19 października 2026

267. Co to da?

W sklepach, wiadomo: Boże Narodzenie rozpoczyna się we wrześniu, a Halloween w sierpniu. Do tego drugiego chcę nawiązać.

Według najnowszych doniesień medialnych, poszczególne sklepy (Auchan, Biedronka, Carrefour, Dealz, Kaufland, Smyk) zdecydowały, że ograniczą halloweenowy asortyment, wycofując niektóre produkty. Konkretnie chodzi o te artykuły, które imitują ostre narzędzia: plastikowe noże, tasaki, topory, kosy, maczety, miecze. Niektóre rezygnują ze sztucznej krwi, upiornych masek, „zakrwawionych” przebrań, akcesoriów z drastycznymi motywami i innych krwawych rekwizytów.

Jasne jest, że cała ta akcja odbywa się na kanwie wydarzeń w Ostrołęce, Leszczydole-Nowinach koło Wyszkowa i Warszawie. Mnie ten cały Halloween ani ziębi, ani grzeje, choć zamiłowanie ludzi do ohydy i odrażających gadżetów budzi moje zdumienie. Nie o mój stosunek do tej durnej zabawy jednak chodzi, a o pewną refleksję.

Po co ta akcja?

Co ona zmieni?

Czy rozwiąże głębsze problemy z agresją lub coraz częstszymi zaburzeniami psychicznymi? Śmiem wątpić. Tak sobie myślę, że pomoże jedynie jako kolejny rodzaj reklamy, ale tylko sklepom.

A co Wy o tym sądzicie? Jestem ciekawa Waszych opinii.



100 komentarzy:

  1. Glupie swieto! Amerykanska kalka! Brzydoty i tak pelno.
    Dynie sa dekoracyjne nawet bez zebow i dodatkowych oswietlen a smierci niczym sie nie oswoi!
    Lepsze byly Andrzejki i wrozenie z wosku.
    Ale jak ktos cos lubi i swietuje - jego gust.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, to wszystko oczywiste. Ale co zmieni wycofywanie asortymentu ze sklepów?

      Usuń
    2. Moze w nastepnym roku i w nastepnym nastepnego sklepy nie zamowia takich rekwizytow wcale?

      Usuń
    3. I co z tego? Nie spowoduje to zmian, nie zniweluje agresji, nie udaremni ataków nożowników i innych popierdoleńców.

      Usuń
  2. mój udział w Halloween, a co za tym idzie wkład w tą gałązkę rynku sprowadza się do zakupu kilku dyń, z których strugam lampiony, oraz nieco cukierków dla dzieciaków na wypadek ich wizyty, oraz na konsumpcję własną ewentualnie, jak coś zostanie... reszta asortymentu do nabycia mnie kompletnie nie interesuje, więc prawdę mówiąc nie wiem, co jest w sklepach, nie zwracam na to uwagi... natomiast uważam, że nie ma żadnego związku, żadnego przełożenia, ani korelacyjnego, ani przyczynowo skutkowego pomiędzy podażą zabawek, gadżetów nawiązujących w taki, czy inny sposób do drastycznej przemocy oraz ilością aktów realnej przemocy w realnym realu...
    oczywiście firmy mają handlowe mają pełne prawo decydowania, co chcą sprzedawać, a czego nie i tylko rynek je z tego rozlicza, czy zarobią więcej, czy nie... mają też pełne prawo do takich, czy innych chwytów reklamowych /w pewnych granicach, rzecz jasna/ i takim chwytem jest właśnie zrobienie szumu wokół rezygnacji ze wspomnianego asortymentu... z tego też je rozliczy rynek, ale w moim odczuciu jest to dość żałosny chwyt, który bardziej popsuje wizerunek tych firm, niż go poprawi...
    aha, tak przy okazji... ja dynie do swoich dzieł sztuki kupuję prosto od growera, bo dynie sieciowe ze względu na dłuższy czas i drogę z grządki na półkę mają krótszy okres ważności, wyroby z nich są mniej trwałe, zaś te różnice bywają nieraz dość znaczne...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znalazłam definicję growera chyba zgoła nie tę, którą miałeś na myśli 🎃.
      Myślę, że Twój udział w Halloween jest 40 razy większy niż mój 😁. Przebieranki w paskudne stroje nie uważam za powód do rozdawania obcym dzieciom cukierków ani nawet do otwierania im drzwi. To samo zresztą dotyczy kolędników.
      No a ta kretyńska akcja marketingowa jest, w mojej ocenie, beznadziejna i nikomu - może prócz handlowców - w niczym nie pomoże.

