Chodzi o rzecz tak ulotnie
definiowalną jak szczęście. Od czego zależy, czy człowiek jest szczęśliwy? Gdzie
szukać szczęścia, jeśli się nim nie dysponuje? Jeśli ewidentnie brak nam
poczucia szczęścia?
Nie ma magicznych tabletek na nieszczęśliwą
duszę. To czego się trzymać?
Najpierw ustalmy, czego szukamy. Szczęście
nie jest krótkotrwałą emocją. Polega na wewnętrznej zgodzie na życie
takie, jakie się ma, przynajmniej tak definiuje je psychologia, a wspomaga
filozofia. To poczucie spełnienia, dobrostanu i akceptacji tego, co daje
nam los. No i świetnie. A co z człowiekiem takim jak ja, który
nie potrafi się pogodzić? Nie mogę żyć tak jak chcę, a na
to, co jest, nie ma we mnie zgody. Doskonale wiem, co sprawiłoby, że
byłabym szczęśliwa, ale moje życie (przeznaczenie?) tego nie wie. Na pytanie
zadane wprost: „Jesteś szczęśliwa?” (tak kiedyś zapytała mnie pewna szczęśliwa starsza
pani) bez wahania odpowiadam również wprost: „Nie”.
Ktoś mógłby powiedzieć, że nie doceniam
tego, co mam. Otóż pewne rzeczy doceniam, ale szczęścia nie czuję, nic na to nie poradzę. Większości
zaś nie doceniam, ponieważ żyrafa ofiarowana mi w miejsce upragnionego
słonia w ogóle mnie nie cieszy. Owszem, na odczepnego mogę okazywać
zachwyt i zadowolenie, ale siebie samej nie oszukam. Sparafrazuję w tym
miejscu Gombrowicza: „Jak cieszy, jak nie cieszy?” Kiedy leżą
i kwiczą duże rzeczy, małe nie cieszą, nic nie poradzę. Żebym się
nawet w kucki porobiła z wysiłku – nie cieszą.
Mówią, że szczęście nie jest
zależne od rzeczy zewnętrznych, że jest w nas samych. Świetnie, tylko
dlaczego grzebię w sobie i za cholerę nie mogę go znaleźć
przez tyle już lat? Ile? – zapytacie. Dużo – odpowiem. Co najmniej dwadzieścia…
Co ja pieprzę? Trzydzieści najmarniej.
Gdzie więc szukać tego szczęścia,
którego nie ma we mnie ani koło mnie? Kto ma dla mnie receptę? Sąd wziąć
szczęście, gdzie ono rośnie, ile kosztuje, czy mają to na Temu? Jak sprawić, żeby
ostatnia myśl przed śmiercią nie była pełną żalu myślą o zmarnowanym,
smutnym życiu?
Pisząc te słowa, siedzę zagrzebana w mule. Wokół mnie falują wodorosty.

Jak to, nie ma tabletek na szczęście? A Prozac?
OdpowiedzUsuńNie załatwia szczęścia, niestety.
UsuńWielu konsumentów ma chyba odmienne zdanie.
UsuńPrzy okazji. Jak ktoś ma twój blog podpięty pod czytnik WordPressu (przydatny gadżet do śledzenia nowych wpisów blogowych), to sobie tekst "245. Czy jestem kobietą upadłą?" przeczytał :P
No i dobrze, w końcu był do czytania. Tyle że to efemeryda.
UsuńCałkiem skasowałaś ten tekst? Na WordPressie jest możliwość ustawiania wpisu jako prywatny. Czasem z tego korzystam.
UsuńSkasowałam, aktualnie jestem w bardzo złej kondycji psychicznej.
UsuńSzczęście to momenty zachwytu, nie ciągłość.
OdpowiedzUsuńNieprawda. Momenty to tylko emocje, szczęście polega na trwałości. Mylisz pojęcia.
UsuńPo prostu inaczej to rozumiemy.
UsuńAle ja to wyjaśniłam z psychologicznego i filozoficznego punktu widzenia, więc to nie jest kwestia różnego rozumienia.
