30 lipca 2026

252. 4 sekundy do...

Poprzedni post był taki bardziej na luziku, w dzisiejszym spróbuję się skupić na zjawisku dotyczącym tylko ludzi, które określiłam mianem „pierwszego wejrzenia”, a które wyjaśniają psychologia i socjologia, nazywając je „pierwszym wrażeniem”.

Gdzieś kiedyś przeczytałam, że przy podejmowaniu decyzji, czy w przyszłości będziemy lubić daną osobę, czy nie, istotne jest pierwsze wrażenie”. Podobno wystarczą sekundy, żeby zadecydować o dalszych relacjach między dwiema osobami. Zgodnie z tą teorią wystarczy czas nieprzekraczający 7 sekund, aby się zdecydować, czy polubi się tego kogoś, czy nie. Ilekroć ocieram się o ten temat, przypomina mi się ewidentny przykład z mojego doświadczenia:

Eks nacisnął mały, okrągły przycisk dzwonka. Tuż przed moim wystraszonym nosem otworzyła drzwi nieco niższa ode mnie, korpulentna, siwowłosa kobieta.

- Dzień dobry...

- Dzień dobry – padła odpowiedź. Mocnym, ale miłym, jakby zakatarzonym głosem. Potem pamiętam już tylko, jak – pchnięte jakimś niewytłumaczalnym impulsem – radośnie padłyśmy sobie w objęcia. Te pierwsze sekundy już na zawsze określiły nasze relacje. Kochałam ją. Była lekiem na każde zło. Zjawisko „pierwszego wrażenia” tłumaczy także miłość od pierwszego wejrzenia (np. BMŻ).

Dlaczego tak się dzieje?

Jednym z najważniejszych mechanizmów psychologicznych jest „efekt aureoli”, nazywany też „efektem halo”. Sprowadza się on do tego, że nawet jedno dominujące wrażenie ma wpływ na ocenę danej osoby. Na tej podstawie jesteśmy skłonni do przypisywania jej innych pozytywnych lub negatywnych cech. Jeżeli poznajemy kogoś, to pierwsze wrażenie jest nie do wyparcia, mimo że aby uzyskać pełną ocenę delikwenta, musimy go lepiej poznać.

Co ciekawe, powstawanie pierwszego wrażenia jest rodzajem mechanizmu obronnego człowieka, który na jego podstawie ocenia, czy ktoś jest dla nas zagrożeniem, czy nie. Jest to cecha atawistyczna, odziedziczona po przodkach z odległych epok. Potwierdza to fakt, że za rozpoznawanie zagrożeń i przetwarzanie emocji odpowiedzialna jest neurobiologia – układ limbiczny w mózgu.

„Pierwsze wrażenie” wpływa na nasze życie, bo przesądza o relacjach międzyludzkich, nieraz dozgonnie (patrz ---> moja teściowa, BMŻ).



26 lipca 2026

251. Od pierwszego wejrzenia

To jest tak. Patrzysz, widzisz pierwszy raz i już wiesz, że to będzie miłość dozgonna. Strzała Amora przeszywa szybciej, niż zdążysz pomyśleć. Macie tak?

Jakby tak się zastanowić, parę takich strzał utkwiło we mnie na dobre. Ciekawe, jakie strzały tkwią w Was?

Zakochać się od pierwszego wejrzenia można w człowieku, ale i w zwierzęciu, w roślinie, w przedmiocie, w zapachu, w miejscu, w zjawisku…

Tak pokochałam od pierwszej chwili na zawsze Króla Popu, gdy po raz pierwszy usłyszałam piosenkę „Say, Say, Say”, śpiewaną przez niego z Paulem McCartneyem. Byłam wtedy w ósmej klasie - dzisiaj jestem... mhm... ciut starsza.

Tak zakochałam się na wieki w Warszawie i Maderze, gdy po raz pierwszy postawiłam tam stopę.

 

Tak pokochałam moją Teściową, gdy po raz pierwszy powiedziałam jej „dzień dobry”. Była moją najlepszą przyjaciółką do śmierci.

Tak zakochałam się w zapachu Light Blue Dolce & Gabbana, gdy po raz pierwszy dotarła do mnie jego smużka. Zmieniam zapachy dla urozmaicenia, ale to do tego właśnie zawsze wracam. To mój zapach.

Tak pokochałam Blondyna Mojego Życia… Niestety, wygląda na to, że dozgonnie.

Tak zakochałam się w Rutgerze Hauerze, gdy bardzo, bardzo dawno po raz pierwszy zobaczyłam go w „Ślepej furii”. Pozostał na zawsze moim najulubieńszym aktorem.