      Usuń
    2. nie, czemu?... grower to jest ten, kto uprawia jakąś roślinność... hodowca robi to samo, ale na większą skalę, aczkolwiek hodowca zajmuje się zwykle jeszcze rozmnażaniem swoich roślin... nie ma jednak zbyt ostrej granicy między jednym i drugim... tak więc ciut prawidłowiej by może było, gdybym napisał, że dynie kupuję u hodowcy, ale niekoniecznie...
      ta różnica jest ostrzejsza w przypadku zwierząt... np. hodowca owiec, czy też rasowych psów lub kotów ma większą gromadkę i nikt tak nie powie o kimś, kto ma w domu jednego lub nawet kilka kotów, czy chomików... o takim jednak nie mówi się grower, tylko po prostu opiekun, albo /błędnie/ właściciel...
      ...
      znam jeszcze inne znaczenie słowa grower, ale z kontekstu jasno wynika, że nie o to chodzi...

      Usuń
    3. W zasadzie rolnictwo, w tym wszelakie hodowle, są mi obce. Czort z nimi. Ucieszył mnie fakt, że - jak zrobiłby to każdy normalny człowiek - zwróciłeś uwagę na błędne zastosowanie słowa "właściciel". Zastanawiam się nawet, czy to nie jest tak, że to moje koty są moimi opiekunami, a nie odwrotnie 😻.

      Usuń
  3. Ta akurat akcja chyba nic nie da, bo na tej zasadzie trzeb by wycofać wiele zabawek i pamiątek ze straganów.
    Wszystkie niemal dzieciaki przywożą z zamków miecze, kusze i łuki.
    A święto? ja nie celebruję, ale nie bronię nikomu dobrej zabawy, jeśli lubi.
    Dobrze mieć wybór, zakazy mają odwrotny skutek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że gdyby nawet wycofano ze sklepów cały asortyment, to i tak nie miałoby to żadnego wpływu na zachowania dzieci i młodzieży. Nie tędy droga do walki z agresją.

      Usuń
  4. Nie obchodzę. Nie kupuję też słodyczy dla zgrai nieznanych mi dzieciaków, najczęściej mnie nie ma albo nie otwieram drzwi 😄 Zresztą, mam w tym dniu urodziny jednego z członków rodziny więc koncentruję się na czymś innym. A z dekoracji to i owszem, kupuję kilka dyń w różnych rozmiarach, które potem są zjadane. I mam chyba 2-3 małe figurki ducha, dyni i czegoś tam jeszcze, ale to takie małe pierdy, że siedzą gdzieś pomiędzy doniczkami z kwiatami 😄👻🎃
    Czy zakaz o którym piszesz coś zmieni? Nie wydaje mi się. Nie trzeba Halloween, wystarczy pierwszy lepszy kanał w tv i filmy ze zgrają idiotów z nożami, kastetami, siekierami itp. 🤷‍♀️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. teraz już jest przeważnie tak, że dzieciaki dzwonią do tych drzwi, gdzie przed domem/mieszkaniem stoi dynia, taka "umowa społeczna" jest i jak ktoś wystawia taki lampion dyniowy, to liczy się z wizytą i zaopatruje się wcześniej w jakieś słodycze... a jak ktoś nie chce brać udziału w tej grze, do czego ma zresztą prawo, to niech nie wystawia dyni...