UsuńOk! Chylę czoła przed nauką, natomiast jeśli przedstawisz mi człowieka, który zawsze był szczęśliwy, gotowa jestem przyznać Ci wyobrazeniowego Nobla / bo do realnego oczywiście nie mam żadnego dostępu😉:/.
UsuńProszę bardzo. Przedstawiam Ci moją mamę, moją babcię (jej mamę), moją ciocię, moją przyjaciółkę z Sandomierza, moją kuzynkę w najbliższej linii, mojego kuzyna w najbliższej linii, kuzynka mojej przyjaciółki... I to podkreślam, że nie jest to moja opinia, tylko ich własne, wielokrotne zeznania. Mam wyliczać dalej, czy to wystarczy?
UsuńMuszę uwierzyć Ci na słowo. Masz niezwykłą rodzinę szczęściarzy.😏
UsuńRodzinę i znajomych! 😉
UsuńNo z tym pogodzeniem się jest sporo racji. Ale jeśli tej zgody w sobie nie znajdziesz, to już nie wiem.
OdpowiedzUsuńRozwiązaniem może być poszukanie czegoś w zamian.
Nie mogę chodzić po wysokich górach, ale dolinki tez są piękne.
Nie stać mnie na Karaiby? to pojadę na Mazury!
Coś w tym rodzaju...
Tak jak napisałam, nie potrafię cieszyć się z żyrafy, gdy potrzebuję słonia...
UsuńMoże za wysoko wisi twoja poprzeczka lub ograniczyłaś szczęście do tej niemożliwej sytuacji, która ci umyka.
UsuńMyślę, że nie za wysoko, to są bardzo popularne rzeczy i ludzie je mają. No, nie chcę pisać o nich wprost...
UsuńCzy mi się wydaje, czy jeszcze kilka godzin temu był tu inny wpis? 😳 Nie wiem czym jest szczęście, nie wiem jak to jest być szczęśliwym i nie znam recepty na szczęście. Za to w byciu nieszczęśliwym osiągnąłem mistrzostwo i podejrzewam, że przyszłość niczego innego nie przyniesie. Natomiast rad niech Ci udzielają ludzie, którzy są w swoim życiu szczęśliwymi. A nóż trafi się ktoś, kto podpowie Ci, gdzie szukać szczęścia 😉
OdpowiedzUsuńTo wtedy i Ty skorzystasz, od razu podzielę się z Tobą informacją. Wiesz, ja byłam w życiu szczęśliwa, więc przynajmniej wiem, czego szukam.
UsuńA wpis... był, ale się zbył.
A ja już tak naprawdę niczego nie szukam, bo jestem na takim etapie, że oswoiłem się i pogodziłem z rzeczywistością. Ty na szczęście jeszcze nie, więc masz szansę to szczęście odnaleźć.
UsuńNie, to nie tak. Ja też nie szukam w sensie dosłownym, bo po prostu są to rzeczy niemożliwe. To była raczej metafora.
UsuńCzy niemożliwe? Są i tacy którzy twierdzą, że to jest możliwe... Mnie niestety nie stać na optymistyczne patrzenie.
UsuńMiałam na myśli konkretne rzeczy, których mi brakuje, żeby być szczęśliwą.
UsuńDomyślam się o jakie konkretne rzeczy chodzi... Na to faktycznie nie masz wpływu.
UsuńNie wiem, czy się domyślasz, czy może jesteś w błędzie, ale w sumie to nie ma większego znaczenia, o co chodzi. Znaczenie ma to, że nie jestem szczęśliwa.
UsuńNapisze gdy dolecę...jutro.
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę. Doleć szczęśliwie!
UsuńWiesz, trudno zgadnąć co jest Twoim słoniem. Nie lubię też tego wpierania, ciesz się czym masz, bo cholera jestem na etapie, kiedy nie cieszy mnie co mam, ale wierzę, że to stan przejściowy, jednak zdaje sobie sprawę, że określenie - "nie cieszy mnie żyrafa.." ma prawo wybrzmieć. Tylko czy na pewno ucieszy słoń? Może stan w jakim jesteś to coś głębszego? I czy jest nadzieja na tego słonia, bo jeśli jest, może myśl o tym, będzie kołem napędowym do wyjścia z mułu...
