09 lutego 2026

219. Będę mniej sikać

Poryczałam się o poranku. Mniejsza o przyczynę, możemy np. przyjąć na potrzebę tego tekstu, że to z powodu poniedziałku.

Pękła we mnie jakaś tama i jak się uruchomiłam, tak nie mogę przestać wyć. W pracy musiałam nad sobą mniej więcej panować, ale i tak chodzę z króliczymi oczami i szlarami wokół nich. Nie podoba mi się, że doszło do tego w poniedziałek, bo popularne porzekadło głosi, że jaki poniedziałek, taki cały tydzień. No ale nie jesteśmy przesądni.

No więc – ryczę. Ryczę jak trąba jerychońska, a smutek i rozżalenie wypychają ze mnie wilgoć przez oczy. Do nowych dochodzą stare i przewlekłe żale. Wychodzą wszystkimi tkankami, wypełzają z najciemniejszych głębin serca, a ja szlocham na akord.

Gdy byłam jeszcze w podstawówce, mój pierwszy chłopak dokuczył pewnego razu naszej koleżance z klasy.

- Widzisz, co narobiłeś? Teraz przez ciebie płacze  szturchnęłam go.

- To niech płacze – wypalił. – Będzie mniej sikać.

To ja chyba nie będę sikać przez cały tydzień.