      Usuń
    2. @PKanalia - Mieszkam w UK więc tu chyba trochę inaczej niż w PL. Kiedy mieszkałam w dzielnicy domków to jakoś więcej tych dekoracji i dzieciaków widziałam. Od 6. lat w bloku i chyba tylko dwa pierwsze lata były takie, że był tabun dzieci na korytarzach i dookoła bloków, pukali wszędzie bez względu na to, czy przed drzwiami były dekoracje czy nie. To był nowy blok kiedy się wprowadziłam, więc nie wiem czy te dzieciaki troche powyrastały przez te 6 lat czy rodzice zaczęli się bać, ale w ub.r. było jakoś znacznie ciszej. Ale przemysł halloweenowy kwitnie, sklepy pełne, w większości badziewnej chińszczyzny... 🤦‍♀️

      Usuń
    3. aha, UK, to zmienia postać rzeczy, było tak od razu... zresztą w Polsce też różnie to działa zależnie od regionu... poza tym introdukcja tego święta nastąpiła sporo lat później... za to najśmieszniejsi są oburzeni dziadersi, którzy nie znają się na kalendarzu i nie umieją pojąć, że 31 październik /Halloween/ i 1 listopad /Święto Zmarłych, zwane też Wszystkich Świętych/ to są dwa różne dni...

      Usuń
    4. Ja chyba też jestem dziadersówą, bo z kolei nie mogę pojąć, że ktoś nie może pojąć różnicy między 31 października a 1 listopada.

      Usuń
  5. Wisi mi i powiewa zarówno hallowen jak i parę innych świąt. Ale jak ludzie chcą się tak bawić, proszę bardzo. Złego słowa nie powiem. Jeżeli ktoś chce zrobić krzywdę komuś innemu, zrobi ją, wystarczy pilniczek, nożyczki, a nawet długopis, żadne tasaki nie są potrzebne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Taka Sisi na przykład zginęła od zwykłego pilniczka. Inna rzecz, że była anorektyczką i byle zapałka mogła ją przebić na wylot 👸. Kretyńskie posunięcia sklepów to tani chwyt marketingowy, nic więcej.

      Usuń
  6. Halloween jest mi tak samo obcy, jak walentynki, nie obchodzę; moim zdaniem, to święto/zwyczaj komercyjny, a że wywodzi się z kultury anglosaskiej, jak rozumiem, to też i emocjonalnie mi obcy. Inną sprawą są te ruchy, które teraz rząd wykonuje, maskujące rzeczywiste problemy. Czy widzę rozwiązanie? W następnym pokoleniu, które widząc, co się dzieje, swoje dzieci wychowa inaczej, jak da radę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak po prawdzie to wszystkie święta mają wymiar komercyjny.

      Usuń
    2. Pewnie, ale wciąz niektóre są dla wielu osób ważne, bo wynikają np. z wiary czy tradycji.

      Usuń
    3. A ja obchodzę wszystkie święta - szerokim łukiem.

      Usuń
    4. Ja się staram, ale rodzina czasem przeszkadza 😁

      Usuń
    5. Mnie też czasem przeszkadza, ale tylko czasem.

      Usuń
  7. Nic nie zmieni,
    ale jak widać to taka potrzeba chwili.
    Inaczej
    Wymóg chwili

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to nie jest wymóg chwili, tylko raczej jej wykorzystanie na tani chwyt marketingowy.

      Usuń
  8. Sklepy jakoś tam chcą się wypromować, ot, przy okazji ogłoszenia wymienia się nazwę, czysty zysk. A dzieciaki przecież nie dlatego atakowały.

    Halloween lubię, 1 listopada również.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak to odbieram, jako czystą reklamę, bo nie wierzę, żeby wycofanie ze sklepu kilku zabawek miało znacząco albo choćby niewiele wpłynąć na zachowania młodzieży. Agresja to jest za duży problem, żeby miało się z nim rozprawić takie byle co.

      Usuń
    2. Agresja wynika z sytuacji domowej, z norm i przeżyć. Gdyby obchodzenie Halloween powodowało agresję, Irlandczycy już nie powinni istnieć.

      Usuń
    3. No toteż właśnie. To jest proste i nie wiem, dlaczego ludzie tego nie rozumieją.