Tak pokochałam „Rusałki” Witolda Pruszkowskiego, gdy po raz pierwszy zobaczyłam w oryginale to niesamowite światło. Żadne zdjęcie go nie odda.

A Wasze miłości od pierwszego (do ostatniego) wejrzenia, którym jesteście wierni? Jestem ich bardzo ciekawa.


22 lipca 2026

250. Niecodziennik część 13 pt. „Teatralne kolczyki i klasyka debila”

1. A oto klasyka debila. Na zdjęciu poniżej wyglądam tak, a nie inaczej, bo jedna moja koleżanka uznała, że szkoda, żeby takie ładne i długie włosy (moje) marnowały się bez loków i fal. Przyniosła mi taki artefakt, który zobowiązałam się użyć. No to użyłam i z tego tytułu ujrzałam w lustrze wzorcowy okaz kretyna.

Zignorowałam obraz i poszłam w tym spać – zgodnie z instrukcją. Faktycznie, rano, po zdjęciu tego patentu, ujrzałam się piękną, polokowaną i pofalowaną jak falowana blaszka. Przez chwilę miałam złudzenia co do pokazania się tak atrakcyjną ludziom. Zupełnie jakbym zapomniała o tym, że moje włosy mają właściwości drutów telefonicznych. Zanim zeszłam z drugiego piętra i dotarłam do samochodu zaparkowanego przed blokiem, po lokach i falach nie było już śladu. Owłosienie głowowe prezentowało się jak zwykle.

2. Jakiś czas temu przyszła BEZCENNA przesyłka od Teatralnej. W niej zaś osobiście przez Nią sfilcowane kolczyki. Matulu, jakie cudne! Teatru, do końca świata Ci się nie wypłacę! 💖💖💖💖💖

3. Stałam się również posiadaczką zacnego kubka. Niby takie zwyczajne, nie za ładne nic, a motywuje jak cholera! Szukajcie motywacji na zdjęciu, a znajdziecie 😅.


4. W pergoli śmietnikowej zalągł się menel. Od trzech tygodni mieszka tam, robi pod siebie, a nad nim unoszą się roje much. Wiadomo, że śmietniki same z siebie nie pachną fiołkami, tym bardziej w lecie, gdy jest gorąco i wszystko rozkłada się z prędkością światła. Kloszard przebija stawkę znacząco, nie każdy potrafi AŻ TAK śmierdzieć. Współczuję sąsiadom, których okna wychodzą na stronę śmietnika. Dodatkowo łachmyta jest agresywny i ludzie zwyczajnie boją się chodzić ze śmieciami. Powiadomiona administracja na monity mieszkańców odpowiedziała, że… nie mogą nic z tym zrobić, bo gość jest agresywny. No, zajebiaszczo. To kto ma nam pomóc?! W ubiegłym roku zgłaszałam, że do mieszkania wlatują mi szerszenie (ja bym się z nimi dogadała, ale boję się o koty). Oddzwoniła za jakiś czas pani, informując mnie o tym, że odbyła spacer, obejrzała krzak bzu rosnący przed naszymi oknami i nie widziała żadnego gniazda. To by było na tyle. Idiotka.

5. Właśnie wykipiałam mleko w mikrofalówce. Żądam pomnika.

17 lipca 2026

249. Stan używalności

Sprawa wygląda następująco.

Z wszystkich sił staram się wrócić do stanu używalności. Nie bardzo mi się to udaje, mam wakacje i najpodlejszy nastrój, a mimo to ciągnie mnie już do blogów. Zabieram się do napisania tej notki od kilku dni, podchodzę jak pies do jeża. Każda czynność sprawia mi trudność, nawet ukochane pisanie, jednak nie – nie poddam się i wygramolę się z tego Rowu Mariańskiego (Stachu, dziękuję Ci za doping! 😘), bo z doświadczenia wiem, że się da. Tylko nie zawsze szybko.

Bardzo serdecznie dziękuję tym, którzy do mnie w tym strasznym czasie dzwonili, esemesowali, pisali maile, wyrażali troskę i wsparcie na komunikatorach i w komentarzach na blogu. Jesteście wspaniali! 💕💕💕 Nawet te parę pozornie mało znaczących słów było dla mnie ważne, świadczące o tym, że są wśród Was liczne dobre dusze. Rozpraszało to także bardzo mroczne w tym czasie poczucie samotności. Przebieg epizodu depresyjnego generuje bowiem między innymi wyostrzenie wrażliwości. Pewni ludzie zawiedli, ci z mojego otoczenia w realu, ale Wy nie sprawiliście mi zawodu 💖 Założyliście mi na popękane serce opatrunek❤️‍🩹.

Zatem wracam, może nie od razu na pełnej petardzie, ale jednak.