OdpowiedzUsuńSłoni jest cztery (cztery słonie, zielone słonie, każdy kokardkę ma na ogonie...). To nie jest istotne, czym są. Ważne jest to, że nieosiągalne i nie ma nadziei na cud.
UsuńCzy słoń ucieszy? Tak. Wiem z doświadczenia. Własnego. Powiedzmy, że... dane mi było te słonie pogłaskać.
Inni mają gorzej i jakoś żyją! Najgorszy tekst na świecie. I jeszcze ciągle każą wyłazić ze strefy komfortu. Szczęściem dla mnie jest słuchanie i patrzenie na moje dzieci, które mi się udały. I to, że jestem wolna. Że pada deszcz. Że mogę słuchać muzyki, którą kocham całą sobą. Że przeżyłam zawał bez większych perturbacji. Że mam więcej szczęścia niż rozumu. Nie wiem czy istnieje takie prawdziwe szczęście, bo mam wrażenie, że każdy na swój sposób je przeżywa. Nie ma na to jednej recepty. Życzę znalezienia swojego szczęścia.
OdpowiedzUsuńJa już nie będę szczęśliwa, ale cieszę się, że Ty jesteś, a przynajmniej bywasz 💖 Tak, szczęście jest możliwe, znam wiele osób, które były i są szczęśliwe. W tym moja mama.
UsuńMieszkam w kraju szczesliwych ludzi i sie przygladam: zwykli ludzie. Wola sie nazywac sami szczesliwymi aby ktos inny o nich nie mowil: nieszczesliwcy. To realisci.
OdpowiedzUsuńSzczesliwosc, szczescie wydaje mi sie, ze to pojecie oznaczajace, ze nie jest znow tak beznadziejnie czyli, ze nie jest tak zle aby nie moglo byc gorzej. Bywa zle i bywa gorzej. Bywa gorzej i jeszcze bardziej zle niz gorzej...To co jest powyzej zle jest dla jednych dobrze, dla innych sczesciem.
Od nas zalezy gdzie sie ustawimy. Dla mnie jest szczesciem, ze budze sie rano a nie noca. Noc jest pojemniejsza w wydarzenia ale rano rozpoczyna kolejny dzien, pozwala myslec, ze jakas ciaglosc istnieje.
No właśnie, że nic od nas nie zależy. O to rozbija się to całe gówno zwane życiem.
UsuńWydarzyc moze sie wszystko ale my decydujemy jak sie do tego ustosunkowac. :))) To tylko zycie i to az zycie. Wydarzenie moze byc kleska albo mozliwoscia. Decydujemy o tym sami albo pozwalamy aby nas gdzies przyporzadkowano.
UsuńNie decydujemy o niczym. Nie mamy wpływu na wiele rzeczy.
UsuńTo zacznijmy decydowac! Na ile mozemy bo w pewnych kwestiach mozemy jednak, uparcie twierdze.
UsuńIstnieje powiedzenie : szczescie w nieszczesciu. I takie szczescia bywaja.
Czasem czekamy na wieeeelkie szczescie a malych nie zauwazamy. To pewnego rodzaju pycha (nie nawiazuje tu do religii).
W ważnych dla mnie kwestiach nie mam ruchu. I tyle.
UsuńRozumien. Dany przypadek a nie ogolnie. Wtedy wspolczuje. Moze cos sie zmieni. Kiedys.
UsuńAle cuda się nie zdarzają, wiesz...
UsuńCzekac na szczescie to tak jak czekac na Godota. Uniwersalne szczescie nie istnieje. Szczescie sie czuje lub nie. To jest stan ducha bardzo induwidualny.
UsuńMoze pewni ludzie nie potrafia tego stanu uzyskac?
Nasuwa sie pytanie czy mozna byc szczesliwym bez szczescia? Ktos kto ma szczescie to szczesciarz a nie szczesliwy: zyje w sprzyjajacych warunkach ale czy to sobie uswiadamia?