      Usuń
  9. Halloween ,,obchodzę" w inny sposób niż komercyjnie. To po prostu czas kolejnego przesilenia, przejście w ciemniejszą część roku, bardziej patrzę na pogodę i nastroje związane z tą porą roku i tym przejściem niż na przebieranki, straszydła itd.
    Dzisiaj mignęła mi na Instagramie galeria, że inne państwa poradziły sobie z przemocą w szkole poprzez telefon/ zgromadzenie/ skrzyneczkę na listy do zgłaszania niepokojących sygnałów, z kolei nauczyciele dostali trening i telefon do policji/ psychologów/ osób zdolnych do interwencji, żeby sprawdzać sygnały od uczniów zanim się coś wydarzy. I podobno to dosyć sprawnie działa, bo uczniowie lepiej wiedzą, że kolega coś durnego planuje/ mówił coś niepokojącego/ jest izolowany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również uważam, że warto się przyjrzeć innym krajom i przeanalizować efekty działań prewencyjnych. Dla nas przemoc w szkołach z użyciem niebezpiecznych narzędzi, to zjawisko stosunkowo nowe, więc nie mamy doświadczenia, a sprawa jest zbyt poważna, by ją ignorować. Tyle że Polska jest krajem podatnym na "KAPITANOZĘ", chorobę władzy polegającą na tym, że posiadającemu władzę się zdaje, że wie najlepiej i nie musi robić zapoznania z doświadczeniami innych państw, czy innych środowisk, a podwładnym się zdaje, że to sprawa przełożonego i siedzą cicho czekając, co pan/ pani dyrektor/ dyrektorka powiedzą.

      Usuń
    2. Gdyby Polska miała mądrych obywateli, miałaby również mądrzejsze rządy, tymczasem każdy jeden pogłębia destrukcję oświaty i wychowania, która mogłaby zostać pominięta, gdybyśmy patrzyli na skutki podobnych działań w innych krajach. Ale nie, my musimy iść 50 lat za Murzynami i wdrażać u nas takie rozwiązania, od których inni już dawno poodchodzili, bo okazały się do doopy.

      Usuń
  10. Mnie to wisi.
    Przegapiłem nawet info o akcji.
    Halloween to nie moje święto.
    Dzieci nie mam i mieszkam daleko od szkoły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też wisi, a na dodatek jeszcze powiewa i łopocze na wietrze. Bo też i nie o Halloween chodzi, tylko o sposób zwalczania przemocy. Akurat ten uważam za kretyński.

      Usuń
  11. Halloweenu bardzo nie lubię.
    Na szczęście już kilka lat temu mocno się w mojej okolicy skurczył.
    Wycofanie imitacji noży ze sprzedaży - efektów żadnych to nie da, ale popieram - nie sprzedawać bezużytecznych rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo nie od dziś, że marketing opiera się na wciskaniu klientom rzeczy bezużytecznych i sprawianiu wrażenia, że są one im niezbędne. Akcja tego typu jak ta, o której piszę, jest niedorzeczna i jestem przekonana, że służy wyłącznie handlowcom.

      Usuń
  12. Nie jestem fanem tego święta, ale daleki jestem od oburzenia na tych co czerpią radość takich imprez. W końcu to ponoć wolny kraj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie o Halloween idzie, a o durnowatą akcję, która nie ma innej mocy sprawczej niż reklamowa, ale sprzedaje się pod szyldem walki z agresją.

      Usuń
  13. alez nie kazdy się cieszy ze święta ktore świętuje, nie mam nic przeciwko. Tylko rzeczywiscie dwa miechy lastchrystmasów wykańczają i ten cały szajs nieekologiczny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale po kiego grzyba ta bzdurna akcja? Z agresją i nożownictwem za pomocą wycofywania produktów się nie wygra na pewno. Tani chwyt reklamowy.

      Usuń
    2. wiesz gdyby nie Ty, to bym nawet nie wiedziała o tej akcji. mam swoją trudną jesień...nic mnie nie interesuje, myślę, że nawet wybuch wojny bym przegapiła.
      Czekam aż ministra wyda polecenie ubierania sie w kamizelki antynożownikowe.

      Usuń
    3. Ministra niech mnie pocałuje w dupę.
      Wiem, że masz trudną jesień, trzymam za Ciebie kciuki.

      Usuń
    4. To i za to całowanie trzymam kciuki. Dokładam całą moją dyrekcję trójosobową, niech ich szlag.

