podłodze leżał. Oddałam właścicielowi bo ogłoszenie w gazecie było o zgubie.
    Dowody osobiste też uważam za wartościowe, bo dla tego kto zgubi to duża strata. No więc dowodów znalazłam 3. Pierwszy odniosłam na policję bo było po drodze. Drugi znalazłam w urzędzie więc przekazałam do urzędniczego okienka. Trzeci to był dowód tymczasowy nieletniego chłopaka, odszukałam go przez fejsa, a po dowód zgłosił się tatuś chłopca.
    Promienny masz uśmiech na zdjęciu ślubnym, hmmm wygląda na dobrą wróżbę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa... dobra wróżba. 11 lat znęcania się psychicznego (aż się rozwiodłam) i ciągnąca się od ponad 20 lat depresja. Oto, co wywróżył mój uśmiech.

      Usuń
  10. Ładny strój do ślubu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strój może i ładny, tylko ślub zupełnie niepotrzebny. Cóż, młoda byłam i głupia, nie wzięłam pod uwagę, że mam w życiu pecha i że ze ślubu też może wyjść tylko klęska.
      No i wyszła.

      Usuń