Ja nic nie wiem i nic z tego świata nie rozumiem. Wiem tylko, że od wielu lat nie jestem szczęśliwa. Amen.
UsuńSiedzisz zagrzebana w mule? To teraz jeszcze otwórz oczy, a zobaczysz że woda ponad Tobą jest dużo jaśniejsza, a wodorosty nie takie gęste... A to czy podniesiesz doopsko i odepchniesz się nogami to już od Ciebie zależy 🤷♀️
OdpowiedzUsuńNie zależy od człowieka brak sił. Nie zależą też okoliczności zewnętrzne.
UsuńSzczęścia się nie szuka
OdpowiedzUsuńOno samo przyjdzie.
Albo i nie.
Bo trzeba mieć szczęście, żeby się szczęście pojawiło 😏
To brzmi sensownie, choć pogłębia zagrzebanie w mule.
UsuńTak sobie myślę że szczęście każdy nosi w sobie ... ale często o tym nie wie...
OdpowiedzUsuńW takim razie powtórzę pytanie: dlaczego od 30 lat nie mogę go w sobie znaleźć?
Usuń"Doskonale wiem, co sprawiłoby, że byłabym szczęśliwa".
OdpowiedzUsuńCo to takiego?
Czy mogę to zostawić dla siebie?
UsuńPewnie, że możesz. Zaciekawiła mnie po prostu Twoja pewność.
UsuńTak, jestem granitowo pewna i są to dla mnie oczywistości.
Usuńprzede wszystkim musi do nas dotrzeć, że nie ma nic trwałego... całe mnóstwo ludzi uważa, że to rozumie... a mimo to większość z nich uparcie szuka czegoś trwałego albo próbuje to tworzyć i ma ciągły ból dupy, że nic z tego nie wychodzi, albo coś tam wyjdzie, ale w końcu i tak pieprznie, bo tak po prostu ma być... to świadczy tylko o tym, że nie dotarło... dopóki nie dotrze, to nie ma sensu definiowanie szczęścia...
OdpowiedzUsuńco z tym robić?... przede wszystkim pojąć "nie ma"... niestety nagie małpy, tak w ogólności, bo niekoniecznie wszystkie, nawet tego nie potrafią pojąć, więc o czym tu w ogóle mówić?... jest mnóstwo ciekawszych zajęć, niż strzępienie dzioba tą kwestią...
p.jzns :)
Bardzo proszę, zajmuj się tymi ciekawszymi zajęciami.
Usuńz tym nie ma kłopotu, sam biegnę do nich bez proszenia, jak kot do michy :)
UsuńNo i gitara! 🎸 😏
Usuńmoże szczęściem byłoby nazwanie potrzeb a następnie realizowanie ich a jeśli nie da rady, bo nie da rady, czasem, to zmiana priotrytetów. ja jestem szczęśliwa. ale zapewne byłabym bardziej gdybym wygrała miliony ... mogła podróżować cały czas. nie pracować :-) oraz kasa by szła na zwierzęta.
OdpowiedzUsuńna ogół jestem i zawsze byłam szczęśliwa, jak twoja mam :-) umiem być szczęśliwa, co nie oznacza, że nie wpadam, w deprechy. czasem wpadam. jestem emcjonalna, to nie uniknę.
jestem kochana i kocham. nie żałuję swoich wyborów absolutnie żadnych.
Życzę ci żebyś też była szczęśliwa, żeby sobie tak przestawiła program :-) w głowie i żeby miłość ciebie znalazła :-**
Ja znam swoje potrzeby i wiem, czego mi brakuje. Chodzi właśnie o to, że nie ma możliwości osiągnięcia tego, a priorytetów nie umiem przestawić. Nie mam nadziei na nic.
UsuńAle cieszę się Twoim szczęściem, bo ja Ci życzę jak najlepiej 🌺🌻🌼🌷🪻🌹
Moje życie też nie jest takie, jakie sobie wymarzyłam. Są w nim straty, tęsknoty i sprawy, które potoczyły się zupełnie inaczej, niż chciałam. Szczęście nie oznacza dla mnie życia zgodnego z marzeniami, bo wtedy trudno byłoby mi nazwać się szczęśliwą. A jednak jestem szczęśliwa. Może szczęście i spełnienie to nie zawsze to samo.