      Usuń
  14. Moje zdanie na ten temat jest takie: Dziecko wychowują rodzice. Jeśli od małego będzie wychowywane w patologii, uczone agresji, i pozbawione jakichkolwiek zasad i empatii (bezstresowe wychowanie też bym do tego zaliczyła) to może być wkoło niego nasrane kwiatków, bratków i stokrotek, a on i tak ukręci z tego narzędzie do zrobienia komuś krzywdy. Odwrotnie: Jeśli dziecko wychowuje się w rodzinie, która uczy go empatii, konkretnych zasad i ludzkiego myślenia to żadne halloweenowe potworki tego nie zmienią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to, to, to. Samo sedno! Nazywanie gówna fiołkiem też nie sprawia, że przestaje śmierdzieć.

      Usuń
  15. Tak, to nic nie zmieni. We wcześniejszych latach ten asortyment nie sprawił, że dzieciaki zaczęły się mordować więc czemu w tym roku miało by być inaczej? No ale jak to u nas, wszystko bez głowy i pomysły z dupy rodem... 🙄

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z dupy albo z mózgów marketingowców i speców od reklamy, która opłaci się wymienionym sklepom.

      Usuń
    2. Fakt, co by nie powiedzieć dzięki tej zagrywce o sklepach głośno i zapewne o to chodziło, bo nawet oni nie są na tyle naiwni by uwierzyć, że wycofanie plastikowych noży cokolwiek zmieni na lepsze 😉

      Usuń
    3. O to chodzi. Stumaniała część narodu oczywiście da się na to nabrać i będą sypać się peany na cześć "wielkiej" i "ważnej" akcji.

      Usuń
    4. Jednak wolałbym żeby wszystkie małe i duże sklepy podjęły inną akcję, a mianowicie wycofały ze swojego asortymentu petardy, żeby pod koniec roku wszelkiej maści oszołomy niemiały czym strzelać i nie straszyły w ten sposób zwierząt. Takiej akcji bym bił brawo.

      Usuń
    5. W punkt! Nienawidzę petard i innych strzelających gówien. Jak myślę o tych wszystkich umierających zwierzętach, to mnie trzęsie. Wszystkim strzelającym życzę, żeby im pourywało łby.

      Usuń
    6. Niemiałbym nic przeciwko. I tak z tych łbów nie korzystają, więc to żadna strata i dla nich i dla świata.

      Usuń
    7. Bingo! Ich łby służą tylko do tego, żeby im się deszcz do środka nie lał.

      Usuń
  16. Bardzo się cieszę, że supermarkety postanowiły wprowadzić takie ograniczenia. Może za wiele to nie zmieni, ale zawsze jest to jakiś (malutki) krok w kierunku lepszego. Ja do samego Halloween nic nie mam, sama mieszkam w kraju, w którym to świeto się celebruje i sama też w tych celebracjach uczestniczę. Jednak nie sposób się nie zgodzić, że niektóre stroje/rekwizyty są zdecydowanie nie odpowiednie dla najmłodszych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko co to zmieni? Nie tędy droga do takiego wychowywania dzieci, żeby wyrastały na normalnych ludzi, a nie na przychlastów.

      Usuń
  17. Nie świętuję Halloween jednakoż naprawdę by mi się podobał gdyby wszyscy przebierańcy własnym sumptem zrealizowali swoje przebieranki, albowiem byłaby to nauka kreatywności :D Dlatego to wycofałabym wszystkie masowe gotowe ozdóbki, a dopuściła do handlu co najwyżej półprodukty. To tak półżartem :)
    Życie zaś jest skomplikowane wielce i na pewno nie naprawi się negatywnych zachowań pustymi gestami. No i wychowujemy się nawzajem poprzez pozytywne zachowania a nie moralizatorstwo.
    A dyniami bawię się cały rok hehehe, bo kilkanaście lat temu wymyśliłam sobie Dyniaki i jak mnie najdzie to sobie jakiegoś wycuduję ;) Moje dyniaki wzięły się zaś z Festiwalu dyni organizowanym od przeszło 20 lat przez wrocławski ogród botaniczny. To na tym festiwalu oczarowały mnie kształty dyń ozdobnych, a że szkoda mi je było wyrzucić to te które się ususzyły przerabiałam na cudaki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak sobie teraz, też półżartem, pomyślałem o wszelkich gotowych produktach, które są w sprzedaży... na przykład piwo... kupujemy kiełkowany jęczmień /czy jakieś inne zboże/, drożdźe i ew. chmiel do przyprawy i każdy warzy sobie sam... albo auta w częściach do samodzielnego montażu... to by było mocne... nie wspomnę o gaciach: materiał, nici, gumka i do roboty... kiedyś nie było gotowych klusek i kotletów w sklepach, samemu się robiło i nikt nie narzekał...

      Usuń
    2. To wcale nie są półżarty, nauka kreatywności i "Zrób to sam" z Adamem Słodowym nie były takie głupie. Domowy makaron własnoręczne cerowanie itp. też nie były złe. Dzisiaj w szkole zobaczyłam coś, co mnie zdumiało i prawie wzruszyło. Grupa młodzieży pracuje nad projektem jakiejś skomplikowanej, wielopoziomowej gry planszowo-internetowej. Potrzebny był im jakiś rekwizyt, wyglądający jak kolorowe schodki. I jeden z uczniów wraz z tatą zrobili to od początku do końca sami, a dziewczyny z grupy bardzo ładnie pomalowały. Jakim rodzicom chce się teraz robić z dziećmi takie rzeczy? W dodatku w szkole średniej? Osobiście to cudo oglądałam, wykonane z drewna, bardzo równo i solidnie. Jestem pod wrażeniem. Jednak komuś jeszcze coś się chce. Ale to jednostki.

      Usuń
  18. Nie sądzę, by przebrania halloweenowe miały coś wspólnego z atakami nożem wśród nastolatków. Mało tego. Uważam to za totalny absurd. Oczywiście osoby, które widziały zakrwawione ofiary, mogą na widok krwawych przebrań halloweenowych mieć jakąś niepożądaną reakcję. Problem jest złożony i nawet nie chce mi się zaczynać listy pomysłów, co może na niego wpływać, prócz wychowania oczywiście, które zawsze jest w takich sytuacjach na pierwszym miejscu, a na drugim jest dostęp do psychiatrów i psychologów. Swoją drogą, czy wymienione firmy wprowadziły ograniczenia w krajach swojego pochodzenia?
    Prywatnie drażnią mnie osoby halloweenowe made in china, najbardziej tandetny syf. To samo się tyczy ozdób świątecznych. Wolałbym, żeby to było coś z duszą, żeby miało indywidualny charakter. Nie chodzi mi o strachy. Chodzi o ten syfiasty plastik.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ozdoby, a nie osoby halloweenowe oczywiście

      Usuń
    2. Mnie na widok plastiku trzęsie z obrzydzenia, a już plastikowe bombki choinkowe to apogeum syfu. Niestety, w obliczu wysokich cen (np. szklanych, ręcznie malowanych bombek) tandeta ma powodzenie. Jednorazowa tandeta, dodajmy. I rosną sobie plastikowe góry śmieci, zatruwając świat...
      Wiadomo, że opisana akcja ma się do nożowników jak kler do biedy, ale handlowcy na tym zyskają. Reklama, marketing, czysty zysk.

      Usuń
  19. Akcja mi się podoba. Po co umrzykom siekiery i miecze? Zupełnie bez sensu.

    OdpowiedzUsuń
  20. Zgadzam się, że często zapominamy o tym, jak nasze własne działania i słowa mogą wpływać na młodsze pokolenia. W obliczu tragedii, które dotykają szkoły i młodzież, powinniśmy przede wszystkim skupić się na przyczynach tych zjawisk dlaczego dostęp do specjalistów zdrowia psychicznego jest tak trudny?!

    Wprowadzenie obowiązkowej służby wojskowej ani liberalizacja dostępu do broni to nie rozwiązuje problemu, a jedynie może pogłębić kryzys. Zamiast tego potrzebujemy otwartości na dialog, zrozumienia i wsparcia dla młodych ludzi, by mogli kształtować zdrowsze relacje ze sobą i otaczającym ich światem. Ważne, abyśmy jako dorośli byli dobrym przykładem i podejmowali odpowiedzialność za świat, który im zostawiamy. Dziękuję za poruszenie tego tematu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście masz stuprocentową rację. U nas wszystko stoi na głowie.