OdpowiedzUsuńMożliwe. Ale co po definicjach i teorii, gdy w praktyce nie jest się szczęśliwym?
Usuńtrudny temat. i ciężko cokolwiek mądrego powiedzieć. szczęście się czuje. jeśli go nie czujesz, znaczy, że chwilowo go nie ma. i nie ma recepty jak/gdzie/z kim szukać. może szczęściem jest robienie tego, czego nie musisz i to już wystarcza? najwięcej szczęśliwości panuje wśród dzieciaków, a oni nie dociekają. oni po prostu robią co chcą i jak im zabronić, to czyste nieszczęście, a jak pozwolić - wpadają w objęcia szczęśliwości. zostań dzieckiem, może wtedy znajdziesz nie szukając.
OdpowiedzUsuńTrochę trudno zostać dzieckiem, gdy ma się tak zrąbaną duszę (znękanej staruszki). Tak, "chwilowo" nie mam szczęścia. Ta chwila trwa już ponad 30 lat.
UsuńTak, pamiętam to uczucie, było długotrwałe i odzywało się co jakiś czas. Przemiłe, sprawiało, że chciało się latać.
OdpowiedzUsuńA dziś nie ma we mnie zgody na obecny stan życia.
Nie, nie jestem szczęśliwa.
Sęk w tym, że chciałam się nauczyć nie uciekać. Zawsze uciekałam i paliłam za sobą mosty. Ktoś mi powiedział, że to nie jest dojrzałość, tylko naiwna wiara, że zaczynając od nowa, będzie lepiej, a tak naprawdę wciąż powielam stare błędy. I był to mój psycholog.
I wiesz co? Mam ochotę na ucieczkę jak nigdy dotąd. Ale taką na zawsze. Żeby już nigdy nie musieć uciekać. Zrobić to dobrze, tudzież dojrzale - jak tam niektórzy chcą.
Ja doceniam wiele rzeczy w swoim życiu. Naprawdę, uważam, że jest bardzo udane. Mam wspaniałych znajomych, podróżuję, na biedę nie narzekam, niczego fizycznie mi nie brak no i jestem zdrowa.
Ale nie jestem szczęśliwa.
Nie. Nie zgadzam się z tym, że szczęście jest w nas samych.
Jak na zewnątrz są czynniki unieszczęśliwiające, to choćbyś nie wiem co... otoczenie truje najbardziej.
Wystarczyła jedna decyzja, żeby się utopić w mule. Miało być pięknie, dopełniłam obowiązku, decyzja była bardzo mądra, każdy mnie pochwalił. I co? Teraz każdy gani, bo jak śmiem tego nie doceniać.
Ano - nie doceniam pewnej trującej do szpiku rzeczy, którą wybrałam z poczucia obowiązku i myśląc, że tak należy.
Marzę, by to cofnąć.
Jak dobrze, że chociaż Ty mnie rozumiesz... Rozmawiałam dzisiaj na terapii z panią psycholog i ona potwierdziła, że twierdzenie o szczęściu w sobie jest bzdurą i że to okoliczności zewnętrzne nas kształtują i maja wpływ na nasze życie. Nic trudnego do odkrycia...
UsuńNie każdy ma jaja, żeby przyznać się do bycia nieszczęśliwym. To nie stoi w zgodzie z aktualnymi trendami i pokazywaniem, że u nas to tylko niekończące się pasmo sukcesów. A ja nie okłamuję nikogo, a najbardziej samej siebie, bo po co? To byłby absurd.
Ciekawy temat. Szczęście dla mnie to taki bilans zysków i strat. Różnie ludzie wyceniają te swoje zyski i straty. Dla niektórych odstające uszy to katastrofa życiowa , dla innych nawet jeżeli lustro zasłaniają, to tylko drobny defekt.
OdpowiedzUsuńMasz i wykorzystujesz poczucie humoru, więc myślę, że jesteś na drodze do dobrego samopoczucia. No, na razie trochę wyboista...