      Usuń
  21. To nic nie zmieni, zawsze lubiłam przebieranki, czytałam krwawe horrory, lubiłam mroczne motywy a nigdy nie pomyślałabym, żeby kogoś skrzywdzić. Dla wielu młodych ludzi to zawsze będzie tylko niegroźna zabawa. Za to krzywdy już inaczej się odbijają na psychice.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moimi ulubionymi książkami od wieków są kryminały i horrory, a też jakoś nigdy do szkoły ani do pracy noża nie nosiłam i żadnym ostrym narzędziem nikogo nie dziabałam.

      Usuń
    2. ja nosiłem i czasem do tej pory noszę, przeważnie w wersji scyzoryk, ale to nie zmienia faktu, że też nigdy nie dziabałem nikogo, bo nóż ma wiele innych zastosowań, podobno jednak teraz uczeń mający scyzoryk traktowany jest jako dziabacz, choć jemu też przeważnie dziabanie nikogo do głowy nie przychodzi... tylko patrzeć, jak pojawią się bramki wykrywające metale przed wejściami do szkół, jak na lotniskach, czy w sądach... nie wiem, w którym momencie zaczęło się coś chorego, wiem tylko, że zdrowe to nie jest...

      Usuń
    3. Chore, bo w chorym świecie żyjemy. Uważam, że bramki byłyby najlepsze. I jeszcze kontrola narkotykowa. Można na lotniskach? Można i w szkołach.

      Usuń
  22. Ja tam już ponad 20 lat temu nie rozumiałam konieczności wprowadzania tego święta na europejski grunt. W sumie przyniosły go sklepy sieci Wal Mart, sklepów już dawno nie ma, a my nadal mordujemy się z tymi straszydełkami.
    Ale na szczęście nowy zwyczaj zanika powoli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas chyba jeszcze nie zanika. Zwyczaj jest od czapy, ale sam pomysł sklepów na wycofanie niektórego badziewia też jest od czapy. Uczniowie nie noszą noży do szkół dlatego, że w sklepach są zabawki.

      Usuń
  23. Cóz rzec - tak to jest w tym matrixie. trzeba sobie stworzyć własny: nie reagować, nie angażować się.
    Dla mnie ten czas jest straszny z powodu umierania światła.
    Tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie jest dokładnie taki sam. Co roku się go boję, czasem jest to koszmarne kilka miesięcy.

      Usuń
  24. oswajanie dzieciaków z bronią, krwią i śmiercią. zaraz potem szkoła wojskowa, albo policyjna, hełm na łeb i służba na baczność. kadry muszą być odporne na widok krwi i samemu dziabnąć, kogo im palcem pokażą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do niczego to. Nie cierpię wojska i militariów, brzydzę się wszelkim zabijaniem.

      Usuń
  25. Może Poprostu trzeba coś robić , aby choć dla pozoru . Bo sytuacja jest ( nawet nie wiem co napisać) trudna, przerażającą….

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem. Jakoś nie sądzę, żeby to miało jakiś sens.

      Usuń
  26. A ja uważam, że plastikowe noże, tasaki i pistolety oraz inna imitacja broni stanowiąca niby to "zabawkę" powinny być na stałe wycofane z obrotu. Chodzi o mentalność. Z pogardą patrzę na rodziców, którzy prowadzą swoje kilkuletnie dziecko z pistolecikiem, strzelające na niby do każdego mijanego przechodnia lub psa. Czym za młodu... itd. Zabijanie na niby i grożenie na niby innemu człowiekowi to nie zabawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to miałoby sens, gdyby w ogóle takie zabawki się nie pojawiały w sprzedaży. Np. moja córka nie pozwala przynosić do przedszkola takich zabawek, nie mówiąc o tym, że absolutnie ich nie ma w przedszkolu.

      Usuń
  27. Nic nie sądzę, olewam to ciepłym moczem, niech se pianę biją.

    OdpowiedzUsuń
  28. Mogłabym napisać elaborat o tym, że to jednak ma sens. Tylko dobro da?;) nie ma sensu. Z racji wykonywanej funkcji każdy czynnik ma znaczenie. Trzeba zacząć nieco głębiej, ale.. miałam tak powalony tydzień. Że mi się już nie chce rozbierać na czynniki pierwsze. Jestem po pracy😂
    Prywatnie jestem za, bo mnie drażnią te paskudne maski. Dynie mogę zostawić bo kocham patrzeć i jeść 😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całe szczęście, że jesteś po pracy, bo źle się czuję i elaboratu mogłabym nie znieść 🤣. Prywatnie uważam, że dynie są raczej bez smaku, maski i inne akcesoria halloweenowe ohydne, a jeszcze prywatniej - mam ochotę wysadzić coś w powietrze. W niezdrowym ciele niezdrowy duch po prostu 😃.

      Usuń
    2. Dynie są zajebiste 😎 mogę jeść codziennie i się mi nie nudzą 😂

      Usuń
    3. Ale w jakiej postaci Ty to jesz? 🎃

      Usuń
  29. Myślę, że jeżeli coś w ogóle da, to znaczne ograniczenie wszechobecnej amerykanizacji. Nie znoszę tego zjawiska, więc uważam ten krok za plus.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie znoszę tego zjawiska, tylko że wycofanie zaledwie kilku pozycji naprawdę nic nie da.

      Usuń
  30. To nic nie da w kwestii bezpieczeństwa ani zdrowia psychicznego, a sklepy może skorzystają wizerunkowo i tyle. Dla mnie to temat zastępczy i fałszywe poczucie, że 'coś się robi'.
    Nie lubię Haloweenu. Nie przywiązuję do niego wagi ani uwagi, a te gadki o oswajaniu ze śmiercią, itp. w ogóle mnie nie przekonują.
    A z dyni zrobiłam dziś puree odkłaczające dla Puszka:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuję się pod każdym Twoim słowem - oprócz purée z dyni, bo nie robiłam 😃.

      Usuń
  31. To nie zmieni nic jeśli chodzi o temat bezpieczeństwa w szkołach i ich okolicach, ale może dać złudne wrażenie że coś się w tym temacie robi. Dla mnie to święto nie istnieje, rozumiem że ktoś inny może chce się bawić - niech się bawi.

    OdpowiedzUsuń
  32. Nie umiem poczuć klimatu, kiedy w sklepach robią coś takiego.. Potem szukam ozdób i już ich nie ma :D

    OdpowiedzUsuń
  33. Wygląda na to, że znaleziono wreszcie skuteczny sposób na walkę z przemocą - rozbroić sklepowe manekiny i skonfiskować plastikowe tasaki. Szkoda tylko, że ludzkiej agresji nie da się zdjąć z półki równie łatwo jak halloweenowych straszydeł. Prawdziwe problemy wymagają czegoś więcej niż marketingowych egzorcyzmów odprawianych między dynią a sztuczną pajęczyną; przynajmniej będzie można z dumą ogłosić, że społeczeństwo uratowano przed kawałkiem pomalowanego plastiku. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, sposób "skuteczny" jak cholera 🤣.

      Usuń
  34. Nie sądzę że coś zmieni ale nie lubię takich 'ozdob'. Święta, siłą przemyconego do nas z Zachodu, też.
    Uściski ♥️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli chodzi o Halloween i związany z nim asortyment sklepowy, mam identyczne zapatrywania jak Ty 😘

      Usuń
  35. Problemy psychiczne nie są coraz częstsze, po prostu są częściej diagnozowane niż kiedyś. Nie wiem, co myśleć o tej akcji. Trochę jak przyklejanie plasterka na głęboką ranę. Raczej nikogo nie odwiedzie od agresji brak plastikowych noży w sklepach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam na myśli to, że jednak coraz bardziej widoczni są ludzie mocno zaburzeni.
      Uważam, że ta akcja nie da nic, bo nie pójdą za nią działania wychowawcze, a na tym polu jest do zrobienia... wszystko. Głaskanie po główkach i odczytywania praw (z pominięciem obowiązków) od kołyski przynosi efekty. Przemoc króluje.

      Usuń